Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Millar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Millar. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 sierpnia 2018

KM/H - Millar/ Fegredo

Mark Millar to gość, który działa według receptury, wzoru matematycznego na potencjalny bestseller z widokami na ekranizację. Tym razem jego obliczenia wypluły z maszyny losującej następującą historię: grupka młodzieży wchodzi w posiadanie tajemniczych pigułek, które pozwalają im poruszać się z niesamowitą prędkością, potrafiącą prześcignąć nawet czas. Supermoce umożliwiają im dokonanie oczywistej poprawy swojego nędznego życia, ale z upływem czasu zmuszają ich do zadania sobie pytania: czy nie lepiej wykorzystać te umiejętności do czynienia większego dobra? 
Zwolennicy Millara będą zadowoleni, przeciwnicy pewnie też. W kategoriach historyjek rozrywkowych propozycje z Millarworld są według mnie fenomenem - perfekcyjnie przygotowane na bazie znanych wszystkim składników, mało oryginalne, ale trzymające w napięciu i ubrane w efektowne cliffhangery. Emocjonująca wtórność, oferująca szybką przyjemność i nie zaśmiecająca pamięci na zbyt długo.
Lecz nie samym scenariuszem komiks żyje. Za część graficzną KM/H odpowiedzialny jest Duncan Fegredo, znany m.in. z okładek dla oficyny Vertigo, współpracy nad Hellboyem czy też z niesamowitego albumu Enigma do scenariusza Petera Milligana. Tutaj Fegredo pozbył się swojego drapieżnego, chaotycznego stylu na rzecz ugładzonej kreski. Trochę szkoda, ale z drugiej strony ten wykastrowany, zunifikowany rysunek bardzo dobrze sprawdza się w tak rozrywkowej i bezpretensjonalnej fabule. 
"KM/H". Scenariusz: Mark Millar. Rysunki: Duncan Fegredo. Tłumaczenie: Marek Starosta. Wydawca: Mucha Comics, 2018

czwartek, 26 kwietnia 2018

Cesarzowa - Millar/ Immonen

Cesarzowa Marka Millara i Stuarta Immonena to przygotowana wedle wszelkich prawideł sensacyjna opera mydlana rozgrywająca się na różnych planetach. Są tacy, którzy twierdzą, że trzeba być zagorzałym fanem Marka Millara, by ta seria mogła się spodobać. Zatem widocznie nim jestem!

Cesarzowa to taki miks Gwiezdnych wojen z Modą na sukces, doprawiony elementami z milionów filmów, książek i komiksów, które „kiedyś gdzieś już widzieliśmy”. O co tu chodzi? Po latach wykańczającego psychicznie i fizycznie związku, cesarzowa Emporia decyduje się zostawić swojego męża – tyrana i despotę imieniem Morax. Zgarnia więc swoje dzieci i pod opieką ochroniarza, będącego nieawanturującą się mutacją Hana Solo, rusza na wycieczkę po planetach.

W tym komiksie nie ma kompletnie nic nowego i oryginalnego. Jest za to stara, niezawodna receptura: akcja, sprawne dialogi, trzymające w napięciu zawieszenia akcji i urokliwi bohaterowie, zbudowani na kliszach, dzięki którym nie musimy się nawet z nimi zapoznawać, bo można odnieść wrażenie, że znamy ich od zawsze.

I choć bawiłem się świetnie, a wszystko co wymieniłem niespecjalnie mi przeszkadzało, to widzę jeden minus tej publikacji: owszem, tom pierwszy kończy się mocnym zawieszeniem akcji, ale czy cokolwiek z tego zapamiętam przystępując do lektury tomu drugiego, zwłaszcza że w międzyczasie na rynku ukaże się trzydzieści serii o podobnej tematyce, z podobnym zawieszeniem? Obawiam się, że niekoniecznie. Rynek serii zdaje się przegrzewać. Ciekawe czy i kiedy wybuchnie?

"Cesarzowa". Scenariusz: Mark Millar. Rysunki: Stuart Immonen. Tłumaczenie: Marek Starosta. Wyd. Mucha Comics, 2018.

piątek, 5 stycznia 2018

Dziedzictwo Jowisza (1) - Millar/ Quitely

Jestem na tak.
Już kiedy Mark Millar wziął się za przemeblowanie uniwersum superbohaterów w Kick-Ass byłem bardzo "na tak" - chyba najbardziej "na tak" jeśli chodzi o produkcje tej gałęzi przemysłu komiksowego. W Dziedzictwie Jowisza Millar przejechał się po superbohaterach w sposób imponujący. Pokazał trykociarskie skrajności, a gości w rajtuzach ponownie potraktował brutalną prawdą.
Jest tu i bezkompromisowość nawiązująca do prac duetu Ennis/Dillon, i zarys fabularny zbliżający się w pewnym momencie do Sagi Vaughana i Staples, i elegancko wmontowany motyw z serialu Lost i mnóstwo innych smaczków. Przede wszystkim jest jednak niezwykle sprawnie napisana historia traktująca o tym, czy z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność. W kontekście superbohaterstwa jest tu i utopia i wszelkie -izmy i dramat antyczny.
Jest też Frank Quitely, którego wyjątkowość i niemożność zastąpienia widoczna jest w załączonych na końcach albumu friend-artach. Wystarczy wspomnieć, że nawet Dundan Fegredo wypada blado w porównaniu z rysunkami szkockiego artysty. Tylko Quitely mógł zilustrować wizję Millara tak wyraziście.
Dziedzictwo Jowisza to komiks dla tych, którzy odczuwają sentyment do historii o superbohaterach, a jednocześnie mają odruch wymiotny na współczesne, przemysłowe do nich podejście. Dla tych, którzy nie mogą przebrnąć przez pierwszych kilka stron tytułów z końcówką "man", choć przez wzgląd na dawne przyzwyczajenia bardzo by chcieli. A wreszcie dla tych, którym nie przeszkadza interesująca fabuła, wyłamująca się ze schematu prostackiego mordobicia. Dziedzictwo Jowisza to, obok lemirowskiego Czarnego młota najlepsze podejście do superbohaterstwa publikowane obecnie w Polsce.
"Jupiter's legacy: Dziedzictwo Jowisza", tom 1. Scenariusz: Mark Millar. Rysunki: Frank Quitely. Kolor: Peter Doherty. Asystent do spraw grafiki komputerowej: Rob Miller. Tłumaczenie: Marek Starosta. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2017.

czwartek, 30 listopada 2017

Chrononauci - Millar/ Murphy

Chrononauci to petarda. Komiks, po którego lekturze rozpocząłem gorączkowe poszukiwania informacji o tym, czy to zamknięta całość czy pierwszy odcinek dłuższej serii. No i się udało. Na grzbiecie jak byk stoi: tom pierwszy*. Jesteśmy uratowani, bo Chrononauci to opowieść z potencjałem, łącząca Powrót do przeszłości z Zabójczą bronią i Top Gunem i - uwaga - rysowana przez genialnego Seana Murpy’ego. A jeden rysunek wykonany przez tego pana wart jest ceny całego albumu. 
Scenariusz napisał wspomniany już wcześniej Mark Millar. Chrononauci to panowie podróżujący w czasie. Zaczęło się od programu obserwacji temporalnej NASA, dzięki której nam współcześni mogli na żywo obejrzeć relację z przebiegu wojny secesyjnej, a skończyło na niesamowitej przebieżce przez stulecia i próbę odpowiedzi na pytania: czy władza nad czasem korumpuje? Czy rzeczywiście zmieniając coś w przeszłości, wpływamy na teraźniejszość? I czy możliwe są happy endy? 
Próżno szukać tu naukowych analiz i teoretyzowania. Autorzy postawili na inteligentną rozrywkę i w nawias wzięli nielogiczne niedorzeczności. Emocje odczuwalne podczas lektury Chrononautów porównałbym to tych, które w latach 80. towarzyszyły nastolatkowi podczas pierwszego seansu Indiany Jonesa. Co za przeżycie!
*być może tom pierwszy, być może ostatni. Choć autorzy zakładali powstanie jeszcze dwóch miniserii, od jakiegoś czasu sprawy nie postępują. Całkiem więc możliwe, że jednak uratowani nie jesteśmy...
"Chrononauci". Scenariusz: Mark Millar. Rysunki: Sean Murphy. Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski. Wydawca: Non Stop Comics, Katowice 2017.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Kick-Ass 3 - Millar/ Romita Jr.

Wprawdzie "trójka" na okładce sugeruje odcinanie kuponów, powielanie schematu i błądzenie po omacku, jednak ta reguła zdaje się nie obowiązywać Marka Millara. Trzecia część historii o prawdziwym superbohaterze to kolejna naszpikowana cytatami przygoda komiksowego geeka i fantastyczne zamknięcie serii, która w kategorii komiksów reinterpretujących superbohaterskość może się równać ze wszystkimi kamieniami milowymi, wydanymi w Stanach Zjednoczonych w roku 1986.
Po wydarzeniach z drugiej części komiksu Hit-Girl trafia do pudła, Kick-Ass zostaje szefem zrzeszającego podobne do niego ofiary losu Kręgu Sprawiedliwości, a do miasta z sycylijskiego zesłania wraca kolejny z braci Genovese - ten najstarszy, mający niewiele do stracenia, lubujący się w przystojnych blondynach i pragnący władzy nad wszystkimi gangami w okolicy. Zanim jednak wisząca w powietrzu jatka dojdzie do skutku, czytelnikom zafundowany zostaje zestaw konesera: próby odtworzenia scen ze słynnych komiksów, nawrócenie czarnego charakteru, wysyp superbohaterów, retrospekcje pokazujące jak to wszystko się zaczęło, mnóstwo seksu oraz - uwaga - miłość. 
Mark Millar w kilku zdaniach idealnie ujął temat, na który Joe Casey przeznaczył cały album ("Sex: Letnie uniesienia"). W odróżnieniu od zeszytów rysowanych przez Piotra Kowalskiego, tutaj przedstawienie superbohaterskości jako tłumionego popędu seksualnego obywa się bez teatralnych scen i jałowych przemyśleń ze sterczącym nad śpiącą partnerką penisem. Millar operuje konkretem - seks jest substytutem kostiumu i sprawia, że trykociarskie ustawki zostają odstawione na bok, z kolei miłość powoduje, że bohater pragnie z tych ustawek zrezygnować całkowicie. 
Millar narzuca scenariuszowi swojego komiksu nienaruszalny rozdział świata realnego od komiksowego uniwersum zamaskowanych herosów. Uczynienie superbohaterami komiksowych geeków, parających się wizją odtworzenia sceny z "Batmana: Roku pierwszego" to realny gwałt Millara na facetach w trykotach. To nie są mroczni mściciele oderwani od rzeczywistości, a młodzi ludzie w tejże rzeczywistości bezlitośnie mocno osadzeni, oczytani w komiksach, świadomi obecnych w nich trików i próbujący odtworzyć je w swoim sąsiedztwie. To dzieciaki, zakładające kolorowe fatałaszki, ale płaczące nad brakiem motywacji. Och, dlaczego przestępca nie zabił mi rodziców - łkają. Z jednej strony to straszne, ale z drugiej prezentuje typowy mokry sen licealisty o tym, jak ratuje całą klasę przed superprzestępcą, jak staje się mroczny i tajemniczy na skutek osobistej tragedii i jak dzięki temu imponuje dziewczynie.
Weryfikacja tych marzeń jest jednak brutalna - wybijając wszystkich jak leci i przelewając hektolitry krwi Millar i Romita Jr. mówią: Tak wyglądałby komiks w realu. I dodają: Drogie dzieci, nie róbcie tego w domu.
Markowi Millarowi udało się uciec od powtarzalności, co uważam za ukłon w stronę czytelników i przejaw szacunku ze strony twórcy. Nawet żarty zyskują w trzecim odcinku opowieści zupełnie inny wymiar - w pierwszym tomie śmialiśmy się z tego, że początkujący heros nie potrafi przeskoczyć z dachu na dach, w trzecim - z cmentarnych foci w prochowcu pozowanych na scenerie typu "Gotham w deszczu".
Pisarstwo Marka Millara na kartach wszystkich trzech "Kick-Assów" przeżywa ciągły rozwój, a zakończenie komiksu przychodzi w momencie, pozwalającym mu zejść ze sceny niepokonanym. Lektura "trójki" nie pozostawia niedosytu. Ten komiks to opowieść kompletna, a przy tym jedna z najlepszych historii o superbohaterach ostatnich lat. Obowiązkowa lektura dla fanów trykotów, jak również dla tych, którzy konwencji superbohaterskiej nie znoszą.
"Kick-Ass 3". Scenariusz: Mark Millar. Rysunki: John Romita Jr. Tusz i odcienie: Tom Palmer. Kolory: Dean White oraz Michael Kelleher. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia. pl, Incal

środa, 25 września 2013

Kick-Ass - Millar/ Romita Jr.

Ktoś ma ochotę na komiksowy Grindhouse? Fruwające w przestworzach flaki, eksplodujące głowy, hektolitry krwi wydobywające się z przepołowionych tasakiem czaszek? Mark Millar to ma. Do diabła, ma nawet więcej. Towarzyszy mu John Romita Junior - tak, ten John Romita Junior. Ten, którego znamy z "X-Menów", czarno-białego "Punisher: War Zone", czy "Spidermana". Tutaj jednak nie jest grzecznym chłopcem. Weteran komiksowego rysunku pokazuje się z nieznanej dotąd strony, w związku z czym do arsenału, jaki gwarantuje Millar, można dorzucić kilka słów od niego: seks, cycki, bezsensowna przemoc. Widzicie to? To "Kick-Ass".
Historia zafascynowanego komiksami chłopca, który swoje hobby postanowił przenieść do świata realnego, przez co pakuje się w konkretne kłopoty to satyra na komiksowy superheroizm, na filmowe adaptacje trykotów i na częsty brak dystansu do fikcyjnych przecież postaci. Dave Lizewski staje się bohaterem z jednego tylko powodu: bo chce. Nie dlatego, że bandyci zabili mu rodzinę, radioaktywny pająk dziabnął go w dłoń, a promienie gamma wsiąkły w jego ciało. Robi to, bo ma na to ochotę, chce sprawdzić jak to jest i może sobie kupić fikuśny kombinezon płetwonurka na e-bayu. Jego wyobrażenie o życiu superherosa rozmija się z prawdą bardzo szybko. No bo weź tu przeskocz z jednego dachu na drugi. To nie taka prosta sprawa.
Dla Dave'a, niezależnie od tego ile razy dostanie wycisk, kombinezon jest narkotykiem i sposobem na oderwanie się od rzeczywistości. I choć sprostać mu może każdy frajer, w realu Dave urasta do rangi superherosa. Mając rajtuzy pod cywilnym ubraniem, zyskuje pewność siebie. Jego ekscentryczne hobby powoduje, że potrafi skupić się na jednej sprawie, na dążeniu do celu. No i wreszcie - hej - ta dziewczyna z ławki obok, śliczna Katie, w której podkochuje się od dawna, zwraca na niego uwagę. Piękne barwy życia codziennego muszą jednak zostać poddane próbie: na drodze Kick-Assa pojawiają się prawdziwi, a nie jacyś tam ściemnieni herosi: Big Daddy i Hit-Girl, na których uwagę zwraca posępny gangster. I zaczyna się awantura.
Millar mówi tak: dzieciństwo ma swoje problemy i należy spełniać marzenia, by od tych problemów się odciągnąć. Ale mówi też tak: trzeba mierzyć siły na zamiary i zdawać sobie sprawę z tego, że to, co jest na niby, powinno takim pozostać. I wreszcie mówi również: spełnię twój sen o załatwianiu bandziorów, ale zobacz ile krwi się poleje, młody człowieku.
Zachcianka nastolatka przeobraża się w grubą sprawę, przez co dzieje się wszystko, co opisałem w pierwszym akapicie niniejszego tekstu. Przemoc, obecna na kartach "Kick-Assa" jest jednocześnie realna (bo przecież nikt tu nie strzela promieniami z oczu i nie ma sił nadprzyrodzonych) i przerysowana. Traktować ją należy jako nieuchronną konsekwencję nieodpowiedzialnego zachowania. 
Nie obyło się bez bardzo udanych komentarzy ze strony scenarzysty. A to wrzuca w usta bohaterów dyskusje na temat komiksów Marvela, przedstawiając przeróżne szalone koncepcje, a to świetnie podsumowuje uzależniającą rolę serwisów społecznościowych ("Dave Lizewski miał ośmiu przyjaciół na MySpace, a Kick-Ass całe tysiące"), czy też pokazuje model funkcjonowania tzw. "memów". Dużo dialogów czyta się z uśmiechem na twarzy. Wszystko napisane jest sprawnie, z jajem i polotem, a narysowane wyśmienicie. John Romita Jr. znajduje się w najwyższej formie.
"Kick-Ass" jest elementarzem komiksowego fanboya. To komiks osadzony głęboko w życiu fanów obrazkowych historii, a jednocześnie spełniający ich mokre sny o śmiganiu po dachach w pelerynie i obcisłych majtkach. Do tego jeszcze zabawny. I - oczywiście - przeznaczony tylko dla czytelników dorosłych.
"Kick-Ass". Scenariusz: Mark Millar. Rysunek: John Romita Jr. Tusz: Tom Palmer. Kolor: Dean White. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2013.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep Gildia.pl, Incal, Elemental, BUM Projekt