Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

wtorek, 28 kwietnia 2009

"NIebo nad Brukselą" - Bernar Yslaire

Autor: Dominik Szcześniak

Belgijski autor, znany w Polsce z komiksu "Sambre", "Niebem nad Brukselą" nawiązuje do kilku zdarzeń z niedawnej przeszłości, uderzając w mocny, pacyfistyczny ton. Po pierwsze, dość swobodnie interpretuje "bed - in" Johna Lennona i Yoko Ono z 1969 r., podczas którego słynna para w łóżku wynajętego pokoju hotelowego w Amsterdamie apelowała o pokój na świecie, a po drugie nawiązuje do doniesień medialnych na temat wojny w Iraku w 2003 roku.

Lennonem jest dla Yslaire'a Jules - Żyd, a właściwie jak to jest wielokrotnie w komiksie podkreślane - nie Żyd, a Chazar, pochodzący z ludu, który nie istnieje od XII wieku. Yoko Ono w jego ujęciu to Fadya - arabska kobieta, która po tym, jak przyniosła wstyd swojej rodzinie, decyduje się na akt t
errorystyczny celem odkupienia swych win. W dniu demonstracji brukselskiej, 17 marca 2003 roku, dochodzi do spotkania tych dwojga w pokoju hotelowym Hiltona. Początkowo niechętna Fadya, z czasem ulega pożądaniu i między nieznajomymi dochodzi do serii naturalistycznie przez rysownika ukazywanych zbliżeń. Zbliżeń obscenicznych nie bardziej, niż prezentowana w telewizji wojna.

"Make love not war" to hasło na podstawie którego zbudował Yslaire swój komiks. Jules, będący tak naprawdę ideą kroczącą po świecie, a nie rzeczywiście istniejącym w komiksie człowiekiem, staje się przewodnikiem młodej, zagubionej Arabki. Jej inicjacja seksualna ma miejsce w warunkach dość klarownych dla przekazu komiksu: pierwsze chwile rozkoszy przeżywa bowiem w ramionach "żydowskiego macho", będąc opasaną ładunkiem wybuchowym. Podczas kolejnych aktów seksualnych, Fadya przypadkowo przełącza kanały na wciąż włączonym telewizorze. Zbliżenia na części intymne bohaterów prze
mieszane zostają więc z obrazami bombardowań, przemówień polityków i groteskowych sytuacji w rodzaju dwustronicowych przygotowań Busha do przemówienia, w którym ma ogłosić Amerykanom rozpoczętą właśnie wojnę. Dodatkowo, w tle rozbrzmiewa utwór "Imagine" Johna Lennona... Jakby tego było mało, Yslaire umiejscawia swoją akcję na wielu płaszczyznach czasowych - od Babilonu z 539 roku przed narodzeniem Chrystusa, poprzez II wojnę światową, czasy teraźniejsze, aż po rok 2019. Ponadczasowość idei pacyfistycznych oraz odradzania się dusz podkreślają duchy Johna Lennona i Yoko Ono, pojawiające się w pewnym momencie komiksu.

Yslaire prowokacyjnym "Niebem nad Brukselą" zszokował mnie. Zszokował tym, jak łatwo można obedrzeć temat pacyfizmu z jakiejkolwiek subtelności i najmniejszej nawet oryginalności. Jak łatwo można przedobrzyć, stosując nadmiar trików i motywów, które zwalniają umysł czytelnika z myślenia. Bo czytając ten komiks nie musimy ani przez moment pomyśleć nad tym, co
autor chce nam przekazać. On nam to przekazuje w sposób bardzo dosadny i nachalny, na każdej stronie wykrzykując o co mu chodzi. Jedynym aspektem innowacyjnym jest wspomniane przeze mnie wcześniej rozciągnięcie akcji w dość szerokich ramach czasowych i wplątanie w nią tych samych, odradzających się na nowo postaci. Jest to jednak tylko pozorny fajerwerk.
Yslaire w nocie od autora pisze: "odczuwam potrzebę naiwnego przypominania, że miłość jest lepsza od wojny". I rzeczywiście, "Niebo nad Brukselą" jest wprowadzeniem przez niego tych słów w czyn, bowiem nie dość, że w sposób naiwny, to jeszcze oklepany do bólu, traktuje bardzo poważny temat. A takiego przypominania nikomu nie potrzeba. "Od autora" jest zresztą istnym kuriozum - autor broni się w nim przed niewidzialnym wrogiem, odpowiadając na niesformułowane jeszcze zarzuty szokowania i prowokowania. I przy okazji tłumaczy swoje dzieło. W związku z tym, uważam, że rysowanie "Nieba nad Brukselą" powinien sobie w odpowiednim momencie (najlepiej na poziomie wstępnych szkiców postaci) odpuścić, a samą notę "od autora" opublikować np. na blogu. Oszczędziłoby to czytelnikowi ponad 150 stron tej łopatologicznej lektury.
"Niebo nad Brukselą". Autor: Bernar Yslaire. Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawnictwo: Egmont Polska 2009.

4 komentarze:

repek pisze...

Dlaczego pacyfizm musi być subtelny?

Oglądamy na ekranie pornografię przemocy, w komiksie dostajemy pornografię w łóżku i do tego pornograficzny, dosłowny przekaz. To wszystko do siebie pasuje, choć na pewno jest nachalne. Mniej więcej jak telewizja w roku 2003 i w każdym innym, gdy zaczyna się wojna.

Rozumiem, że to może być proste i nachalne, ale nie podpisałbym się pod stwierdzeniem, że to "szokuje".

Pozdrawiam

Ziniol pisze...

Podczas pisania tej recenzji byłem świadom tego, że użycie słowa "subtelny" może być odebrane przeróżnie. Generalnie miałem na myśli to, że są subtelniejsze SPOSOBY ukazania tego tematu, bardziej poruszające, dosadne i nie tak ograne jak to, co zaprezentował Yslaire.

Sam pacyfizm subtelny być nie powinien nawet, tu się z Tobą zgadzam. natomiast zszokowało mnie to, że można potraktować temat w tak pusty i prostacki sposób.

repek pisze...

Ok, imho to nie jest puste czy prostackie, ale to inna sprawa. :) Pomysł na protest Lennona i Ono jak dla mnie się nie zdezaktualizował. Wręcz przeciwnie, szczególnie przy dzisiejszych mediach.

Pozdroxy [słuchając covera Imagine w wykonaniu Perfect Circle]

Anonimowy pisze...

zgadzam sie z autorem!naiwność to dobre określenie dla tego komiksu.choć czytałam go pełna nadziei, skłaniam się ostatecznie do opinii podobnej: niestety jest to zbyt łopatologiczne promowanie pacyfizmu. forma (akurat mam na myśli rysunek, a nie formę/formalną stronę scenariusza) mi się jednakże podoba.rysunki i czcionki. szkoda, że nie do lepszej historii. a ogólnie nie przepadam za dziełami/dziełkami z wyraźnym przesłaniem/z wyraźną tezą.
pozdr
nomada