Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 10 maja 2010

Lubelskie Spotkania z Komiksem - relacja

Autor: Dominik Szcześniak

"Niefartowny początek roku" - takie określenie dało się usłyszeć w Chatce Żaka a propos organizacji imprez komiksowych w pierwszej połowie 2010 roku. Swoje problemy miała Warszawa, swoje przytrafiły się Lublinowi. Sieć zdarzeń, która pokomplikowała przyjazd na LeSzKa wielu znanym gościom i chętnym wzięcia udziału w imprezie czytelnikom spowodowała, że 8 i 9 maja w lubelskiej Chatce Żaka odbył się kameralny konwent. Frekwencyjnie było gorzej niż rok temu, ale panujący klimat zdawał się nawiązywać do czasu świetności imprez lubelskich, czyli drugiego TRACH!a.

Problemem, przed jakim stanęli organizatorzy, było stworzenie imprezy w miesiąc po Komiksowej Warszawie. Chcieli zainteresować tych, którzy w stolicy wyprztykali się z pieniędzy, zakupili dużo nowości i dobrze bawili się na afterparty. Tym, co miało ludzi przyciągnąć, miał być program, który rzeczywiście w kilku miejscach był innowacyjny i świetnie przemyślany. Niestety, lokalny koloryt studencki miał kaca po trwających (noc w noc) Dniach Kultury Studenckiej, więc przypadkowych przechodni było niewielu, natomiast "ludzie z branży" dopisali w stopniu równie niewielkim, choć wystarczającym, by wytworzyć ów fajny klimat. Podobnie było z czytelnikami - w szczytowych momentach giełda gościła kilkadziesiąt osób, standardowo jednak wiało pustką.

A miejsca było w bród. Spotkania z twórcami odbywały się na dużej sali kinowej, wystawy i konkursy w sali małej. Mocnym punktem programu był wykład "O komiksie i poemiksie" Piotra Szreniawskiego. Cokolwiek nie sądzić o jego twórczości, performerem ten człowiek jest wyśmienitym. Przyszedł przygotowany, rozdał swoje komiksy, zapłacił tym, którzy wytrwali do końca lipnymi pieniędzmi, po czym nawiał z sali, odprawiając z kwitkiem wszystkich tych, którzy mieli nadzieję na rozmowę. Spotkanie ze Szreniawskim - mimo, że kontynuowane rokrocznie - ponownie wiało świeżością. Widząc ten dystans, luz oraz tę wyraźną chęć rozmowy (w końcu Szreniawski sam lobbował za tym punktem programu) można odnieść wrażenie, że jest zapotrzebowanie na takie wydarzenia. Zwłaszcza w konfrontacji ze zwykłymi spotkaniami, których pełno na konwentach, na których pytający nie wie o co pytać, a pytany niespecjalnie interesuje się konkretnym odpowiadaniem.

Świetnie wypadły warsz
taty z braćmi Surma: Przemysławem i Marcinem, które odbywały się zaraz po spotkaniu z rzeczonymi twórcami. Bracia rozmawiali o komiksach, grach, a nauczanie zgromadzonych komiksiarzy prowadzili dwutorowo: w rytm zasady o braku potrzeby pisania scenariusza (opcja Przemka) oraz poszanowania dla tradycji, w której ten scenariusz odgrywa istotną rolę (Marcin). Podobnie zgrabnie wypadło spotkanie z Marcinem Rusteckim, odbywające się na chwilę przed XX-leciem TM-Semic, co będzie okazją do świętowania w najbliższej przyszłości. Widać, że pan Marcin chciał gadać i potrafi to robić - prowadzący spotkanie przepytali go niemal o wszystko, począwszy od TM-Semic, na jego własnej twórczości skończywszy. W dialog z publicznością uderzył Ryszard Dąbrowski, co również zaowocowało ciekawym spotkaniem.

Kiepsko nato
miast wyszła improwizacja Roberta Lipskiego oraz rozmowa o kotach z Tomaszem Niewiadomskim. W przypadku pierwszego punktu - podobać mogła się co prawda forma (wyluzowane wystąpienie, chodzenie po scenie i wymyślanie na bieżąco), natomiast drugi był już typowym spotkaniem z cyklu "mówiłem na ten temat milion razy i więcej już mi się nie chce". Spotkanie z Piotrem Brożkiem, pomysłodawcą akcji "Spoko Humanik" nie odbyło się, ponieważ niedawny zdobywca "Żurawia 2010" w kategorii "Animator kultury" nie dotarł. Odbyły się natomiast bitwy komiksowe, których zwycięzcą został skil. Co prawda tematy były dość proste (np. gołąb, kaloryfer), ale nie było przynajmniej prowadzącego, który stałby tyłem do publiczności.

Sobota zaowocowała również afterparty, na którym co prawda starło się ze sobą kilka ostrych poglądów, ale generalnie było bardzo udane.


Frekwencyjnie - słabo. Klimatycznie - świetnie. Tak można podsumować lubelską imprezę i życzyć jej, by w takim samym stylu powróciła za rok. Powtórzę się, ale trudno: miejsce do organizacji jest idealne. Bar pod nosem, budka z fastfoodami dwa kroki dal
ej. Jest zieleń, są parki, jest potencjał. Jeśli za rok Kozienalia odbędą się w innym terminie, można zaangażować w akcję studentów, którzy nie będą skacowani. Natomiast tym z tzw. "środowiska", którzy jeszcze nie odwiedzili Lublina, chcę przekazać jedną rzecz: Żałujcie, bijcie się w piersi i przyjedźcie za rok.

PS. Na LeSzKu czekał na przybyłych informator, zawierający stworzo
ną specjalnie na tę okazję "Przygodę Leszka" po szekspirowsku zatytułowaną "Burza" (temat wymyślił i narysował Przemysław Surma). Piotr Szreniawski i Jarek Kozłowski przygotowali natomiast xerowany album "Multikierunkowcy".

Foto:
1. Wejście do Chatki Żaka,
2. Marcin Andrys, Jakub Syty i Daniel Grzeszkiewicz przy pracy,

3. lucek i skil stają w szranki w bitwie komiksowej,

4. Robert Lipski

24 komentarze:

Maciej pisze...

Siłą TRACHA była symbioza ze Zderzeniami. Kameralność imprezy była zamaskowana faktem, że Chatka i tak była pełna ludzi. Studenci przy okazji brali udział w elementach komiksowych. To był świetny pomysł i chyba należałoby do niego wrócić.

Tak sobie myślę, o.

lucek pisze...

Ale Zderzeń już nie ma, a opcja symbiozy z wieczornymi koncertami - bo to chyba jedyne co się dzieje "studencko" w Lublinie" - jest bez sensu.

Maciej pisze...

Niestety, nie wiem co się studencko dzieje w Lbl. Ale opcja podczepienia się zdała egzamin więc tu bym szukał.

No to symbioza z jakąś inną imprezą. Fantastyczną, mangową, erpegową?

Ewentualnie może środowisko niech napisze petycję do Brożka, żeby coś zanimował.

jaszczu pisze...

Bardzo żałuję, że nie mogłem być, ale wymówkę mam taką samą jak Karol. Teraz każda dłuższa absencja w domu musi być grubo uzasadniona.

A żałuję szczerze bo osobiście najlepiej czuję się na takich kameralnych konwentach, po których nie mam poczucia, że nie nagadałem się ze wszystkimi tak jakbym chciał. Radom był super w zeszłym roku, BFKa zeszłoroczna również.

W przyszłym roku wezmę małolata na plecy i przyjadę:)

lucek pisze...

Jaszczu: ja akurat Ciebie i Karola bardzo dobrze rozumiem, mając bana na wszystkie imprezy przez najbliższy rok minimum.

Panowie, jest też taka opcja, żeby odstawić handel i czytelników na bok i zrobić, nie wiem, warsztaty dla twórców w Lublinie. Sprowadzić ich trzydziestu, dać pisaki do dłoni i dwa dni na dyskusje - najpierw w sali kinowej, później w małej, następnie w knajpie, pod parasolkami, aż wreszcie w parku... Integracja, dobra zabawa i możliwość pogadania. A przy tylu twórcach, zgromadzonych w jednym miejscu, pojawią się też czytelnicy i ludzie, którzy zechcą pohandlować i im się to opłaci.

No bo chyba nawet Warszawa pokazała, że wydawcy mają już dość, twórcy przychodzą po to, by pogadać z innymi twórcami, a czytelników prawie nie ma, chyba, że są twórcami lub wydawcami...

Maciej pisze...

LUCKU! To co napisałeś to jest ugryzienie tematu od innej strony i moim zdaniem zupełnie nowa jakość.

Proste i genialne
słuszne i (dla środowiska twórców)zbawienne.
"Po prostu" (heh) zorganizować fachową edycję 24 godzin rysowania komiksu.

Co do imprez i bobasa, to mam tak samo. Limit na dwie imprezy wyjazdowe + jedna przyjazdowa. Tym razem ograniczona do samego afterka, czego szczerze żałuję bo miałem ochotę na piwko zarówno w piątek wieczorem jak też w ciągu całej soboty.

jaszczu pisze...

Przychylam. Dla mnie osobiście to byłaby impreza idealna.

Kuba Oleksak pisze...

Żałuję, biję się w pierś, za rok przyjadę. Choć nie chciałbym aby wypaliła opcja, o której pisze Lucek, czyli imprezy wyłącznie dla twórców :/

Z komiksem trza do ludzi wychodzić, a nie kisić się we własnym gronie, moi drodzy!

Lucku, a jak wypadły te zapowiadane prelekcje?

lucek pisze...

Kuba: organizatorzy wychodzą do ludzi w Warszawie, Lublinie, Radomiu, Gdańsku, ale ludzie niespecjalnie chcą wychodzić do organizatorów. Poza Łodzią oczywiście. Takie "kiszenie się" w formie warsztatów z jakąś szychą z zagranicy, otwarte dla zwiedzający, z jednym back-upowym spotkaniem z kilkoma twórcami lub czymś w rodzaju konferencji prasowej byłoby rzeczywiście świeżą sprawą, tak mi się wydaje.

Na prelekcjach, poza tą Roberta Lipskiego, nie byłem.

Jarek Obważanek pisze...

Ja niby mam pozwolenie na wyjazd do Łodzi, ale to jeszcze parę miesięcy, więc może się Alinie odmienić... Ale mam nadzieję, że się nie odmieni. ;)

jaszczu pisze...

Kuba, pewnie, że trzeba, co nie znaczy, że każda impreza komiksowa musi być nastawiona na wychodzenie do ludzi. Nie każdy nadaje się na propagatora. Twórcy są od tworzenia a propagatorzy od propagowania. Wiem, że u nas wszystko jest postawione na głowie i co drugi twórca jest rysownikiem, redaktorem, recenzentem, działaczem i Bóg wie kim jeszcze, ale nie zawsze musi tak być.

Napisałem, że dla mnie osobiście, jako człowieka, który na konwenty jeździ, żeby pogadać z kumplami po fachu, nie koniecznie o dupie maryni ale również wymienić doświadczenia, obgadać wspólne projekty itd. właśnie taka formuła, jak ta zarysowana przez Lucka odpowiadałaby najbardziej. Fajnie byłoby spotkać się na takich warsztatach czy zabawie w 24godzinny komiks. Potworzyć razem, pogadać, napić się wódki. Przynajmniej nikt nie miałby pretensji, że się spotkało kółko wzajemnej adoracji, bo od początku wiadomo by było, że jest to spotkanie kółka wzajemnej adoracji:)

Jest czas na wychodzenie do ludzi i jest czas na kiszenie się we własnym sosie. To co, już sobie nie mogę zorganizować domówki, na których zaproszę tylko ludzi których lubię i urżnę się jak świnia, tylko za każdym razem mam robić przyjęcie w eleganckiej restauracji z szampanem i kwartetem smyczkowym? (że tak pojadę luźną analogią na szybko wymyśloną).

