Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com

piątek, 11 listopada 2011

Kibicujemy (218)

Autor: Maciej Pałka Kibicujcie komiksiarzom! Dziś zaczynamy kibicować albumowi, o którym w wyższych kręgach komiksowej masonerii krążą już legendy.
Niedźwiedź, Kot i Królik wyruszyli w podróż do starożytnej, podziemnej świątyni, przez dziwny i tajemniczy las... Nie dajcie się zwieść niewinnemu urokowi tych antropomorficznych zwierząt. Trzech bohaterów to nie postacie z bajki dla dzieci! Każdy z nich ma pokręconą osobowość. Niedźwiedź jest urodzonym przywódcą, który nie toleruje nieposłuszeństwa. Nie rozstaje się z pałką – atrybutem brutalnej władzy. Królik, jest skory do żartów, i wystarczająco przebiegły by ukryć swoje prawdziwe intencje. A Kot? Kot jest niezdarny, brak mu pewności siebie i znajduje pocieszenie jedynie w nieodłącznej flaszce.

Album komiksowy 65 stron
Scenariusz: Michał Rostocki
Rysunki: Maria Rostocka  


Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

czwartek, 10 listopada 2011

Prawda o dzikim zachodzie - Lewandowski

Autor: Dominik Szcześniak
W skrócie: mistrz. Jeśli ktoś ma potrzebę przeczytania świetnego komiksu produkcji polskiej, niech śmiało sięga po zeszyty Sławomira Lewandowskiego. Dla wszystkich starczy - nakład jest prawdopodobnie tak niewielki, że każdy, kto oczekuje od komiksu czegoś innego niż panów w lateksach, załapie się na ten produkt. Po znakomitym Ale by to było... przyszedł czas na omówienie komiksu Prawda o dzikim zachodzie.
Lewandowski jest gawędziarzem. Czasem pójdzie w stronę anegdotki sprośnej, czasem uruchomi żart sytuacyjny. Teksty, które przerabia na komiksy z pozoru mogłyby funkcjonować jako zwykłe opowiadania, a rysunki teoretycznie nie są im potrzebne. ALE z rysunkami, to opowiadanie wchodzi  w zupełnie inny wymiar. Lewandowski wspaniale rozkłada tekst na kadry i ucina zdania w odpowiednich momentach. Dialogów jest tu niewiele, dominuje wielkoczcionkowa narracja.
Dziki zachód to oczywiście Indianie, blade twarze, strzelaniny w saloonie i dziwki na pięterku. Lewandowski mówi prawdę. Prawdę o dzikim zachodzie. Ale nie całą, o nie. Na całą prawdę przyjdzie jeszcze pora. Póki co, na kilkudziesięciu stronach sygnalizuje nam rozwój wypadków - a to trzech wodzów pyka sobie fajeczkę pokoju, a to Steve Taylor odstrzela sobie jajca, a to wreszcie Dolly Thompson i Peggy Cotton otwierają burdel. Akcja rozgrywa się w miasteczku Sallem. Lewandowski bawi się w komiksowe puzzle. Na ich poskładanie trzeba będzie poczekać, aż wspomniana już cała prawda o dzikim zachodzie wyjdzie na jaw.
Narracyjnie mamy tu do czynienia z wirtuozerią, którą zdecydowanie należy ocalić od zapomnienia. Wirtuozerią, która wywoła w czytelniku salwy śmiechu w sytuacji, w której praktycznie nic się nie dzieje. Lewandowski - nieistotne czy świadomie czy nie - rozłożył komiks na najprostsze składniki. Ramka z wcale przecież nieśmiesznym rysunkiem i kilkoma wyrazami potrafi rozbawić do łez. Bardziej niż rewolwer wbity w oko Whilla Parkinsona i bardziej niż bonanza w sallemskim saloonie!
Do magii słowa, wielkoczionkowej narracji i wirtuozerii, in plus dorzucić należy jeszcze samą formę wydania - ascetyczną, robioną ręcznie, bez ingerencji komputerów. Typowa robota DIY przy współudziale drukarni. Wspaniale, że ta forma przeżywa obecnie rozkwit. W momencie kiedy przecież wieszczono już śmierć zinów i tego typu produkcji. Lewandowski, Nieznayu, Mei, Szaulińska, Kowalczuk dają popisowe koncerty na xero (lub lichym druku). Kiedy internety padną, a komputery się zbuntują i wystąpią przeciwko ludziom, te wszystkie materiały pozostaną w namacalnej formie!
Ocalcie te wspaniałe rzeczy od zapomnienia! Prawda o dzikim zachodzie obligatoryjnym zakupem każdego czytelnika!
Prawda o dzikim zachodzie. Scenariusz oraz rysunki: Sławomir Lewandowski. Wydanie I

środa, 9 listopada 2011

24h Comics Day, Sznycel Górski i inni

Autor: Dominik Szcześniak
Po wielu lubelskich wydarzeniach komiksowych, wycofujemy się na moment w rejony Trójmiasta oraz Jeleniej Góry. Bo albo się tam działo, albo będzie się dziać.
24h Comics Day w Gdańsku.
Artystyczny projekt Polska-Niemcy
Już po raz czwarty w Pracowni Komiksowej WiMBP w Gdańsku odbędzie się całodobowa sesja rysowania komiksów. Jej efektem  jest stworzenie dwudziestoczterostronicowej historii obrazkowej. Ta edycja będzie szczególna ze względu na udział gości z Niemiec, którzy przybędą do Gdańska prosto z Berlina. W przyszłym roku, w ramach projektu, planowana jest wizyta polskich rysowników u sąsiadów zza Odry oraz wystawa stworzonych wspólnie prac na Bałtyckim Festiwalu Komiksu.

„24-godzinny komiks” to pomysł amerykańskiego teoretyka komiksu Scotta McCloud'a. Taki komiks zawiera w sobie 24 strony, stworzone od początku do końca w czasie sesji 24-godzinnego rysowania. Od pierwszej edycji imprezy, zorganizowanej w USA według tego pomysłu, minęło już ponad 11 lat. W tym czasie inicjatywa zyskała sobie popularność na wszystkich kontynentach i posiada niezliczone lokalne odmiany. Pracownia Komiksowa w działająca przy Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Josepha Conrada w Gdańsku od 2009 roku jest jedynym polskim organizatorem biorącym udział w tej akcji.

Najbliższe spotkanie trójmiejskich rysowników i autorów komiksów, które odbędzie się 19. listopada 2011 r., zyska dodatkowy wymiar. Do stawienia czoła bijącemu zegarowi i zmierzenia się w artystycznym pojedynku zostali zaproszeni goście z berlińskiej biblioteki komiksowej "Die Renate". Pięciu rysowników z Berlina przybędzie do Gdańska, by nawiązać kontakt z ich kolegami z Trójmiasta i wspólnie spróbować swoich sił w  ukończeniu gotowego mini-albumu w przepisowym czasie dwudziestu czterech godzin. "Die Renate" to nie tylko biblioteka w berlińskiej dzielnicy Mitte, ale stowarzyszenie i miejsce spotkań berlińskiej śmietanki twórców komiksu (bywają tam regularnie znani także w Polsce Mawil i Flix), wydawców i przede wszystkim miłośników tego rodzaju twórczości. Osoby skupione wokół  „Die Renate” organizują warsztaty edukacyjne, wydają ziny, a także prowadzą berlińską edycję "24h Comics Day".   

Pokojowy pojedynek twórców komiksów z obu krajów będzie miał swoją kontynuację w trakcie rewizyty polskich rysowników w Berlinie w kwietniu przyszłego roku. Albumy dwudziestu artystów (po dziesięciu z każdej edycji) ukażą się w edycji "de lux" w polskiej i niemieckiej wersji językowej w łącznym nakładzie 8.000 egzemplarzy. 

Spotkanie jest otwarte dla wszystkich, którzy chcieliby się włączyć do rysowania na czas. Wszyscy Ci, którzy z powodzeniem zakończą do niedzielnego popołudnia swoją historię, będą mieli okazję zobaczyć swoją pracę w druku. Organizatorzy zastrzegają sobie, że zostaną przez nich wybrane najlepsze prace, które ukażą się w edycji "de lux". Reszta może liczyć na wydanie w formule zinowej.

Organizator: Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Josepha Conrada w Gdańsku

Kontakt: Natalia Gromow, natalia_gromow@wbpg.org.pl; Bogdan Ruksztełło-Kowalewski, komiks@wbpg.org.pl; Marek Kraska, marek.krassus@gmail.com. 
(z informacji prasowej)
Komiksowy Topor 
Sznycel Górski, Spektakl, którego premiera nastąpiła na sopockiej scenie Off de BICZ jego autorzy określają mianem "komiksu teatralnego". Co to takiego, z czym to się je i po co powstało, możecie przeczytać na stronach Dziennika Bałtyckiego oraz Trójmiasto.pl. Cynk o wydarzeniu dostaliśmy od naszego korespondenta Łukasza Kowalczuka.
Transfuzje
"Transfuzje to całoroczny (2010) projekt artystyczny realizowany w jeleniogórskim BWA. W jego skład weszły: blok dotyczący performance oraz cykl paneli dyskusyjnych, w ramach których omawiano najbardziej interesujące zagadnienia związane z polską sztuką współczesną." - czytamy we wstępie autorstwa Piotra Machłajewskiego. W katalogu Transfuzji znalazło się miejsce dla Krzysztofa Gawronkiewicza i Przemysława Truścińskiego, którzy wypowiadają się na temat współczesnego komiksu polskiego. Wypowiedzi okraszone są zdjęciami autorów. Gawronkiewicz kreśli swoją historię w kontekście komiksów z lat 70/80. Opowiada o swoich początkach jako komiksiarza i twórcy, wskazuje miejsca, które pomagały kształtować jego komiksowy zmysł ("Perski Rynek na warszawskim Wolumenie, czyli okno na świat dla szarej codzienności PRL-u. Na tym największym warszawskim bazarze królowały podstawowe dobra zachodniej kultury masowej: VHS-y z kinematografią obyczajową (głównie twarde obyczaje z RFN i Skandynawii), muzyka winylowa (m.in. Mireille Mathieu), literatura przygodowa (Alfred Szklarski, James Fenimore Cooper), żelaźniaki (Matchbox), małe żołnierzyki Afrika Korps ... i komiksy"). Przemysław Truściński skupia się natomiast na swojej twórczości, twierdząc, że bardzo istotna w niej jest "logika tworzenia, świadomość momentu kreacji, umiejętność wytłumaczenia potem swojego dzieła, każdej jego kreski". Dodaje również, że jest świadom tego, że "odcisnął pewnego rodzaju piętno na twórczości wielu rysowników działających w latach dziewięćdziesiątych, to widać po rysunkach". Prace, naśladujące jego styl wywołują u niego "kwaśny uśmiech, na granicy zażenowania".
Materiał poświęcony komiksowi zajmuje w publikacji 6 stron.
"Transfuzje". Redakcja katalogu: Michał Guz, Piotr Machłajewski. Kurator projektu: Piotr Machłajewski. Wydawca: Galeria Sztuki BWA.
Zielona z Jelenią mylą mi się
Do tego projektu, organizowanego przez mylące się tytułowe Góry: Jelenią i Zieloną, zaproszeni zostali Rafał Otoczak Tomczak i Szymon Teluk, osobnicy mocno związany z polską sceną fanzinową. W katalogu wydarzenia tak piszą o Tomczaku: "W swojej twórczości z pogranicza malarstwa i fotografii Tomczak Otoczak wykorzystuje techniki wypracowane w działalności para-komiksowej, przy czym rezygnuje z mnożenia mikro-narracji i uspokaja kompozycję. Słowo ogranicza do roli tytułu albo odautorskiego komentarza, który, jak w komiksie, stanowi integralną część obrazu. Rafał Tomczak tworzy serie malarskie, cykle (niekiedy powstaje kilka wersji jednego dzieła), jest płodny i energiczny, pracuje bardzo szybko, z właściwą dla rysownika łatwością do mnożenia obrazów.". W katalogu odnaleźć można prace Otoczaka z Pracownik Tfurczości Dojrzałej (projekt artystyczny stworzony przez Przemysława Mateckiego, w ramach którego powstały wspomniane "Kolorowe zeszyty") oraz jego prace indywidualne, które znaleźć można również na jego blogu. Poza Otoczakiem i Telukiem, w katalogu przedstawione zostały sylwetki następujących twórców: Jakuba Czyszczonia, Kamili Mankus, Przemysława Mateckiego, Seweryna Swach i Rafała Wilka.
"Zielona z Jelenią mylą mi się". Redakcje katalogu: Joanna Mielech. Wydawca: Galeria BWA w Jeleniej Górze.

