Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

sobota, 10 października 2009

"Japonia widziana oczyma 20 autorów"

Autor: Dominik Szcześniak

O specyfice antologii "Japonia widziana oczyma 20 autorów" dowiadujemy się z mejla zatytułowanego "Jesień w Japonii", wysłanego 28 marca 2004 roku przez Frederica Boilet do Etenne Davodeau. Ideą zbioru krótkich komiksów, było ukazanie Japonii oczyma zarówno twórców ją zamieszkujących, jak i narybku europejskiego, którego zwerbowaniem zajął się wspomniany Boilet, redaktor przedsięwzięcia oraz znany również w Polsce ("Szpinak Yukiko") twórca komiksów. Do oryginalnej siedemnastki polski wydawca dołączył jeszcze trójkę twórców z Polski, skutkiem czego powstało różnorodne dzieło, prezentujące Japonię w wielu ujęciach.

Ze względu na formę, jaką przybrali autorzy, komiksy obecne w antologii podzielić można na kilka grup tematycznych. Dominują reportaże i dzienniki z podróży, jest kilka impresji artystycznych, eksperymentów, dowcipów oraz komiksów stricte rozrywkowych. Polski Czytelnik odnajdzie w "Japonii" kilku twórców znanych i kilku nie publikowanych do tej pory w naszym kraju. Ci pierwsi, kojarzeni z charakterystycznym stylem (absurd de Crecy, magiczny judaizm Sfara, swoboda Śledzia) na kartach antologii wchodzą w te rejony komiksu, na które wcześniej się nie zapuszczali. Mają więc okazję do pokazania się z innej strony, do ukazania swojej wszechstronności w posługiwaniu się komiksowym medium. Drudzy mają szansę zaistnienia w świadomości Czytelnika. Komu się to udaje?

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że "stara gwardia" trzyma się dobrze. Joann Sfar już w samym tytule zaznacza, że będzie opisywał "Tokio według Oualterou", czyli według swego francuskiego przyjaciela, mieszkającego w wymienionym mieście i mającego na nie swój specyficzny pogląd. Sfar z wielką swobodą, w podpunktach skupia się na pewnych aspektach postrzegania świata przez swojego przyjaciela - za pomocą pasków komiksowych, jednoplanszówek i nieco dłuższych form mówi o "Japończykach, którzy chcą być czarni", czy o "wesołkach z Instytutu Francuskiego", którzy pragną być Japończykami. I jak to u Sfara, poglądy Oualterou plus jego osobiste spostrzeżenia z podróży, przedstawione są z humorem i dawką mądrych przemyśleń. Podobny zabieg wyjściowy - zwiedzanie danej miejscowości - stosuje Nicolas de Crecy w "Nowych bogach". Kojarzony z psychodelicznymi opowieściami, tym razem w dość stonowany sposób odwołuje się do bezrefleksyjnego konsumpcjonizmu, obecnego w Japonii. Towarzyszy mu jego śliniący się na widok Japonek menadżer, a celem wizyty jest próba stworzenia projektu maskotki na olimpiadę w Paryżu w 2016 roku. Choć komiks ujęty jest w pewnym sensie w formę sprawozdania z podróży, de Crecy podbarwił go szaloną fikcją, dzięki której "Nowi bogowie" nie są wcale tak przyziemni i wpisują się w charakterystyczne wyznaczniki twórczości tego autora.


Skoro mowa o najlepszych komiksach w zbiorku, stworzonych przez znanych autorów, to w tej kategorii błyszczy również Śledziu. "Fałszywy trop" to przewrotny epizod detektywistyczny inspektora Katsu Shina i jego pomocnika - małpki Yori. Osadzony w tokijskich realiach kawałek jest powrotem Śledzia do komiksu czarno - białego. Nie tylko dzięki temu jest to komiks znakomity - obok fenomenalnej grafiki, autor przedstawia nam bowiem komiks z pomysłem. Z jajem. Z zabawną puentą. Innymi słowy: komiks w pełni rozrywkowy
. W "Japonii" takie utwory znajdują się w mniejszości. "Fałszywy trop" stoi w opozycji do dość kiepskich "wędrówek wgłąb siebie", o których będę jeszcze wspominał.

Zanim jednak o nich - jeszcze kilka słów o rzeczach wartych uwagi:
"Letnie niebo" Taniguchiego - prosta, spokojna, bardzo typowa dla autora krótka historia o miłości w nostalgicznej scenerii. Kilkanaście plansz, zawierających mnóstwo emocji, czyli 100% Taniguchiego w Taniguchim, jakiego do tej pory znaliśmy w Polsce.
"Kankichi" Taiyo Matsumoto - w noce o autorze czytamy: "zainspirowany komiksem franko - belgijskim, w szczególności pracami Moebiusa, stworzył
swój unikalny styl". Jeśli "unikalnym stylem" nazwiemy ujmowanie planszy w jeden tylko kadr i brak granic między rysunkami w tymże kadrze, to Matsumoto rzeczywiście jest jego przedstawicielem. "Kankichi" to przede wszystkim świetna kreska, ale też znakomicie napisana przypowieść o chłopcu, którego jedyną pasją było rysowanie a jedynym kumplem - biały pies.
"Miasto drzew" - Fabrice Neaud. To z kolei przedstawiciel stricte reporterskiego ujęcia Japonii w komiksie. Pierwszy rzut na jego pracę pozwala docenić k
unszt graficzny i jednocześnie przerazić się ilością tekstu w ramkach. Na szczęście Neaud pisze w sposób niesamowicie żywy, a wprowadzenie do relacji własnych spostrzeżeń na wszelakie tematy dodaje historii smaku.
"Sapporo fiction" Etienne Davodeau jest również komiksem reporterskim, z tą różnicą w stosunku do innych, zamieszczonych w antologii, że autor jest jedynie gościem na jego kartach. Relację przedstawia sześćdziesięcioletni rybak z wyspy Hokkaido, który w drodze na spotkanie ze swoim bratem bliźniakiem, spotyka francuskiego twórcę komiksów. Davodeau, nie dość że ujmuje temat w uciekające schematom ramy, ożywia swoją opowieść za
pomocą świetnych zwrotów akcji i zaskakującej puenty, a zatem elementów zwykle nieobecnych w komiksach reporterskich.
"Osoczańska robota" - Jakuba Babczyńskiego i Radosława Bolałka. Komiks rysownika, który debiutował w "Vormkfasie" i ma na koncie album "Ballada o Eulalii" oraz wydawcy, który zalicza debiut jako scenarzysta. Historia jest szalenie prosta, choć nieuważnego Czytelnika może wyprowadzić na manowce.
Nie jest to dzieło wybitne, ale po jego lekturze można lekko się uśmiechnąć bądź równie lekko unieść brwi do góry.

Poza omówionymi komiksami, traktującymi temat w sposób wyczerpujący reportersko, dowcipny, nostalgiczny czy całkowicie fikcyjny, zdarzyły się w "Japonii" przypadki gorsze. Gdyby prace, które za chwilę omówię zebrać w jednym tomie, zatytułowanym "Japonia oczyma 10 autorów" to byłby to bardzo smutny zbiorek, osadzony w klimatach, podobnych do panujących w komiksie polskim w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Wędrówka wgłąb siebie, graficzne metafory zrozumiałe tylko dla autora komiksu plus jakiś kiepski żart czasami.

Komiks w tym stylu otwiera antologię - tytuł "Nad brzegiem morza" mówi wiele zarówno o miejscu akcji, jak również o jej braku. Lepiej jest we "Wrotach wejściowych" Prudhomme'a - jakaś cienka linia dzieli ten komiks od bycia genialnym. Sam pomysł - powiązania ucieczki dwóch par butów ze starą legendą - owocuje jednak tylko genialną puentą. Niewiele brakuje również pracy Aurelii Aurity - świetny rysunek, znakomite kadrowanie, ale upstrzony retrospekcjami scenariusz nie przekonuje. Jedyne, co w nim dobre, to powtarzane po wielokroć i w przeróżnych sytuacjach na kartach komiksu jego motto, będące zarazem tytułem: "Teraz już mogę umrzeć!"

