Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 18 maja 2011

"Thor: Wikingowie" - Ennis/ Fabry

Autor: Dominik Szcześniak
To nie jest komiks dla tych, którzy wierzą w Marvela. Nie dla tych, którzy wznoszą modły do Spidermana, ani nie dla tych, dla których nurt komiksów o superherosach wyznacza poziom światowego komiksu. "Thor: Wikingowie" to komiks dla superbohaterskich anarcholi. I dla fanów Gartha Ennisa, który postanowił zabawić się w punka i rzucił kamieniem w śliczne buzie lateksowych gości, tak namiętnie oblegających ostatnio również kina i telewizję. Konkretniej mówiąc, rzucił w Thora. I to tak, żeby ten nie mógł oddać.
Bóg z mitologii skandynawskiej, zstąpiwszy na Ziemię upodobał sobie lud amerykański i jemu właśnie zaczął pomagać. Trudno o większą bzdurę? No to posłuchajcie: Bóg skandynawski jako harcerzyk, broniący Manhattanu przed armią niezniszczalnych Wikingów-zombie. Mało bzdurne? To może tak: Harcerzyk, umiejętnie dobierający archaizmy, powstrzymujący niezniszczalnych Wikingów-zombie przy pomocy wojowniczki, krzyżowca i nazisty, pozbieranych z różnych wieków. Taką bzdurę wymyślił Garth Ennis. A dlaczego czyta się ją tak dobrze?
Przede wszystkim dlatego, że ta bzdura sprawia wrażenie świadomego wyolbrzymienia szeregu bzdur, z jakimi od lat mamy do czynienia w komiksie superbohaterskim. Pompatyczne kwestie, durnowate supermoce, pozorne "udoroślenie" dziecinnego tematu, tanie nawiązywanie do mitologii i historii przy jednoczesnym pędzie ku najmniej wybrednej pulpie - to wszystko w "Wikingach" zostało podbite o tysiąckroć, dzięki czemu powstał komiks żywo korespondujący z wchodzącym właśnie na ekrany kin "Thorem". Jakże to proste i łatwe w obsłudze: po przetransferowaniu na duży ekran każdy z superbohaterów staje się nagle mistrzem dowcipu, sympatycznym roztargniuchem i zbawcą - choćby nawet przypadkowym - ludzkości. A u Ennisa strach i zgrzytanie zębów. Thor jest głupkiem w rajtuzach, a towarzyszący mu Dr Strange wielkim paniskiem, zaprzątającym sobie głowę magicznymi teoriami a nie pamiętającym imienia "takiego małego obcokrajowca, co tu sprząta".

100 procent Ennisa w Ennisie - oto, czym jest "Thor: Wikingowie". Chcecie armageddonu? Chcecie ragnaroku? Pragniecie by rzeczywiście "nic nigdy nie było już takie samo"? Proszę bardzo: w tym komiksie już od pierwszych stron giną tysiące mieszkańców miasta. Nawet służący scenarzystom w takich sytuacjach do bieżącego komentowania wydarzeń dziennikarze telewizyjni padają jak muchy. Burmistrz również nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Avengersi zaś błagają o lekarza.

Ennis zrobił sobie komiks antysuperbohaterski. Zakpił z majestatu lateksowych stróżów prawa i sprawiedliwości, stawiając ich na równi z bohaterstwem nazisty i walecznością tępiącego heretyków Krzyżaka. Zupełnie nie zakpił sobie natomiast Glenn Fabry. Gdyby chciał zakpić, to - będąc rysownikiem - musiałby kpić z czytelników. Tymczasem nie odszedł od swych standardów znanych chociażby z "Sandmana" i stworzył szereg fantastycznych ilustracji.

"Thor: Wikingowie" najlepszym komiksem superbohaterskim roku - takie zdanie ciśnie mi się na usta, mimo, że dopiero maj za płotem. Na pewno jest to najlepsza rzecz tego nurtu, która jednak paradoksalnie powinna spodobać się tym, którzy za lateksami nie przepadają. Choć trzeba przyznać, że wierni Marvela, jeśli odpowiednio zdystansowani, również znajdą tu dla siebie wiele fajnych patentów. Jeśli tak, to polecam.
"Thor: Wikingowie". Scenariusz: Garth Ennis. Rysunek: Glenn Fabry. Kolory: Paul Mounts. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Mucha Comics 2011

15 komentarzy:

blamblam pisze...

Fajna recenzja.

pstraghi pisze...

Nie pamiętam, kiedy się ostatnio tak mocno nie zgadzałem z czyjąś opinią:)

http://komiksomania.pl/publicystyka/mokry-sen-psychopaty.html

lucek pisze...

O, z wzajemnością.
Napisałeś, że "Celem są makabryczne migawki z wyobraźni Ennisa" i że jest to "szczeniacki bunt ignorujący inteligencję czytelnika, a stawiający na szokowanie i obrażanie". A moim zdaniem Ennis wbił się w temat wszechpanującej pulpy, jeszcze bardziej urągającej inteligencji czytelników. I to właśnie ją wykpił. Za to dałbym mu 5 gwiazdek w Twojej skali.

pstraghi pisze...

Ale ta kpina to listek figowy. Celem jest przemoc, przemoc i jeszcze trochę przemocy. To tak jakby dorzuć kilka dialogów do pornola - wciąż najważniejsze jest ruchanie.
Zresztą z tą kpiną i samoświadomością też bym nie przesadzał. Ennis i Fabry nieco zbyt sprawnie wpisują się w wykpiwaną konwencję - im się to najzwyczajniej podoba (vide urocza do bólu drużyna i delikatne potraktowanie superbohaterów). Owszem, trochę się tego wstydzą, więc puszczają oko, że niby to satyra, ale koniec końców płodzą dokładnie taką samą pulpę, którą wyśmiewają. Tylko gorszą, bo bez żadnych hamulców. Będącą właśnie makabrycznym wyimkiem z umysłu psychopaty.

lucek pisze...

Komiks jest brutalny, to fakt, ale moim zdaniem ta przemoc jest środkiem do osiągnięcia celu - wykpienia superbohaterszczyzny. Tak więc bardziej skłaniałbym się ku teorii, że to przemoc jest listkiem figowym, jak to ładnie określiłeś.
Choć całkiem możliwe, że o żadne listki tu nie chodzi - Ennis zawsze bezkompromisowo ukazywał pewne sprawy, a przemoc i bluzgi to jego ulubione zabawki. Ty to - moim zdaniem błędnie - odczytujesz jako "mokry sen psychopaty", ja traktuję jako znany trik autora.
Zwróć uwagę, że w pewnych momentach w naszych recenzjach poglądy są zbieżne - obaj na przykład zwracamy uwagę na ilość absurdów (bzdur) obecnych w komiksach superbohaterskich. Obaj traktujemy postać Thora z przymrużeniem oka (choć Ty bardziej dosadnie formułujesz myśl o tym, że postać ta nie jest "zbyt sensowna" - niby oczywistość, ale nie wszyscy się z nią zgodzą - vide opinia o komiksie zamieszczona na KaZecie). może po prostu, że tak z półobrotu zapytam, nie lubisz pisaniny Gartha Ennisa?

pstraghi pisze...

A akurat zazwyczaj lubię. To co zrobił z Constantinem to dla mnie poezja. Cenię też pierwszą połowę Kaznodziei - dopóki satyra na USA nie przemienia się w makabryczne historie o kazirodztwie i urwanych jądrach. Ba, nawet Hitmana sobie cenię - choć bardziej te liryczne partie.
IMHO jesteś zbyt wyrozumiały wobec "triku autora". To nie trik, to chodzenie na skróty.

lucek pisze...

Obstaję przy tym, że jest to zamierzone. Brutalność i latające kończyny nie wykraczają ponad poziom Lobo czy niektórych odcinków Punishera. Poprzez tę wyolbrzymioną, wulgarną przemoc Ennis rozprawia się z pewnymi modelowymi rozwiązaniami w amerykańskim komiksie. Patetyczna przemowa burmistrza zostaje mu urwana w pół zdania. Reporterowi zdającemu relację - również. Banda Wikingów chce zgwałcić białogłowę - nie ma superbohatera, który by im w tym przeszkodził, itp, itd. Nie ma tu poezji z Constantine'a, ale jest ostry pazur, może nawet najostrzejszy w bibliografii autora. O, może nawet jest to pazur wymierzony w lateksowe chodzenie na skróty?

Anonimowy pisze...

Przeczytam ten komiks to rozstrzygnę Wasz spór:D Wasza rozmowa zaciekawiła mnie. Choć chyba bardziej fakt, że ktoś ROZMAWIA, nieważne o jakim komiksie. Bardzo dawno nie obcowałem z czymś takim, che che...
wojtas

Maciej pisze...

Przeczytałem. Lekturka dość zabawna, aczkolwiek później miałem wyrzuty sumienia że zmarnowałem czas. Mogłem posiedzieć na fb albo demotywatorach.

Tak więc, jestem ze swoją opinią pomiędzy redaktorem Luckiem a redaktorem Rybą.

Anonimowy pisze...

no i poprawność polityczna zabiła dyskusję!

spidey pisze...

@lucek "Thor: Wikingowie najlepszym komiksem superbohaterskim roku" - trochę zbyt pochopnie wydana opinia gdy w tym roku mają się ukazać przynajmniej trzy części New Avengers, House of M i być może Civil War. Każdy z tych komiksów to półka wyższa niż Thor, który gdy podejdzie się do niego z dużym dystansem jest tylko dobrym czytadłem.

lucek pisze...

spidey: zaznaczyłem przecież, że "takie zdanie (""Thor: Wikingowie" najlepszym komiksem superbohaterskim roku") ciśnie mi się na usta, mimo, że dopiero maj za płotem", co w skrócie oznaczało, że nie chcę wydawać pochopnych opinii.

Anonimowy pisze...

"Wierni Marvela" po amatorskiej recenzji na KAZECIE objawili się również na KOLOROWYCH ZESZYTACH!
Jak dorosną i spojrzą wstecz na to co napisali, to pewnie poczują się srogo nabrani.

Anonimowy pisze...

Już sam fakt, że ten komiks wzbudził tak skrajne opinie oraz całkiem pokaźną liczbę komentarzy wskazuje, że warto zapoznać się z jego treścią.

Anonimowy pisze...

Niee... Nie kupuję tego campu z Wikingów. Za dużo męczących głupot.

Roll