Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 7 listopada 2012

NeST - Turek

Słowo "nest", tłumaczone z języka angielskiego, oznacza "gniazdo". W języku francuskim takiego słowa nie ma, w polskim również. Hiszpański także o rzeczonym nie wspomina. Pierwotny tytuł najnowszego, tworzonego niemal dekadę, komiksu Marka Turka brzmiał "N.E.S.T"*, zaś w stopce redakcyjnej albumu widnieje pisownia "NeST". Języki, które wymieniłem na początku związane są z komiksem Marka Turka w sposób następujący: 
a) komiks został wydany w Polsce, w takim też języku został napisany
b) akcja komiksu osadzona jest we Francji w roku 1940, bohaterowie posiadają francuskie nazwiska.

c) jeden z bohaterów jest z pochodzenia Hiszpanem.
Jednakże, jak już ustalono, słowo "nest" we wszystkich trzech językach nie występuje. Dlaczego więc autor zdecydował się tak zatytułować komiks? Najbardziej prawdopodobna jest "teoria angielska", która zresztą znajduje odzwierciedlenie w treści komiksu, lecz którą to jednakowoż nieco trudniej wyjaśnić. Jedyną eksplanacją, jaka przychodzi do głowy jest fakt historyczny: Państwo Francuskie (Vichy), istniejące w latach 1940-42 (a więc pokrywających się z wydarzeniami, opisanymi w albumie) nie zostało uznane za kontynuację III Republiki jedynie przez Wielką Brytanię, gdzie - jak powszechnie wiadomo - językiem obiegowym jest angielski. Jest to jednak teoria dość naciągana, może więc zbitek "NeST" jest połączeniem (na przykład) zaimka osobowego w języku albańskim (ne) oraz angielskiego skrótu ST. ("saint" - święty)? Zostawiając wszystkie te teorie jako bardzo prawdopodobne, lecz możliwe do wyjaśnienia jedynie przez autora, skłaniam się ku słowu pochodzącemu z języka angielskiego, użytym przez autora na przykład przez wzgląd na efekt wizualny (logo albumu jest bardzo ładnie zaprojektowane). Lub konsekwencji - poprzednie tytuły albumów Turka również nie korzystały z dobrodziejstw języka polskiego.
Abstrahując od powyższej kwestii, wato zaznaczyć, że "NeST", według autora, to "prosta historia opowiedziana w skomplikowany sposób". Jeśli chodzi o gatunek, z pomocą przychodzi wydawca, określając album mianem połączenia kryminału z thrillerem. Akceptując wspomniane ramy, chciałbym dopowiedzieć, iż jest to kryminał-thriller częściowo rozgrywający się w podświadomości. Turek przerzuca czytelnika z mrocznych i dusznych ulic francuskiego miasteczka w baśniowe lasy i zamki.

We francuskim miasteczku trwa epidemia. Każdej nocy jakiś człowiek przemienia się w kamień. Wszyscy skamieniali gromadzeni są w magazynie numer 4. Dochodzenie prowadzi inspektor Reflet, a pomocnym mu jest profesor Visser, który pracuje nad urządzeniem odczytującym ludzkie myśli. Prostota historii polega na tym: od początku wiadomo, że tropią bazyliszka. Dodatkowo, kwestia tego kim jest bazyliszek wyjaśnia się już na okładce.
Marek Turek od zawsze uwielbiał formalne zabawy z komiksem. "NeST" pęka w szwach od znakomicie rozrysowanych sekwencji czy plansz świetnych kompozycyjnie. Tak genialnie narysowanych scen, jak "psychologia mycia dłoni" (nazwa własna recenzenta), dzwoniący telefon, oraz taniec dwóch dam (?) przeradzający się w chmary niteczek/ wstążek, które sprawiają wrażenie, jakby za moment miały złożyć się w litery, tworzące logo albumu... tych wszystkich scen by nie było (lub byłyby pustym przejawem górowania formy nad treścią), gdyby Turek nie wrzucił ich w owe ramy kryminału. Dochodzenie inspektora to teorie, pytania i poszukiwania odpowiedzi, natomiast związana ze śledztwem wycieczka w cudzy umysł to właśnie eksplozja zabaw formalnych ujęta w szereg niemych, baśniowych plansz.

Istotne w albumie są czerpiące z łaciny tytuły rozdziałów, jak również charakterystyczna dla Turka  numeracja stron w systemie rzymskim. Można powiedzieć, że są to stałe elementy twórczości autora.
Po lekturze pojawia się kilka pytań. Czy wszystko, co w "NeST" przedstawione, jest rozgrywką w głowie spadkobiercy Gaudiego, opętanego przez bazyliszka? Czy skamieniali ludzie to refleksja autora na temat prześladowań Żydów, które w Vichy w rzeczonych latach miały być uskuteczniane na szeroką skalę? Czy magazyn numer 4 to rzeźnia numer 5? Czy "ne" jest wspomnianym na wstępie zaimkiem osobowym w języku albańskim, czy może błędnym zapisem słów "NE" (north-east")? Dociekliwi czytelnicy oraz recenzenci, którym daleko do lenistwa, będą sobie zaprzątać tym głowę, ale tak naprawdę jedynie autor zna odpowiedzi na te pytania. Niechaj jednak zaprzątają. Dobrze, kiedy komiks zmusza do myślenia.

Prosta historia skonstruowana w skomplikowany sposób - tak. "NeST" to kryminał-thriller, pełen szczegółów, kropek i kresek, pod którymi autor ukrywa swój - jak sam twierdzi - brak umiejętności rysowania. Zgodziłbym się z tezą, że jest to najlepsze póki co dzieło autora. Nawet mimo tego, że Marek Turek najwyraźniej zapomniał, że dzieło oderwane od stwórcy zaczyna żyć własnym życiem i oddał się internetowej krucjacie przeciw recenzentom "NeST". 
*odrzucenie tej wersji tytułu mogło być związane np. z istnieniem tego skrótu w terminologii Transformersów: Nonbiological Extraterresential Species Team. 

NeST. Autor: Marek Turek. Wydawca: kultura gniewu 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.gildia.pl
Tak kibicowaliśmy:

10 komentarzy:

turucorp pisze...

oj tam zaraz "krucjata", przeciez (koniec koncow) tylko na fejsiku gardluje.
a skoro zyje wlasnym zyciem, to chyba tez moge sobie o nim pogadac?
jak o kazdym innym z moich dzieci, szczegolnie, ze reinterpretacje, chociazby tytulu, nawet mnie potrafia zaskoczyc (ale pojechal O_o)

Dominik Szcześniak pisze...

A żebyś widział pierwotną wersję tej recenzji, przed redakcją. O tytule można by książkę napisać, zwłaszcza w kontekście albańskim.

A faktycznie tylko na fejsie gardłujesz. Zapomniałem, że wpis na blogu usunąłeś.

turucorp pisze...

a bo wysluchalem wezwan do opamietania ;)
i przeciez prosze jedynie recenzentow, zeby sie troche zastanowili w trakcie czytania, nie musi sie podobac, nie musi wzbudzac jakichkowiek emocji czy wyzszej aktywnosci mozgowej, ale bez przesady upraszcaniem prostej fabuly :(
BTW pamietasz jakie jazdy niektorzy mieli po "Bajabongo"? Ze "narkotyczne wizje oderwane od rzeczywistosci", ze "bzdury na resorach" itd. itp., a potem przyszly akcje typu "mamamadzi", "pamietniki z wakacji" i Günther von Hagens sprzedajacy "plastynaty" wysylkowo, a "recenzenci" dalej pitola, to jak sie mam nie wkurzac?

Dominik Szcześniak pisze...

Ja się na przykład zastanowiłem, a wyszło mi mniej więcej to samo co innym (choć nie wszystkie recenzje NeST jeszcze czytałem). Poza analizą tytułu rzecz jasna.

Co do tego gardłowania - ja na przykład recenzje GadKaszmatki czytałem z przyjemnością, mimo że recenzenci pisali o monty pythonie przy planszach nad którymi ja płakałem z wzruszenia rysując je. Tak więc, wiesz, tylko luz nas uratuje, turu.

turucorp pisze...

nie wazne co wyszlo, wazne ktoredy sie do tego doszlo ;)

i monty pyton to mimo wszystko bardzo ok, ale "narkotyczny belkot" w kontekscie zabojczyni wlasnego dziecka, ktora idzie sobie tanczyc na rurze jakby sie nic nie stalo?
jak zyc? jak wyluzowac? jak czytac bredzacych "recenzentow"? i jak ich nie czytac?
luzik ;)

Anonimowy pisze...

Turu, przestań w końcu naśladować Otta (bo to żenujące jest; i tak mu nigdy do pięt nie dorośniesz) i wypracuj swój własny styl.

Wojtek Berman

turucorp pisze...

pff... postaraj sie bardziej "Wojtku"

Robert Zaręba pisze...

Turu, a kto Ci pisze przedmowy?! "Ostro skontrastowana czerń i biel" :D
Za mniejsze rzeczy u nas na dzielnicy dostaje się w ryja ;)

turucorp pisze...

a, to Szymon nasluchal sie w mlodosci Kombi.
w nastepnym albumie bedzie lepiej, bo nie bedzie przedmowy... tylko poslowie :P

Robert Zaręba pisze...

No, to całe szczęście, że się więcej nie rozpisywał :D
Teraz muszę tę frazę jak najszybciej zapomnieć i wziąć się za lekturę komiksu ;)