Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guy Delisle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guy Delisle. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 grudnia 2017

Zakładnik - Delisle

Zakładnik. Historia ucieczki to najnowszy album komiksowego reportażysty Guya Delisle'a. Tym razem francuski komiksiarz nie zajął się jednak sprawozdawczością z pobytu w Jerozolimie czy Birmie, lecz opowiedział historię pracownika pozarządowej organizacji medycznej działającej na Kaukazie, który pewnego dnia został porwany i w niewoli spędził kilka miesięcy.

Jest to ponad 400-stronicowy album, w którym główny bohater właściwie przez większość czasu przebywa w pokoju przykuty kajdankami do kaloryfera. Nie ma szalonych ucieczek, nikt tu nie zgrywa Bruce’a Willisa, a jednak nie można narzekać na nudę. Delisle wchodzi do głowy bohatera i dzieli się z czytelnikiem jego przemyśleniami. Panikujemy razem z nim, mierzymy siły na zamiary razem z nim. Razem z nim analizujemy otoczenie, tracimy nadzieję, przeczuwamy nadchodzącą śmierć i dopatrujemy się rychłego uwolnienia widząc drobne zmiany w rutyniarskim rytmie dnia. Razem z nim patrzymy w sufit mówiąc „Coś się musi w końcu stać”.

Autor sugestywnie wnika w to, co dzieje się w mózgu bohatera i bardzo sprawnie rozpisuje to na planszach historii. Delisle operuje ciemnymi barwami i jednostajnym kadrowaniem, które wraz z oszczędnym rysunkiem idealnie oddają dramatyzm sytuacji. 


Zakładnik to rzecz dla koneserów dobrego komiksu. Kawał solidnej lektury, wart każdego grosza. 
"Zakładnik". Autor: Guy Delisle. Tłumaczenie: Małgorzata Janczak. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2017.

piątek, 21 marca 2014

Albert i Alina - Delisle

Guy Delisle przez lata zabierał czytelników swoich travelogów do odległych krajów, raportując i zdając relację z tego, co w nich przeżył. Reportażowa forma, celne obserwacje i osobiste podejście zapewniły mu rzesze fanów na całym świecie. A gdzieś tam z boku, traktowane lekkim ziewnięciem, leżały sobie jeszcze komiksy nieme stworzone przez Kanadyjczyka. Slapstickowe. Humorystyczne. Takim komiksem, w pewnym sensie powiązanym z delisleowskimi travelogami, był sympatyczny "Louis na plaży". Jest nim również "Albert i Alina". Album, który przemienił mnie z delislesceptyka w delisleentuzjastę.
Pierwszym plusem albumu jest dość szybkie zniszczenie oczekiwań czytelnika przez autora. Nie będzie spoilerem, jeśli napiszę, że na okładce zamiast Alberta jest Żelisław, zamiast Aliny - inna kobieta, a wnętrze albumu nie ma do zaoferowania zwariowanych przygód tytułowej pary, lecz... alfabetyczny przegląd imion. W krótkich historiach Delisle przedstawia epizody z życia 52 postaci - od Alberta po Żanetę. Robi to  bardzo metaforycznie, z klasą i humorem. Sposób, w jaki przedstawia relacje damsko-męskie jest znakomicie skondensowany. Niejednokrotnie autor na kilku stronach w niestandardowy sposób mieści historię czyjegoś/jakiegoś życia.
Delisle mniej więcej po kilku stronach wywołał u mnie stały wytrzeszcz oczu. Konsekwentnie wykorzystując kilka motywów (wchodzenie w czyjąś skórę, myśli nabierające realnych kształtów, faktyczne oddawanie drugiej osobie swojego serca) wyprodukował szereg historyjek wykorzystujących możliwości komiksu maksymalnie, poruszających do głębi i rozśmieszających do łez. Ciągiem plansz, podzielonych na równe 15 kadrów, klatka po klatce Kanadyjczyk opowiada o tym, jak ciężko jest znaleźć prawdziwą miłość, jak często wkrada się w życie rutyna małżeńska, o okrucieństwie ukrytym pod płaszczykiem miłości. Sięga do konwencji westernu, etosu rycerskiego, mówi jak naprawić serce z którego uciekła miłość. Pokazuje maski, jakie przywdziewamy na co dzień i okropne rzeczy, jakie każdego dnia sobie robimy.
"Albert i Alina" to - mimo wielu zabawnych puent i kilku "dowcipów o pierdzeniu" (świetnych zresztą) - komiks przejmujący i urzekający wrażliwością autora. Blurb ze skrzydełek okładki, pochodzący z opinii opublikowanej na łamach "School Library Journal" mówi: "Te opowieści (...) powinny przypaść do gustu wszystkim, choć szczególnie miłośnikom czarnego humoru i makabry". Ja bym dodał, że życia. Miłośnikom życia powinien przypaść do gustu ten komiks. Bo "Albert i Alina" to tak naprawdę jedna długa, życiowa, niekończąca się opowieść, obdarta z nudy i przewidywalności i przewracająca wszystko do góry nogami.
Nowy komiks Delisle'a zagwarantuje sporą przyjemność ludziom otwartym na rysunkowe ekscesy. Ze znaną z travelogów kreską, sąsiadują tu szkicowe improwizacje, minimalistyczne eksperymenty czy ciosane grubą krechą kadry. Mimo tych ekstrawagancji, komunikatywność została zachowana, a poklatkowość jest gwarantem płynnej lektury. 

W tej niezwykłej pozycji wszystko ma ręce i nogi, choć zdawać by się mogło, że Guy Delisle ot tak, od niechcenia, siadł sobie i zaczął coś tam mazać po kartce. Wszystkie plansze "Alberta i Aliny" zamazał w taki sposób, że czytając ten komiks co chwila krzyczałem "wow!", a pisząc jego recenzję nie mogłem ukryć entuzjazmu, jaki wywołała we mnie lektura. 
"Albert i Alina". Autor: Guy Delisle. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2014
Komiks można kupić tutaj: Sklep.Gildia.pl

wtorek, 8 września 2009

"Louis na plaży" - Delisle

Autor: Dominik Szcześniak

W wydanych przez Kulturę Gniewu w 2008 roku "Kronikach birmańskich" mieliśmy okazję obserwować Guya Delisle'a, jego żonę Nadege i syna Louisa, podczas ich pobytu w Birmie. Komiks ten, podobnie jak wcześniejszy album autora, "Phenian", był tzw. travelogiem, czyli zbiorem spostrzeżeń na temat odwiedzanego kraju. Dlaczego wspominam o tych albumach? Ponieważ najnowszym komiksem Delisle'a jest "Louis na plaży", który w bardzo sprawny sposób wpisuje się w przestrzeń, wykreowaną przez Delisle'a w "Kronikach".

Po pierwsze, wpisuje się w nią poprzez samą postać Louisa i ukazanie jego relacji z ojcem – w "Kronikach" malec jest postacią drugoplanową, choć w wielu krótkich opowieściach b
ardzo silnie eksponowaną. Niewątpliwie ma swoje miejsce w kadrze, a obserwowanie jego zachowań, skrytych za poważnymi sprawami gdzieś na drugim planie, jest jednym z najbardziej zapadających w pamięć aspektów komiksu. W "Louisie na plaży" jest odwrotnie – to dzieciak rządzi na wszystkich stronach, a ojciec pojawia się w tle.

Co więcej, "Louis na plaży" do klimatu wytworzonego w "Kronikach birmańskich" nawiązuje poprzez krótką formę, zatytułowaną "Bangkok", umieszczoną gdzieś w połowie drugiego ze wspomnianych komiksów – jest to kilkustronicowy short, który poprzez szereg małych kadrów opowiada historię bez słów.

Bez słów i przy pomocy podobnego rozkadrowania opowiedziany jest cały komiks „Louis na plaży”.


Powyższe konotacje dodają nowej produkcji Kanadyjczyka pika
nterii i dla czytelników poprzednich jego komiksów będą ciekawymi nawiązaniami. Nie oznacza to jednak, że bez ich znajomości nie można "Louisa na plaży" przeczytać ze zrozumieniem. Wręcz przeciwnie - jest to zamknięta, prosta historia, dziejąca się podczas jednego dnia, spędzonego przez ojca i syna na plaży. Delisle, jak każdy rodzic jest specjalistą od obserwowania zachowań dziecięcych, czemu z polotem i humorem daje wyraz na 48 stronach albumu. Ukazuje dziecięcą niecierpliwość, chęć zabawy i ciekawość świata. Opisując barwne perypetie małego bohatera, ucieka również w sferę fantazji, budząc do życia jego pluszowego przyjaciela, który w ciężkich dla chłopca momentach, bohatersko ratuje go z opresji.

Tematyka i forma komiksu nadają mu charakteru uniwersalnego - dorosłych przyciągnąć może do niego nostalgia za czasami dzieciństwa oraz świetne obserwacje zachowań dzieciaków, z kolei młodych czytelników komiksu powinna zainteresować forma albumu. Delisle zadbał, by dla każdej grupy wiekowej znalazło się coś ciekawego. Można by powiedzieć: coś, co łączy dzieci i dorosłych. I nie chodzi mi tutaj o "motyw dziecka jako wabika na kobiety dla jego tatusia", choć zarówno w "Kronikach birmańskich" (wabik na śliczne birmanki), jak i "Louisie na plaży" (wabik na półnagie plażowiczki) dzieciak taką funkcję spełniał.


Jednym z zamysłów autora przy tworzeniu "Kronik birmańskich" było, poza ukazaniem specyfiki kraju i własnych spostrzeżeń na jego temat, poruszenie relacji ojciec – dziecko. "Louis na plaży" serwuje nam opozycję, czyli relację, w której dominującą rolę pełni brzdąc. Na bazie jego zachowań możemy z łatwością wyłapać pewne cechy charakteru ojca. Patrząc na fenomenalny zmysł obserwacji Delisle'a oraz na zaczątki tego samego u Louisa, ciekaw jestem jak ta historia potoczy się dalej? Czy za kilka(naście) lat będziemy mieli okazję zapoznać się z komiksem, opisującym ojcowsko - synowski związek dwóch dorosłych mężczyzn? Brzmi jak murowany hit.
"Louis na plaży". Autor: Guy Delisle. Wydawca: Kultura Gniewu 2009.