Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 4 czerwca 2009

"Łajka" - Nick Abadzis

Autor: Dominik Szcześniak

3 listopada 1957 roku na orbitę okołoziemską wystrzelono rakietę Sputnik 2. Wewnątrz rakiety znajdował się pies. Wysłanie go w kosmos było stricte propagandowym zabiegiem ZSRR i zostało spowodowane wcześniejszym o miesiąc sukcesem Sputnika I - pierwszego sztucznego satelity. I tak, jak pierwsza misja była skrupulatnie zaplanowana, tak druga została zabita przez pośpiech. Propaganda przemówiła: pies przeżył w kosmosie kilka dni. Zamknięto jej usta dopiero w 2002 roku, kiedy to wyszło na jaw, że z powodu stresu i przegrzania, suka zmarła po kilku godzinach, podczas czwartego okrążenia Ziemi.

Ten fakt stał si
ę dla brytyjskiego twórcy, Nicka Abadzisa, katalizatorem rozpoczęcia prac nad komiksem "Łajka". Temat, który fascynował go od dzieciństwa, przybierał różne formy: od projektu związanego z wyścigiem kosmicznym, poprzez trylogię związaną z postaciami Łajki, Gagarina i Korolowa, aż po rekonstrukcję i ukazanie tylko i wyłącznie programu psich lotów kosmicznych. Ostatecznie Abadzis skupił się na Łajce. Wzruszony losem psa, który zginął śmiercią bezsensowną, rozprawił się z suchą informacją, którą wszyscy znają. Tą mówiącą o psie imieniem Łajka, który zginął w kosmosie dla chwały Związku Radzieckiego. Opierając się na rzetelnych materiałach źródłowych, opowiedział historię suczki, która niewiele ważyła lecz miała silny charakter, a nazywała się Kudriawka (jej imię dopiero na krótko przed lotem zmieniono na Łajkę). Dociekł dlaczego ten, a nie inny pies został wysłany w kosmos. A przy okazji, opierając się na raportach, wywiadach oraz tonie książek, zapewniających mu najmniejsze nawet detale historyczne, przedstawił losy ludzi, stojących za programem psich lotów kosmicznych.

Poza informacją o zafałszowanej długości życia psa na orbicie, na Światowym Kongresie o Kosmosie w Houston Dymitr Małaszenkow z Instytutu Problemów
Biologicznych w Moskwie ujawnił również fakt, iż przed rozpoczęciem swej kosmicznej kariery, Łajka była włóczącym się po ulicach Moskwy obiektem ciągłych ataków ze strony hyclów. Abadzis, posiłkując się tym faktem, dopisał do niego piękną i wzruszającą historię, obejmującą okres od narodzin do śmierci psa. Nie uniknął w niej tego, co od zawsze obecne jest w tego typu historiach. Łajka, będąca tytułowym i głównym bohaterem komiksu, choć emocje wyraża jedynie spojrzeniem, jest instrumentem służącym Abadzisowi do ukazania wielości postaw, jakie ludzie reprezentują wobec swoich ponoć najlepszych przyjaciół. Jest więc i nienawiść skierowana ku nich, tak często prokurująca tragedie, jest zobojętnienie i niezdecydowanie, jest też wreszcie bezinteresowna i szczera miłość. Kudriawka na kartach komiksu przerzucana jest z rąk życzliwych, do tych przesyconych nienawiścią. Gdy jest w tych drugich, Abadzis posuwa się do jasnej i klarownej metafory, będącej niejako zapowiedzią tego, co zakończy życie suczki: kilkukrotnie ukazuje Łajkę odlatującą od nienawiści ku gwieździstemu niebu...

Jakkolwiek bezapelacyjnie głównym bohaterem komiksu jest Kudriawka, Abadzis świetnie ukazuje również postaci wielkiego planisty Korolowa, Olega Gazenki oraz innych pracowników Instytutu Medycyny Lotniczej, opiekujących się psami i przygotowujących ich do lotów. Tego pierwszego ukazuje jako człowieka z misją, który konsekwentnie dąży do jej wypełnienia, natomiast pozostałych skupia w jednym wątku wiążącym poświęcenie dla idei
ZSRR z sensem poświęcania dla niej niewinnych istnień. Relacje interpersonalne częstokroć wspierane są autentycznymi dialogami bohaterów, do jakich dostęp uzyskał autor dzięki kontaktom z Muzeum Kosmonautyki, bywają również elementy fabularne wprowadzone dla potrzeb komiksu przez samego Abadzisa.

Graficznie Abadzis, otwarcie przyznający się do swoich fascynacji amerykańskim undergroundem, zaskakuje czystą, konsekwentną kreską. I choć złośliwi mogą wytknąć mu braki warsztatowe, to rekompensowane są one przez niesamowitą kompozycję komiksu. Wielokrotnie na stronach rysownik umieszcza mnóstwo kadrów w przeróżnych konf
iguracjach: raz są one regularne, innym razem nachodzą na siebie (np. w momentach podkreślających dynamikę sceny). Abadzis stosuje "wyciszenia" kadrów, polegające na stopniowym zmniejszaniu ich wielkości przy jednoczesnym przejściu z kolorowego rysunku na kontur (w momentach wyciszających akcję) oraz sekwencje "filmowe", odróżniające się od regularnej narracji obrazkowej pionowym ustawieniem. Wielość rozwiązań i pomysłów jest imponująca i ujawnia ogromną wiedzę autora na temat konstrukcji komiksu.

"Łajka" poza swoją wartością historyczną i artystyczną, posiada jeszcze jedną cechę, którą należy uznać za rekomendację: jest świetnym czytadłem. Mimo swojej sporej objętości, nagromadzenia tekstu oraz znajomości zakończenia, wchłania się ją z gigantycznym za
ciekawieniem. Nick Abadzis genialnie rozprawił się z propagandą Związku Radzieckiego, ukazał mechanizmy i chore pobudki kierujące ludźmi, którzy podczas zimnej wojny stali na wysokich stanowiskach. A przede wszystkim wystawił pomnik Kudriawce. Pomnik większy niż ten, który obejrzeć można nieopodal Ministerstwa Obrony Rosji. Pomnik, który może ożywić ją w świadomości ludzi i zerwać z papierowym postrzeganiem Łajki, jako tylko i wyłącznie "pierwszego psa w kosmosie".
"Łajka". Autor: Nick Abadzis. Kolor: Hilary Sycamore. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawnictwo: Mroja Press 2009

4 komentarze:

jaszczu pisze...

Bardzo fajny tekst, pod którym się jaik najbardziej podpisuję. Podchodziłem do tego komiksu z dużą rezerwą, po przeczytaniu/zasłyszeniu kilku niepochlebnych opinii (m.in.Konewki).
Świetnie mi się ten komiks czytało i oglądało. Nick tak zbudował tę historię, że nie sposób nie polubić tej psiny i nie przejąć się jej losem. No chyba, że ktoś ma serca z kamienia i nie lubi zwierzaków.

mtz&qba pisze...

Już wspominałem u siebie na blogu, że nigdy wczesniej mi nie przyszło do głowy, że taki był prawdziwy los Łajki. Być może nie interesowałem się tym tematem dostatecznie, przyjmując jedynie fakt i kliszę "pierwszy pies w kosmosie". Ominęło mnie ujawnienie prawdy w 2002 o tym, co spotkało Kudriawkę. Te nowe fakty dotarły do mnie za pośrednictwem tego właśnie komiksu. Czyta się Łajkę świetnie, ale nie nazwałbym tego komiksu "czytadłem", bo to jednak w moim odczuciu trochę zbyt negatywnie nacechowany termin.

Myślę, że sporo ludzi nie znało wielu z faktów przywołanych przez Abadzisa. Kompozycja plansz (żonglowanie układem kadrów), o której wspominasz, świetnie dopełnia stylu opowiadania, który autor sobie zamierzył. Tutaj czuć brak pośpiechu w komponowaniu opowieści, na wszystko jest czas, na każdy szczegół, na splatające sie ze sobą historie.

"Pierwsze" zakonczenie, to na stronie 196, chwyta za serce i uruchamia szereg myśli- przecież gdyby rodzina Liliany nie oddała Kudriawki, życie tego psa potoczyłoby się inaczej. Taki prosty zabieg, Jelena mijająca Lilianę na ulicy, Jelena, która wie wszystko o Łajce, ale nic nie może powiedzieć. Proste, ale sprawdzone i działa. No i "drugie" zakonczenie, które tak bardzo, tak dramatycznie kontrastuje z wielkim propagandowym sukcesem- Łajka w kosmosie,triumf, wszyscy sie tym interesują, a tak naprawdę Łajka wraca na Ziemię, tzn. sputnik spala się w atmosferze i nikt o tym nawet nie wie, nikt już o Łajce nie mysli, ona jest bohaterem, a nie martwym, umęczonym zwierzęciem.

Abadzis fantastycznie skomponował komiks i w sposób przemyślany rozłożył napięcia. Trzeba tylko dać sie wciągnąć w rytm opowiadania. Jak dla mnie bardzo dobry komiks.

Ziniol pisze...

Kuba: słusznie zwróciłeś uwagę z tymi "podwójnymi" zakończeniami. też mnie to uderzyło, a nie wspomniałem w recenzji... Ten komiks jest, tak jak mówisz, idealnie skomponowany, zero tu przypadkowości a wątki świetnie się przewijają. Co do czytadła to... kurczę, nie chciałem pojechać sagą o ludziach lodu, tylko zaznaczyć, że jest to cegła, którą siądziesz i przeczytasz za jednym posiedzeniem. choć jest gruba. i chciałeś za kilkoma, ale nie mogłeś się powstrzymać przed ciągłym przewracaniem kartek.:D

Jaszczu: masz rację, Nick dał radę w tym temacie. Sugestywnie, prawdziwie i ściskając za gardło. W Ziniolu na tapecie zawsze były koty, tym razem pies zarządził.

mtz&qba pisze...

jasne, jasne, ja tak słowo czytadło odbieram, ale ktoś moze inaczej. No i doczekaliśmy sie sensownej recki Łajkiw końcu , a nie lapidarnego pieprzenia- denny komiks.

pozdr