Kibicujemy (217)

Autor: Dominik Szcześniak Przerywamy zinowe poranki, by krótko pokibicować i nadać ważny komunikat dla wszystkich, oczekujących na premierę komiksu "Ostatni wynalazek" Dominika Szcześniaka i Rafała Trejnisa.
Komiks został zrealizowany w 2010 roku. Przedpremierowa recenzja albumu pojawiła się w 2011. Natomiast premiera została przesunięta na początek roku 2012. Wypatrujcie więc komiksu na przełomie stycznia i lutego. Rekompensatą za oczekiwanie powinna być miła niespodzianka dla komiksowych estetów, o której na razie sza, by nie zapeszyć.
Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

wtorek, 8 listopada 2011

Nienawidzę ludzi 2 - Kowalczuk

Autor: Dominik Szcześniak
Fota pochodzi ze strony Hatecore.pl
Pierwszy numer zina Łukasza Kowalczuka (kiedyś pisało się: "lubelskiego zina", "krakowskiego zina", teraz stopka nie przewiduje podawania miejsca powstania) był badaniem terenu i podchodziłem do niego z pewną taką nieśmiałością. Nieśmiałość dotyczyła pochopnego ferowania wyroków i formułowania twardych osądów. Po lekturze dwójki bez zbędnej nieśmiałości mogę napisać, że mamy oto do czynienia z najlepszym obecnie zinem na scenie komiksowej. Takim, który nawiązuje do tradycji, a jednocześnie wbija się w nowoczesne trendy.

Co w tytule, to w sercu. Kowalczuk tym razem nienawidzi ludzi, którzy nie sprzątają po swoich psach. W poprzednim wydaniu celował w piratów, zasysających filmy z sieci. Obligatoryjnie wali w studentów, którym nakazuje płacić za swego zina dwukrotnie więcej niż normalnym ludziom. Jeśli tylko wychwyci jakąś ludzką głupotę, robi o tym komiks. Większość z tych komiksów stoi w opozycji do zwykłych ludzkich zachowań. Kowalczuk ma coś do powiedzenia i mówi to bez ogródek. To underground? Alternatywa? Nieważne. Nienawidzę ludzi to głos zdrowego rozsądku.

Spoza nienawiści co kilka stron wyłazi jakaś zwykła opowiastka, czysto komiksowa, rozrywkowa. Nie ma zbyt wielu okazji do wyjścia, bo stron jest niewiele, ale jeśli już wychodzi to stylowo. Do faworytów należy gangsterska seria There Must Have Been Dozen Peters And Pauls There. Są w niej i Włosi, i ruska mafia i nawet węgierski mafiozo. Jest to gansterka z przymrużeniem oka, narysowana dość spontanicznie, ale z szacunkiem dla oczu czytelników.

Totalnym zaskoczeniem (in plus) jest W poszukiwaniu Maczugi Cierpienia - niezła satyra na Władcę Pierścieni i pozycje mające "W poszukiwaniu" w tytule oraz kończący omawiany zbiór komiks Transilvania Straight Edge. Stałym punktem programu - i jedynym, który średnio mi odpowiada - jest moment ukomiksowiania piosenek. Rekompensuje go inny stały składnik - Obejrzane w TV. Dużo śmiechu, czasem przez łzy.

Zabrakło koperty. Pierwsza odsłona Nienawidzę ludzi zapakowana była w fantastycznie zaprojektowaną kopertę, która przywodziła na myśl najlepsze momenty undergroundu. W zamian jest zapowiedź czegoś być może równie grubego: mini-komiksowej trylogii "Automatyczna Skrzynia Skarbów". Czekam z autentyczną niecierpliwością na każdy komiksowy ruch Łukasza Kowalczuka. "Nienawidzę ludzi" jest wyjątkowym zjawiskiem na polskiej scenie zinowej.

"Nienawidzę ludzi" #2. Jesień 2011. Autor: Łukasz Kowalczuk. Hatecore Comics. 

poniedziałek, 7 listopada 2011

Lucky Luke - Goscinny/Morris

Autor: Dominik Szcześniak
Gdyby ktoś w czasach współczesnych zrobił komiks o takiej sile rażenia, jaką ma Lucky Luke, byłby to niewątpliwie komiks roku. Albo dekady. Tyle, że nikt już takich komiksów nie robi. Utwór Morrisa i Goscinnego to klasyk, którego bronić nie trzeba. Nie trzeba również zachęcać do jego kupna, czy nawet pisać, że jest to "musiszmieć". Można natomiast porozpisywać się nad jego smakowitością.
Tym razem w egmontowskiej zbiorczej edycji przygód kowboja dostajemy trzy tomy: W górę Missisipi, Na tropie Daltonów oraz W cieniu Wież wiertniczych. W pierwszym - wyścig dwóch statków rzeką Missisipi, w drugim - syzyfowa praca Lucky Luka, czyli uganianie się za czwórką braci (o intelektach odwrotnie proporcjonalnych do wzrostu), a w trzecim - gorączka ropy. Schematy fabularne bardzo łatwe do przewidzenia, bo wiadomo, że w wyścigu kapitan sprawiedliwy zostawi podstępnego daleko w tyle, Daltonowie zostaną schwytani, a gorączkę zbije Luke, ale nie o zaskoczenie przecież tu chodzi. Autorzy serialu stawiają na przygodę i humor. I to właśnie dostaje czytelnik.
Gościnny pisze po mistrzowsku, spokojnie ciągnąc główny wątek i spontanicznie dorzucając do niego mnóstwo dygresji. Lucky Luke jest tu głównym bohaterem, elementem scalającym wszystkie historie, natomiast motorem napędowym są postaci drugoplanowe, o bardzo wyrazistych charakterach: roztargniony sternik, który "zna wszystkie aligatory z imienia i nazwiska", poszukiwacz ropy znajdujący ją podczas odsiadki w więzieniu oraz - prawdopodobnie przede wszystkim - pies Bzik. Bzik - dla potrzeb komiksu - jest psem gadającym. Jest skuteczny jedynie za sprawą przypadku, choć jego wygadanie mogłoby świadczyć o czymś zupełnie odwrotnym. Ta postać jest dla Goscinnego wytrychem do ukazywania absurdalnych postaw ludzi.
Lucky Luke to znakomity komiks humorystyczno-przygodowy. Dla dzieci, dla dorosłych, z morałem i salwami śmiechu. Zalecenie jest proste: kupić, przeczytać, postawić na półce, wracać do niego co jakiś czas, za kilka/kilkanaście lat pokazać dzieciom, a jednocześnie i sobie przypomnieć. Gwarantuję, że będzie bawił wciąż tak samo.
"Lucky Luke: W górę Missisipi, Na tropie Daltonów, W cieniu wież wiertniczych". Scenariusz: Rene Goscinny. Rysunki: Morris. Tłumaczenie: Marek Puszczewicz. Wydawca: Egmont 2011

Każdy ma coś do powiedzenia - Nieznayu

Autor: Dominik Szcześniak
Fota pochodzi ze strony Obrazki z napisami
Eksperymenty wśród zinów znowu żywe. Od czasów Prosiaka, który swoje "Mikroobrazy" wydawał w najmniejszym formacie świata, każdy kolejny zin na komiksowej scenie hołdował pompie A4 bądź A5 i składał się z kilkunastu zszytych kartek, bez żadnych ekstrawagancji. Marta Nieznayu poeksperymentowała. Pobawiła się w DIY i mocno podłubała przy swojej nowej (2011) produkcji. "Każdy ma coś do powiedzenia" to 20 kartek formatu A6 przypiętych do kawałka tektury (nomen omen, albumik był do nabycia w lubelskiej Tekturze podczas ziniolowego release party). Pierwszy hardcover w dziejach xero.
"Każdy ma coś do powiedzenia" to zbiór kilkudziesięciu obrazków, będących potwierdzeniem tezy zawartej w tytule. Generalnie jest bardzo o życiu, czyli i zabawnie i z wskazaniem na refleksję. Choć rysunki oderwane są od siebie, nie tworzą zwartej całości, a głównych bohaterów w albumie jest czterdziestu, pod koniec zbioru dostajemy coś na kształt puenty. Nietaktem będzie jej zdradzanie, ograniczę się więc do stwierdzenia bardzo ogólnikowego:
"Każdy ma coś do powiedzenia" to bardzo przemyślany i konsekwentny album.

Graficznie jest to minimal, wpisujący się w modne ostatnio artystyczne klimaty. Momentami Nieznayu zbliża się do otoczakowego stylu, blisko jej również do ekstrawagancji Piotra Machłajewskiego. Oczywiście czytelnik zobowiązany jest do znalezienia zupełnie innych tropów jeśli chodzi o inspiracje.

Połowa zespołu Sexy Armpit w materii zinów radzi sobie wyśmienicie (drugą połowę - Edytę Bystroń sprawdzimy już niebawem). Wielki plus za formę publikacji, równie duże brawa za samą zawartość. Nie wiem, czy można Martę Nieznayu nazwać reprezentantką powiewu świeżości w polskim komiksie, ale na pewno ta postać jest w stanie rozruszać półświatek. Inicjatywa godna wsparcia. Kto żyw, niech wspiera. 

Każdy ma coś do powiedzenia. Autorka: Marta Nieznayu. Wydane własnym sumptem, 2011.