Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 9 sierpnia 2009

"Dworzec Centralny" - Trondheim, Duffour

Autor: Dominik Szcześniak

Lewis Trondheim i Jean - Pierre Duffour, Francuzi, niemal rówieśnicy (pierwszy urodził się w roku 1964, drugi w 1963) poświęcili czterdzieści cztery strony komiksu, by opowiedzieć o dworcu centralnym. I choć obaj są Francuzami, ich utwór nie skupia się na historycznej przeszłości dworca paryskiego. Nie jest to również wnikliwa analiza dworca w Trondheim, choć akurat to miasto wybrał sobie Laurent Chabosy jako drugi człon swojego pseudonimu artystycznego. Panowie pod przykrywką dworca opowiadają o zagubieniu. I to o zagubieniu najbardziej absurdalnym - zagubieniu w miejscu, które przecież dobrze znamy.

Dworzec jest to zatem anonimowy, podobnie zresztą jak główny Bohater, który z imienia nigdy nie zostanie nam przedstawiony. Bohater, zaskoczony brakiem rozkładu jazdy oraz jakiejkolwiek informacji, zostaje wrzucony w wir przedziwnych scen. Wdaje się w rozmowę ze zwykłymi przechodniami, złapanym zupełnie przypadkiem urzędnikiem oraz szeregiem postaci, które same zagajają z nim pogawędkę. I są to persony niekonwencjonalne, ziejące absurdem na odległość. Nerwowej przechadzce Bohatera po dworcu w poszukiwania s
ensu, towarzyszą porozwieszane na ścianach komunały, charakteryzujące dworzec w kategoriach: skuteczności, punktualności, szybkości, niezawodności, prostoty i bezpieczeństwa. Te gołosłowne hasła nijak mają się do rzeczywistości.

Trondheim w "Dworcu Centralnym" przewrócił do góry nogami dosłownie wszystko. Kanar, miast kontrolować bilety, w panice ucieka przed Bohaterem. Urzędnik, ukradkiem pojawiający się w okienku kasowym, wykręca się od udzielenia informacji potrzebą założenia karnisza, który właśnie spadł, po czym wchodzi w absurdalną wymianę zdań ze swoim kolegą z pracy, tym samym Bohatera olewając. Niepojęta biurokratyzacja to jeszcze nic - metodą absurdalnego odwrócenia scenarzysta przekształcił również postawy potencjalnych podróżników, współtowarzyszy (ws
półwięźniów?) Bohatera. Stoją w kolejkach donikąd, siedzą w wagonach bez torów, mylą bagaże lub - jak pewien golibroda - po prostu plotą głupoty. Jedynym normalnym w tym gronie jest pan, którego Bohater spotyka na samym początku opowieści. Zdegustowany brakiem jakiegokolwiek zainteresowania ze strony obsługi dworca, postanawia wracać do domu, przez co zostaje przez Bohatera wprost uznany za szaleńca.

Tymczasem szaleństwem przesiąknięte jest całe miejsce, które jeden z bohaterów drugoplanowych określa mianem "katedry wzniesionej ku czci bogini - technologii". Ciężko powiedzieć, czy jest to klucz interpretacyjny dla całego komiksu, bo c
hoć wiele na to wskazuje, pure nonsensowy charakter opowieści nie pozwala kategorycznie tego stwierdzić. Bezwolne owieczki stojące w długiej kolejce, nie znające jej celu ani sensu, wpadają w popłoch słysząc komunikaty z głośników. Są to jednak komunikaty niewyraźne i nie mające żadnej wartości informacyjnej. Sytuacja podobna do tej, kiedy w Kościele z kiepskim nagłośnieniem, z ambony dobiega tylko bełkotliwe buczenie, które słuchane jest przez tłum wiernych w najwyższym skupieniu.

Swobodne przeskakiwanie od sceny do sceny, od jednej napotkanej postaci do drugiej jest dla Trondheima pretekstem do absurdalnej zabawy z Czytelnikiem. W miejscu bez sensu jesteśmy na tej samej pozycji startowej, co Bohater - nie wiemy tak naprawdę
, czy to aby przypadkiem autorzy nie robią nas w konia. Ten komiks jest dla odbiorcy tym, czym sam dworzec dla bohatera. Jest taka scena w komiksie, kiedy to z kufra wyskakuje wilk. Zaczyna prowokować Bohatera, zadawać mu dziwne pytania, wyraźnie wykorzystując jego rozdrażnienie wcześniejszymi przygodami na dworcu. I całkiem możliwe, że w tym samym momencie autorzy komiksu nawiązują również kontakt z Czytelnikiem i badają jego reakcje na to, co właśnie czyta. Jeśli tak, to Bohater "Dworca Centralnego" jest jednym z najbardziej wyrazistych bohaterów, z jakimi Czytelnik mógłby się identyfikować.

Wspomniany w poprzednim akapicie wilk wymaga wyjaśnienia. Otóż, w momencie jego wyskoku z kufra nie zmienia się przynależność gatunkowa komiksu. Nie staje się on nagle horrorem. Po prostu technika, jaką Jean - Pierre Duffour zastosował w "Dworcu centralnym" opiera się na antropomorfizacji postaci. Stąd wilk, kot (Bohater), kruki, sowy i żaby. Co ciekawe, obok nich istnieją również tacy, których rysownik obdarzył ludzkimi rysami. Duffour do realizacji komiksu użył szarości, co skutecznie potęguje nastrój zagubienia.

"Dworzec centralny" jest lekturą, którą poleciłbym Czytelnikom, lubiącym enigmatyczne fabuły. Niedopowiedziane, posiadające wiele interpretacji. Jest to komiks, w którym nie zakończenie, a umiejętne prowadzenie fabuły jest najważniejsze. Lewis Trondh
eim i Jean - Pierre Duffour umiejętności te posiadają, a posiłkując się znanymi motywami (jak na przykład motyw spadania, obecny w komiksowej twórczości wielu rysowników) i absurdalnym ciągiem przyczynowo - skutkowym, potrafią nie tylko wciągnąć, lecz również zmusić Czytelnika do myślenia i próby odnalezienia w tej lekturze innych, niż najbardziej oczywiste, inspiracji z kręgu literatury.
"Dworzec Centralny". Scenariusz: Lewis Trondheim. Rysunek: Jean - Pierre Duffour. Tłumaczenie: Magdalena Kurzyna. Wydawca: Mroja Press 2009.

Brak komentarzy: