Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

sobota, 22 sierpnia 2009

"Venom vs Carnage" - Milligan, Crain

Autor: Dominik Szcześniak

Kiedy ostatnio pisałem o komiksie "Toxin", pojawiła się kwestia tego, czy Peter Milligan, autor znany z niekonwencjonalnego podejścia do superherosów, zaprzedał się korporacjom w celu taśmowej produkcji kakao. Okazało się, że nie. Że potrafił podporządkować swój sposób pracy wszechwładnej machinie i wkomponować w dość miałką fabułę całą gamę świetnych pomysłów. "Toxin" był komiksem, na kartach którego szalał sobie do woli potomek Carnage'a, wnuk Venoma i jednocześnie symbiont numer tysiąc. Jak się okazuje, w świecie realnym, twórcą Toxina okazał się być również Peter Milligan, który wraz z Claytonem Craine'm stworzył, lub raczej (niestety) wyprodukował czteroczęściową miniserię, zatytułowaną "Venom vs Carnage".

Na jej łamach poznajemy rodowód tysięcznego symbionta. Od pierwszej strony Venom naparza się ze swoim synem, a kością niezgody jest fakt, iż Carnage'a w krótkim czasie czeka poród. Jest to wpisane w tradycję symbiontów - zarówno to, że płodzą potomka, jak i to, że z owym potomkiem utrzymują chłodne więzi, przybierające postać wręcz złowieszczo wrogą. Inną tradycją jest znalezienie sobie gospodarza, w ciele którego symbiont mógłby zamieszkać. Pada na Pata Mulligana - do bólu uczciwego glinę, który znajduje się w nieodpowiednim
miejscu o nieodpowiedniej godzinie. Pat ma żonę, Ginę, która - podobnie jak idiotycznie wyglądający kosmita, lada dzień ma począć mu syna.

Choć w komiksie pojawiają się postaci poboczne - Spiderman i Black Cat, wszystko kręci się wokół tytułowych łotrów. Venom chce władzy nad swoim wnukiem, licząc iż ten pomoże mu w walce ze Spidermanem, Carnage z kolei pragnie jego śmierci, z pobudek czysto psychopatycznych. Gdy okaże się, że Toxin wykazuje cechy praworządnego symbionta, jego wstępni zrewidują nieco poglądy.

Grafika Claytona Craine'a to plastelinowy pokaz możliwości użycia komputera. Rysunki te na pewno znajdą swoich zwolenników. Prawdopodobnie tylko dla fajerwerków, jakie Crain prezentuje, włodarze Marvela postanowili uruchomić tę serię. Szaleństwo jest niemal na każdym kadrze - bo niemal każdy kadr poświęcony jest walce symbiontów, ukazanej z przeróżnych ujęć i upstrzonej wieloma detalami. Natomiast co do scenariusza - użyte przeze mnie przed momentem sformułowanie "plastelinowy" pozwala mi postawić tezę, iż Milligan poszedł za ciosem i dostosował się do rytmu rysownika, olewając zupełnie stworzenie postaci wiarygodnych, z krwi i kości.

Światło w tunelu pojawia się tylko wtedy, gdy operując popularnymi postaciami, Milligan pozwala sobie na dowcipy. Kilka grepsów to jednak za mało dla kogoś, kto potrafił niejednokrotnie przewrócić komiks superbohaterski do góry nogami. W wywiadzie udzielonym "Ziniolowi" Peter Milligan stwierdził, że najgorszym jego komiksem, o którym wolał by zapomnieć, jest "Elektra" robiona wspólnie z Mike'm Deodato Jr. "Venom vs Carnage" jest pozycją równie kiepską. Choć z drugiej strony, wielbiciele efektownych rysunków, efektownie ukazywanego biustu Black Cat i efektownych naparzanek, jak również fani symbiontowej mody na sukces, na pewno będą usatysfakcjonowani.

"Venom vs Carnage". Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Clayton Crain. Wydawca: Marvel Comics 2004.

3 komentarze:

Ystad pisze...

no proszę proszę Milligan ostatnimi dniami przeżywa renesans jeżeli chodzi o polski światek komiksowy :) (no dobra, to taka delikatna aluzja do wpisu na Kolorowych Zeszytach ;) )

arcz pisze...

A run Milligana w "X-Menach" też znajdzie się w cyfrowej wersji Ziniola?

Ziniol pisze...

żywię taka nadzieje, arcz, acz nie wiem kiedy to nastąpi. Jest taka opcja w każdym razie.