Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 7 marca 2011

Kibicujemy (133)

Autor: Maciej Pałka Kibicujcie komiksiarzom! Wracamy do śledzenia postępów nad wspólnym albumem Lagu i Kolca. W pierwszej odsłonie głos zabrał Marcin Podolec. Tym razem więc niech o swojej pracy wypowie się Barbara Okrasa:

Z tym szkicowaniem to jest tak, że myślenie zajmuje tydzień, a szkicowanie godzinę.

Nigdy nie pracowałam w duecie nad komiksem. Byłam przygotowana na lenistwo ze swojej strony, brak motywacji, zły kontakt ze scenarzystą, ale jak na razie tempo jest zawrotne, zapału nie brakuje, a pan Kolec jest wyrozumiały i pracowity.

Kolec oszczędził mi połowy pracy przy projektowaniu bohaterów. Opisał cechy charakterystyczne, wiek, strój. Musiałam zdecydować się na kreskę, nie było łatwo, ale po kilku dniach myślenia wybrałam najbezpieczniejszą, miłą dla oka wersję. Narysowałam pierwszego bohatera, kolejnego, później były poprawki i oto mamy projekty postaci. Projekty przydają się tylko na początku pracy i do szpanowania, a później każda postać zaczyna ewoluować wraz z kolejnymi kadrami.

Teraz trochę o etapach i warunkach, w których pracuję. Najpierw trzeba zrobić podmalówkę, czyli zabarwić karton na kolor pomocny w dalszym malowaniu. Na akwarelową podmalówkę nanoszę szkic (nigdy odwrotnie, bo ołówka nie usunie się spod akwareli). Najlepszym miejscem do rysowania jest uczelniana biblioteka, której wybaczam koszmarnie niewygodne krzesła. Po trzech godzinach siedzenia w czytelni mam gotowe trzy strony (zwykle) i tak szkicuję do 10 stron w wolnych chwilach. Kiedy obie strony mają gotowe 10 stron trzeba się wymienić, ja dostaję potuszowane plansze w celu wykończenia kolorów, a Kolec kolejne strony do tuszowania…
Chciałam przeprosić Bibliotekarkę miłościwie panującą za obierki na podłodze, to się więcej nie powtórzy.
Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

