Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pyrkon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pyrkon. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 marca 2014

Subiektywna Relacja Pyrkonowa Daniela Grzeszkiewicza

Dwudziestego marca roku pańskiego dwa tysiące czternastego, gdy na tronie Rzeczypospolitej Jaśniepanujący Bronisław zasiadał, u boku nadobnej Kasi herbu Kiciputek wyruszyłem w podróż długą a niebezpieczną, by do Poznania na Pyrkon zajechać, rubasznej zabawie się oddać, zacne niewiasty i szlachetnych mężów zapoznać, wśród przyjaciół swawolić i majątek na komiksiory przehulać. Przed moją Panią zadania o wiele cięższe czekały, ale nie wyprzedzajmy faktów. 
Wyruszyliśmy we dwoje koleją żelazną w nieznane. Pełni nadziei i oczekiwań, niepewni tego, co czeka nas dalej... W drodze, która całe sześć godzin trwała zmagałem się z bestią nikotynową, gdyż w szponach nałogu będąc męczyłem się strasznie z chęcią zakurzenia. Jednak przetrwałem składając ofiary całopalne po kryjomy w pociągowej toalecie pod pretekstem moczu oddania. Ostatecznie o godzinie 21:15 pociąg wtoczył się na stację, a my wytoczyliśmy się na peron. 
Poznań miastem jest ładnym. O tyle dziwnym, co ciekawym. Osiedliśmy w hostelu, gdzie przez okno pokoju figurę Zbawiciela rytą w fasadzie budynku postrzegłem, tuż obok klubu go go i baru sportowego. 
Nazajutrz przed bramy Pyrkonu dotarliśmy. Strzegące wrót automatyczne czynniki łypały na nas groźnie, lecz moja pani będąca gościem (a raczej gościówą) prędko wprowadziła nas do środka. A tam... O Santa Madonna! O Se Kula Kwadratoris!! O Tempera Talens Długopis!!! Olbrzymie masy istot ściągnęły na miejsce konwentu. Driady, majady, darmozjady, studenty hasały razem wesoło. Skrzaty, piraty, wariaty szturmowcy, superbohaterowie, boginie, magowie, postaci z kreskówek, filmów, gier, pierwszych stron gazet i list bestsellerów spotkały się razem by śmiać się, rozmawiać, radzić, biedzić i pykać fotki na fejsbuczka. Coś jakoś ponad dwadzieścia tysięcy stworzeń postanowiło zjawić się tutaj bijąc przy tym rekord w ilości osób co roku zjawiających się tutaj właśnie. Atmosfera niesamowita. Wrażenie ogromne. Ciężko to opisać, więc tego nie opiszę, bo ciężko. A towarów przeróżnych nawieźli zewsząd, książków, grów, komiksów, kubków, koszulków i figórków, znaczków, fatałaszków i wszystkiego innego, czego nazwać nie umiem, mnóstwo. W miarę upływu czasu sakwa chudnąć, a siatki dziwnie ciążyć poczęły. Ale jak mawiał mój dziadek - "przestań pieprzyć". Więc o najważniejszych już tylko rzeczach wspomnę, bo mi się już literki kończą na klawiaturze. 
Przy stanowisku Wydawnictwa Dobre Historie starych kompanów odnaleźliśmy oraz nowych, z tymi starymi przybyłych.Tuż obok Rafał Szłapa Blera sprzedawał i wreszcie porozmawiać, pośmiać się i pożartować z tym szlachetnym jegomościem mogliśmy.Kawałek dalej Kobietę Ślimak odnaleźliśmy, ku naszej uciesze i przemiłe istoty ze stoiska Firebirda poznaliśmy, które niestety, z ręki jakiegoś psiego syna (niech ziemia ciężką mu będzie i moczem cuchnącą, a robactwo toczyć go nawet nie zechce, tylko pozostawi na szczeźnięcie), po chamsku okradzeni zostali w dniu ostatnim. W takim gronie większość czasu mi minęła, a piwo w towarzystwie przyjaciół mej pani wypiłem jeszcze. A i kolejne, czekając aż moja Kasia autografy skończy rozdawać, pomiędzy koszem na śmieci upchnięty, a stołem suto zastawionym, gdzie Pilipiuki z Grzędowiczami kiełbachę żarli. I tak mi się lekko zrobiło na sercu i w głowie zaszumiało. Te cztery dni minęły tak szybko, lecz wrażenia pozostaną. Widziałem, jak wielkie morze głów wpływa do sali, gdzie Kiciputek z Kobietą Ślimakiem miały przemawiać i radość mnie ogarnęła i duma i widziałem kilkumiesięcznego Yodę w nosidełku u taty na brzuchu, bo młodzi i starzy ramię w ramię świętowali dni fantastyki. Na koniec spotkałem nawet Jezusa... I to był znak, ze pora już kończyć, pora wracać. Pora brać się do pracy i czekać do przyszłego roku na kolejny Pyrkon. 
Relacjonował trochę nieświeży, lekko niewyspany Daniel Gedeon Grzeszkiewicz.