Ystad pisze...

Wiesz Piotrek. To nie takie proste, myślisz że dałoby się zdyscyplinować grupę komiksiarzy żeby siedzieli przez 24 godziny i rysowali ten komiks ? jak obok/w zamyśle będą mieli gdzieś tam jakieś party?
I kto się na coś takiego rzuci, żeby to zasponsorować ? Obawiam się, że to może być taki syreni śpiew ;)

a 24 godzinne rysowanie wódy i chlanie komiksów ;) można zrobić w mniejszym stopniu u mnie na działce jakoś po BFK :P sezon grillowy się już zaczął :P

jaszczu pisze...

Oj chętni na pewno by się znaleźli. Wiem, że Pracownia Komiksowa w Gdańsku organizuje coś takiego, ale raczej tak bardziej lokalnie - bez większego propagowania i zapraszania konkretnych twórców. Jakby jakiś propagator to umiejętnie nagłośnił to może i sponsorzy by się znaleźli.

karolkonw pisze...

nie byłem żałuje
impreza warsztaty to by była pyta!

Ystad pisze...

wiem Piotrek że oni to robią lokalnie. dlatego odpadają im koszty zakwaterowania i ogólnie przyjazdu ;)

jaszczu pisze...

Ale Jacek, myślę, że znaleźliby się twórcy, którzy przyjechaliby bez pokrywania kosztów, o których wspominasz. Do Łodzi czy Wawy wszyscy jeżdżą bez pokrywania kosztów, dlaczego nie mieliby pojechać do Lublina? Skąd u Ciebie to czarnowidztwo, Jacek?

Ystad pisze...

a nie wiem, tak jakoś dzisiaj mi się na czarnowidztwo zebrało ;)

Ystad pisze...

Piotrek

Ystad pisze...

to była oficjalna próba trolowania :) mam nadzieje, że oblałem egzamin :D

Gramy! pisze...

LSzK to kon lokalny i trzeba IMO myśleć o nim lokalnie. Pytanie brzmi, czy w Lublinie jest w ogóle dla kogo go robić?

Łączenie imprez komiksowych z sf-rpg to słaby pomysł. Tych środowisk nic nie łączy.

repek pisze...

To pisałem ja, repek :)

Maciej pisze...

Tak samo można napisać, że środowiska komiksiarzy nie łączy nic ze środowiskiem miłośników kultury studenckiej (cokolwiek by to nie znaczyło). A w pierwszym komciu pisałem, że TRACH tylko zyskał będąc częścią takiej właśnie imprezy.

repek pisze...

@Maciej
Bez sensu dałeś przykład. Studenci interesują się różnymi rzeczami. Ale np. komiksem i erpegami rozłącznie. Nieraz już próbowaliśmy łączyć takie imprezki i beznadziejnie to wychodziło. Inne zapotrzebowanie klientów na to, co ma się dziać [np. poza piwem w pobliżu].

Pozdrówka

Maciej pisze...

Repku, Ty piszesz że to nie zdawało egzaminu. Ja piszę że cały TRACH na tym jechał i było mnóstwo okej.

Wydaje mi się, że piszemy o czymś innym. Ty o zainteresowaniu przykładowych erpegowców komiksami a ja o wtopieniu imprezy komiksowej (i środowiska komiksiarzy) przykładowo w większą imprezę erpegową.
Czyli, Ty się skupiasz na środowisku rpg a ja na środowisku kommiksiarzy. Stąd rozbieżność.

Ponadto zarówno Ty i ja jesteśmy przykładem, że studenci* mogą się interesować równocześnie komiksami i rpg.

*w moim przypadku po studiach z braku czasu rpg poszło w odstawkę ale od połowy LO była to moja pasja silniejsza niż komiksy.