Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Blue – Grant

Autor: Łukasz Kowalczuk 
 „Tylko nie to! Kolejny autobiograficzny komiks o dzieciństwie/młodości? Ile można?” - takie było moje pierwsze wrażenie kiedy trafiłem na Blue w promocji wydawnictwa Top Shelf. Wystarczył jednak rzut oka na przykładowe plansze żeby się skusić. Poza tym Pat Grant to Australijczyk. Ile przeczytałem komiksów z Antypodów?* No i, jak się okazało, Blue jest autobiograficzny tylko w pewnym stopniu. 
Pewien malarz-robotnik z nadmorskiego miasteczka Bolton wspomina czasy dzieciństwa. Konkretnie jeden dzień wagarów z dwójką przyjaciół. Dzieciaki snują się po miejscowości zbudowanej za korporacyjne pieniądze. Chcą posurfować, mimo tego gwoździem programu nie są duże fale, lecz szczątki niebieskiego nieznajomego rozjechanego przez pociąg. Jest to po trochu opowieść o surfingu, młodości i życiu na uboczu. Przede wszystkim Blue mówi o stosunku do obcych, których pojawia się w Australii coraz więcej. Ich kosmiczny wygląd odgrywa tu rzecz jasna rolę drugoplanową. Rachunek sumienia? Przekonajcie się sami. 
Narysowany przy pomocy zaledwie kilku kolorów świat australijskiej prowincji jest ponury (miasteczko, fabryka) i piękny (flora, fale, malowidła) zarazem. Postacie wyglądają jak żywcem wyjęte z jakiegoś starego Beano i na tym kończą się cechy wspólne z komiksami dla młodszego odbiorcy. Widać, że wszystko zostało tu dokładnie zaplanowane. Zdarzyło mi się kilkanaście razy zatrzymać wzrok na danej stronie aby z rozdziawioną gębą stwierdzić „ojaaa, też bym tak chciał”. Kompozycja kadrów i plansz jest re-we-la-cyj-na. 
Grant w swoim pełnometrażowym debiucie czerpie bez skrępowania od najlepszych. O inspiracjach autora możemy przeczytać w eseju zamieszczonym na końcu płatnej wersji papierowej i cyfrowej. Grant pisze również o pracy nad swoim dziełem oraz historii komiksu surferskiego. Obszerny tekst zatytuowany Genealogy of the Boofhead** to prawdziwy deser i gdyby każdy autor dobrego komiksu z egzotycznego dla nas kraju pokusił się o coś takiego byłbym szczęśliwym człowiekiem. Jeśli pozwoli na to stan mojego konta, kupię Blue w wersji papierowej. Polecam!

Na koniec mała muzyczna dygresja. Gdybym miał ułożyć soundtrack do filmu albo jakiegoś motion comic na podstawie Blue to te australijskie zespoły pasowałyby idealnie: Coloured Balls (Czy ktoś kojarzy sharpies? Taka rdzenna, australijska subkultura), Saints (Pierwsza punkowa kapela spoza USA, która wydała singla), Radio Birdman.
Jest pazur, jest underground i jednocześnie każda nuta ma tu swoje miejsce. Zupełnie jak w komiksie Granta. 
Blue do przeczytania za darmo tutaj.
Comixology
Graphicly
Top Shelf

*Przypomniał mi się jedynie epizod Batmana z Aborygenem, ale to przecież nie to samo.
**Boofhead to w australijskim slangu osoba, która z różnych powodów myśli wolniej.

1 komentarz:

Maciej Gierszewski pisze...

elegancka sprawa!