Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 10 maja 2009

Relacja z LeSzKa

Autor: Dominik Szcześniak

Lubelskie Spotkania z Komiksem rozpoczęły się o godzinie 10:00, a zakończyły o 18:00 dnia wczorajszego. Chatka Żaka nie zanotowała gigantycznego oblężenia fanów komiksu - choć sale na poszczególnych prelekcjach były praktycznie pełne, impreza miała charakter kameralny. Zapraszam do zapoznania się z krótką fotorelacją z LSzK-a:

"Czy naprawdę ktoś zabił komiks polski?" - nad tym zastanawiali się widoczni na zdjęciu: Marcin Andrys, Jakub Syty i Karol Wiśniewski. Odpowiedzi na pytanie było sporo: scenarzyści, wydawcy, czytelnicy, Krzysztof Skrzypczyk... no, każdy dostał po łbie.

Giełda. A właściwie bardzo okrojona wersja giełdy. Czytelnicy mieli do wyboru komiksy wydawnictwa Hanami oraz produkcje ze "Strefy Komiksu", "New British Comics" plus nieco zagranicznych rzeczy. Bez szaleństwa. Ale za to z jedną premierą: "Dziennikiem z zaginięcia" Hideo Azumy, którego recenzję wkrótce zamieścimy.


"Manga. Termin potrzebny?" - o zasadności używania "narodowych" terminów określających komiks opowiadał Radosław Bolałek. Skończyło się na tym, że zarówno bande dessinee, comic, manhwa, fanga (termin ukuty dla określenia "mangi tworzonej przez Francuzów"), panga (termin mogący funkcjonować jako określenie "mangi tworzonej przez Polaków - jeszcze nie wymyślony) i manga to po prostu komiksy. Bez względu na kraj pochodzenia i narodowość dłoni, która komiks narysowała.
Rzecz jasna, nie wszyscy z tą tezą się zgodzili.


"Planeta Pszren wita!" - happening pseudonaukowy, z pełną świadomością tejże pseudonaukowości i sporym dystansem do siebie samego, publiczności i całego świata przeprowadził Piotr Szreniawski. I tak, jak polski komiks został zabity przez Krzysztofa Skrzypczyka, tak Piotr Szreniawski jest według mnie biovitalem, który byłby w stanie tego truposza ożywić. Szalony performance w jego wykonaniu był jednym z jaśniejszych punktów programu. Każdy z uczestników spotkania otrzymał dyplom "za wytrzymanie do końca prelekcji", którego skan prezentuję na końcu niniejszego wpisu.

Powyższe zdjęcie prezentuje chwilę oddechu po zakończonych atrakcjach. Spragnieni pili, głodni jedli, palący palili, a ci, którzy chcieli gadać - gadali. Z racji tego, że następne punkty programu albo się nie odbyły (warsztaty rysunkowe z Danielem Grzeszkiewiczem) albo na nie nie dotarliśmy (prelekcja "Neil Gaiman w tyglu podkultury") albo uczestniczyliśmy w nich bardzo czynnie (warsztaty scenariuszowe) - nie zostały uwiecznione na fotografiach.

Lubelskie Spotkania z Komiksem okazały się być typową lokalną jednodniówką, zrealizowaną bardzo sympatycznie, choć bez pompy, w jaką oblekane są festiwale w Łodzi czy nawet Warszawie. Mam nadzieję, że organizatorzy (Cytadela Syriusza, Akademickie Centrum Kultury UMCS - Chatka Żaka i KZ) nie spoczną na laurach i za rok zaatakują kolejną odsłoną imprezy.

5 komentarzy:

Tencz pisze...

A o powieściach graficznych nie napisałeś…

Ziniol pisze...

no tak, w końcu to był motyw przewodni, przewijający się przez wszystkie spotkania właściwie...

jeszcze dzisiaj postaram się wrzucić apdejta do tej relacji, a samą problematykę tego, "czym się powieść graficzna różni od komiksu", możemy pociągnąć w komentarzach:D

gili pisze...

a tego nie widze na tym zdjęciu z zewnątrz tej budki z bułkami jarskimi. Stoi jeszcze?

Ziniol pisze...

stoi, tyle, że z czerwonej budy zamieniła się w drewnianą. i większą. ale wewnątrz ten sam oldschool jarski.

Ystad pisze...

Dla mnie było git. Również liczę, że za rok będzie dane mi się na LeSzKu zjawić ;)