Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 13 października 2011

"Henryk Kaydan" - Martewicz

Autor: Łukasz Kowalczuk
Kupując recenzowane poniżej komiksy poczułem się jak klient salonu z luksusowymi furami. Przemiła obsługa, natychmiastowa odpowiedź na każde zadane w mailu pytanie (a trochę ich było). Widać, że wydawcy zależy na wizerunku. Wystarczy zresztą sprawdzić stronę www.hkaydan.com – czytelną, rzeczową i aktualizowaną. Podoba mi się takie podejście. A teraz przejdźmy do meritum, czyli pierwszych czterech zeszytów z serii Henryk Kaydan.
Same historie są standardowe – dzielny policjant po przejściach walczy ze złem tego świata. Akcja dzieje się co prawda w Polsce, ale nie ma to większego wpływu na jej przebieg. Jest dużo dialogów (naprawdę). Strzelanin, bijatyk i pościgów nieco mniej. Dla mnie to krzyżówka scenariuszy w stylu serialu Ekstradycja (motyw z Pałacem Kultury), sensacyjnych komiksów Wróblewskiego i Kapitana Żbika. Główny bohater nie wzbudza we mnie sympatii, ale może to dlatego, że nie przepadam za wąsatymi policjantami. Obawiam się jednak, że również osobom pozbawionym tego typu uprzedzeń postać Henryka nie przypadnie do gustu. Facet jest... no nijaki taki.
Rysunek Martewicza poprawia się z każdym kolejnym numerem. Nie jest to rysownik wybitny, ale i w amerykańskich zeszytach przeważa właśnie taki typ (bardziej wyrobnika niż artysty). W kolejnych odcinkach poprawia się technika – lepsza perspektywa, mniej błędów anatomicznych. Zdarzają się naprawdę fajne plansze (scena w deszczu w czwartym zeszycie). Niestety, z postaciami jest nadal problem. Wszyscy mają podobne twarze i sylwetki*. Odnoszę wrażenie, że autor rysuje rzeczy, które nie do końca mu wychodzą. I robi to do momentu, w którym mu się udaje. Bardzo dobrze – nie myli się tylko ten, kto nic nie robi!
Wraz z czwartym numerem ekipa HK zdecydowała się na ręczne liternictwo. Trochę to póki co kuleje, ale ostatecznie będzie wyglądało o wiele lepiej niż font Segoe (któremu niestety niedaleko do okrytego złą sławą Comic Sans). Za to duży plus.
Wydawnictwo Agata Jaczun Managment wypuściło już 5 numerów i wszystko wskazuje na to, że następne będą się regularnie ukazywać. To wyróżnia Kaydana na naszym skromnym rynku komiksowym. Autor pisze w drugim numerze: „chcemy tworzyć komiksy na najwyższym poziomie, dla Czytelnika w każdym wieku”. Wspomina też o zasadach etycznych i o tym, że „braki graficzne i literackie są nadrabiane tzw. mocną treścią” w 90% polskich produkcji komiksowych. A jeśli mamy braki graficzne i literackie bez mocnej treści? No właśnie.
Po przeczytaniu czterech pierwszych zeszytów nasuwają się następujące wnioski. Kaydanowi szkodzi, moim zdaniem, podkreślanie na każdym kroku „amerykańskości”. Paradoksalnie bowiem jest to najmniej „amerykański” komiks Martewicza (wnioskuję po próbkach Zmory oraz Projekcie X). Formuła zeszytówki, layout itp. rzeczy nie sprawiają, że komiks jest w amerykańskim stylu.
Mimo wszystkich swoich wad, nie jest to seria zła. To przyjemna lektura, solidna rzemieślnicza robota. Będę kupował kolejne numery, żeby zobaczyć w jakim kierunku rozwinie się projekt. Nie brakuje u nas twórców zdolniejszych od Martewicza, za to większości z nich brakuje ikry, żeby spróbować sił i stworzyć regularną zeszytówkę**.
Jestem ciekaw jak Martewicz poradzi sobie z historią dla dojrzałego czytelnika. Jeszcze nie czytałem Zmory (widziałem już natomiast zapowiedź drugiego numeru), ale rzecz śmierdzi na kilometr McFarlane'm. Może być naprawdę ciekawie, tym bardziej że główny bohater chyba nie ma wąsa.
* To również syndrom wielu rysowników zza Oceanu. Do dziś zastanawiam się czy niektórzy w ogóle potrafią narysować np. starego zgarbionego staruszka. Bo z reguły każda postać wychodząca spod ich ołówka wygląda jak fanatyk fitness.
** Rozumiem przez to co najmniej kwartalnik ze stosunkowo poważną, spójną historią.

2 komentarze:

Jacek Kuziemski pisze...

Zakupiłem 'Zmorę' bo wytrwałość Martewicza jest godna pochwały (dla porównania mozna podrzucić Kiyuca i Konstrukt). Takich inicjatyw też potrzeba. Szkoda tylko że ciężko wypłynąć na szerokie wody z takim czymś.

Jakub pisze...

Kiyuc jest trochę bardziej wytrwały od Konstruktu;). Czepiam się jak zwykle. Fajnie, że jest "Kaydan" i trzymam kciuki non stop. Stąd opóźnienia komiksów Czarnej Materii. Rysuję stopami.