niedziela, 6 marca 2011

Świat po Chopinie

Autor: Dominik Szcześniak
Grzegorz Janusz/ Jakub Rebelka
Afera szopenowska miała swoje pięć minut w mediach, kwadrans w internetowych miejscach związanych ze środowiskiem komiksiarzy a w głowach tych, którzy interesują się komiksowym aspektem polskiej rzeczywistości tli się po dziś dzień. Krzysztof Ostrowski męczennikiem polskiego komiksu? Antologia "Chopin New Romantic" punktem zwrotnym w dziejach historii sztuki obrazkowej w Polsce? Obok tych pytań pojawia się jeszcze jedno, nad którym głowili się w swoim czasie bloggerzy: jak to będzie po chopingate?
Ch** im w d**** chodził?
Bębniła o tym cała Polska, więc z kronikarskiego obowiązku pozwolę sobie przedstawić skróconą wersję wydarzeń: Na skutek nierzetelnych działań dziennikarza TVN-u, Cypriana Jopka, zaalarmowanego przez działającego na rzecz warszawskiej Pragi Janusza Owsianego, ukazał się reportaż mocno krytykujący antologię "Chopin New Romantic", stworzoną z okazji roku chopinowskiego i zawierającą kilka komiksów polskich i niemieckich autorów. Skrytykowany został język publikacji (kilkukrotne użycie wulgaryzmów, "cweloholokaust") jako nieodpowiedni w tego rodzaju produkcjach, mających promować Polskę poza granicami kraju. Zadziałał stereotyp, pokazujący komiksowi miejsce w szeregu artystycznym: jak to możliwe, że w czymś dla dzieci pojawiają się bluzgi? - pytano. Wywiązała się wojna o Polskę. Komiksu nikt nie przeczytał, bo został zablokowany przez zleceniodawcę - Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Wypowiadali się o nim wszyscy. Autorzy zostali oskarżeni o antysemityzm, oszołomy zaczęły pisać petycje do ministerstwa, wydawcy grożono, a autorów - poza Ostrowskim - kompletnie olano. Media skupiły się na kilku sformułowaniach z komiksu Ostrowskiego. Zleceniodawca odciął się od pomysłu, pozostawiając autorów samym sobie. Gdy pojawiła się informacja, że komiks ma iść na przemiał, komiksiarze zorganizowali się w grupę Ocalić nakład Chopin New Romantic na facebook'u, a przedstawiciele Ministerstwa bardziej niż krytykowaniu publikacji, zaczęli skupiać się na jej obronie. Minister Zdrojewski, słysząc od Anity Werner: "Ale panie ministrze, tam są przecież wulgaryzmy" musiał jednak złożyć broń. Nic nie usprawiedliwia wulgaryzmów. Temat szybko podchwycili aktywni komiksiarze - obok zjadliwych i prostackich komentarzy polegających na zestawieniu ze sobą postaci Chopina z przekleństwami, pojawiły się dwie bardzo celne riposty: Anny Heleny Szymborskiej i Wojciecha Stefańca. Linia obrony objęła również rzetelną i obiektywną recenzję całego komiksu, jakiej dokonaliśmy na stronie "Ziniola".
Kołtuństwo wygrywało w wojnie o Polskę. Wystarczył kołtuństwu cynk o przekleństwach użytych w obecności Chopina.
W jednej ze scen "Dnia świra" bohater grany przez Marka Kondrata, używa niewybrednego słownictwa ("ch** ci w d**** chodzi") w bliskim kontekście szopenowskim. Słowa te krytykują głośne słuchanie koncertu chopinowskiego przez jego sąsiada. Muzyka Chopina jest zresztą jedną z ulubionych ilustracji dźwiękowych filmów Marka Koterskiego, podobnie zresztą jak przekleństwa we wszelkich możliwych odmianach. Nie przeszkadza to jego filmom być uznanym kulturalnym towarem eksportowym Polski. Różnica, między wspomnianymi, a antologią "Chopin New Romantic" polega jednak na tym, że tych filmów nikt nie określi mianem "dla dzieci" (chociaż przecież istnieją filmy dla dzieci, podobnie jak komiksy) oraz na tym, że filmy Koterskiego wszyscy oglądali. Istotne jest również to, że Koterski ma wolność twórczą, a jego produkcje nie są robione na zamówienie i sławią ekipę, która je stworzyła. Promocja Polski i wielkie zasługi kulturalne to efekt uboczny; państwo polskie chętnie pod takie sukcesy się podpina.
Grzegorz Janusz/ Jacek Frąś
Co dalej, polski komiksie?
W przypadku komiksu nie chodzi jednak o wolność artystyczną. Walczących o coś takiego, jak wolność artystyczna w komiksie czeka rozczarowanie, a w perspektywie muru debilizmu społeczeństwa polskiego najciekawszą opcją byłoby porzucenie tej walki. Akcja z Chopinem w tle pokazała, że chodzi tu o coś, o co chodziło od samego początku. O coś, co - jak sądzili niektórzy - mamy już (w mniejszym czy większym stopniu) za sobą. O postrzeganie komiksu w kategoriach dziecięcej igraszki. Krzysztof Ostrowski męczennikiem polskiego komiksu? Media przedstawiły go jako biednego chłopaka, który źle zrobił; etykietka "pana od brzydkich komiksów" powinna do niego przylgnąć na stałe (choć dziennikarze już się mylą i łatkę tę przylepiają Truścińskiemu). Antologia "Chopin New Romantic" punktem zwrotnym w dziejach komiksu w Polsce? Tak, ale tylko dla komiksiarzy.
Sytuacja była polityczną rozpierduchą. Kilkudniową. Była na językach, stała się podkładką pod kilka fajnych i mniej fajnych anegdot, ale szybko rozeszła się po kościach. I tyle. Komiksy nie utrwalą się w świadomości jak "złe" (lub - lepiej - "dla dorosłych"). Pozostaną produktem dla dzieci z adnotacją, że "aa, był taki jeden, z ch*****". Nawet straszna akcja "palenia nakładu" została cofnięta i skandalu międzynarodowego nie będzie. Nawet kompletny nieprofesjonalizm redaktora Jopka przeszedł bez echa - bo poza kilkoma opiniami krytycznymi, rzuconymi w jego stronę przez innych dziennikarzy - nie spotkały go żadne konsekwencje. A powinny.
"Chopin New Romantic" jest za to czymś, co kulturę gniewu, producenta albumu, utrzymało na fali wznoszącej. Styczeń to absolutna dominacja tego edytora ("Pinokio" Winshlussa), luty to owej dominacji kontynuacja. Dopiero w marcu dyskretnie do gry włącza się Egmont.
"Chopin New Romantic" stało się również kością niezgody w środowisku. Choć wydawałoby się, że wszyscy powinni stanąć za kulturą murem, wyłamał się Adam Radoń, krytykujący wydawcę i Krzysztofa Ostrowskiego i przewidujący brak dofinansowań podobnych projektów w przyszłości. Ale to temat na zupełnie inny tekst...

"Chopin New Romantic" to również - przede wszystkim - fajny komiks. Prezentujący niezły rozstrzał autorów, kilka ciekawych historii związanych z tematem i kilka równie interesujących, stojących obok chopinowskich pomników. Świetnie, że nakład nie zostanie przemielony i trafi do instytucji, zajmujących się kulturą. Będzie z niego pożytek.
Krzysztof Ostrowski

sobota, 5 marca 2011

Incubatorium Rustecki (05)

Autor: Marcin Rustecki
Incubatorium Rustecki wita przybyłych! Co tydzień o tej samej porze i w tym samym miejscu będziecie świadkami efektów pracy Marcina Rusteckiego, rzeźbiącego co mu do łba przyjdzie. Będzie satyra, będą stripy, będzie space-opera o niemotach space-explorerach... WSZYSTKO będzie! A dzisiaj...

piątek, 4 marca 2011

Kibicujemy (132)

Autor: Dominik Szcześniak Oto skutki kibicowania: "Kamień przeznaczenia", któremu kibicujemy od samego początku (naszego, nie jego) już gotowy i za chwilę wyląduje na półkach. Tomek Kleszcz dzieli się w związku z tym ostatnimi uwagami oraz zapowiada swoją produkcję:

Witajcie, to już chyba przedostatni odcinek i tak zbyt długiego kibicowania mojemu projektowi. Komiks jest w trakcie składania, robi to człowiek z którym skontaktował mnie niezastąpiony Maciej Pałka, chwała mu za to. Sam nie wiem, ile czasu bym na tym stracił.
Komiks miał pojawić się na FKW, ale że przełożyli organizatorzy na maj, więc raczej nie będę tak długo czekał i z początkiem kwietnia komiks gdzieś się pojawi dla tych, którzy zechcą go nabyć do swoich cennych kolekcji. Oficjalne zapowiedzi pojawiły się na kilku większych  portalach, więc obowiązkowo muszą pojawić się także i na "Ziniolu" dla wszystkich, którzy jeszcze nie widzieli ich gdzie indziej. Dodatkowo dla stałych bywalców a także tych, którzy mi kibicowali specjalny rarytas: w pełni kolorowy wariant okładki z Mardukiem, który zrobiłem jeszcze zanim zaczął powstawać komiks.
Porównajcie z okładką, która jest teraz. Zainteresowanych zapraszam do zaglądania na bloga, wkrótce pojawi się tam więcej informacji. Czas na zapowiedź: 
Ludzie zostali stworzeni przed tysiącami lat przez starożytnych bogów, którzy przybyli z gwiazd by przejąć Ziemię w swoje władanie. Na drodze inżynierii genetycznej przekształcili na swój obraz i podobieństwo prymitywnego hominida w człowieka, aby im służył i dla nich pracował. W wyniku krwawych walk o władzę nad Ziemią wyniszczyli się w wojnach i konfliktach, które doprowadziły do ich upadku. Bogowie odeszli, a na Ziemi zapanował rodzaj ludzki. Teraz jeden z głównych bogów, Marduk, powraca by zebrać rozproszonych poddanych i na nowo przejąć Ziemię w swoje władanie. Do tego celu potrzebny mu jest Kamień Przeznaczenia, klucz do uruchomienia starożytnej broni o kosmicznej sile rażenia, która rzuci rasę ludzką na kolana. Rozpoczyna się wyścig o to, kto pierwszy zdobędzie Kamień...
Dodatkiem specjalnym w albumie będzie galeria postaci, którą uświetnili swoimi pracami: Magdalena Saramak, Piotr Nowacki, Maciej Pałka, Grzegorz Pawlak, Sebastian Skrobol, Rafał Szłapa. Komiks o objętości 120 stron formatu B5 pojawi się w kwietniu.
Ciąg dalszy nastąpi... 
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

czwartek, 3 marca 2011

"Sandman: Zabawa w ciebie" - Gaiman

Autor: Dominik Szcześniak
Zanim pojawił się serial "Baśnie", zanim Bill Willingham "wpadł na pomysł" bajek dla dorosłych, zanim postaci z dziecięcych podań zostały uwspółcześnione i przeznaczone dla dojrzałego odbiorcy, Neil Gaiman napisał "Zabawę w ciebie". Piąty z kolei album z serii "Sandman" to piąty z kolei przykład na to, jak można w oryginalny sposób opowiedzieć stare historie. Gaiman pisze swoją opowieść, która wciąga i nie wymaga znajomości niczego, poza nią samą, ale jednocześnie zostawia otwartą furtkę "badaczom odwołań i nawiązań". Dla każdego coś dobrego.
Zwykło się mówić, że tytułowy Sandman w wielu odcinkach serii pojawia się jedynie na moment. Zwykło się również mówić, że historie ze stron komiksu opowiadają tak naprawdę o ludziach, ich problemach i radościach. "Zabawa w ciebie" wpisuje się w te teorie - Morfeusz pojawia się na początku i na końcu albumu, wykonując swoje powinności związane z pewną wysepką snu. Jego duch unosi się jednak nad całą historią, rozgrywającą się na terenach Śnienia.
Przestrzeń w tym komiksie to jeden z głównych tematów - Gaiman rozłożył akcję na dwa miejsca. Pierwszym z nich jest blok, zamieszkany przez piątkę kobiet, drugim - wspomniana już wysepka snu. Klaustrofobiczne mieszkanie i fascynująca, rozległa kraina to miejsca zupełnie od siebie różne. Łączy je ze sobą jedno - postać Barbie. Tej blondyneczki Barbie, która właśnie rozstała się z Kenem i której jedynymi kumpelami są dwie lesbijki, transwestyta i stara czarownica, ale również tej księżniczki Barbary, która powraca do swojego pięknego królestwa, będącego obecnie pod władzą wrednej Kukułki. Dwutorowość akcji i przenikanie się rzeczywistości ze snem służą ukazaniu boju o ocalenie Barbie w każdym z tych światów.
A więc mamy dwie historie. Tę, osadzoną we współczesności wspomaga soundtrack z Lou Reedem i Velvetami na czele. Ta ze snu muzyki nie potrzebuje. Pierwsza dotyka problemu odmienności i lekkości nazywania innych dziwakami, druga jest bajką dla dorosłych, z czarnym charakterem, zdradą, poświęceniem, honorem i wieńczącym wspaniałe przygody morałem. Czyta się to wszystko jednym tchem. Ogląda - kilkoma.
Fantastyczną robotę wykonał Shawn McManus, świetnie wspomogła go grupka artystów pojawiających się na chwilę. Jedyne zastrzeżenia można mieć do Briana Talbota. Debiutujący w czarno-białym brytyjskim undergroundzie twórca, dał się już poznać polskim czytelnikom wielokrotnie. Upodobało go sobie również Vertigo, gdzie pojawiał się na moment w niemal każdej serii z tej oficyny. Swoje wejście ma również w "Zabawie w ciebie" i - niestety - jest to wejście w najważniejszym momencie: finału opowieści. Statyczne twarze, rysowane bardzo niekonsekwentnie oraz brak szczegółu, charakteryzującego jego czarno-białe prace, zawodzą. Na szczęście finalny zeszyt stworzył wespół z McManusem, który z kolei w momencie tworzenia "Sandmana" był u szczytu formy.
"Sandman" to legenda. Po porozbijanych na kilka tomów wersjach miękkookładkowych, doczekał się wreszcie legendarnej, zbiorczej edycji. Bez dwóch zdań, jest to produkt do koniecznego postawienia na półce.
"Sandman: Zabawa w ciebie". Scenariusz: Neil Gaiman. Rysunek: Shawn McManus, Coleen Doran, Bryan Talbot, George Pratt, Stan Woch, Dick Giordano. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont 2011

wtorek, 1 marca 2011

Kibicujemy (131)

Autor: Dominik Szcześniak Kibicowanie roboczo nazwanemu projektowi "Tim i Miki" rozpoczęliśmy od wypowiedzi dwójki jego twórców. Dziś czas na kilka słów od kolorysty albumu - Sebastiana Skrobola...
Z dobry rok z Piotrkiem nic nie zrobiliśmy,a ja zawsze z naszych wspólnych produkcji bylem mocno zadowolony. Na MFK zapytałem go, czy nie ma czegoś, co mógłbym mu pokolorzyć, bo mam niedosyt tego typu robótek. On tajemniczo odparł, że coś tam szykuje i się odezwie.

Jakiś czas póżniej dostałem mejla z "Kapitanem" właśnie. O tyle fajnie ze zawsze chcialem zrobic komiks dla małych bąbli - wiecie: kolorowo, ładnie. Wszystkie nasze dotychczasowe produkcje były mocno cartoonowe, ale nie powiedziałbym ze były dla dzieci. Kiedy tylko przestał mnie boleć brzuch,skonczyły mi sie odcinki "Californication", a od Super Meat Boya palce zaczeły krwawić tak mocno, że nie dało się już grać (po 2 miesiącach od pierwszego założonego sobie deadline'u) z niemałą dumą mogę powiedzieć że: udało mi się pokolorować pierwsze 8 stron.
Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.