Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 28 lipca 2010

"Mój syn" - Schrauwen

Autor: Dominik Szcześniak

Olivier Schrauw
en - pewnie niewielu o nim słyszało. Tak samo, jak mało kto słyszał o chociażby Winsorze McKayu, Rudolphie Toppferze czy George'u McManusie, którzy przecież popularni byli pod koniec XIX wieku, a dzisiaj ich twórczość nie ma najmniejszej szansy na przebicie przez superbohaterski kanon. To, co na pierwszy rzut oka różni prace Schrauwena od wymienionych twórców, to zdecydowana dosadność i niekonwencjonalność pomysłów, jakie we wspomnianym okresie były nie do pomyślenia. Czy więc prace Schrauwena, o którym w XIX wieku nikt nie słyszał, wpadły wówczas pod ostrze cenzury? Czy dopiero po ponad stu latach dostajemy możliwość poznania jego twórczości?

Otóż, nie. Bo Olivier Schrauwen to twórca współczesny, w którego pracach widać jednak inspirację okresem, kiedy komiks jako gatunek raczkował. A temu raczkowaniu towarzyszył świetny poziom i eksperymentatorstwo formalne. Już otwierając "Mojego syna" można przenieść się w ten świat, zdekonstruowany przez Schrauwena na skutek jego wiedzy o historii komiksu. Przewagą autora nad twórcami schyłku XIX wieku jest właśnie owa świadomość, dzięki której dowiedzieć się możemy jak mógłby wyglądać współczesny klasyczny komiks.


"Mój syn" jest zbiorem sytuacji, kilku opowiastek, w których rolę nadrzędną nad fabułą sprawuje wytworzenie określonego nastroju. Niesamowite zdarzenia, jakie spotykają ojca i jego nad wyraz małego syna, skalkulowane są na wytrącenie czytelnika z równowagi lub chociaż sprawienie, że będzie przecierał oczy ze zdumienia. Horror w muzeum prymitywistów flamandzkich, pożarcie przez krokodyla, walka z pigmejami, katastrofalne skutki kichnięcia, setki pigmejów składających się w jednego wielkiego wojownika... za pomocą tych wszystkich elementów Schrauwen siłuje się ze swoimi idolami. Wyraźnie czerpie z Winsora McKaya i jego "Little Nemo in Slumberland", tyle, że zamiast onirycznych zabaw spuentowanych powtarzalnym zakończeniem, sięga po współczesne niedopowiedzenie, nakazujące czytelnikowi snuć przeróżne interpretacje na temat tego, co przeczytał.

Graficznie "Mój syn" jest arcydziełem, bogatym w nawiązania do karykatur, satyr czy komiksów autorów XIX wieku, w szczególności zaś McKaya, od którego Schrauwen przejął konstrukcję planszy i sposób kadrowania. Znajdą się tacy, którym jedynie warstwa rysunkowa przypadnie do gustu, a treść wyda się kompletnie nieprzyswajalna; będą również ci, którzy wyciągną z "Mojego syna" wątek trudnego związku pomiędzy ojcem a synem, przepełnionego brakiem akceptacji z jednej a bezwarunkową miłością z drugiej strony. Znajdą się fascynaci, do których przemówi samo nawiązanie do tradycji. I wreszcie na pewno pojawią się tacy odbiorcy, którzy w analizie tego dzieła sięgnął poza granice komiksu i wejdą na terytorium historii sztuki. To bardzo dużo opcji, jak na tak hermetyczny komiks.

"Mój syn". Autor: Olivier Schrauwen. Tłumaczenie: Dominika Syrowatko. Wydawca: timof comics 2010

1 komentarz:

Kopiec Kreta pisze...

stripy McCay'a z "Little Nemo" można pooglądać tu:

http://www.comicstriplibrary.org/display/111