Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Kibicujemy (400)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Znany już ze stron "Kibicowania" Tomasz Kleszcz powraca z nowym projektem. Tym razem jest to komiks do scenariusza Piotra Mańkowskiego, zatytułowany "Umarłem na Gibraltarze". Piotra zapytałem o genezę powstania komiksu i o współpracę z rysownikiem. 
Piotr Mańkowski: "Umarłem na Gibraltarze" to komiks opowiadający o wydarzeniach z 1943 roku dziejących się w Europie, których finałem była śmierć generała Sikorskiego. Dodajmy od razu, że Naczelny Wódz jest tu postacią drugoplanową, a głównymi bohaterami jest dwójka ludzi: Polak oraz tajemnicza postać o nieznanej proweniencji, która przybywa z Ameryki do Europy w celu wykonania supertajnej  misji. To tak mówiąc w największym skrócie, bez spoilerowania. 

Nie jest to jednak typowy komiks wojenny. Nie ma wiec zburzonych domów, płonących barykad czy matek płaczących po śmierci synów. Pisząc scenariusz, chciałem pokazać wojnę z innej strony. Jako cyniczną rozgrywkę, walkę prowadzoną w gabinetach i podczas spotkań w parkach czy restauracjach. 
Nie jest to również komiks śmiertelnie na poważnie. Dużo jest w nim umowności, ironii, czarnego humoru i cynizmu. Niektóre sytuacje są świadomie przerysowane.

Wcześniej udzielałem się w branży gier komputerowych i filmowej. komiksy czytałem od lat, a ostatnimi czasy kilka razy przywoziłem sobie z Brukseli pełen plecak różnych ciekawych wydań "integrale" plus kupowałem w Amazonie ciekawostki typu ekskluzywne wydania Hellboya i BPRD. Teraz gdy mnie o to zapytałeś, zacząłem się zastanawiać, czy chęć zrobienia komiksu nie naszła mnie właśnie po lekturze tych wydań. W przeciwieństwie do tego, co opublikował Egmont, owe "library editions" wyglądają jak albumy z reprodukcjami obrazów. Są wielkie, ciężkie i pachną wspaniałym gatunkiem farby drukarskiej. Chyba właśnie leżąc na kanapie wieczorem, ze słabym snopem lampki halogenowej oświetlającej genialne rysunki Mignoli zapragnąłem zrobić własny komiks. Ale nie jestem pewien czy to było właśnie to. Nigdy nie starałem się szukać na siłę źródeł inspiracji.
W każdym razie napisałem scenariusz "Umarłem na Gibraltarze". Rzecz opowiadającą o dramacie Polski i jednocześnie jednej z największych zagadek XX wieku. Książki lepszej niż Tadeusz A. Kisielewski, którego miałem zaszczyt poznać osobiście, rzecz jasna nie napiszę. Filmu nie nakręcę, bo nie umiem kręcić filmów, poza tym tam trzeba dowodzić setką ludzi. Komiks jest idealnym medium do opowiedzenia takiej historii. Wiedziałem to i dlatego pisałem. Zajęło mi to około trzech miesięcy. Działałem wieczorami, bo za dnia synek zwykle przejmował komputer i oglądał "Maszę  i niedźwiedzia" na YouTube.
Na Tomka Kleszcza trafiłem przez Internet. Potem spotkaliśmy się w Łodzi na festiwalu komiksowym. Tomek ma trzy ogromne zalety: pali się do rysowania, potrafi to robić i jest niezwykle pracowity i terminowy. Tak, tak, to nie żart. Terminowy. Słowo w niektórych kręgach całkowicie wyśmiewane a w najlepszym razie nierespektowane.
Uzgodniliśmy koncepcję całości, Tomek na próbę narysował scenę w londyńskiej palarnii opium i wówczas zobaczyłem, że to jest właściwy człowiek. Oczywiście, nasza współpraca nie była idyllą, ale założenie było proste: ten komiks musi zostać ukończony w założonym terminie i zostać narysowany na dobrym poziomie. Jesteśmy już prawie na finiszu naszej drogi. Czekają nas jeszcze tylko poprawki, redakcja, skład, no i druk. Zaraz minie rok od rozpoczęcia przez nas wspólnej pracy. Nie wiem ile roboczogodzin poszło łącznie na to, żeby ta historia ożyła, ale na pewno więcej niż 2000, może nawet bliżej 3000. Koniecznie w tym momencie trzeba wspomnieć o naszym koloryście, Mariuszu Topolskim, który też wyciska siódme poty, żeby wszystko wyglądało jak należy.
W przelocie zająłem z Pawłem Piechnikiem trzecie miejsce w konkursie na pełen album zorganizowanym przez Muzeum Powstania Warszawskiego, z historią zatytułowaną "Mamy dużo czasu". W praktyce był to mój komiksowy debiut.
Premiera "Umarłem na Gibraltarze" planowana jest na październik. Dalsze szczegóły będziemy podawać w kolejnych tygodniach. Na razie jestem w siódmym niebie, bo rozmawiałem wczoraj telefonicznie z jednym z dwóch największych polskich rysowników, który po przeczytaniu wersji roboczej pochwalił nas komiks. Mój rysownik, Tomasz Kleszcz, skomentował to krótkim "Niech się dzieje".
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "kibicujemy komiksiarzom" jest Rafał Szłapa

6 komentarzy:

Kapral pisze...

Bardzo fajnie to wygląda. Dialogi też brzmią całkiem nieźle. Nic tylko cierpliwie czekać :)

Anonimowy pisze...

Ożywcza odmiana w stosunku do tego brrrr kulturowego czarno białego snobowania się na wielką sztukę przeznaczoną dla setki czytelników. Oby więcej takich komiksów w Polsce.

Anonimowy pisze...

Jakich komiksów? Czy anonim już czytał ten komiks?

Anonimowy pisze...

Który anonim?

Collier pisze...

ja złapałem zajawkę po

https://www.youtube.com/watch?v=cB3AzhZxrM0

Anonimowy pisze...

Ciekawe jak się sprawdzi na rynku pełnym komiksów rodem z podręcznika dla I klasy?? Oby sobie poradził ale będzie mu trudno w środowisku zdominowanym przez kobietę-ślimaka....