Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 9 marca 2009

Wywiad z Mateuszem Skutnikiem

Autor: Dominik Szcześniak

Mateusza Skutnika przedstawiać nikomu nie trzeba - autor "Blakiego" i "Rewolucji" parę dni temu otrzymał nagrodę "Sztorm Roku" 2008 (przyznawaną przez czytelników "Gazety" najciekawszym twórcom i animatorom kultury, których pełną listę znajdziecie tutaj), a kilka tygodni temu ogłosił , że zakończył prace nad kolejnym albumem "Rewolucji", zatytułowanym "Dwa dni". Jak napisał na swojej stronie, będzie to album bez słów, dostępny dla czytelników na całym świecie. Oficjalny wydawca komiksu nie jest znany, lecz okładka i przykładowe plansze pewnie nie bez powodu zawisły na blogu Kultury Gniewu. W związku z tym zadaliśmy Mateuszowi kilka pytań:

Ziniol: Dostałeś nagrodę Sztorm Roku 2008. Czwarta nominacja, pierwsze zwycięstwo. Wcześniej nominowany byłeś za swoją pracę komiksową, a nagrodę zawdzięczasz "10 gnomom". Komiks poszedł w odstawkę?

Mateusz Skutnik:
Skądże znowu. Po prostu w tym roku kapituła bardziej doceniła mój projekt gry, niż komiksu. Z drugiej strony - zarówno komiks, jak i tworzenie gier to dla mnie czysta przyjemność, tylko że komiks w Polsce to jedynie hobby, gry to praca i chleb. Być może dlatego komiks jest podporządkowany kalendarzowi tworzenia gier, a nie odwrotnie. Jednak komiksy powstają. Trochę wolniej, niż kiedyś, ale jednak.

Najnowszy album "Rewolucji" jest już ukończony. Jak się pracowało nad tą serią po tak długiej rozłące na rzecz gier?

Rozłąka z "Rewolucjami" nie wynikała z powodu gier, tylko z powodu "Blakiego", który to zdominował mnie na chwilę komiksowo. Teraz, skoro "Blaki" jest już definitywnie zakończony, czas na powrót do "Rewolucji".

"Dwa dni" - czy jednym z nich jest "Zwykły dzień", który został już swego czasu opublikowany?

Tak, album składa się z dwóch historii - jedna z nich to właśnie "The ordinary day", stworzona sześć lat temu dla "Stripburgera" do ich antologii. Myślę, że warto przedstawić ten 24-stronicowy komiks polskiej publiczności. Do tego materiału dołożyłem drugą historię, 32-stronicową, tak więc wyszedł całkiem spory objętościowo albumik. Albumik - ponieważ plansze są małe. Komiks stripburgerowy był malowany w formacie A6, do takiego wydania, tak więc zachowuję spójność. Także ta druga historia jest w tym samym rozmiarze.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?


Komiksy? Kolejne "Rewolucje". Na razie nie chcę zdradzać szczegółów kolejnego projektu. Gry? Mam na tapecie cały czas rozgrzebany "Covert Front 3", ta gra z czasem urosła do gargantuicznych rozmiarów. Dlatego skończenie jej trwa tak długo. Później - "Submachine 6" i "Daymare Town 3", czyli moje flagowe serie gier.

Zbliżają się Warszawskie Spotkania Komiksowe. Czy żądni autografów czytelnicy mogą liczyć na Twoją obecność?

Niestety, w tym roku nie wybieram się na WSK. Jakoś się nie złożyło. Na pewno będę tradycyjnie już na MFK, zapraszam.

Dziękuję za rozmowę.

niedziela, 8 marca 2009

"Trup i sofa" - Tony Sandoval

Autor: Dominik Szcześniak

Swego czasu Kultura Gniewu opublikowała komiks "Piekło, niebo" Arne Bellstorfa, który mimo swej prostoty, dotykał wielu spraw, m.in. snującego się powoli lata i wkraczającej w życie młodego człowieka niespodziewanej pierwszej miłości. Na długo przed tym, nim komiks Bellstorfa został opublikowany, Rob Reiner nakręcił film na postawie książki "The Body" Stephena Kinga. Jego akcja również działa się pewnego lata. Miłości w nim nie uświadczycie, ale za to motorem napędowym działań grupki młodych bohaterów była chęć odnalezienia trupa jednego ze swoich kolegów, potrąconego przez pociąg kilkadziesiąt kilometrów od miejscowości, w której mieszkali. Pierwszy utwór był swobodnym, rozgrywanym bez pośpiechu komiksem o dojrzewaniu, drugi - filmem o przyjaźni, która urasta w siłę podczas wspólnej podróży, spowodowanej natrętną ciekawością widoku rozkładającego się ciała.

