Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

piątek, 5 czerwca 2009

"Saga o Potworze z Bagien: Miłość i śmierć"

Autor: Dominik Szcześniak

"Miłość i śmierć" jest kontynuacją wydanej w Polsce dwa lata temu "Sagi o Potworze z Bagien" i prezentuje historie, które w wersji oryginalnej ukazały się na przełomie lat 1984/85. Nikt wówczas nie myślał jeszcze o ambitnym imprincie wydawniczym, mającym za kilka lat przyjąć nazwę Vertigo, lecz komiksy w rodzaju tych, tworzonych dla "Swamp Thinga" przez Alana Moore'a były niejako fundamentem, na którym redaktorzy DC zaczęli budować serie dla dorosłych czytelników. Kilka lat temu tak archaiczne pozycje jak właśnie "Potwór z Bagien" czy "Hellblazer" nie znajdowały się na liście życzeń żadnego z polskich wydawców, z powodu zbyt małej atrakcyjności dla współczesnego czytelnika. Zaryzykował Egmont.

Tytułowy bohater tego komiksu jest typowo pulpową postacią - żywiołakiem mającym za cel bronić interesów matki ziemi, naukowcem zespolonym z naturą na luizjańskich bagnach. Dla złośliwych "człowiekiem - rośliną" albo bagnem, posiadającym duszę. Chyba trudno o większy absurd? A jednak mimo takiego rodowodu, opisując "Miłość i śmierć" nie można rozpocząć od stereotypów w rodzaju "kolejna przygoda Potwora z Bagien", czy "czytając najnowsze perypetie Potwora z Bagien". Bo choć pojawiają się tutaj postaci znane z uniwersum DC (Joker, Spectre, Phantom Stranger czy Demon) to ani one, ani interakcje w jakie wchodzą ze Swamp Thingiem, ani nawet cała otoczka superbohaterska nie są ważne. Ważny jest Alan Moore i j
ego pokręcona wyobraźnia. Alan Moore i arsenał możliwości pisarskich, jaki ten facet posiada. Alan Moore i jego zdolność do tworzenia opowieści ponadczasowych. I przy okazji do totalnego uwiarygodnienia tak absurdalnej postaci i jej losów.

Zanim jednak czytelnik zagłębi się w wizje brytyjskiego scenarzysty, wysłucha przemów dwóch jego ziomków: Jamiego Delano i Neila Gaimana. Pierwsza z nich zgrabnie, choć momentami nieco bełkotliwie, podsumowuje cały komiks, druga natomiast dość szczegółowo go opisuje. Obie najlepiej zostawić sobie na deser.
Głównie dlatego, by więcej z nich wynieść. Bez znajomości komiksu mogą sprawiać wrażenie marnego teoretyzowania, po jego lekturze zaś okazuje się, iż mogą kryć w sobie esencję pisarstwa Moore'a.

Największym plusem tego pisarstwa jest różnorodność stylów, jakimi Moore swobodnie operuje. Świetnie radzi sobie w metaforycznej, subtelnej historii traktującej o pogrzebie Aleca Hollanda, potrafi autentycznie przestraszyć w trylogii "Miłość i śmierć" i zupełnie zaskoczyć żywiołowym przedstawieniem "seksu roślinnego". Dla każdej z tych opowieści stosuje odpowiednie środki wyrazu. W trylogii Arcane'a jest to podkreślające strach, powtarzane po wielokroć zdanie rozpoczynające się od słów "Człowiek, który wrócił...". W "Pogu" są to fantastyczne zabiegi językowe, mające na celu przedstawienie optyki kosmitów, którzy spotykają Swamp Thinga. W "Wiosennym rytuale" jest wreszcie szczegółowy, bogaty w roślinne metafory, opis stosunku seksualnego. Różnorodność dopełniają rymy, będące domeną jednego z drugoplanowych bohaterów opowieści - Demona. Tak fantastycznie brzmiących kwestii nikt mu jeszcze nie napisał. Ani też nie przetłumaczył - w związku z tym brawa należą się również Jackowi Drewnowskiemu.

Dla fanów historii i znakomitego pisarstwa "Saga o Potworze z Bagien" jest zdecydowanym "musiszmieciem". Czy jednak zwolennicy wspomnianego na wstępie pulpowego charakteru opowieści, poczują się zawiedzeni? Ani trochę. Forma, jaką Moore wytworzył, zdecydowanie upiększa treść "Miłości i śmierci". Owa treść zasadza się na lo
sach głównych postaci - historia Swamp Thinga zostaje przez Moore'a rozłożona w czasie - poznajemy aspekty jego przeszłości, towarzyszymy mu w teraźniejszych wędrówkach oraz dostajemy wgląd w przyszłość i przeznaczenie tej postaci. Karty komiksu pełne są trzymających w napięciu cliffhangerów, przerażających demonów i ludzkich koszmarów. Moore wysyła Potwora z Bagien na podróż do piekła i z powrotem, a Abigail - również główną bohaterkę serii - wrzuca w wir Krainy Snów, gdzie spotyka postaci, znane z wydawanej kilka lat później serii "Sandman" - Kaina i Abla.

Archaiczność rysunków jest w przypadku "Sagi" kwestią dysk
usyjną - owszem, brak w nich jakiejkolwiek ingerencji komputera, kolory są płaskie, lecz z drugiej strony kadrowanie, jakie szereg rysowników stosuje w tym komiksie można uznać za nowoczesne, a rysujący dwie opowieści w zbiorze Shawn McManus przeżywa tu swój najlepszy okres.

Publikując takie pozycje jak "Saga o Potworze z Bagien" Egmont nie tylko kłania się nisko wspaniałemu okresowi amerykańskiego komiksu, lecz również daje czytelnikom możliwość obcowania z mistrzowsko napisanymi opowieściami, które nie są tępą sieczką pokroju wielu współczesnych produkcji. "Miłość i śmierć" to świetny horror z przyrodą w tle, który - że zacytuję Jamiego Delano "rozszerzył możliwość komiksowego medium". Jedna z pozycji, które trzeba mieć na półce. Jak również jedna z tych, na której kolejną odsłonę nie można czekać dwa lata...
"Saga o Potworze z Bagien 2: Miłość i śmierć". Scenariusz: Alan Moore, Len Wein. Rysunki: Shawn McManus, Stephen Bissette, John Totleben, Alfredo Alcala, Rick Veitch, Berni Wrightson. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Wydawca: Egmont Polska 2009. Komiks wydany w cyklu "Obrazy Grozy"

1 komentarz:

mtz&qba pisze...

podzielam opinię- dwa lata czekania, to się nie godzi!

A sam komiks urzekł mnie od samego początku właśnie kadrowaniem i kolorem- jakoś miałem spory niedosyt takich oldschoolów. Przeczytałem sobie jedynkę drugi raz po zakupie dwójki i to robi wrazenie. Ekspresyjność formy w połaczeniu z bardzo fajnie wymyslona postacią i takim moore'owskim uproblematycznieniem jej losów- fascynujące. I po lekturze tej recki, tego komiksu, juz wiem dlaczego tak bardzo lubię komiksy Kelleya Jonesa (mimo iż treściowo bywa słabo...)- za przerysowanie, teatralność, klasyczną kompozycję, która mimo upływających lat potrafi wydawac się nowatorska. To wszystko w "Sadze" jest na najwyższym poziomie, u Jonesa tylko do tego poziomu się zbliża.

WE WANT MOORE! :lol: