Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 27 września 2009

"Żywe trupy 7" - Kirkman, Adlard

Autor: Dominik Szcześniak

Świat po kataklizmie, garstka ludzi zabunkrowana w opuszczonym więzieniu oraz hordy żywych trupów grasujących poza tym spokojnym lokum - oto recepta na zombie-operę Roberta Kirkmana, która w polskim wydaniu dobrnęła właśnie do siódmego tomu (natomiast w wersji oryginalnej już w grudniu pojawi się album numer 11).

Tytuł "Cisza przed burzą" idealnie odzwierciedla to, co dzieje się wewnątrz komiksu. Bo przez znaczną większość stron dzieje się niewiele, żeby nie powiedzieć nic, by na sam koniec zaatakować mocnym akcentem, związanym z wcześniejszymi przygodami bohaterów. Znudzeni spokojnym życiem zaczynają rozprawiać na tak poważne tematy, jak "czy smaczniejsze są pomidory same, czy, no wiesz, z czymś", po czym zostają poczęstowani przysłowiowym ciosem młotka w tył głowy. Koniec sielanki, koniec ciszy. Nadchodzi burza. Ale w tym odcinku masz tej burzy, Drogi Czytelniku, niewiele - dreszczyk emocji, jaki jej towarzyszy, musi poczekać do tomu ósmego. Czym więc Robert Kirkman może przyciągnąć do lektury tych ponad stu stron?

Ci, którzy od początku czytają "Żywe trupy" wiedzą już, że tytułowa terminologia nie dotyczy jedynie tępych, ślamazarnie się poruszających konsumentów ludzkiego ciała, lecz również tych z ludzi, którzy ocaleli. Tych, którzy nie dali się ugryźć i, choć żywi, muszą wegetować, ulegając stopniowej dehumanizacji, obserwując cierpienie innych i robiąc rzeczy, o których nigdy by nawet nie pomyśleli wtedy, kiedy było "normalnie". Kirkman na przestrzeni poprzednich sześciu tomów zaprezentował Czytelnikom świat degrengolady moralnej, zbudowany na braku wszelkich praw i kanonów, które przed katastrofą trzymały w ryzach co bardziej zepsute jednostki. W tomie siódmym wciąż słychać tę melodię w tle. Jednak tym, co zachęca do lektury jest zaproszenie wystosowane do Czytelnika przez autorów. Zaproszenie do bliższego poznania grupy postaci, do wniknięcia w relacje między nimi i do przysłuchania się słowom, jakie między sobą wymieniają.

W kilku momentach wieje dramatyzmem, w paru innych autorzy wracają do przeszłości głównych bohaterów opowieści, jednak przez większość czasu skupiają się na niezobowiązujących gadkach. To już jest bardziej dramat społeczny niż apokalipsa zombie. Żywe trupy, jeśli już się pojawiają, to jako obiekt ćwiczeń, obiekt badań naukowych, bądź narzędzie do... dokonania aktu samobójczego. Choć każdy z tych aspektów przedstawiony jest w sposób ciekawy i powodujący żywe dyskusje wśród uczestników zdarzeń, bardziej interesujące wydają się być w tym tomie takie momenty, jak np. ślub dwójki od dawna obecnych na kartach komiksu bohaterów, czy starcze problemy Dale'a, którego partnerką jest znacznie młodsza kobieta, spędzająca w dodatku sporo czasu z młodym i rześkim Tyresee'm. Elektryzująco ukazany jest również moment przyjścia na świat dziecka Ricka i Lori. Opera mydlana w niestandardowych okolicznościach? Owszem.

Akcja przysnęła nieco w tym tomie "Żywych trupów", lecz dzięki temu wyciszeniu wgłębić się można w relacje między bohaterami. Te naturalnie brzmiące rozmowy nie tylko uwiarygodniają psychologicznie Ricka i jego towarzyszy, lecz również uświadamiają prawdopodobieństwo wyjścia na powierzchnię najgorszych ludzkich instynktów w momencie kataklizmu i towarzyszącemu mu zagrożenia. Wielbiciele serii będą zadowoleni. Ci, którzy nie mieli jeszcze z nią styczności muszą zacząć przygodę z zombiakami od pierwszego tomu.
"Żywe trupy, tom 7: Cisza przed burzą". Scenariusz: Robert Kirkman. Rysunek: Charlie Adlard. Współpraca graficzna: Cliff Rathburn. Okładka: Tony Moore. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Taurus Media 2009

Brak komentarzy: