Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 2 listopada 2016

Coś więcej, czegoś mniej (03) - Jerzy Szyłak

Zapraszamy do lektury fragmentu nowej książki Jerzego Szyłaka, zatytułowanej „Coś więcej, czegoś mniej. Poszukiwanie formuły powieści graficznej w komiksie 1832-2015”. Ziniol patronuje tej publikacji.

Blain, Le reducteur de vitesse, Reduktor prędkości (2009)

„Pierwsza samodzielna praca Blaina Reduktor prędkości (Dupuis, 1999) różni się od jego pozostałych utworów tym, że nie polega na poszukiwaniu nowych sposobów podejścia do ustabilizowanych formuł komiksowych gatunków – napisał Bart Beaty w Unpopular Culture. – Książka ta opowiada o życiu na pokładzie okrętu wojennego, skupiając się na przygodach kilku poważnie cierpiących na chorobę morską marynarzy, którzy zaryzykowali wyprawę do serca potężnego statku tylko po to, by się zgubić. Podczas poszukiwania wyjścia z jego wnętrza marynarze przypadkowo, ale nieodwracalnie uszkodzili część okrętu odpowiadającą za zmniejszanie prędkości. Reduktor prędkości jest niewątpliwie najbardziej osobistą z książek Blaina, w największym stopniu zbliżającą się do estetyki małych wydawnictw. Jest to osobista opowieść, odwołująca się do doświadczeń Blaina, który sam służył w marynarce, gdzie pracował jako rysownik”.

Beaty wspomina ponadto o tym, że w 1994 roku Blain opublikował album Carnet d’un matelot, zawierający realistyczne rysunki ukazujące sceny z życia marynarzy i pracy na morzu. W Reduktorze prędkości owe obrazy uległy daleko idącej, ekspresjonistycznej z ducha transformacji. Dlatego też autor Unpopular Culture widzi w tym albumie etap przejściowy do dalszej twórczości Blaina. Składają się na nią kolejne tomy Pirata Izaaka, publikowanej od 2002 roku serii, w ramach której do tej pory ukazało się pięć części, Sokrates półpies, wydawany od 2004 roku, humorystyczny western Gus (od 2008 roku), Kroniki dyplomatyczne (2010) oraz inne serie.

Dominik Szcześniak w internetowym „Ziniolu” pisał: „Pierwsza połowa komiksu to dla Blaina pole do popisu w kwestii marynarskiego żywota. Na przykładzie Guilberta poznajemy ten zawód od podszewki. Blain dokonuje konfrontacji wyobrażenia o nim z szarą rzeczywistością. Wielkie przygody? Piękne kobiety w każdym porcie? Bójki w barach? Skądże. W Reduktorze prędkości są tylko problemy z chorobą morską, bród, smród, ciężka praca w maszynowni i nocne wachty na zarzyganym pokładzie. W tak odmitologizowanej rzeczywistości funkcjonują bohaterowie komiksu. Jednakże, choć ich oczekiwania były zupełnie inne, odnajdują w końcu coś, co ich zaciekawia. A nawet więcej – coś, co pcha ich w objęcia (dość lichej co prawda) przygody i inspiruje co niektórych do podjęcia pewnych radykalnych kroków. […] w powietrzu wisi również wojna. «Bojownik» jest bowiem na misji, a w oddali, na morzu pływa jej cel – obca łódź podwodna. Wizja wojny, jaka tworzy się w umysłach marynarzy i jaką podsyca ciąg pozornie niebezpiecznych, a tak naprawdę zabawnych zdarzeń na pokładzie, implikuje w pewien sposób działania bohaterów. Jedni skupiają się na tym, by przed śmiercią zjeść pączka, inni są w pełnej gotowości do nadchodzącej bitwy, jeszcze inni panikują, rozsiewając tę panikę wokół siebie. Ten ważki temat, po ogarnięciu całego komiksu, okazuje się być jego kluczowym zagadnieniem, w związku z czym określanie Reduktora prędkości mianem komiksu wojennego jest jak najbardziej uzasadnione. Choć nie jest ona namacalna i nie doświadczają jej bohaterowie opowieści, stosowana przez Blaina metaforyka sugestywniej oddziałuje na wyobraźnię niż ukazywanie zabitych ciał i efektownych wybuchów. Zamiarem Blaina nie jest bowiem szokowanie, lecz uchwycenie esencji”. Prawdę powiedziawszy, bez informacji o tym, że Christophe Blain służył w marynarce, i bez wiedzy o publikacji Carnet d’un matelot, trudno byłoby w Reduktorze prędkości doszukać się jakichkolwiek elementów autobiograficznych lub związanych z realistycznym przedstawieniem pracy i życia na morzu. Dla wielu czytelników problematyczne może też okazać się potwierdzenie informacji w polskim wydaniu umieszczonej na tylnej okładce komiksu: „Francja w przededniu II wojny światowej”. Bohaterem komiksu jest Georges Guilbert, były student oceanografii, który został zaokrętowany na pancerniku Bojownik jako nawigator. Tu poznał bosmana Sama Nordiza i drugiego nawigatora Louisa Blinaulta, który przedstawił się jako pisarz. W związku z tym, że zarówno Georges, jak i Louis cierpieli z powodu choroby morskiej, Nordiz zaczął zabierać ich w głąb okrętu, gdzie mniej kołysało. W czasie kolejnych takich wypraw docierali coraz głębiej. W końcu doszli do miejsca, gdzie znajdował się reduktor prędkości. Realizm i poznawanie zawodu marynarza od podszewki, o którym pisał Szcześniak, najczęściej polega na tym, że jedni marynarze lekceważą innych marynarzy, przełożeni gardzą podwładnymi i nimi pomiatają, każda z przedstawionych osób wydaje się skupiona na własnej idée fixe, co czyni ją niezdolną do współpracy z innymi, czyli bycia członkiem załogi. Dobrym przykładem takiej postawy może być elektryk, od którego bohaterowie biorą latarki czołówki. Ma on dbać o światło w maszynowni, ale skupiony jest całkowicie na budowaniu modelu latarni morskiej, gdyż – jak sam mówi – czeka na powołanie na stanowisko latarnika.

W Reduktorze prędkości wszystko wydaje się przerysowane: postawy poszczególnych członków załogi jawią się raczej jako karykaturalne wyolbrzymienie postaw, jakie mogliby prezentować w rzeczywistości. Burty statku są zbyt wysokie, jego wnętrze zbyt obszerne i nadmiernie przypominające labirynt, sam reduktor prędkości nad wyraz gigantyczny, wymioty bohaterów zbyt obfite, a sceny z życia marynarzy przedstawione w sposób nadmiernie ekspresyjny. Cała opowieść bardziej przypomina koszmarny sen marynarza, sen, w którym klaustrofobiczne wnętrza rozrastają się do niebotycznych wymiarów, proste korytarze nagle stają się kręte, a ludzie poruszający się w poziomie docierają na inne piętra. Ku takiej interpretacji zdaje się kierować nas sam Blain, który dwukrotnie pokazuje sny jednego z bohaterów (na stronie piętnastej i czterdziestej ósmej). W drugim z nich statek zamienia się w wieloryba, który połyka śniącego.

Chociaż Beaty pisze o tym, że podstawą komiksowej opowieści stały się osobiste przeżycia rysownika podczas jego służby w marynarce, to jednak przeciw użyciu klucza autobiograficznego przemawia to, iż akcja komiksu toczy się w „przededniu II wojny światowej”, Blain bowiem urodził się w roku 1970, czyli ponad trzydzieści lat po wydarzeniach w komiksie pokazywanych. Inny problem polega na tym, że owa „wizja wojny, jaka tworzy się w umysłach marynarzy”, nie znajduje żadnego potwierdzenia w wydarzeniach, które rozgrywają się na kartach komiksu. Bojownik niby to tropi wrogą łódź podwodną, która naruszyła francuskie wody terytorialne, ale tego okrętu ani nikt nie widzi, ani nie słyszy, a w końcu znika on bez śladu tak, jakby go nigdy nie było. Równolegle oglądamy ćwiczenia w ratowaniu człowieka za burtą zarządzane przez kapitana, co może budzić w nas podejrzenie, że pościg za łodzią podwodną to też jakieś ćwiczenie. Ustalenie czasu, w jakim rozgrywa się akcja komiksu, również nie jest łatwe. Brakuje tu bowiem wzmianek o jakichkolwiek wydarzeniach historycznych. W zasadzie można byłoby próbować ustalić, z jakich lat pochodzą mundury marynarzy, okręty lub inne obiekty pojawiające się na rysunkach. Te jednak nie są wykonane w sposób realistyczny.

W całym komiksie udało mi się znaleźć jedynie dwie wskazówki dotyczące czasu akcji Reduktora prędkości. Jedna to wzmianka o powieści Sartre’a Mdłości, rzucona w ramach żartu na temat choroby morskiej. Utwór ten został wydany w 1938 roku, co każe umieścić akcję po tej dacie. Druga to okładka czasopisma „Match”, które Georges przegląda w czasie swojego siedmiomiesięcznego zamknięcia w koszarach. Nazwa pochodziła stąd, że początkowo była to gazeta sportowa. Dopiero w 1938 roku, kiedy zmieniła właściciela, jej profil zaczął się zmieniać na społeczno-kulturalny. Tygodnik był wydawany do czerwca 1940 roku. Potem jego publikację zawieszono aż do 1949, kiedy ukazał się pod zmienionym tytułem „Paris Match”. Wynikałoby z tego, że akcja komiksu Blaina musi rozgrywać się pomiędzy lipcem 1938 a 1940 rokiem. Problem jednak w tym, że Charles Aznavour, którego widzimy na okładce pisma czytanego przez Georgesa (w dodatku jest czytelnie podpisany), w 1939 roku miał piętnaście lat i jeszcze nie osiągnął takiego powodzenia, które zapewniłoby mu miejsce na okładce owego tygodnika. Inny problem polega na tym, że żaden z numerów „Match” wydanych pomiędzy 1938 a 1940 rokiem nie miał takiej okładki, a jego logo było inne: tytuł zapisany białymi literami był umieszczony w czerwonym kole, umieszczonym w lewym górnym rogu czarno-białej okładki.

Im więcej elementów przedstawionych w komiksie chcielibyśmy sprawdzić, tym bardziej umowny jawiłby się nam świat w nim przedstawiony. Przede wszystkim nie sposób w nim odnaleźć żadnych śladów drugiej wojny światowej, przynajmniej tej, której przebieg znamy z opracowań historycznych. W dodatku francuskie pancerniki z tamtego okresu wyglądały inaczej niż Bojownik i spotkał je inny koniec. Jeśli zatem miałby być Reduktor prędkości opowieścią o wojnie, to o jakiejś innej, mniej dookreślonej, bardziej umownej. Charaktery bohaterów i relacje między nimi – pomimo przerysowania – jawią się nam jednak jako realistyczne i wiarygodne. Relacje między przełożonymi i podwładnymi, nawigatorami i mechanikami oraz między marynarzami i żołnierzami piechoty morskiej, wydają się wiarygodne, choć nacechowane groteską i przedstawione z ironią, która momentami przypomina Paragraf 22 Josepha Hellera. I w sumie Reduktor prędkości objawia się jako kafkowska z ducha paraboliczna przypowieść z akcją umieszczoną na okręcie, który przypomina labirynt.

Brak komentarzy: