Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

wtorek, 9 czerwca 2009

"Księga wiatru" - Taniguchi, Furuyama

Autor: Dominik Szcześniak

"Księga wiatru" nie jest pierwszym komiksem samurajskim w Polsce - wystarczy wspomnieć choćby "Samotnego wilka i szczenię" czy "Usagi Yojimbo". Tym, co odróżnia dzieło Taniguchiego i Furuyamy od owych serii jest fakt, iż samurajskie rozgrywki wpisane są w nim w szerszy kontekst historyczny. Skutkuje to lekturą dość wymagającą, której oś fabularna co chwila wspomagana jest szeregiem dat, pojęć i terminów dotyczących Kraju Kwitnącej Wiśni, które mogą być nieznane przeciętnemu czytelnikowi z Kraju flaków i grochówki.

Nasycenie nieznanych pojęć można potraktować na dwa sposoby. Jako plus - za tą opcją będą Ci, których Japonia fascynuje i którzy chcą chłonąć wiedzę na jej temat w jakiejkolwiek postaci. Lub jako minus - tak ten aspekt "Księgi wiatru" potraktują Ci, którzy od komiksu nie oczekują lekcji historii, a postoje na jednej stronie, bogatej w daty i nieznane im pojęcia oznaczone gwiazdką i wyjaśnione w dole kadru, wcale ich nie interesują. Furuyama i Taniguchi skomponowali ten komiks w taki sposób, by zadowolić zwolenników obu opcji. Lub innymi słowy: by zrekompensować im momentalny brak tego, co lubią najbardziej. Ciężar opowieści podzielony jest bowiem jednakowo: z jednej strony mamy bogaty aspekt historyczny, z drugiej natomiast - perfekcyjne, długie walki samurajów. Kilka stron przeładowanych faktami poprzedza rozciągnięta na tyle samo stron wartka i dynamiczna akcja.

W tej sytuacji wydaje się to być złoty środek. "Księga wiatru" skupia się na wydarzeniu kradzieży dokumentów zwanych "Tajnymi zapiskami Yagyu" - fakt ten zostaje wpisany w tło historyczne, pełne politycznych intryg i jest także powodem starć dwóch samurajów - Yagyu Jubee i Yashamaro, reprezentujących dwa różne obozy. Ten szerszy, historyczny kontekst poznajemy głównie z prostokątnych ramek, przepełnionych tekstem. Ten bardziej lokal
ny, rozgrywający się między dwoma mistrzami miecza - z niezwykle dynamicznych kadrów, rozpisanych na kilka stron i porażających precyzją dłoni rysownika. Osobiście, bardziej doceniam te drugie, wzbogacone cennymi informacjami na temat technik walki.

Są to nie tylko rysunki wspaniałe warsztatowo, bogate w szczegóły i ujęte w naprawdę fenomenalnie skomponowanych kadrach, lecz również sceny, które w największym stopniu nadają opowieści ładunek emocjonalny. Jiro Taniguchi, znany już z wydanych w Polsce komiksów "Ikar" i "Wędrowiec z Tundry" swoją subtelną kreską potrafi urzec.

Autorzy postawili sobie za cel stworzenie rozrywkowej opowieści historycznej i patrząc na efekty ich pracy należy stwierdzić, że w pewnym stopniu im się to udało. Jednocześnie, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że scenarzysta, zajmujący się naukowo historią Japonii, i rysownik, prezentujący w swych pracach niezwykły dynamizm, podeszli do tematu bez większego porozumien
ia. Widoczne jest to nie tylko w dwoistej strukturze komiksu, lecz chociażby w kończących "Księgę wiatru" wypowiedziach ich autorstwa, z których jasno wynika iż Furuyama odczuwa pewien niedosyt z powodu wycięcia części tekstu, a Taniguchi daje do zrozumienia, że choć stworzenie komiksu historycznego było od zawsze jego marzeniem, jest to praca niezwykle trudna.

Idealnym odbiorcą "Księgi wiatru" jest według mnie fascynat historii Japonii, a jednocześnie wielbiciel kreski Taniguchiego. Komiks jest to jednak na tyle niezwykły, że jego dwoista natura może rzutować również na czytelników. W związku z tym wielce prawdopodobne, że zarówno fan Taniguchiego nie darzący sympatią japońskiej przeszłości, jak i nieprzepadający za komiksem tropiciel smaczków rodem z historii Japonii będą
usatysfakcjonowani tym produktem. Pytanie tylko, czy w pełni?

"Księga wiatru". Scenariusz: Ken Furuyama. Rysunki: Jiro Taniguchi. Tłumaczenie: Radosław Bolałek. Wydawca: Hanami 2009

Brak komentarzy: