Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

sobota, 28 listopada 2009

"Ziniol" 7 promo 04: spis treści

Autor: Dominik Szcześniak

Oto, co przygotowaliśmy dla Was w nadchodzącej wielkimi krokami siódemce, która jeszcze w grudniu powinna znaleźć się w księgarniach, sklepach, pod choinkami i w skarpetach:

Komiksy:
"Wielka walka" - Nick Abadzis

"Stalin vs Hitler" - Aleksiej Lipatow
"Strzygoń" - Askold Akiszyn
"Koszmar" - Nastja Hołodiłowa
"Disagreements" - Sonia Oliveira
"Psia dola" - Jelena Woronowicz, Andrij Tkalenko
"Wyrolowani" - Dominik Szcześniak, Tomasz Kleszcz

"Alma 8: Duch lasu, lisia skórka i stara limba" - Michał Gałek, Mariusz Zabdyr
"Krytyka" - Marcin Podolec, Michał Dzitkowski

"Opowieści z rynsztoka: Magik" - Piotr Szulc, Marcin Szymczak

"Red i podróbki Marylin Monroe" - Maciej Jasiński, Łukasz Chmielewski/ Andrzej Janicki
"Opowieści z rynsztoka: Bałwan" - Piotr Szulc, Marcin Szymczak
Kącik Otoczaka - Rafał "Otoczak" Tomczak

"Morfium: Utopce" - Mariusz Zawadzki, Dismas

"Bez tytułu" - Michaił Zoszczenko/ Aleksiej Nikitin

Teksty:

"Bohaterskie dziwolągi, czyli rzecz o Doom Patrol " - Przemysław Mazur

"Piękni Dwudziestoletni, czyli dwie dekady komiksu w wolnej Polsce" - Karol Konwerski

"Grzebiąc pod ziemią 5: Podziemie w Polsce" - Dominik Szcześniak

"Grzebiąc pod ziemią 6: Ziny w Polsce: postulaty i tematyka, odcinek 1" - Dominik Szcześniak

"Kto zabił polski komiks?" - Dominik Szcześniak

"Przegląd zinów" - Maciej Pałka
"Nie jestem bajarzem" - wywiad z Andrzejem Janickim


Standardowa objętość numeru wyniesie 128 stron. Standardowa cena: 30 zł. Do tego standardowy kolor na okładce i standardowa czerń i biel we wnętrzu numeru.

piątek, 27 listopada 2009

"Bez komentarza" - Brun

Autor: Dominik Szcześniak

Autor komiksu "Bez komentarza", Ivan Brun, zanim rozpoczął publikację niemych krótkometraży dla magazynu "L'Echo des Savanes", udzielał się w harcore'owym zespole Coche Bomba, zajmował się malarstwem oraz tworzył ostre pornograficzne komiksy. "Bez komentarza" jest więc wypadkową tych areałów tematycznych. Brun atakuje zmysły punkowym, dosadnym wrzaskiem, czerpiąc z malarstwa i sięgając do korzeni undergroundu.

Kondycja świata i jego mieszkańców to główna tematyka, poruszona w komiksie. Brun komentuje ludzkie zachowania, korporacyjne decyzje i współczesne rozwiązania medialne. I robi to w sposób całkowicie niedelikatny. Agresja wywołana przez brak pracy, wykorzystywanie seksualne, brutalna konfrontacja marzeń z rzeczywistością, ucieczka w narkotyki, przyjacielski seks, morderstwa, gwałty, wypruwanie flaków, ludzka znieczulica, obojętność - tego doświadczają anonimowi bohaterowie komiksu. Wszystkie nieszczęścia i nieprawości świata skumulowane na stu stronach.

W tym epatowaniu przemocą i ukazywaniu psychicznego terroru, Brun jest bardzo konsekwentny. Nie chodzi mu o jałowe szokowanie. Każda z opowieści zamieszczonych w tym albumie czemuś służy. Brunowi zdarza się tworzyć sytuacje kompletnie przerysowane, jak np. historia badająca rewiry reality shows, w której "parcie na szkło", chęć wygranej za wszelką cenę oraz telewizyjne manipulacje wyolbrzymione zostały do maksimum (konkurencje w rodzaju zjadania własnych odchodów, wypruwanie flaków za karę itp.), lecz większość z krótkich form zamieszconych w "Bez komentarza" jest na tyle realna i prawdopodobna, że jedyną reakcją po ich przyczytaniu jest tytułowe "bez komentarza". Brun nie oszczędza nikogo ani niczego. Każda narysowana przez niego strona to zezwierzęcony dół, moralna degrengolada społeczeństwa. Te historie są autentycznie wstrząsające, zwłaszcza, że Brun stosuje w nich często bardzo nieprzewidywalny rozwój wypadków. Podoby element zaskoczenia, zastosowany jest w całostronicowych cyklach grafik, pojawiających się wielokrotnie w albumie.

Na całość "Bez komentarza" składa się cykl niemych komiksów. Brun komunikuje się z Czytelnikiem jedynie za pomocą obrazów. Nawet jeśli pojawiają się kwestie w "dymkach", to zawsze w formie znaków graficznych. Wymaga to od Czytelnika skupienia i cierpliwości, jako, że Brun wplata w te kwestie
mnóstwo graficznych kalamburów i symboli. To jest jedyne słuszne rozwiązanie dla tego komiksu. Sprawia, że odbieramy postaci jako anonimowe mrówki w społecznym systemie. Bez komentarza i bez litości.

Komiks narysowany jest bardzo precyzyjną kreską. Postaci wyglądają zawsze nieco "dziecięco" (wielkie oczy, małe ręce). Są przerysowane i karykaturalne w sposób, który jeszcze bardziej potęguje bezlitosny przekaz poszczególnych historii. Brun fantastycznie radzi sobie z drugim planem i czasem można odnieść wrażenie, że wyrysowanie tych wszystkich elementów (samochody, budynki, śmieci) sprawiało mu dużą frajdę. Podobnie, zważywszy na przeszłość autora, satysfakcję dać mu musiało nawiązywanie do malarstwa (np. parafraza "Tratwy meduzy" Gericaulta), czy też do klasyków undergroundu.

Pierwsza plansza komiksu "Nicość" to świadome nawiązanie do komiksu Roberta Crumba "Krótka historia Ameryki". Crumb skupił się jedynie na ukazaniu zmiany krajobrazu - od zalesionego, nietkniętego terenu po zasyfioną metropolię, Brun z kolei tę historyjkę wrzucił w środek swojego komiksu, dopisując mu nowy początek i koniec. Utwór piętnujący niszczenie natury przerobił na komiks o tym, jak kraj niszczy swoich obywateli.
Cytując Crumba w tak dosłowny sposób, Brun wyraźnie daje do zrozumienia z jakiego nurtu komiksu się wywodzi. "Bez komentarza" jest właściwie komiksem stricte undergroundowym, bardzo zgrabnie wyczyszczonym przez autora z bezsensów i absurdów, jakie pojawiły się w pracach zachodnich komiksiarzy - hippisów w końcowym etapie rozwoju ruchu. To taki "underground w pigułce", podrasowany współczesnością.

Komiks Ivana Bruna nie jest lekturą łatwą i przyjemną. Zdecydowanie nie jest komiksem dla dzieci, ani nawet dla dorosłych o słabych nerwach. To komiks o głupocie ludzkiej, uległości, o braku wyjścia z sytuacji i o przymusie robienia czegoś obrzydliwego w imię czegoś potrzebnego. Komiks, który spodoba się ludziom, szukającym czegoś, co zafunduje im solidnego kopniaka w tył głowy.

"
Bez komentarza". Autor: Ivan Brun. Wydawca: Kultura gniewu 2009

"Ziniol" 7 promo 03: okładka

Autor: Rafał "Otoczak" Tomczak

czwartek, 26 listopada 2009

"Łauma" - KaeReL

Autor: Dominik Szcześniak

Najnowszy projekt Karola Kalinowskiego zadebiutował na tegorocznym MFKiG, co wcale nie znaczy, że nie był znany wcześniej. Poprzedziła go prezentacja pierwszego rozdziału komiksu w internecie, na stronie wydawcy (aktualnie na blogu komiksu). Na pierwszy rzut oka zabieg to dość karkołomny. Po wnikliwym przyjrzeniu się - bardzo trafny. Bo jakościowo te kilkanaście stron to bardzo smakowity kąsek, w pełni zachęcający do zakupu albumu.

"Łauma" to opowieść obyczajowa z folklorem w tle. Podpierając się jaćwieskimi legendami, autor opowiada o Dorotce - dziewczynce, która wraz z rodzicami wyrusza
z Warszawy do Łojm, wsi niedaleko Suwałk, by odwiedzić babcię. Na miejscu okazuje się, że babcia zmarła - i to zmarła "nie na standardowych warunkach" oraz że pod wpływem jej śmierci, ojciec Dorotki postanawia zrewidować swoje życie i z zapracowanego, pozbawionego czasu mieszczucha przemienić się w Złotą Rączkę, używając wiejskiej sielanki i zajmując się remontem nowego domu. Sielankę psuje jednak tajemniczy mieszkaniec - opiekun domowego ogniska, żyjący pod kredensem i będący niejako spuścizną babci Rozalii. Jest nim wąż, strzegący domostwa (jak i całych Łojm zresztą) przed Łaumą - postacią z jaćwieskich podań, uwielbiającą kulinarne przysmaki stworzone na bazie dziecięcego mięsa. Kiedy ojciec Dorotki zabija węża, będącego jednocześnie inkarnacją dziadka dziewczynki, zaczynają się kłopoty. Pomóc może jedynie mała Dorotka, bóg piorunów Perkun i... muzyka country.

Komiksu KaeRela się nie czyta. Przez niego się płynie. To jest idealna synteza treści i formy, zupełnie odmienna od ostatniego albumu autora, "Yoela". Warsztatowo jest to ekstraklasa, więc nie ma sensu tego zagadnienia analizować. Natomiast warto zwrócić uwagę na fakt, że targetem tego komiksu są
nie tylko dzieci czy tylko dorośli. Nie tylko wielbiciele historii i legend czy też zwolennicy li tylko dobrego obyczaju. Nie tylko fani grozy czy też tylko ci, którzy stawiają na humor. Odbiorcą "Łaumy" może być absolutnie każdy. KaeRel bez skrupułów wyciągnie dziecko nawet z najbardziej wiekowego starca, przestraszy i wywoła gromki śmiech. Zabawi, ale i nauczy.

KaeReL dawno temu wystartował ze swoimi "Kaerelkami" - z rysowanymi w bardzo charakterystyczny sposób postaciami - najpierw publikowanymi w "Produkcie", następnie wydanymi przez Daniela Gizickiego, później uskutecznił paraamerykański mainstream w "Yoelu", by teraz zaprezentować iście słowiańską kreskę. Świetne, oparte na
kontraście czerni i bieli grafiki stanowią w "Łaumie" fantastyczne tło dla rysowanych w konsekwentnie prosty (acz nieco inny, niż w przypadku dawnych Kaerelków) sposób postaci. W "Łaumie" znalazło się również miejsce na oniryczny występ Jakuba Rebelki oraz na "cross-over" z "Wartościami rodzinnymi" nr 3 Śledzia.

"Łauma" to prawdziwe komiksowe mięso; koktajl wyzuty z popkulturowej sieczki i igrający z przeróżnymi gatunkami komiksowymi w najczystszej postaci. Ten komiks od pierwszej do ostatniej strony przeżywa się razem z bohaterami. Jest niepokojący, a jednocześnie fantastycznie dziecięcy. Momentami wręcz utopijny i idealistyczny (co przejawia się choćby w świetnym zakończeniu, czy w postawie ojca Dorotki). Fantastyczna rzecz, do obowiązkowego postawienia na półce. Gdzieś między "Muminkami", a "Calvinem i Hobbesem".
"Łauma". Scenariusz i rysunki: Karol Kalinowski. Wydawca: Kultura Gniewu 2009

środa, 25 listopada 2009

Cykl milliganowski - reaktywacja

Autor: Dominik Szcześniak

Sporo czasu upłynęło od wizyty Petera Milligana w Polsce. Od momentu zakończenia MFKiG tu i ówdzie pojawiły się wywiady z twórcą, bądź recenzje jego komiksów. Chwilowy medialny renesans tego scenarzysty niech będzie okazją do podlinkowania tych (momentami arcyciekawych) materiałów oraz rozpoczęcia kolejnych odcinków "milliganowskiego cyklu" na łamach "Ziniola".

Na wstępie warto odnotować relacje ze spotkania z Milliganem - na pierwszej z nich można zobaczyć jak Milligan się porusza i przemawia, usłyszeć jak Łukasz Szostak tłumaczy jego słowa oraz ujrzeć, jak redaktor naczelny "Ziniola" macha znerwicowaną lewą stopą. Drugą z kolei można sobie przeczytać. W całości. Jest ona pełnym zapisem tamtego spotkania, przyozdobionym kilkoma osobistymi wtrętami autora tej kronikarskiej roboty. Bardzo ciekawy wywiad, skupiający się głównie na "Skinie" znaleźć można na Komiksomanii, z kolei o milliganowskim mainstreamie, "Batmanie" i "Hellblazerze" poczytać możecie na DC Multiverse. Na Avalonie natomiast zawisła bardzo konkretna rozmowa z Peterem, uwzględniająca przy okazji warunki, w jakich przeprowadzany był wywiad. Do rozlicznych recenzji "Skina", zamieszczanych w sieci, warto dorzucić szereg recenzji w podobnym do ziniolowego "bloku" poświęconym komiksom Milligana, jaki od jakiego czasu publikowany jest na blogu Komiksofilia.

Tymczasem na zachodzie pojawiło lub pojawi się kilka nowych komiksów Petera Milligana. Po zremasterowanej reedycji pierwszego tomu "Shade'a" (powyżej zestawienie: stara i nowa okładka), wreszcie doczekaliśmy się drugiego zbiorczego wydania tego komiksu - "Edge of Vision" to kolekcja odcinków 7 - 13 z regularnej serii. Poza tym, Vertigo proponuje kolejne odcinki "Greek Street", których regularną miesięczną publikację wspomoże pierwszy trade ("Blood Calls For Blood"), zaplanowany na marzec. Wraz z nim, do sprzedaży trafi niemal dwustustronicowy czarno-biały one - shot "The Bronx Kill", stworzony z myślą o linii wydawniczej "Vertigo Crime". W styczniu pojawi się na rynku kolejny zbiór: "Human Target: Chance Meetings", w którym znajdzie się omawiania już na blogu "Ziniola" pierwsza mini seria oraz jednostrzałowiec "Final Cut" - wszystko to z powodów stricte marketingowych, bowiem już niedługo zadebiutuje telewizyjny serial na podstawie komiksu. Jakby tego było mało, bardzo dobrze trzymają się regularne serie współtworzone przez Brytyjczyka - świeże jeszcze okładki "Hellblazera" #264 i "Greek Street" #8 prezentuję poniżej.

"Batman Confidental" to kolejny projekt Milligana - powracając do postaci, z którą zaczynał przygodę w DC, napisał historię "The Bat and the Beast" opublikowaną w numerach 31 - 35 (wrzesień - grudzień '09). Miał swój udział również w serii "Punisher: Frank Castle", w której na potrzeby 75 numeru zamieścił opowiastkę "Father", narysowaną przez Gorana Parlova.

Wszystko to, w swoim czasie, zostanie tutaj omówione.

wtorek, 24 listopada 2009

"beautiful people" - Mitsukazu Mihara

Autor: Dominik Szcześniak

Sześć krótkich historii obyczajowych serwuje Mitsukazu Mihara, autorka znana już w Polsce z "Balsamisty". Od tematyki, poruszanej w serialu o Shinjiro, Mihara nie odeszła zbyt daleko: w podobnej formie - krótkiej przypowieści - opowiada o przemijaniu i uczuciach. Nowością dla polskiego Czytelnika będzie natomiast to, że w "beautiful people" brakuje głównego bohatera, spajającego wszystkie opowieści oraz to, że wszystkie historie są czymś "podszyte" i zbudowane na powszechnie znanych fundamentach.

Owi tytułowi "piękni ludzie" to tytuł jednego z komiksów zawartych w zbiorze, ale również trafne określenie charakteru antologii prac Mihary. Bo o pięknych ludziach jest tu mowa. Uściślając - o ludziach, posiadających piękne wnętrza i będących ich świadomymi w mniejszym lub większym stopniu.

"Królewna Śnieżynka" jest osadzoną we współczesności historią o przywiązaniu młodego bezrobotnego mieszczucha do znalezionej niemalże na śmietn
iku Śnieżynki, która twierdzi, iż jej istnienie uzależnione jest od przebywania w bardzo niskich temperaturach. Ten komiks, nieco ckliwy, przerysowany i posiadający obowiązkowo symboliczne zakończenie, jest wprowadzeniem w antologię. Wprowadzeniem dość słabym warsztatowo, aczkolwiek idealnym logistycznie. Prace w "beautiful people" sprawiają bowiem wrażenie uszeregowanych z rozmysłem, przez co po tak tanich kawałkach, jak "Królewna Śnieżynka" można zostać poważnie zaskoczonym jakością kolejnych krótkich form.

Wśród nich przed szereg wybijają się dwie. Tytułowa oraz "Antytelefonica". "beautiful people" w bardzo sprawny i zaskakujący sposób wykorzystuje mit Frankensteina, natomiast drugi z utworów to przewrotna historyjka o młodzieńczej miłości przez internet. Obie są wzorcowo rozegrane, a Mihara unika w nich błędów, jakie popełniła chociażby w komiksie "Kobieta-stalker", w którym wykazała się kompletnym brakiem zaufania możliwościom intelektualnym Czytelników, tłumacząc zachowania i sceny, które wytłumaczenia wcale nie wymagały.

Obok tych lepszych i gorszych momentów, są w antologii również historie, wobec których można spokojnie przejść obojętnie. "World's End" traktuje o współczesnych Adamie i Ewie, młodych ludziach, którzy podczas imprezy niechcący zamknęli się w schronie, a gdy wyszli - świata już nie było. "Niebo rozpływające się w powietrzu" to z kolei historia o wampirze, który przygarnia młodą zbłąkaną dziewczynkę i zostaje z nią aż do śmierci.

Zbiór prac Mitsukazu Mihary czyta się bardzo szybko i towarzyszą tej lekturze
bardzo skrajne emocje. Warto docenić spójny klimat wszystkich prac, jak również - wtórne bo wtórne - wykorzystanie pewnych znanych z popkultury schematów. Zwraca uwagę przejrzysty i funkcjonalny projekt okładki albumu. W porównaniu z "Balsamistą", "beautiful people" ma niewątpliwie wyżej zawieszoną poprzeczkę.


"beautiful people". Autorka: Mitsukazu Mihara. Tłumaczenie: Magdalena Tomaszewska - Bolałek. Wydawnictwo: Hanami 2009

"Ziniol" 7 promo 02

Autor: Dominik Szcześniak



Kto zabił polski komiks? - to jedno z pytań, na jakie odpowiedź można będzie uzyskać w najbliższym numerze "Ziniola". Blok publicystyczny dotyczył będzie bowiem właśnie komiksu polskiego. Lub Komiksu Polskiego nawet. Materiały, jakie do "polskiego" (ale nie "skrajnie polskiego") numeru przygotowaliśmy, powinny zadowolić wybrednych badaczy tych klimatów.


Oto po raz pierwszy pojawiający się na łamach magazynu Karol Konwerski pisał będzie o "Pięknych Dwudziestoletnich". Nie będzie to pean na cześć najmłodszej generacji komiksowych rysowników i scenarzystów, lecz analiza poczynań tych, którzy na komiks polski w ostatniej dwudziestolatce wywarli wpływ największy. Jeśli chcecie poznać najważniejsze momenty w historii komiksu w Polsce - zachęcam do lektury.


Na bardziej bieżących sprawach skupił się Maciej Pałka, który po raz kolejny wziął na warsztat fanziny wydane w ostatnim kwartale. "Kolektyw", "Muchy", "Karton", "Pogaduszki Pana Gruszki", "Rogal", "Harkorporacja" i "Cyrkielnia". Wędrowcze! Jeśli jesteś ciekaw, co te pozycje mają do zaoferowania - przeczytaj najpierw "Przegląd zinów" w "Ziniolu" numer 7.


Tym, którzy chcą zgłębić temat zinów, mam przyjemność przedstawić również ich historię przeze mnie spisaną. W powracającym na łamy "Ziniola" cyklu "Grzebiąc pod ziemią" postanowiłem pogrzebać tym razem w polskim podwórku. Dwa odcinki rzeczonego cyklu przyniosą Wam rys historyczny fanzinów w Polsce oraz początek omówienia tendencji artystycznych i anarchistycznych w tychże dominujących.


Na deser, a jednocześnie na zakończenie "bloku polskiego" wypowie się Andrzej Janicki, z którym przeprowadziłem niezwykle ciekawy wywiad. Jeden z mistrzów współczesnego komiksu polskiego, który pozostawił swój trwały ślad w niemal każdym magazynie, jaki był wydawany w tym kraju, opowiada o swoich inspiracjach, współpracy z Jackiem Michalskim, a jednocześnie w fenomenalny sposób wplata swoje myśli w historię komiksu polskiego, ujawniając kilka nieznanych szczegółów i anegdot na jego temat.


"Polski numer", poza powyższymi artykułami, zawierał będzie również solidną dawkę polskich komiksów, wśród których znaleźć będziecie mogli kilka debiutów, kilka powrotów i kilka znajomych twarzy. Ale o tym, jak również o okładce "Ziniola" 7, następnym razem.

czwartek, 19 listopada 2009

"Marvels" - Busiek, Ross

Autor: Dominik Szcześniak

Wielokrotnie mieliśmy już do czynienia z komiksami o superbohaterach. Równie chętnie walczących z łotrami, co prokurujących bójki między sobą. Chroniących niewinnych i dbających o losy świata, ale też powodujących szkody w infrastrukturze miast. Komiksy te zawsze były tworzone według schematów, przedstawiających wydarzenia z perspektywy gości w trykotach. Na kartach "Marvels" superherosi praktycznie milkną, a oscylujące wokół nich mity i legendy ukazane są przez pryzmat reporterskiego obiektywu oraz poprzez opinie zwykłych ludzi, stąpających trzeźwo po ziemi.

Kurt Busiek, tworząc amerykańskim trykociarzom ten pomnik, w ryzykowny sposób zamknął im usta. Avengers, Spiderman, Namor, Fantastyczna Czwórka, Kapitan Ameryka oraz wielu innych "Cudownych" - wszyscy ci bohaterowie, w standardowych warunkach będący zawsze w centrum wydarzeń, tym razem schodzą na boczny tor. Autorzy komiksu nie czynią ich jednak tylko i wyłącznie statystami, lecz powierzają im bardzo istotną rolę: wyciągnięcia z człowieka tego, co ludzkie. Oraz (przede wszystkim) tego, co nieludzkie.

Głównym bohaterem opowieści jest Phil Sheldon - fotoreporter, którego poznajemy na początku jego kariery i towarzyszymy aż do jej końca. Rytm życia zawodowego
Phila wyznaczają wydarzenia, związane z superbohaterami. Jest on ojcem terminu "Marvels" (czyli "Cudowni"), którym byli określani, jest również prawdopodobnie pierwszym człowiekiem, który rzeczonych herosów sfotografował. Początkowo pragnący zdawać fotograficzne relacje z II Wojny Światowej, zachęcony nagłym wysypem trykociarzy, ostatecznie decyduje się na pozostanie w Nowym Jorku i śledzenie ich poczynań. Staje się ich nadwornym kronikarzem, a jego działalność skutkuje opublikowaniem przezeń książki im poświęconej.

Uczynienie
głównym bohaterem opowieści fotoreportera, obracającego się zarówno w światku dziennikarskim, jak również mającego żywy kontakt z szarymi mieszkańcami miasta, dało scenarzyście pole do popisu ograniczone jedynie jego przeogromną wyobraźnią. Superbohaterowie jawią się jako bogowie, wzniośle śmigający w przestworzach; obrońcy, zdolni do największych poświęceń, czy wreszcie wrogowie publiczni, będący ofiarą ujadania rządnych plotek reporterów. Wszelkim spojrzeniom na superbohatera towarzyszy niepokój i strach przed nieznanym - uczucia, które bardzo przejrzyście scenarzysta skumulował w postaci Sheldona, będącego jednocześnie narratorem opowieści. Uczucia te wpisane są zresztą w znaczące dla uniwersum Marvela zdarzenia, takie jak: problem nienawiści wymierzonej w mutantów, nadejście Galactusa zwiastujące Secret Wars, czy śmierć Gwen Stacy. Początkowo nieprzychylny superbohaterom, wyrywający się z tłumu by rzucić kamieniem w mutanta, pod wpływem obserwacji Sheldon zmienia swoje podejście do świata, w jakim przyszło mu żyć.

Busiek stworzył bardzo żywe postaci. Nie było to trudne na tle lateksowych dziwolągów, których pojawienie się w kadrze częstokroć jest bardziej groteskowe (patrz: scena ślubu Reeda Richardsa i Sue Storm), niż boskie. Zamysł ukazania bohaterskich panów w dziwnych uniformach przez pryzmat zwykłego człowieka został wzmocniony idealnymi dla tego rodzaju historii rysunkami. Fotograficzny styl Rossa idealnie oddaje "ludzkość" ludzi i "boskość" superbohaterów. W każdej innej formie graficznej ten komiks byłby uboższy.

"Marvels" to komiks dla każdego. Czytelnicy, którzy wychowali się na komiksach TM-Semic odnajdą tu wiele wydarzeń z tamtych zeszytów i będą mieli możliwość ujrzenia ich z innej perspektywy. Czytelnicy, którzy z superbohaterami nie chcą mieć nic wspólnego, dostaną pełnokwistą obyczajową historię o człowieku, jego marzeniach i konfrontacji tych marzeń z rzeczywistością. Komiks ten bywa przejmujący, "
pompatyczny, w ten amerykański sposób", jak również zabawny (patrz: znakomity dowcip w finale czwartej części albumu). Wszyscy powinni być zadowoleni.
"Marvels". Scenariusz: Kurt Busiek. Rysunek: Alex Ross. Przekład: Maciej Nowak-Kreyer, Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Mucha Comics 2009

środa, 18 listopada 2009

"Ziniol" 7 promo 01

Autor: Dominik Szcześniak i Tomasz Kleszcz



W najnowszy numer "Ziniola" (grudzień 2009) wprowadza Was fura narysowana przez Tomasza Kleszcza. Nigdzie indziej w takiej postaci jej nie zobaczycie, bowiem w komiksie, w jakim się pojawia - "Wyrolowanych" (scenariusz: Dominik Szcześniak) występuje jedynie w odcieniach szarości. Całość - pełna akcji, pościgów i niesamowitych zwrotów akcji - do przeczytania we wspomnianym numerze kwartalnika kultury komiksowej. Więcej wieści na temat zawartości numeru - już niebawem. Tymczasem, po przerwie związanej z przygotowaniem drukowanej siódemki, powoli wracam do regularnej aktualizacji bloga.

sobota, 7 listopada 2009

"Jeż Jerzy musi umrzeć" - Skarżycki, Leśniak

Autor: Dominik Szcześniak

Swoim podtytułem, ósmy tom serii z najbardziej rozpoznawalnym, najpopularniejszym (i dumnie zmierzającym ku temu, by być jeszcze bardziej rozpoznawalnym i popularnym) bohaterem komiksu polskiego niebezpiecznie sugeruje jej koniec. Wtóruje mu w tym okładka, prezentująca rzeczonego bohatera w trumnie. Czy "Jeż Jerzy musi umrzeć"? Są dwie równoprawne odpowiedzi na to pytanie: "Na szczęście nie" i "niestety tak".

Na szczęście nie, gdyż
śmierć okazuje się być jedynie sprytnym zabiegiem Jerzego oraz jego autorów, wykorzystanym w jednej z krótkich historii zaprezentowanych w zbiorze. Wszystkich jest ich osiem, mają przeróżną objętość oraz równie niestabilny poziom.

Na szczęście nie, gdyż ostatnia z tych historii, zatytułowana "Sztywne gadki" i będąca relacją z talk - show prowadzonego przez Ponurego Żniwiarza, którego gośćmi
są Bóg Wszechmogący i Książę Ciemności, jest bardzo zgrabnie napisana.

Na szczęście nie, gdyż graficznie poziom komiksu jest bardzo wysoki i Tomasz Leśniak udowadnia swą wszechstronność w tej materii, równie sprawnie rysując Majów, skinów, plenerowe sceny w parku i krwawe mordobicia.


Poza powyższymi pozytywnymi aspektami albumu, jest jeszcze ta druga opcja, mówiąca, że owszem, niestety, Jeż Jerzy musi umrzeć. A przynajmniej powinien sobie zrobić dłuższą przerwę w pokazywaniu swoich kolców na łamach komiksów. Ósmy tom to spadek formy jednego z najlepszych scenarzystów w kraju. Rafał Skarżycki posiada fantastyczną umiejętność kondensacji pomysłów. Skupia ich sedno w jednym obrazku, po czym przechodzi do następnego, gdzie robi dokładnie to samo. W porównaniu z poprzednimi albumami z Jeżem, "Musi umrzeć", choć ową kondensację zawiera, niewiele ma do zaoferowania w kwestii pomysłów. Poza wspomnianymi już "Sztywnymi gadkami" i nielicznymi, błyskotliwymi żartami obecnymi w pozostałych krótkich formach, z kart komiksu wieje nudą bądź sztampą.

W przypadku serii, stali czytelnicy raczej nie wahają się przy zakupie kolejnej części, tak więc mimo gorszego odcinka Jerzemu nie grozi totalny kataklizm. "Jeż Jerzy musi umrzeć" to fajny dodatek do produkującego się filmu pełnometrażowego z przygodami kolczastego. I sygnał dla autorów, że warto byłoby dać Jeżowi odetchnąć i wrócić do zupełnie innych (legendarnych) projektów, które od lat są w realizacji.

Jeż Jerzy nie musi umierać.
Ale niech sobie odpocznie.
"Jeż Jerzy musi umrzeć". Scenariusz: Rafał Skarżycki. Rysunki: Tomasz Lew Leśniak. Wydawca: Egmont 2009

czwartek, 5 listopada 2009

"Skarga utraconych ziem" - Dufaux, Rosiński

Autor: Dominik Szcześniak

Premierowy album kolekcji komiksów Grzegorza Rosińskiego, na tle pozostałych tytułów mających ukazać się w jej ramach ("Szninkiel", "Western", "Zemsta Hrabiego Skarbka") wypada dość blado. Czterotomowa "Skarga utraconych ziem" do scenariusza Jeana Dufaux to historia fantasy, pełna czarnej magii, intryg dworskich, szlachetnych rycerzy i paskudnych czarnych charakterów, wplątanych w losy księżniczki Sioban.

Komiks ten został narysowany przez Rosińskiego w ramach chęci odpoczynku od "Thorgala" i w momencie, gdy jego sztandarowa seria przeżywała spadek formy. W "Skardze" rysownik zaskoczył przede wszystkim inną kompozycją plansz oraz uproszczeniem kreski. Zarzut pójścia na łatwiznę nie odbiera jednak uroku jego grafikom - wciąż znać w nich rękę mistrza. Gorzej natomiast z dokonywanym przez niego doborem scenarzystów. Kiedy Dufaux zaproponował Rosińskiemu (a właściwie anonimowo podłożył mu na biurko skrypt) stworzenie rysunków do "Skargi utrac
onych ziem", miała to być seria dwuczęściowa. Dwa odcinki - "Sioban" i "Blackmore", bogate w grafomańskie teksty i upstrzone szeregiem kliszy, spotkały się jednak z aplauzem ze strony publiki. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że kolejne - "Pani Gerfaut" i "Kyle z Klanach" narysował Rosiński nie tylko z myślą o ugłaskaniu wiernych fanów, lecz również z chęci rehabilitacji. Bo druga dylogia jest od pierwszej znacznie lepsza pod każdym względem.

Dufaux odwraca w niej wszystko do góry nogami. Cukierkowe, osadzone w klimacie młodzieżowej fantasy perypetie Sioban i jej przodków przekształca w krwistą opowieść o władzy i szaleństwie. Podejmując decyzje, z których scenarzystom zawsze bardzo ciężko wyjść wiarygodnie (np. wymordowanie głównych bohaterów opowieści), udaje mu
się doprowadzić do spójnego i konkretnego finału.

Wspominałem, że "Skarga utraconych ziem" była dla Rosińskiego okazją urlopu od tworzonych corocznie kolejnych tomów "Thorgala". Oznaką tego, że z pewnych przyzwyczajeń ciężko się otrząsnąć lub tego, że rysownik lubi puszczać oczko do swoich Czytelników jest fakt, iż na kartach omawianego komiksu można natknąć się na postaci łudząco podobne do znanych z "Thorgala" Arguna Drewnianej Stopy czy Tjalla. Dla jednych będzie to smaczek, dla innych oznaka cytowania samego siebie.

Kolekcja komiksów Grzegorza Rosińskiego obejmuje przedruki p
ozycji, które już kiedyś ukazały się w naszym kraju i wciąż dostępne są na rynku w przeróżnych formach i wydaniach, a stworzone zostały we współpracy rysownika z różnymi scenarzystami. Usprawiedliwia to fakt takiej, a nie innej formy wydania. Projektem okładki, wspólnej dla wszystkich albumów cyklu zajął się Piotr Rosiński i pod względem konceptualnym jego projekt jest znakomity - jego trzon stanowi zajmujący większą powierzchnię okładki znak graficzny, złożony z inicjałów rysownika, natomiast rysunek, tytuł i scenarzysta są względem inicjałów podrzędne. Rosiński jest najpopularniejszym w Polsce rysownikiem komiksów. Ta kolekcja jest przede wszystkim zbiorem dzieł sygnowanych jego nazwiskiem, stąd też owe inicjały podziwiać możemy na okładce, zamiast jakiegoś ekskluzywnego, stworzonego specjalnie na potrzeby cyklu, rysunku.
Poza szatą graficzną i możliwością przeczytania integrala historii, wydawca zadbał o kilka ekskluzywnych dodatków - kilkadziesiąt stron szkiców rysownika (wzbogaconych tekstem na temat mitologii opowieści o Sioban), galerię oryginalnych okładek oraz dołączoną do albumu reprodukcję szkicu Rosińskiego. Wszystko to składa się na wyśmienitą rzecz dla fanów rysownika. I nawet mimo kiepskiego pod względem fabularnym początku, album ten jest tak zwanym "musiszmieciem".

"Skarga utraconych ziem". Scenariusz: Jean Dufaux. Rysunek: Grzegorz
Rosiński. Kolory: Graza. Projekt okładki: Piotr Rosiński. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont 2009. Album wydany w ramach kolekcji komiksów Grzegorza Rosińskiego.

wtorek, 3 listopada 2009

"Halloween Blues" - Kasprzak, Mythic

Autor: Dominik Szcześniak

Swego czasu widzowie serialu "Twin Peaks" zastanawiali się nad tym kto zabił Laurę Palmer. Od października czytelnicy komiksów mogą głowić się nad kwestią morderstwa Dany Anderson - amerykańskiej aktorki stylizowanej na Marylin Monroe i stworzonej na potrzeby serii "Halloween Blues". Jej autorzy sięgnęli nawet głębiej i w szerokie ramy tej zagadki wplątali siedem innych kryminalnych historii.
Mythic i Kas nie poszli na łatwiznę. Wątek odnalezienia zabójcy Dany Anderson został rozrzucony na siedem albumów. W każdym z nich Czytelnik otrzymuje wskazówki dotyczące sprawy, jednak nie są one dominującymi elementami w kolejnych częściach "Halloween Blues", a raczej subtelnie wkomponowanymi tropami spajającymi serię. Głównym bohaterem jest Forester Hill - inspektor policji w New Salem, oskarżony o zabójstwo swojej żony, wspomnianej już pani Anderson. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy pisząc, iż już w pierwszym tomie Forester zostaje oczyszczony z zarzutów (choć ani on, ani jego zmarła żona nie są przekonani, czy słusznie) i przysięga nie spocząć, póki nie odnajdzie prawdziwego mordercy. A pomaga mu w tym Dana Anderson, której duch krąży po ich rezydencji.
Mistycyzm wprowadzony do tej kryminalnej serii za pomocą ducha Dany skutkuje dwoma bardzo pozytywnymi dla odbioru komiksu zjawiskami. Po pierwsze, wprowadza do niego humor, opierający się na pośmiertnej analizie relacji damsko - męskich przez Danę. Po drugie, sprzyja subtelnemu erotyzmowi, za sprawą zjawiska "halloweenowej zjawy". Dana, będąc duchem, podczas Halloween ma możliwość "przejęcia" ciała innej osoby. Na szczęście dla Forestera, są to osoby młode i piękne. Kobiety. Przebywające niedaleko. I gotowe na wszystko.

Mistycyzm, humor i erotyka to jedynie tło dla detektywistycznych penetracji Forestera. W każdym z tomów, katalizatorem wypadków na scenie wydarzeń jest pięk
na kobieta: żona zmarłego przyjaciela, pragnąca wyjaśnienia sprawy zabójstw na plantacjach pomarańczy (w albumie "Przepowiednie"), szukająca prawdy o swojej zmarłej rodzinie uciekinierka ze szpitala psychiatrycznego (w "Piszę do Ciebie z Gettysburga"), archetypowa femme fatale o zdolnościach aktorskich (w "Jak dwie krople wody"), piękność przesiadująca w barach dla samotnych (w "Nowym życiu"), uczennica, której porwanie będzie skutkowało odkryciem strasznej prawdy w małej społeczności (w "Zagubionych literach"), spadkobierczyni dużego majątku, znająca savoir - vivre na wylot (w "Sweet Loreena") oraz niemiecka aktorka o zjawiskowych kształtach ( w "Remake"). Zagadki, jakie wiążą się z każdą z tych postaci, w brawurowy sposób zostają rozwiązywane przez Forestera.

Poszczególne tomy serii ukazywały się na przestrzeni lat 2003 - 2009. Ten rozrzut czasowy znakomicie prezentuje drogę rozwoju scenarzysty "Halloween Blues". Początkowe odcinki, mimo fantastycznej roboty rysownika w niezwykły sposób upłynniającej narrację, zdradzają pewne niedociągnięcia Mythica. Humor jest na etapie raczkowania, a sztywność postaci i wkładanych w ich usta dialogów woła o pomstę do nieba. Z każdym następnym tomem sytuacja się polepsza i mniej więcej od trzeciego zyskuje stały, bardzo równy poziom. Mythic, wykorzystując potencjał tkwiący w historii, nie boi się spojrzeć z dystansu na
swoje wcześniejsze dokonania pisarskie i w odpowiedni sposób je skomentować. Jednocześnie coraz bardziej komplikuje stopień zagmatwania zagadek detektywistycznych.

W budowaniu owych zagadek fenomenalną rolę odegrał precyzyjny rysunek Zbigniewa Kasprzaka. Pewne zawiązania akcji wymagały od rysownika ukazania całej intrygi tylko za pomocą rysunków, skutkiem czego Kasprzak musiał postawić przede wszystkim na komunikatywność. Dzięki jego umiejętnościom nietrudno rozszyfrować kto jest na danym kadrze, skąd wziął się na nim samochód z poprzedniej strony i w którym momencie wyminął inny wóz, pełniący równie ważną rolę w opowieści. Pracę Kasprzaka można opisać wyświechtanym fraz
esem: "on czuje komiks". Wie, jak prowadzić narrację obrazkową, wie gdzie przyspieszyć i gdzie przystopować.

Ta wrodzona umiejętność tworzenia komiksów w przypadku osadzonego w Ameryce lat pięćdziesiątych "Halloween Blues" musiała zostać poparta odpowiednią dokumentacją i odwzorowaniem ówczesnego budownictwa, mody i wszelkich aspektów życia codziennego. Kasprzak w jednym z wywiadów wspomina, że opanował nawet ówczesne rodzaje mleka i sposób ich pakowania. Ta skrupulatność i uwielbienie do szczegółu wido
czne są na każdej planszy. Samo przyłożenie się do pracy oraz wrodzona znajomość konstrukcji komiksu, którą Kas zdaje się wyssał z mlekiem matki, absolutnie nie przesłania jeszcze jednej, bardzo ważnej cechy jego grafik: wizualnej atrakcyjności. Niegdyś postrzegany jako naśladowca Rosińskiego, na planszach "Halloween Blues" Kasprzak raczy Czytelników swoim indywidualnym arsenałem fajerwerków. I jest w tym cholernie dobry.

"Halloween Blues" to kawał solidnego komiksu kryminalnego, którego mimo gigantycznej objętości czyta się z zapartym tchem. A przy okazji jest to zasłużony, elegancko wydany pomnik wystawiony twórczości Zbigniewa Kasprzaka, który na realizację tego pro
jektu poświęcił kilka dobrych lat. Warto mieć na półce.

"Halloween Blues". Scenariusz: Mythic. Rysunki: Zbigniew Kasprzak. Kolory: Graza. Tłumaczenie: Weronika Kasprzak (tom 1), Maria Mosiewicz (tomy 2-7). Wydawca: Egmont 2009. Komiks wydany został w ramach kolekcji "Plansze Europy"