Schuiten i Peeters oraz Guibert nie zdecydowali się na komiks. Duet odpowiedzialny za "Mroczne miasta" skompilował fantastyczne rysunki z nieco abstrakcyjnym tekstem o Orduromanie - silnym chrząszczu, rozprawiającym się z yakuzą w Osace w 2034 roku. Ciekawostka i nic poza tym. Guibert uciekł się do podobnego rozwiązania, jednak prawdopodobnie z lepszym rezultatem literackim.

"Słonecznik" Little Fisha i "W alkowie miłości" Boileta to dwie prace, pod względem graficznym bardzo do siebie podobne. Ale nie z tego powodu najgorsze w antologii. Pierwsza jest impresją autora na temat słoneczników, druga tekstami o segregacji śmieci opisuje ciąg ilustracji wiodących z ulic miasta do mieszkania autora. "Śpiew cykad", "Festiwal dzwoniących koni" i "W puszczy" zamykają dziesiątkę najgorszych komiksów w "Japonii". Dobrze, że jest jeszcze druga dziesiątka, umiejscowiona na przeciwległym biegunie.

"Japonię" z racji przenikania się pewnych motywów, które powstały w głowach autorów niezależnie od innych uczestników przedsięwzięcia, można uznać za dzieło spójne. U wielu z twórców przewija się motyw tajfunu, czy pasażu handlowego, jako najbardziej
rzucających się w oczy elementów witających przyjezdnych do Japonii. Często autorzy nawiązują ze sobą nieświadomy dyskurs: gdy Fabrice Neaud, stacjonujący w Sendai zastanawia się nad tym, gdzie się podziali japońscy geje, przyjaciel przybyłego do Tokio Joana Sfara wydaje się znać odpowiedź na to pytanie. Odnaleźć można również wspólne tropy graficzne (niemal bliźniacze ujęcia u Boileta i Aurity), nie wspominając nawet o podobnych spostrzeżeniach europejskich komiksiarzy na temat japońskiej uprzejmości czy piękna japońskich kobiet.

"Japonia oczyma 20 autorów", jak każda antologia posiada momenty słabsze i lepsze, które tutaj rozłożyły się mniej więcej po połowie. Z racji obecności kilku naprawdę świetnych komiksów, warto ten zbiór mieć na półce.


Ilustracje:
1. "Osaka 2034" - Schuiten i Peeters,
2. "Festiwal dzwoniących koni" - Igarashi,
3. "Fałszywy trop" - Michał "Śledziu" Śledziński.

"Japonia widziana oczyma 20 autorów". Scenariusz i rysunki: Ken Takahama, David Prudhomme, Jiro Taniguchi, Aurelia Aurita, Francouis Schuiten i Benoit Peeters, Jakub Babczyński i Radosław Bolałek, Emmanuel Guibert, Nicolas de Crecy, Taiyo Matsumoto, Joan Sfar, Little Fish, Michał Śledziński, Moyoko Anno, Frederic Boilet, Fabrice Neaud, Daisuke Igarashi, Kazuichi Hanawa, Etienne Davodeau. Tłumaczenie: Magdalena Tomaszewska - Bolałek. Wydawca: Hanami 2009

3 komentarze:

qba- the impossible medieval warrior pisze...

rany, ile ty Dominik tych komiksów z Łodzi nawiozłeś, hę?

A z tym Ziniolem to mi uciekłeś, a w zasdzie Timof cię porwał. Jak się odwróciłem, to już Was obu nie było ;-)

Ziniol pisze...

nawiozłem ok. 20. w jednym tomie:D

co do uciekania to siły na tego rodzaju akcje miał chyba tylko ten pasiasty koleżka. cała reszta była za bardzo zmęczona, by uciekać. ale że ludzie znikali podczas imprezy to fakt.

Anonimowy pisze...

Bardzo nędzna recenzja,recka właściwie. Pseudorecenzent nie rozumie najwidoczniej idei antologii ani roli jaką mieć powinien recenzent. Ale taka już jest rola miernot, trzeciorzędnych pisarczyków, że są skazani na pisanie pseudorecenzji, niczym krowy lub świnie przeżuwają i mielą dane