Motywy, które zaczerpnąłem z powyższych utworów przedstawiłem w sposób bardzo wybiórczy, mający na celu odzwierciedlenie moich wrażeń po lekturze ko
miksu Tony'ego Sandovala "Trup i sofa". Pomysł, według którego ten komiks powstał, w kilku momentach jest z nimi zbieżny, a w kilku zupełnie od nich odchodzi.

Komiks rozpoczyna narracja młodzieńca Polo, która zgrabnie ujmuje to, z czym chłopiec miał do czynienia zanim ten komiks się zaczął i brzmi: "Samotne lato". Ten stan trwa jedynie do momentu, w którym przewracamy kartkę - na następnej stronie samotność odchodzi w zapomnienie, a pojawia się Sophie, dziewczyna, w której chłopak z miejsca się zakochuje. Sandoval we wspaniały, bezsłowny sposób rozpoczyna proces opisu zauroczenia i fascynacji drugą osobą. Skupia się na detalach - na pierwszym dotyku młodych kochanków, pierwszych gesta
ch. Rola Sophie jest w tym związku dominująca, co zresztą rysownik umiejętnie punktuje w samych fizjonomiach bohaterów - podczas, gdy Polo jest wątłym młodzieńcem o nieproporcjonalnej budowie ciała, Sophie ma już zdecydowanie kobiece kształty.

Synchronicznie z fascynacją piękną brunetką, Polo odnajduje martwe cia
ło Christiana - chłopca, który zaginął jakiś czas temu. Proces rozkładu ciała pociąga go do tego stopnia, że razem z Sophie obserwują go z perspektywy sofy Sophie, którą umiejscawiają na świeżym powietrzu, obok trupa. Zarówno sofa, jak i sama śmierć Christiana kryją straszną tajemnicę, której rozwikłanie stanie się ich celem. By nie zdradzać zbyt wiele szczegółów fabuły dodam jedynie, że w okolicy kręci się wilk, Sophie lubi ubierać się na czarno a Polo miewa sny o wilkołakach.
Sandoval przyrządził "Trupa i sofę" według najstarszej receptury komiksowej - jest więc i płynna narracja i gustowne kadrowanie i znakomite wykorzystanie funkcji komunikatywnej komiksu. Graficznie postanowił ująć swoje dzieło dwubiegunowo - z jednej strony fenomenalnie kolorując część kadrów, z drugiej - pozostawiając je czarno-białymi z lekkim odcieniem szarości. Każda z zastosowanych technik sprawia ogromne wrażenie. Szukając porównań i inspiracji zatrzymałbym się na wczesnej fazie twórczości Hansa Nissena. A z bardziej znanego poletka: Chrisa Bachalo (pewnymi kadrami Sandoval puszcza oczko do rysownika serii "Shade") czy też, z pewnymi uwarunkowaniami, Huberta Ronka.

"Trup i sofa" pojawił
się w sprzedaży zupełnie znienacka, bez szerszej promocji a nawet prezentacji przykładowych plansz w internecie. Jest to materiał zaskakująco dobry, jednak bazowanie na samym zaskoczeniu może się odbić na skali jego odbioru. Szkoda by było, gdyby tak znakomicie rozegrany komiks zaginął w powodzi innych. Wszystkich wielbicieli "letnich" klimatów, zmieszanych z sensacyjną intrygą i mrocznym horrorem, przyprawionych obyczajową otoczką zachęcam do lektury.
"Trup i sofa". Scenariusz i rysunki: Tony Sandoval. Tłumaczenie: Magdalena Kurzyna. Wyd. Taurus Media 2009.

sobota, 7 marca 2009

"Oskar Ed" - Branko Jelinek

Autor: Dominik Szcześniak

Branko Jelinek, rocznik '78, stworzył komiks niezwykle niepokojący, mocno psychologiczny, nieco osobisty. Jelinek przygodę z komiksem zaczął od fascynacji Grzegorzem Rosińskim, jednak potężniejszy wpływ na niego mieli twórcy z nieco innego bieguna - Katsuhiro Otomo, Dave McKean i David B (komiksiarze) oraz Emir Kusturica i David Lynch (filmowcy). Warto jeszcze nadmienić, iż publikując w sieci trailer swojego komiksu, Branko Jelinek jako ścieżkę dźwiękową do niego wykorzystał utwór Nicka Cave'a "Into My Arms".

Tytułowy Oskar E
d to człowiek o nieproporcjonalnej, nieludzkiej głowie, trzymany za młodu w izolacji od świata zewnętrznego. Ed ma skomplikowane stosunki z matką, która wychowuje go samotnie po odejściu ojca. Poznajemy go w momencie, gdy mówi do własnego rowerka. A rowerek mu odpowiada.

Ed jest dzieckiem n
aznaczonym przez los - potrafi ożywiać przedmioty. Jest to dar, jaki zostawił mu jego ojciec. Początkowo, ożywione jabłka, krzesła czy sztućce są jedynymi kompanami Oskara, z którymi może porozmawiać i dzięki którym zyskuje namiastkę prawdziwego życia. Z czasem jednak stają się problemem. Dawanie życia przedmiotom nie sprawia Edowi, bardzo spokojnemu i wyciszonemu typowi, egocentrycznej satysfakcji, a wspomnienie ojca i skomplikowanych z nim relacji, odbiera mu spokojny sen. Skoro on jest twórcą życia, kim jest jego ojciec?

Jelinek początkowo daje czytelnikowi szereg wyborów interpretacyjnych, a po jakimś czasie efektownie je zabiera. Kiedy zastanawiamy się nad samym charakterem opowieści - czy jest to psychologiczny dramat (o czym świadczy choćby uteatralniony pierwszy rozdział czy cały szereg zdarzeń następujących później), czy też może groteskowa parafraza religii katolickiej, ze śmiesznymi wstawkami w rodzaju gadającego odbytu - autor brutalnością psychologiczną komiksu sprowadza nas na dobry trop. Kiedy dociekamy, czy chodzi tu o relacje ojciec - syn, czy może o dogłębną psychoanalizę szalonego umysłu jednostki - zakończenie daje nam konkretną odpowiedź. Gigantycznym plusem Jelinka jako twórcy komiksowego jest to, że nie idzie na łatwiznę. Zamiast ślizgać się po
temacie, wchodzi w jego wnętrzności, babrze się w nich i wyciągając flak po flaku, analizuje go. Lektura tej skomplikowanej książki jest więc sprawą niezwykle frapującą, a wnioski jakie się z niej wyciąga dudnią w głowie, zachęcając do rozpoczęcia akcji ponownego czytania.

Wszelkie wymienione na wstępie inspiracje, poza Rosińskim, są w albumie widoczne - klimat opowieści to wypadkowa elementów z filmów Lyncha i Kusturicy, natomiast jej forma nasuwa na myśl McKeana i Otomo (dorzuciłbym jeszcze Eddiego Campbella, choć być może to zbyt oczywiste). Krzywdzące dla autora byłoby jednak doszukiwanie się konkretnyc
h nawiązań i twierdzenie, że został przez powyższych prowadzony za rączkę podczas tworzenia "Oskara Eda". Jest to bowiem komiks jedyny w swoim rodzaju.

Przepastny tom, bardzo elegancko wydany przez timofa i cichych wspólników, mimo swojej bardzo trudnej tematyki i ciężkiego kalibru gatunkowego, w
ciąga od pierwszej do ostatniej strony. Jedynym minusem, jaki wychwyciłem, są wpadki korektorskie, które mogą okazać się nie do przejścia dla językowych purystów.
"Oskar Ed". Scenariusz i rysunek: Branko Jelinek. Tłumaczenie: Katarzyna Sadłowska. Wyd. timof i cisi wspólnicy 2008

piątek, 6 marca 2009

Ziniol 4: plansze i layout

Autor: Dominik Szcześniak

Przyszedł czas na odkrycie kilku kart. Powyżej przywitała Was plansza z komiksu "Usterka" Jose Carlosa Fernandesa, natomiast niżej znajdziecie inne przykładowe plansze z najnowszego numeru "Ziniola". Jedną z "Zakładu" Timofiejuka i Chmielewskiego:


Jedną z "Fotostory" Szcześniaka i Trejnisa:

Również jedną z "Helektora" Otoczaka:
Tak samo jedną z "Morfium" Zawadzkiego i Piotra "Dismasa"Zdanowicza:

Ponownie tylko jedną z "Pajęczego fortelu" Szcześniaka i Pawlaka:

A na deser - próbka tego, jak wygląda nowy layout magazynu:




czwartek, 5 marca 2009

"ARQ" - Andreas Martens

Autor: Dominik Szcześniak
Andreas, autor niemalże kultowej w Polsce serii "Rork" oraz bardzo pozytywnie przyjętego cyklu "Koziorożec", przyzwyczaił swoich czytelników do pewnych stałych elementów, charakteryzujących jego twórczość. Sięgając po jego komiks odbiorca wiedział, że oto zaczyna podróż metafizyczną, bogatą w tajemnice, a przy tym wyrysowaną z benedyktyńską precyzją. "Arq" stanowi na tym tle spore zaskoczenie, ponieważ na jego kartach Andreas właściwie... nie zaskakuje. A przynajmniej nie tak, jak zwykle.

Zamiast metafizyki otrzymujemy komiks fantastyczno - przygodowy, którego trzon akcji opiera się na przejściu między światami i eksploracji nieznanego człowiekowi miejsca. Do celów badawczych Andreas wykorzystuje postaci pięciu osób - prostytutki, skłóconego małżeństwa, informatyka oraz zabójcy - których w dość niekonwencjonalny sposób wplątuje w jedną aferę, wysyłając do tajemniczego świata Arq. na łamach sześcioksięgu autor prowadzi fabułę na wielu płaszczyznach - z jednej strony w bardzo powolnym tempie śledzi zachowania i perypetie bohaterów po przeniesieniu do Arq, z drugiej natomiast korzysta z retrospekcji, ujawniając ich przeszłość i kreśląc portrety psychologiczne. Wspomniany brak zaskoczenia, tak niespodziewany w kontekście wcześniejszej twórczości Andreasa, pojawia się właśnie we flashbackach, które w większości są typowymi historyjkami obyczajowymi, bez głębszego przesłania, acz z przemożnym wpływem na zrozumienie sensu całej historii. Dodatkowo, wydają się one być wprowadzeniem do zrozumienia samego Arq - zarówno przez czytelnika, jak i bohaterów komiksu. Każdy z nich, podczas pobytu w tym miejscu, zmienia się: coś zyskuje, coś traci, bądź uświadamia sobie jakąś potrzebę. Dopełniające sie światy są więc przez Andreasa wykorzystane w celu dookreślenia bohaterów.

Ukazanie psychologii postaci, mimo iż rozwiązane przez autora w sposób niezwykle ciekawy, ma swoje minusy. Wielokrotnie podczas lektury można odnieść wrażenie, że Andreas pewne sprawy traktuje zbyt skrótowo, a o zasygnalizowaniu innych zdaje się nawet zapominać, lub kreśli je na tyle niewiarygodnie, że czytelnik uświadamia je sobie dopiero przeczytawszy streszczenie, umieszczone na początku następnego albumu (mówię tu głównie
o wątku "Tali, która jest zauroczona cudzoziemcem", czego raczej nie możemy się nawet domyślać po lekturze albumu pierwszego, a w drugim ten fakt zostaje nam podany przez autora jako pewnik). Wynurzenia dotyczące flory i fauny Arq, jak również teorie przedstawiane przez bohaterów w późniejszych tomach często graniczą z bełkotem, ciężkim do zinterpretowania po lekturze sześciu tomów opowieści. Na usprawiedliwienie autora można nadmienić, iż cykl pomyślany jest jako 18 albumów i autor prawdopodobnie ma skrupulatnie zaplanowane wszelkie rozwiązania niejasnych wątków w przyszłości. Tyle, że nie jest to ani tak wciągające, ani tak dręczące umysł i nie pozwalające zasnąć, jak było w przypadku "Rorka". Tam, niesklasyfikowana tajemnica była motorem napędowym lektury kolejnych tomów i pozwalała przymknąć oko na wszelkie niedociągnięcia. W "Arq" z kolei Andreas pozwala sobie na szereg nieprawdopodobieństw i nielogiczności. Daje tym samym do zrozumienia, że te wpadki są trupami na drodze do celu, jakim jest wypełnienie uprzednio zaplanowanego przeznaczenia wszystkich bohaterów opowieści.

Mimo wszelkich zarzutów o niejasne prowadzenie fabuły, należy oddać Andreasowi jedno: "Arq" skomponowane jest w iście mistrzowski sposób. Album pierwszy, zatytułowany "Gdzie indziej" rozpoczyna się fenomenalną akcją, rozgrywaną na czterech planach i mającą punkt kulminacyjny w tym samym momencie. Dwa kolejne, "Wspomnienia", to zawieszenie
akcji na Arq i ukazanie przeszłości bohaterów. Później Andreas prowadzi narracje równoległe: pierwsza skupia się na piątce bohaterów, druga na pracujących nad "projektem Arq" naukowcach. Zwraca uwagę również niekonwencjonalne kadrowanie, łączące dwie sąsiadujące ze sobą strony lub też - co do tej pory w twórczości Andreasa było raczej niespotykane - stosowanie pojedynczych, a nawet podwójnych splash - page'ów.

Graficznie komiks ten prezentuje się zresztą niestandardowo - z jednej strony
widać zaangażowanie i precyzję rysownika, z drugiej natomiast pośpiech. Kreska jest gruba, mięsista, pozbawiona dużej ilości szczegółów, do jakiej Andreas przyzwyczaił, lecz i tak robi ogromne wrażenie. Niewątpliwie Andreas narysował "Arq" na mniejszym niż zazwyczaj formacie, oddając hołd mainstreamowym produkcjom amerykańskim, a równocześnie pragnąc zyskać na czasie. W oryginale kolejne tomy "Arq" wychodziły bowiem w tempie jednego na rok. I w kontekście bardzo powolnego prowadzenia fabuły nawet rok wydaje się zbyt dużym odstępem dla żądnego rozwiązań i odpowiedzi czytelnika. Dlatego wybór Egmontu, by opublikować zbiorcze wydanie "Arq" jest jak najbardziej trafiony.

"Arq", pomimo wyłamania się ze schematów twórczości Andreasa (lub też właśnie dzięki temu) jest efektownie zrealizowanym komiksem przygodowo - fantastycznym, z lekkim elementem psychologicznym, wartym postawienia na półce. To przedsięwzię
cie na naprawdę szeroką skalę, zważywszy na fakt, iż pierwszy sześcioksiąg jest właściwie zawiązaniem akcji. Fani porządnej lektury nie będą zawiedzeni, choć patrząc na niewielką ilość odpowiedzi, jakie Andreas pozostawił wraz z końcem ostatniej strony cyklu, mogą odczuwać duży niedosyt.

Ale niedosyt i oczekiwanie na więcej to w przypadku komiksów Andreasa nic nowego...
"ARQ" (1-6). Scenariusz i rysunki: Andreas. Tłumaczenie: Elżbieta Żbik. Wydawca: Egmont Polska 2009. Komiks został wydany w ramach kolekcji "Plansze Europy".

środa, 4 marca 2009

Różności

Autor: Dominik Szcześniak
Na początek dobra informacja dla fanów twórczości Sonii Oliveiry. Kilka dni temu portugalska autorka zadebiutowała w sieci - na jej www znajdziecie ilustracje, fragmenty komiksów, wysyłane przez Sonię na przeróżne festiwale oraz nieco informacji o niej samej. Wśród zdjęć dostępnych na stronie znalazło się również miejsce dla "Ziniola", trzymanego przez samą Sonię Oliveirę. Oczywiście nie jest to sprawa niecodzienna - bardzo często dostajemy od twórców współpracujących z magazynem informacje o tym, że "Ziniola" trzymali, przeglądali lub nawet czytali. Pozwalam sobie jednak tym razem o tym błahym fakcie poinformować, z tego prostego względu, że w przyszłych numerach "Ziniola" będziecie mogli zobaczyć kolejne prace Sonii, a w innym miejscu w sieci - o czym na pewno poinformuję - pojawi się wywiad z autorką.

Na koniec informacja nieco innego kalibru, przeznaczona dla fanów "Mody na sukces" oraz "Fotostory" - pod tym linkiem znajdziecie dość świeżą przeróbkę ww. serialu, która koncepcyjnie mocno miesza się z najnowszym odcinkiem komiksu... Spoglądając na tytuł materiału, pozostawiam Was z odwiecznymi pytaniami: czy to tylko zbieżność pomysłów czy świadoma inspiracja? Oraz: czy to w ogóle ważne?

niedziela, 1 marca 2009

Jason Lutes i "Ziniol"

Autor: Dominik Szcześniak

W ostatniej chwili do najnowszego numeru "Ziniola" wskoczył wywiad z Jasonem Lutesem, twórcą komiksów "Karuzela głupców" i "Berlin". Zatytułowaliśmy go "Inscenizator. Konstruktor opowieści." Do poczytania już na Warszawskich Spotkaniach Komiksowych.


I jeszcze jedna ważna informacja: nowy layout, jaki zaproponujemy Wam w czwartym "Ziniolu" będzie obowiązywał przez cały rok 2009. Poza tym, na Waszą wyraźną prośbę ograniczyliśmy ilość recenzji komiksowych, dostępnych w drukowanym "Ziniolu" i postanowiliśmy publikować je w większości na blogu, w miarę ukazywania się nowych pozycji.