Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com

sobota, 19 lutego 2011

Incubatorium Rustecki (03)

Autor: Marcin Rustecki
Incubatorium Rustecki wita przybyłych! Co tydzień o tej samej porze i w tym samym miejscu będziecie świadkami efektów pracy Marcina Rusteckiego, rzeźbiącego co mu do łba przyjdzie. Będzie satyra, będą stripy, będzie space-opera o niemotach space-explorerach... WSZYSTKO będzie! A dzisiaj - Primal Instinct...

piątek, 18 lutego 2011

Kibicujemy (124)

Autor: Maciej Pałka Kibicujcie komiksiarzom! Dziś zaczynamy trzymać kciuki za powstający album Marcina Podolca i Barbary Okrasy, którzy w komiksowie są znani również jako Kolec i Lagu. Pierwszy zabierze głos Marcin... 
Z początkiem Projektu kolec lagu to jest tak: Obserwowaliśmy się wzajemnie na digarcie, co jakiś czas jedno dało drugiemu rewelację, zostawiło komentarz, jak np. lagu mnie, kiedy napisała: „brudny róż w tle rządzi” odnośnie pomarańczowej okładki „Kapitana Sheera”. Parę razy pogadaliśmy o Panu P. czy Sheerze właśnie. Wyszło w końcu na to, że fajnie byłoby zrobić coś razem. Tak dokładnie to napisałem 22 grudnia: „Musimy coś razem zrobić.”, a lagu odpisała: „A więc zróbmy coś.” 
Nie było rady – wzięliśmy się do roboty. 
3 stycznia skonsultowałem scenariusz z Robem, współscenarzystą „Kapitana Sheera”, później wysłałem go lagu. Niedługo potem dostałem projekty postaci, pierwsze plansze w szkicu, umówiliśmy się co do kolorystyki i mniej więcej określiliśmy sobie tempo prac. Zdradzę tylko, że jesteśmy raczej nienormalni. 
W naszym komiksie lagu odpowiada za szkic i kolor, ja za scenariusz, tusz i słuchanie The Kinks. Do tej pory spotkaliśmy się raz, dostałem pierwsze 10 stron do potuszowania, lagu w tym czasie projektuje kolejne plansze. Na następnym spotkaniu wymienię zaczernione strony na kolejne szkice, a lagu poprawi kolory na zwróconym materiale. Potem obróbka komputerowa i bach! będziemy mieli gotowe pierwsze strony z planowanych około 60. 
A teraz zdradzę roboczy tytuł: „Wszystko zajęte”. 
Uf. 
Jakoś w styczniu ogłosiliśmy nasz artystyczny związek na blogach, co spotkało się z ogólną akceptacją i zrozumieniem. Napisał do nas m.in. Maciej i oto jesteśmy na "Ziniolu". Będziemy wpadać tutaj co jakiś czas, myślę że na zmianę. Do każdego wpisu będziemy mieli dla Was specjalnie narysowaną grafikę licznikową. Pierwszą publikujemy już dziś:
Licznik Kolca i Lagu
Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

czwartek, 17 lutego 2011

"W cztery oczy" - Hommer

Autor: Dominik Szcześniak
Pies najlepszym przyjacielem człowieka, ale człowiek nie zawsze równie dobrym kumplem psa - prawda znana nie od dziś. Poczciwe czworonogi popkultura wykorzystywała zazwyczaj by wzruszyć widza/czytelnika lub by sprzedać mu ważną naukę. Sascha Hommer w swoim na pozór banalnym utworze o jarającej blanty młodzieży, psa czyni integralnym elementem opowieści. Zamiast jednak ustawiać go w roli wyciskacza łez, wrzuca go w ramiona przenośni. Pies jako metafora spartolonego życia? Tak, to tutaj.
Tropiciele wątków autobiograficznych łatwo powiążą postać głównego bohatera z autorem komiksu, jednak dla jego wymowy ta zależność pozostaje bez znaczenia. Sascha, choć poznajemy go w dojrzałym już wieku, dzięki retrospekcjom jawi się  jako nastoletni  everymen. Wylewny, emocjonalnie niedoświadczony, popadający w depresyjne klimaty. Jego życie jest nijakie, a uczucia nim targające trudne do zdefiniowania dla niego samego. Związek z dziewczyną marzeń rozpada mu się po krótkim czasie, bo beztrosko komunikuje wybrance, że ją kocha. Pocieszycielami okazują się lekkie dragi, grzybki, LSD. Sascha uwielbia również pociągać z wiadra. Hommer rysuje nam taką postać, jaką pewnie kiedyś byliśmy i jaką dogłębnie poznaliśmy. Gadki o muzyce, o tym, jaki świat jest niedobry i jak go nienawidzimy oraz anegdotki z imprez to sprawy tak życiowe, że byłyby kompletnie nieciekawe. Gdyby nie wspomniany pies.
Pies jest metaforą wszystkiego, co w życiu Saschy okazało się być niewypałem. Zbiera w sobie zarówno młodzieńczą wylewność, niedojrzałość, głupotę bohatera, jak i jego narkotyczne fascynacje. A więc wszystko to, co jest najlepszym przyjacielem młodego człowieka, nawet jeśli młody człowiek sam sobie z tego nie zdaje sprawy. Kiedy się poznają, Sascha jest na ostrym tripie, kiedy mają się rozstać - w znaczącej scenie w lesie - bardziej zakręcony wydaje się być pies. Hommer zastosował w komiksie zabieg bardzo prosty i w tej prostocie genialny. Pies pojawia się w życiu Saschy, gdy ten osiąga apogeum oderwania od rzeczywistości. Pies powoduje zmiany w głowie bohatera. Zmiany idące tak daleko, że kiedy człowiek pozostawia psa w lesie, nie jesteśmy zbulwersowani jego zachowaniem.
"W cztery oczy" po pierwszym czytaniu zdaje się być historyjką prostą, by nie powiedzieć prostacką. Powoduje jednak, że trybiki w mózgu zaczynają się poruszać, a wielość interpretacji przeczytanego tekstu i obrazu powoduje, że tak naprawdę mamy do czynienia z komiksem psychologicznym. W dodatku z komiksem psychologicznym naprawdę wysokich lotów, stworzonym przez świadomego i dojrzałego faceta, który swojej młodzieńczej opowieści nadał odpowiednią perspektywę.   
"W cztery oczy". Autor: Sascha Hommer. Tłumaczenie: Marcin Chuta. Wydawca: kultura gniewu 2010

Kibicujemy (123)

Autor: Maciej Pałka Kibicujcie komiksiarzom! Pracom nad kolejnym albumem o przygodach Benedykta Dampca (tym razem z ilustracjami Pawła Wojciechowicza) ostatnio kibicowaliśmy ponad trzy miesiące temu. Nie znaczy to jednak, że zapomnieliśmy o tym komiksie. Oddajmy głos rysownikowi:

Krótko i Konkretnie. Robota stanęła w miejscu z powodów uczelniano-prywatnych, ale wreszcie wszystko ogarnięte, wiec czas ruszyć dalej. Komiks ma zostać skończony do września i nie ma bata, ukończony zostanie. W związku z chwilowym brakiem motywacji mały konkursik.
Konkurs Benkowy
Macie ogromną ochotę pokazać się światu, ale waszą jedyną umiejętnością jest srogi wygląd? Zawsze chcieliście wystąpić w komiksie?
Świetnie, teraz macie szansę!

Wystarczy tylko, że strzelicie sobie fotkę, która ma szanse przekonać mnie, że jesteście naprawdę źli i posępni. Następnie wysyłacie ją na adres (długi adres) nawiedzonyzamachowiec@gmail.com. Osoba, która postara się najbardziej zostanie twarzą jednego z bohaterów komiksu i nie będzie to wcale postać drugoplanowa.
Macie na to czas do końca marca. Nagrodą jest oryginalna plansza z waszym udziałem :). O całości przypominał będę przy okazji kolejnych edycji kibicowania. Wszelkie pytania kierować na podany wyżej adresik. 

Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

środa, 16 lutego 2011

Kibicujemy (122)

Autor: Dominik Szcześniak Data premiery "Zakazanego owocu nr 6" miała zostać ujawniona dopiero w najbliższy poniedziałek, jednak już dziś jako pierwsi możemy poinformować o tym wielkim dla miłośników krajowego undergroundu wydarzeniu. Oddaję głos autorom:
Le Kolektiff Negatif ma zaszczyt zaprosić wszystkich, na oficjalną premierę "Zakazanego owocu nr 6"! Odbędzie się ona 3 marca 2011 roku, w Toruńskim Kinie Centrum, mieszczącym się przy Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasów (ul. Wały gen. Sikorskiego 13). Projekcja rozpocznie się o godzinie 20:00. Natomiast po filmie, odbędzie się krótkie spotkanie z głównym bohaterem dokumentu, Dariuszem „Pałą” Palinowskim, oraz twórcami filmu, czyli grupą Le Kolektiff Negatif (Piotr Buratyński, Michał Kowalski, Dawid Śmigielski). Wstęp na premierę filmu jest bezpłatny (ilość miejsc ograniczona).

Natomiast już od 17 marca film będzie można obejrzeć w innych miastach Polski. Na początek Lublin, a potem Bydgoszcz, Poznań, Wrocław, Kraków, Gdynia... O wszelkich pokazach w innych miastach będziemy informować na bieżąco! Każdy kto chciałby zorganizować pokaz u siebie, niech pisze śmiało na adres: zakazanyowocnr6@wp.pl 

Ciąg dalszy nastąpi... 
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

wtorek, 15 lutego 2011

"Kriss de Valnor: Nie zapominam o niczym" - De Vita, Sente

Autor: Dominik Szcześniak
Kriss de Valnor ginęła już nie raz. Lub inaczej - wielokrotnie autorzy serii dawali czytelnikom do zrozumienia, że rozstają się z tą postacią, ale - jak widać - uzależnienie od niej (jednej z ciekawszych przecież w thorgalowskim cyklu)  sprawiało, że pozwalali jej na coraz bardziej zaskakujące powroty. W 28. albumie serii "Thorgal" jej ciało zostało jednak podziurawione tak dużą ilością strzał, że w końcu przyszła kryska na matyska. Jedyne, co pozostało autorom to ostateczny sąd nad Kriss de Valnor. Sędziną mianowali walkirię Freyję. I był to zabieg bardzo cwany z ich strony.
"Nie wiemy kim byłaś, zanim twoja droga skrzyżowała się z drogą dzielnego Thorgala" - tymi słowy Freyja zaprasza Kriss do opowiedzenia historii swojego życia. Yves Sente, scenarzysta komiksu, daje więc do zrozumienia, że Freyja - bogini; najwyższa z walkirii; ta, która zadecyduje czy Kriss trafi do Walhalli (opcja pozytywna) czy spadnie do Niflheimu (opcja negatywna) - ma wiedzę równą czytelnikowi; nabytą prawdopodobnie z lektury tomów od dziewiątego ("Łucznicy") do dwudziestego ósmego ("Kriss de Valnor") serii "Thorgal", w których Kriss zaliczała regularne powroty. Jej życie znaliśmy przez pryzmat życia dzielnego Wikinga. Spin-offowa seria miała za zadanie ukazać prawdziwą historię, która ukształtowała tę postać i usprawiedliwiałaby jej decyzje.
I tak rzeczywiście jest. Nakręcona przez Freyję Kriss opowiada o swoim bardzo trudnym dzieciństwie, o kiepskich kontaktach ze wstrzemięźliwą i niezdecydowaną matką oraz o relacjach z jej konkubentem. Jej opowieść przypomina tę o Thorgalu po śmierci Leifa Haraldssona, z tym, że jest o wiele bardziej brutalna. Okresowi, w którym Kriss zyskała swój charakterek przeciwstawiony jest fragment komiksu, ukazujący jej pierwsze spotkanie z Sigwaldem Poparzeńcem. Złe dzieciństwo i pomoc okazana nieznajomemu - Sente za wszelką cenę pragnie pokazać dobro w bohaterce, która najpopularniejsza była przecież ze względu na swoje intrygi i zatruwanie życia szlachetnemu Thorgalowi.
"Nie zapominam o niczym" to komiks bardzo nierówny. Są momenty, kiedy Sente błyśnie linią dialogową, czy naprawdę porządnie poprowadzi kilka scen z rzędu. I kiedy już wydaje się, że zbliża się do poziomu van Hamme'a, zaczyna uskuteczniać drogę na skróty ku najprostszym pisarskim błędom. Najgorszy jest sam początek i wspomniany przeze mnie cwany zabieg z Freyją, tak pretekstowy i tak beznadziejnie rozpisany, że nawet całkiem niezły poziom kolejnych plansz nie wypiera niesmaku, którego przecież można było uniknąć. Lektura tego albumu uświadamia jedno: Sente jest jeszcze scenarzystą niewyrobionym. Mając na uwadze fakt, że połowa albumu napisana jest zaskakująco dobrze, można jednak wysnuć przypuszczenie, że w końcu opisze się w tym thorgalowym uniwersum i niebawem zacznie tworzyć świetne rzeczy.
Tego samego nie można powiedzieć o rysowniku. Porównywanie Giulio de Vity do Grzegorza Rosińskiego nie ma najmniejszego sensu - już pierwsze plansze pokazują, że tam, gdzie Rosiński wyczułby okazję do stworzenia małych graficznych majstersztyków, de Vita używa skrótów myślowych. Jego kreska, choć profesjonalna, pozbawiona jest charakteru i tonie w powodzi wielu innych podobnie rysowanych komiksów. Za duży plus w jego wkładzie w ten album można uznać jedynie fakt, że nie przyczynił się do stworzenia okładki.
Z drugiej strony, Rosiński nie może robić wszystkiego. Wiadomość o tym, że spin-offy "Thorgala" rysowane będą przez innych twórców znana była od dawna, a więc płacz po genialnym Polaku należałoby odpuścić i przyjąć konwencję, narzuconą przez nowego grafika.
"Nie zapominam o niczym" to album szalenie nierówny, ale dający fanom "Thorgala" jedną bardzo ważną informację: Yves Sente potrafi pisać. Teraz trzeba dać mu czas, by nauczył się nie robić błędów. Kiedy już wiedzę na ten temat posiądzie, będziemy mieć dużo radości z nowych przygód Thorgala.
"Kriss de Valnor: Nie zapominam o niczym". Scenariusz: Yves Sente. Rysunek: Giulio de Vita. Okładka: Grzegorz Rosiński. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont 2010

Kibicujemy (121)

Autor: Dominik Szcześniak Co słychać u Bartłomieja Kuczyńskiego? Prace nad renowacją serii "Arctic" postępują i w związku z tym autor przygotował dla czytelników pewien apel. Zapraszam do lektury:
Starsza wersja paska z serii "Arctic"
Od jakiegoś czasu próbuje zrobić coś sensownego z moją serią "Arctic". Szukam wydawcy, wymyślam nowe historie z myślą o albumie i przerysowuję starsze paski. Oczywiście nie wszystkie, bo najzwyczajniej w świecie nie chciało by mi się i szczerze mówiąc nie lubię wracać do tego, co już narysowałem. Wiem, że zawsze tak mam, że każdy mój rysunek wg mnie wymagałby ciągłych poprawek i dopieszczania, ale kiedyś trzeba powiedzieć STOP, WYSTARCZY! A kiedy już się to powie, to nie powinno się do tego wracać, tylko ucząc się na błędach wcześniejszych iść do przodu, robić nowe rzeczy. W tym wypadku jednak wiem, że aby "Arctic" mógł pokazać się na papierze, muszę cofnąć się te 5-6 lat i wydeptać jeszcze raz ścieżkę, którą wtedy szedłem, tym razem w nowych, lepszych butach.

Stare paski rysowane dużo prostszą kreską, czasem w bardzo niewymiarowych kadrach po prostu muszą zostać przerysowane. Zauważyłem te niewymiarowości i przypomniałem sobie w jakich warunkach kiedyś zdarzało mi się przygotowywać nowe paski, zwłaszcza te pierwsze, na potrzeby wrakowego konkursu. Często najpierw był rysunek, a dopiero później pojawiała się ramka kadru - były więc historie, gdzie każdy kadr miał inny rozmiar.

Inna sprawa jest też taka, że nie chcę wszystkich pasków przerysowywać, bo nie wszystkie z umieszczonych na mojej stronie znalazłyby się w albumie. Z drugiej strony nie każdy opublikowany w albumie pasek można będzie znaleźć w internecie. Jak już wspomniałem kiedyś, chciałbym, żeby było tak pół na pół i myślę, że to uczciwe. Mam kilka swoich ulubionych historii, które na pewno odświeżę, ale proszę też innych żeby podali mi swoich 15 ulubionych pasków. Ułatwia mi to ich wybór do albumu. Cały czas, jeśli jest ktoś chętny, może przejrzeć na mojej stronie komiks i wysłać mi swoje ulubione numery pasków. Bardzo mi to pomoże.

Do tej pory mam narysowanych ok 25 nieopublikowanych jeszcze pasków i aktualnie zajmuję się częścią starych pasków przerysowując je i obrabiając. Długo się zastanawiałem czy pozostawić komiks w czerni i bieli. Dla własnej ciekawości położyłem jednak kolor na jeden pasek i przyznam, że spodobało mi się. Utrzymane w odcieniach zimnego błękitu historie, wypełniły się dodatkową energią, postanowiłem więc zrobić to samo z pozostałymi. Teraz każdy pasek gotowy do druku jest w takich kolorach. Jeśli mimo wszystko pójdzie druk w szarościach- komiks nie straci aż tyle.

Co prawda prace nie idą tak szybko jakbym sobie tego życzył - przede wszystkim dlatego, że ciągle jestem uwikłany w inne projekty komiksowe z zamiarem takiej czy innej publikacji. Druga przyczyna jest taka, że nie mam jeszcze stuprocentowo chętnego wydawcy, a wiem, że gdybym takiego znalazł prace nad paskami znalazły by się na liście rysowniczych priorytetów:) Prace nad "Arcticiem" zyskały by dla mnie na celowości, a to potrafi zdziałać cuda:)

A tymczasem poniżej koncepcja finalnej postaci paska "Arctica" w porównaniu ze swoją biedniejszą, starszą wersją. Widać różnicę, prawda? Pytanie, czy ktoś chciałby zobaczyć więcej takich pasków z ładnym grzbietem i umieścić je na swojej półeczce z komiksami? 
Finalna postać paska
Ciąg dalszy nastąpi... 
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.