Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 24 maja 2009

"Pogrzeby Łucji" - Springer

Autor: Dominik Szcześniak

Do miasteczka przybywa śmierć. Przechadza się ulicą targową, czekając aż zbierze żniwo. Miasteczko zamieszkałe jest przez wielu ludzi, lecz czytelnicy "Pogrzebów Łucji" poznają jedynie tych starszych wiekiem. Benoit Springer, autor komiksu, skupia się na zjawisku starości, samotności i śmierci, rysując swoją własną prostą historię.

Starość u Springera jest tematem wiodącym. Towarzyszy jej strach, akceptacja i odosobnienie. Proza życia starych dziadków przerywana jest jednostkowymi
zdarzeniami, przywracającymi im wiarę w życie: wizyta zapracowanego syna, ciekawej życia wnuczki, bądź piknik w towarzystwie rówieśnika - wszystkie te akcje pojawiają się w życiu głównych bohaterów opowieści na kilka chwil przed końcem ich egzystencji. Springer daje nam do zrozumienia, że śmierć, która przybyła do miasteczka, ma swoje bardzo konkretne plany. Nie skupia się jednak na tym, jak je knuje i realizuje, lecz na tym, jak te jej zamiary przyjmują główni bohaterowie. Podskórnie czując nadchodzącą śmierć, reagują na nią na różne sposoby - tak różne, jak różne postawy wobec życia reprezentują. Nie radzący sobie z nim w ogóle pan Simon jest przeciwieństwem pani Roserin, która będąc wiekową wdową, nie ulega żadnemu ze schematów, z jakimi kojarzymy starych ludzi. Jest energiczna, jawnie demonstruje pogardę dla zdewociałych płaczek oraz zwalcza stereotyp wszechwiedzącej starej baby.

Springer nierozerwalnie połączył w "Pogrzebach Łucji" scenariusz i rysunek, kładąc niesamowity akcent na psychologiczną budowę utworu. Tak kompletne komiksy nie zdarzają się zbyt często. Subtelnościom, w rodzaju specyficznych ujęć obejmujących
jedynie wybraną część kadru, towarzyszą kilkuplanszowe nawet sceny obrazujące samotność bohaterów. Znamienna jest tutaj scena powrotu pana Simona do domu i karmienia przezeń kota. Bezsens egzystencji tego bohatera i uwypuklenie jego wyobcowania przejawia się w przerzuceniu tej postaci na drugi plan - plan, w którym nawet tej postaci nie widzimy, choć wiemy, że tam się znajduje, siedząc przed telewizorem i oglądając teleturniej. Na pierwszym planie natomiast znajduje się kot, pijący mleko. I choć ta czynność sama w sobie jest rozegrana fantastycznie, nie stanowi meritum tejże sceny. Sedno leży na drugim planie, w pokoju z telewizorem serwującym głupie teleturnieje. Pokoju, w którym stary człowiek zamyka się w swoim poczuciu odrzucenia.

Springer po mistrzowsku ukazuje relacje międzyludzkie. Czasem potrzeba mu do tego kilku trafnych dialogów, zazwyczaj jednak ogranicza się do serii niemych kadrów, z których aż kipi od emocji. Starość przedstawia zarówno w klimatach jak najbardziej depresyjnych, jak i dających nadzieję, że może być piękna i bogata w miłość. Lecz zawsze ulotna. Co również istotne - konfrontuje starość z młodością. Świadomość śmierci z pytaniami o nią. Wiedzę o jej bliskim nadejściu z ciekawością tych, dla których jest ona sprawą bardzo odległą. Innymi słowy: zestawia podejście starców z wersją małej Łucji.

Tytułowe pogrzeby Łucji to tak naprawdę pierwsze kontakty dziewczynki z tym zjawiskiem. Zadając szereg podstawowych, dziecięcych pytań na ten temat - a więc pytań, z odpowiedzią na które wielu dorosłych ma problem - buduje swój własny stosunek do śmierci. Zdarzenia dziejące się na kartach komiksu, pozwalają jej przejść przez wszelkie etapy kontaktu ze śmiercią - od jej tajemniczości, poprzez strach powstały po zetknięciu z nią, aż po gniew i akceptację. Bardzo trafnie jest to opisane przewijającym się przez cały komiks motywem biedronki, która zupełnie inaczej odbierana jest przez Łucję na początku albumu, a inaczej w jednej z końcowych jego scen. Springer wiarygodnie wiąże losy postaci, miksując naiwność postrzegania Łucji ze świadomością starców. I choć okładka komiksu sprawia wrażenie, jakby opisywała jego sedno, lektura jego wnętrza pozwala spojrzeć na temat szerzej.

Springer stworzył komiks bardzo szczery i prosty. Rozgrywająca się w powolnym tempie, bardzo kameralna historia skierowana jest przede wszystkim do tych, którzy lubią w komiksie szperać i rozkoszować się tym, co zawarte w jego kadrach. "Pogrzeby Łucji" wkroczyły na polski rynek komiksowy bez rozgłosu, po cichu, nieśmiało. Co prawda koresponduje to z nastrojem albumu, jednakże brak rozreklamowania pozwala zadać pytanie: jak wielu czytelników po niego sięgnie?

"Pogrzeby Łucji". Scenariusz i rysunki: Benoit Springer. Tłumaczenie: Magdalena Kurzyna. Wydawca: Taurus Media 2009

3 komentarze:

arcz pisze...

Promocja komiksów to niestety bolączka polskich wydawców.

Nie liczę Egmontu, czy Kultury, która na tym poletku zostawiła konkurencję dawno w tyle (co jakiś czas zastanawiam się czemu nikt inny - w sensie z wydawców - nie pokusił się o założenie bloga?). A tak to raczej cienizna.

A same "Pogrzeby.." kupię jak tylko odbędą się te wszystkie koncerty i festiwale.

Anonimowy pisze...

co to za badziewie?

basia pisze...

Szukałam komiksu w Empiku - na prezent, tak trafilam na "pogrzeby Łucji" - Są zupełnie inne,takie prawdziwe, spokojne, powolne dziejące się w środku i faktycznie rysunki, ich sekwencje są pełne wyrazu, gesty, twarze ... - będę szukać komiksów tego typu teraz dla siebie