Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 100 naboi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 100 naboi. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 sierpnia 2018

100 Bullets #20 - Azzarello/ Risso

Gdybyście wyrwali mnie ze snu o dowolnej godzinie i zapytali o to, który odcinek 100 Bullets przychodzi mi na myśl w tak doniosłej chwili, to zacząłbym nawijać o epizodzie numer dwadzieścia. Z powodu ławki.

Gdybym przed zwiedzaniem NYC przeczytał Przez stany popświadomości, to w Washington Square Park walnąłbym sobie fotkę na ławeczce w pozie Boppy, który opycha towar. A tak przy piętnastopniowym mrozie po prostu pośmiałem się z joggingujących Supermanów i poszedłem dalej. Wtedy na jawie 100 Bullets #20 mi się nie przypomniał…

W tym odcinku główne role grają w zasadzie dwie ławki w rzeczonym Washington Square Park: jedna małoformatowych dealerów, a druga ta, na której Benito Medici i Shepherd rozmawiają o Gravesie. Nie wiem, co w tych ławkach jest, ale najlepsze osiedlowe gadki odbywają się albo na ławeczce (może czasami dlatego, że rozmówcy siadając nie zauważyli, że akurat została świeżo pomalowana), albo na murku. Bohater planu drugiego, ławka, może zagwarantować wyróżnienie na MFK 2001. Ławka tak się może wgrać w głowę, że usilnie chce się od niej zacząć historię Najwyższy szczyt Ugandy, czyli spowiedź pewnego dyktatora, która ma zdobyć Grand Prix konkursu MFKiG, ale niewiadomo niestety w którym roku (kliknij, żeby powiększyć):
W #20 niby niewiele się dzieje, ale dzieje się tak wiele. Park napisany przez Azzarello i narysowany przez Risso żyje na wszystkich planach. Co za odcinek!

(Kuba Jankowski)
"100 Bullets" #20. Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Eduardo Risso. Kolor:Patricia Mulvihill. Wydawca: DC Vertigo, marzec 2001

środa, 22 sierpnia 2018

100 Bullets #1 - Azzarello/Risso

W zasadzie nie wiem, dlaczego w cyklu Vertigo nie zacząłem o tej serii pisać od początku, od pierwszego epizodu. Przecież to tutaj Risso i Azzarello walnęli w zęby czytelników tak mocno, jak Rocky Apolla Creeda. Chodzi mi o to, że już w pierwszym odcinku opowiadali w sposób, który nie musiał w nic ewoluować, był kompletny, a historia intrygowała.

Kiedy Graves daje Dizzy walizkę z dowodami winy pewnych policjantów i nienamierzalną broń oraz naboje, i mówi „You will. Inside this attaché case is irrefutable evidence that what I’m telling you is true. Also in this attaché is a gun, and one hundred rounds of ammunition. All untracable, all yours. Do with it as you see fit”, jego czarnogarniturowa intonacja, nieznosząca sprzeciwu, hipnotyzuje.

Ile znacie otwarć serii komiksowych, zawierających super odjechany pomysł, który nie ewoluuje w dalszych odcinkach serii w nic ciekawego? Rozmywa się, rozmienia na drobne, zaczyna nużyć… Być może gdzieś dalej troszkę się los autores pogubili, coś pokręcili, ale to dopiero za wiele, wiele odcinków.
(Kuba Jankowski)
"100 Bullets" #1. Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Eduardo Risso. Kolor: Grant Goleash. Wydawca: DC Vertigo, sierpień 1999 

sobota, 23 czerwca 2018

100 Bullets #50 - Azzarello/Risso

Który to mógł być rok? 2007? Upalne lato, wakacje, niewiele do roboty. Wtedy właśnie wpadło mi w ręce drugie wydanie zbiorcze 100 Naboi od Mandragory. Tak, zacząłem czytać „od środka”. Lubię tak czasem. Dać się rzucić w wir wydarzeń, powoli samemu dochodzić, kto jest kim, i o co tu biega. Szybko nadrobiłem resztę wydanych w Polsce tomów, ale wciąż było mi mało, a Mandragora powoli przestawała dawać jakiekolwiek znaki życia. Zacząłem więc szukać wydań oryginalnych. W zupełnie losowej kolejności dozbierałem brakujące trade’y, aż do numeru dziesiątego, po czym śledziłem „100 kulek” numer po numerze, miesiąc po miesiącu.

Widzicie, byłem trochę opętany tym komiksem. Aktówka ze spluwą i stoma nienamierzanymi nabojami przewijająca się w luźno powiązanych ze sobą historiach, które powoli tworzyły większy obraz? Kilkunastoletni ja nie potrafił sobie wyobrazić, by dało się wymyślić coś genialniejszego. Minęło kilkanaście lat i dziś dostrzegam, że Brian Azzarello w którymś momencie zaczął się trochę motać i pogubił w licznych wątkach historii, ale i tak mam ogromny sentyment do tej serii. Nauczyła mnie sporo ciekawego (i, bądźmy szczerzy, wątpliwego) angielskiego, owszem, ale przede wszystkim był to jeden z pierwszych tytułów, który uświadomił mi, jak bogatym medium jest komiks i ile da się z jego pomocą pokazać; Wcześniej miałem styczność tylko z typowym komiksem superbohaterskim, albo z „poważnymi” powieściami graficznymi.

Czemu akurat zeszyt pięćdziesiąty ze stu? Cóż, kto czytał 100 Bullets, wie, że przez 49 wcześniejszych naboi autorzy bawili się z czytelnikami stawiając za każdym razem więcej pytań, niż dając odpowiedzi. Pięćdziesiątka z kolei była poświęcona głównie odpowiedziom. Była trochę jak prezent dla wytrwałych fanów, którzy spędzali całe noce dyskutując o serii na internetowych forach. Główny wątek fabularny 100 Bullets bazował na teorii spiskowej: pokazywał Stany Zjednoczone, którymi z cieni rządziła grupa zamożnych rodzin zwana Trustem. Zawarta w 100 Bullets #50 historia Prey for Reign wyjaśniała, skąd Trust się wziął, i skąd wzięli się pilnujący w nim równowagi minutemani, a najzabawniejsze jest to, że robiła to wyjaśniając inną znaną tajemnicę historyczną, wokół której powstało przez lata multum teorii: co stało się z brytyjską kolonią Roanoke.

Historię Trustu opowiada nam Victor Ray, minuteman, którego Agent Graves „obudził” za kulisami w pierwszym zeszycie serii. Dwutorowe prowadzenie akcji to w „stu kulkach” standard: z jednej strony poznajemy dzieje Trustu, z drugiej obserwujemy konsekwencje kradzieży diamentów, w której uczestniczył Victor. Trochę jak u Tarantino, dużo gadania poprzedza tu krótką, brutalną strzelaninę. Snuta przez cały numer opowieść w przewrotny sposób zwiastuje wydarzenia, które będą miały miejsce w kolejnych pięćdziesięciu zeszytach, a ostatnie słowa Victora znajdują swoje odzwierciedlenie na ostatniej stronie finału całej serii. Wybrałem do tego tekstu 100 Bullets, bo to ważny dla mnie komiks, a historia z numeru pięćdziesiątego jest jednocześnie jednym z najbardziej mięsistych przykładów konstruowania fabuły przez Azzarello i Risso, jak również wyśmienitym podsumowaniem tego, co czytelnik już widział, jak i zapowiedzią tego, co zobaczy w 100 nabojach. Można się czepiać autorów za spadek jakości w późniejszych tomach, ale tworząc Prey for Reign byli jeszcze w szczytowych formach; Ta historia po prostu działa na każdym możliwym poziomie. 
(Mateusz Jankowski)

"100 Bullets" #50. Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Eduardo Risso. Kolor: Patricia Mulvihill. Wydawca: DC Vertigo, sierpień 2004

wtorek, 12 czerwca 2018

100 Bullets #43 - Azzarello/ Risso

Swego czasu Mandragora porzuciła serię Azzarello i Risso, doprowadzając do rozpaczy fanów. Podsyciła jeszcze nadzieję tomem Sześć stóp pod spluwą i tyle. Koniec. Po czterdziestu dwóch zeszytach wydawanych u nas zbiorczo. Dalej trzeba było liczyć tylko na siebie. I na swój portfel. Można też było czekać, aż zlituje się nad czytelnikami Egmont. Kto nie poczekał (bagatela – 11 lat!), od #43 zeszytu zaczął śledzić serię po angielsku.

Zeszyty od #43 do #47 to historia Chill in the oven, w której poznajemy więzienne losy Loopa. Loop trafił tam oczywiście zgodnie z planem Gravesa, gdyż wcześniej odrzucił jego ofertę współpracy. Loop w więzieniu grabi sobie u strażników więziennych (głównie u Dirtza) i współwięźniów (zbyt gwałtownie zareagował na to, że niejaki Nine Train z tacki w więziennej stołówce zabrał mu jabłko - Loop posłał go, przypadkowo, do ambulatorium).

W odcinku #43, rozpoczynającym tę historię, obserwujemy jak Loop próbuje ułożyć sobie sprawy, żeby jakoś wybrnąć z trudnej sytuacji. Kiedy zaczyna wychodzić na prostą, do więzienia przyjeżdżają nowi skazańcy. A wśród nich niejaki… Lono, który również trafia za kratki, aby wykonać część planu Gravesa.

Wybrałem ten odcinek do cyklu vertigowskiego z dwóch powodów. To pierwszy zeszyt serii 100 Bullets, którą zmuszony byłem przeczytać w oryginale (nie miałem też pierwszego polskiego trade’a, którego pożyczyłem do czytania tylko, ale dokupiłem go sobie do kolekcji w oryginale dużo później, niż trade’a Samurai, którego #43 otwiera). Drugi powód wiąże się z pierwszym: prawie nic wtedy ze slangu więziennego nie zrozumiałem. Językowo chodzi w sumie nie tylko o ten slang (przy kolejnych lekturach było lepiej, a wczoraj to już ogólnie spoko), ale i o zręczne gierki językowe, które sprawiają, że będę wracał do #43 jeszcze wiele razy, żeby ogarnąć bogactwo mowy więziennej. Kurczę, skoro udało mi się z Krazy Katem, to i z więziennymi kompanami Lono i Loopa dam sobie radę!
(Kuba Jankowski)
"100 Bullets" #43. Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Eduardo Risso. Kolor: Patricia Mulvihill. Wydawca: DC Vertigo, czerwiec 2003.

sobota, 24 lutego 2018

100 naboi - Azzarello/Risso

Kiedy wychodził po raz pierwszy, mówiliśmy na ten komiks Stobulec, a wytrzeszcz oczu powodował u nas pan Andrzej, ochroniarz z Chatki Żaka, który wyglądał dokładnie jak agent Graves. Podobnie też się zachowywał. Zwykle był niewidoczny, ale w odpowiednim momencie pojawiał się i reagował. Nigdy jednak nie dał żadnemu z nas, bywalców lubelskiej Chatki Żaka, walizki ze spluwą, setką nieoznakowanych kul i kwitami na ludzi, którzy skrzywdzili naszych bliskich i których moglibyśmy kropnąć bez jakichkolwiek konsekwencji. Ale za to miał ten sam elegancki outfit, co agent z walizką. Oj miał!
Pan Andrzej już nie żyje, więc widzieć go na kartach komiksu i wraz z nim "przeżywać jego nigdy wcześniej niepublikowane przygody" to nie lada gratka. Ale nie tylko dla bywalców Chatki Żaka przeznaczony jest zbiorczy, gruby jak cegła i ciężki jak cholera pierwszy tom Stobulca. To lektura, w której ciężko (póki co) znaleźć słabe punkty i seria, która po latach największego prosperity Vertigo i nagłym nadejściu świeżej krwi, była pierwszą z "flagowych". Trzymała się ziemi, była blisko życia i mogła się wydarzyć w każdej Chatce Żaka świata. Wikłała duże ilości bohaterów w zakrojoną na szeroką skalę intrygę, z szacunkiem poświęcając każdemu z nich odpowiednią ilość scen, motywujących ich postępowanie. I była rysowana w niesamowity sposób. Pewnie każdy z Czytelników rozpozna kogoś bliskiego w agencie Gravesie lub którymś z bohaterów pierwszego i drugiego planu. To, że ktoś do was przyjdzie i da wam walizkę z przyrządami zezwalającymi na samowolkę to bajka, ale całe mięcho tę bajkę obudowujące to prawdziwe życie. 
Stobulec zbiorczy, tom numer jeden, to dar prosto z niebios. Komiks, o którym wszystkie gazety, serwisy i blogi wciąż piszą najbardziej wymyślne blurby. Świetnie napisany, znakomicie narysowany. Na jego kartach pojawiają się jedne z najlepiej poprowadzonych postaci w historii Vertigo.
Dzień dobry, Dizzy Cordova. Dobrze cię znowu widzieć.
"100 naboi, tom 1". Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Eduardo Risso. Kolory: Grant Goleash, Patricia Mulvihill. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2018.