Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Orc Stain – Stokoe

Autor: Łukasz Kowalczuk

„Orki opanowały świat dawno temu. Wielki Tzar, nowy i najpotężniejszy przywódca hordy poszukuje zaginionego artefaktu należącego do zapomnianego boga. Pomóc lub przeszkodzić może mu tylko niewiele znaczący złodziej obdarzony niezwykłym darem.” Gdybym przeczytał taką zająwkę z tyłu jednej z setek książek fantasy, pewnie bym wzruszył ramionami i wyszedł z księgarni. Ale zacytowany tekst dotyczy wydanego nakładem Image komiksu. I w tym przypadku wystarczy rzut oka na kilka stron, żeby stwierdzić, że warto się zainteresować.
 Kogoś, kto spodziewa się „klasycznych” zielonych idiotów będących wypadkową mięsa armatniego z Tolkiena, świata Warhammera czy Warcrafta, spotka niespodzianka. Czy będzie miła? To zależy od tego, czy dana osoba jest zbetoniałym fanatykiem lochów i smoków czy też nie. Owszem, orcza rasa u Stokoe lubi wojnę, jest wredna i zła (z wyglądu przypomina bardziej gobliny), ale mimo wszystko inna. Orki są tu po prostu świetnie zaprojektowane. Nie tylko one, mnóstwo tu różnych dziwnych stworów małych i dużych, broni, urządzeń, gadżetów. No i waluta, ten motyw może wprawić niejednego czytelnika w osłupienie. Oczywiście nie zdradzę o co chodzi. Warto przekonać się samemu.
Stokoe inspiruje się mangą, 2000 A.D., Flinstonami (naprawdę!) i zapewne całą masą innych ciekawych rzeczy. Dba o szczegóły, za kilka epickich scen jestem gotowy kupić autorowi wódkę przy najbliższej okazji*. Świetne wrażenie potęgują kolory. Świat przedstawiony przez Stokoe jest kolorowy i ponury jednocześnie**. Mam wrażenie, że wszystko tu jest sine, gnijące i śmierdzące. Chyba o to chodziło.
Unikalność uniwersum stworzonego przez Jamesa Stokoe powoduje, że nawet słabsza historyjka wydawałaby się całkiem strawna. W tym przypadku jednak opowieść jest na odpowiednim poziomie i dobrze współgra z oprawą graficzną. To już bardziej klasyczne podejście do tematu (jest starożytny skarb, jest potężne zło, wyprawa itd.). Moim zdaniem to dobrze, gdyby wszystko było tu na takim samym, wykręconym poziomie, całość mogłaby wyglądać jak jakaś deliryczna wizja.
Orc Stain to niezła kobyła (168 stron) zbierająca do kupy pierwsze pięć odcinków serii. Niedawno Image zrobiło dodruk i trudno się dziwić... Nie mam w zwyczaju kupować pojedynczych zeszytów amerykańskich wydawnictw, ale w tym przypadku bardzo mnie korci, żeby sprawić sobie numer 6 i 7, które zostały już wydane. Z tego co widzę na stronie autora, facet nie stoi w miejscu i rysuje jeszcze lepiej. Sprawdźcie ten adres koniecznie, jeśli jeszcze tam nie byliście!
* Nie sądzę, żeby się nadarzyła, mogę więc stawiać tych wirtualnych flaszek ile mi się podoba. Taki tani chwyt.
** Pisałem to już o jakimś komiksie. Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, w której recenzji...

James Stokoe
Orc Stain na Comixology
Orc Stain na Graphicly

Brak komentarzy: