Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 16 maja 2016

Najpiękniejsza bajka pokolenia TM-Semic

Marzenia jednak się spełniają. Przynajmniej niektóre. Oto jedno z nich: 

Dawno, dawno temu żył sobie chłopiec o imieniu Łukasz. Łukasz bardzo lubił komiksy amerykańskiego rysownika Erika Larsena, który na polskim rynku rysował m.in. "Punishera" i "Spider-Mana", a za oceanem bardzo kojarzony jest z autorskim serialem "Savage Dragon" (nie wiedzieć czemu nieopublikowanym jeszcze w Polsce). Będąc już dorosłym mężczyzną, skrywającym się pod pseudonimem Łazur, Łukasz zaczął rysować komiksy. I jeden z nich postanowił poświęcić bohaterowi swojego dzieciństwa.
Łazur, Savage Dragon, Usta pełne śmierci
Był to komiks z cyklu „Opowieści niestworzone”, zatytułowany „Usta pełne śmierci”, w którym to Łazur kierował się jedną zasadą: „Jeśli nie potrafisz narysować jakiejś sceny, to przejrzyj komiksy Erika Larsena – on już ją narysował”. Przejrzał tych komiksów 200 i twórczo skopiował tyle kadrów, ile mu było potrzebne. Sam komiks to jedna strona wstępu i siedem nawalanki. Nic specjalnego. ALE! Forma tego hołdu była na tyle interesująca, że Łazur najpierw wydał sobie również edycję w języku angielskim z okazji wizyty na ateńskim festiwalu, a następnie pokusił się o powiększony formatowo komiks kolekcjonerski, z dodatkowymi stronami pełnymi szkiców i historyjek z planu tworzenia komiksu. Najlepsze jednak miało dopiero nadejść. 

Komiksem Łazura zainteresował się sam Erik Larsen.

- Sam dzień pamiętam całkiem nieźle - wspomina Łazur - Wolne w robo, wrzucenie anglojęzycznej wersji "Ust..." na forum Dragona, wizyta w Centrum Komiksu, wieczorny koncert Taco Hemingwaya (na który ostatecznie z Jaszczem i Sztyborem nie weszliśmy, więc zawitaliśmy u Piotrka Rosnera). No i wielki finał w postaci nocnego odczytania info, że Larsen chciałby to opublikować; dalej kilka telefonów do najbliższych, kilka wiadomości wrzuconych na FB i rozmowa z Larsenem. Tak w skrócie wyglądał 27 marca 2015 (piątek). 

Dla Łazura była to wielka radość. Lecz czy sprostał wyzwaniu? Tak łatwo jest przecież osiąść na laurach i stwierdzić, że sama pochwała ze strony mistrza jest wystarczająca. W tej trudnej sytuacji Łazur mógł jednak polegać na przyjaciołach. Choć, jak mówi - wcale nie było różowo...

- Cały komiks trzeba było pokolorować, co zajęło mi trochę czasu i z finalnymi plikami odezwałem się do Erika dopiero w październiku. Tutaj wypadałoby podziękować TeO i Ystadowi, którzy nie dali mi zapomnieć, że jeśli tego nie ogarnę, to będę frajerzyną wszechczasów - tego typu motywacja zrobiła swoje. Inna sprawa jest taka, że z perspektywy czasu nie wydaje mi się to jakimś nie wiadomo jakim osiągnięciem - w końcu ten komiks był skrojony pod tego typu fikołek. Osiem stron, każdy kadr wzorowany na czymś co stworzył Larsen - gdybym był na jego miejscu, to sam bym chciał coś takiego opublikować dla podbicia własnego ego (chociaż i tak ma chyba spore).

Erik Larsen poprosił swojego oddanego fana o możliwość opublikowania „Ust pełnych śmierci” w swoim szlagierowym „Savage Dragonie”. I tym sposobem w 209. numerze serii Łazur umieścił swój pokolorowany komiks w towarzystwie prac idola. Marzenie się spełniło. Chłopiec, który dawno temu zakochał się w Larsenie, dotarł do radosnej mety i napisał jedną z najpiękniejszych bajek pokolenia TM-Semic. Do dzisiaj żyje długo i szczęśliwie, rysując nowe komiksy i kolekcjonując zeszyty swojego idola. Ale czy po tylu latach pamięta jeszcze który komiks mistrza był jego pierwszym?
- Spider-Man 8/93 i 9/93, czyli "Zemsta Złowieszczej Szóstki" - od tamtej pory wiedziałem, że to ten jeden jedyny i na zawsze - stwierdza Łazur - Później, w jednym z numerów "Super Boom" zobaczyłem okładkę do jednego z pierwszych numerów Dragona i chciałem cholernie to mieć w swoich łapach, ale nie miałem jak tego zdobyć (Witek Idczak* nie miał tego w swojej ofercie). Następnie, jakoś w 1998, parę miesięcy po tym, jak stwierdziłem ze komiksy są dla dzieci (miałem 14 lat) i sprzedałem swoją kolekcję, w pracy u mamy miałem pierwszą styczność z Internetem i jakoś do głowy mi wpadło, żeby zobaczyć co u Larsena. Wlazłem na stronę Savage Dragon i oszalałem jak zobaczyłem te kolorowe okładki, ale niestety wchodziły tylko po dwie, góra trzy na dyskietki... 
Od "Zemsty Złowieszczej Szóstki" po "Usta pełne śmierci" - tak kształtowały się losy bajki o Łazurze. Bardzo istotnym elementem tej opowieści jest również fakt, że Łukasz - poza byciem twórcą komiksowym - jest również jednym z redaktorów Bicepsa, członkiem Pokembrów oraz jednym z najlepszych fachowców od składu komiksów.
Łazur - fot. Daniel Hilbrecht
- Komiksy składam, bo ktoś musiał się za to wziąć, kiedy zaczynaliśmy przygodę z "Bicepsem" i ATY. Po kilku numerach "Bicepsa" zacząłem składać komiksy znajomym i tak co jakiś czas działam kilka razy do roku (albo i częściej). 

Rysownik, scenarzysta, redaktor... czy łącząc tyle funkcji można jeszcze czerpać jakąkolwiek satysfakcję ze składania? Czy składanie jest fajne?  

- Jest najfajniejsze! - ekstatycznie reaguje Łazur - Cenię to sobie bardziej, niż samo tworzenie komiksów i wymyślanie własnych światów i historii. To coś na zasadzie tego typka z "Invincible" Kirkmana, który ma zakład zajmujący się tworzeniem i naprawą kostiumów herosom - w końcu nie każdy superbohater/twórca komiksowy jest w stanie naprawić swój kostium/przygotować to, co stworzył do druku, prawda? Oczywiście ciekawsze jest składanie publikacji w której jest większe pole do popisu, niż tylko wrzucenie kolejnych plansz na kolejne kartki, ale w sumie czasem i przy samej stopce redakcyjnej można się wykazać. 

Dlaczego zatem Łazur nie dołączy do grona najlepszych składaczy, którzy opracowują komiksy największych wydawców na rynku?

Owszem, byłoby fajnie, ale raczej nie dałbym rady tego wcisnąć obok normalnej pracy, działań nad komiksami swoimi i znajomych oraz projektami, które od jakiegoś czasu mam poplanowane. A kiepsko byłoby na początku palić sobie mosty ewentualnym niepowodzeniem. Może za jakiś czas? Chociaż... niektóre przypadki wydanych u nas komiksów podnoszą mi mocno ciśnienie i powodują że najchętniej rzuciłbym wszystko i zrobił to lepiej od ręki. Czasami to naprawdę nie jest wielka filozofia. 
Podczas Festiwalu Komiksowa Warszawa odbędzie się premiera kolejnych "Opowieści niestworzonych", zatytułowanej "Domek w środku lasu żywych trupów". Pierwsza zyskała tytuł najlepszego polskiego komiksu na łódzkim festiwalu, druga została opublikowana za granicą. Jakiego rabanu narobi trzecia? 
* Od połowy lat dziewięćdziesiątych w Polsce oryginalne amerykańskie komiksy można było kupić w kilku miejscach - jednym z tych miejsc był łódzki sklep Witka Idczaka i jego katalog rozsyłany pocztą. Pozostałe to krakowski sklep R.A.R Kamila Śmiałkowskiego oraz Comics Uniwersum Zofii Wróblewskiej na Jaśkowej Dolinie w Gdańsku.

Brak komentarzy: