Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 7 lipca 2014

Kibicujemy (403)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Jędrzej Rayski to niezwykle płodny jak na swój wiek twórca komiksów spod Wrocławia. Jego pierwszym większym projektem był komiks "Niezatytułowany", poprzedzony "Krótkim opowiadaniem o bezsensie i przemijaniu", liczącym 8 stron i narysowanym przez autora w drugiej klasie gimnazjum. Kibicując jego najnowszemu projektowi - „Historii Louisa Montgolfier”, zapraszamy czytelników Ziniola do poczytania o tym, co Jędrzej ma do powiedzenia...

O Twórczości

Z (web)komiksem zacząłem eksperymentować w wieku lat 12, zauroczony minimalistyczną formą takich internetowych pozycji, jak „Bunny Comic” czy „LBDY” Mikołaja Tkacza. Ta forma ekspresji pozwalała mi na zespolenie w jedno dwóch pasji – rysunku (na którym co prawda średnio się znam i umiejętności posiadam wątpliwe) oraz prozy/poezji. Jednak jako twórca musiałem przejść długą drogę chodzenia po omacku, błądzenia we mgle i metamorfozy odtwórczości w twórczość, jako że na początku byłem bardzo podatny na pułapki naśladownictwa, co było mankamentem niedojrzałości wynikającej z wieku. Dopiero po czasie człowiek zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę naśladując innych odziera to co tworzy z wyjątkowości, świeżości i oryginalności. 
Więc zamiast szukać inspiracji wciąż na zewnątrz, pochłaniając stosy pomysłów zagranicznych autorów, dobrze budowanych scenariuszy, ciekawych rozwiązań – myślę, że dobrze jest spojrzeć we własne wnętrze, wsłuchać się w swój własny głos, i TWORZYĆ. Wówczas mamy do czynienia z unikalną i jedyną swoim rodzaju (nie bójmy się dużych liter) Twórczością.
Moja pierwsza poważna styczność ze wspomnianą Twórczością miała miejsce na początku 2012 roku, kiedy to jako 15-latek spłodziłem swoją pierwszą, zamkniętą na ośmiu stronach historię, noszącą tytuł „Krótkie opowiadanie o bezsensie i przemijaniu”. (Do przeczytania tutaj) Była ona studium tęsknoty tak dotkliwej, że zacierającej granice pomiędzy snem a rzeczywistością. 
Następnym projektem, nad którym spędziłem burzliwe półtora roku z wieloma rozłąkami i powrotami, był „Niezatytułowany” – historia, której wyjaśnienie i zakończenie niestety nie zostało przekształcone w materię. Osią dla tej historii było zmaganie się głównego bohatera z ciemnymi zakamarkami własnej podświadomości, a utrzymana została w konwencji science-fiction. Pojawia się w niej motyw organizacji prowadzącej badania nad tajnikami ludzkiego umysłu, która, jak się okazuje, bezdusznie wykorzystuje swoje „króliki doświadczalne”. Historia jednak kończy się przy zasadniczym zwrocie akcji, na 36 stronie – dlaczego? Zabrakło motywacji, chęci do dalszego rozwijania pomysłu. Lecz znów – dlaczego? Tutaj wyszły wady procesu twórczego, który polegał na improwizowaniu według scenariusza, który, nigdzie nie spisany, tkwił w mojej głowie. Brak było szkieletu, trwałego fundamentu na którym można było oprzeć fabułę i dalszy rozwój, coraz mniej pociągała mnie również sama tematyka, więc „Niezatytułowany” ostatecznie został świętej pamięci „Niezatytułowanym”.  
Tak więc, wspomniałem o tematyce. Science-fiction przestało mnie pociągać, a bardziej kusiła tematyka egzystencjalna – komiks, który zadawałby czytelnikowi pytania na tematy oscylujące wokół istoty człowieczeństwa, sensu życia, jednocześnie jednak nie nadymał się wyzierającym z każdej strony patosem. Poszukując dojrzalszej formy wyrazu, zapoczątkowałem mój najświeższy projekt pt. „Historia Louisa Montgolfier”. Na dzień dzisiejszy liczy on cztery strony, lecz po doświadczeniu z „Niezatytułowanym” wyciągnąłem wnioski i wprowadziłem znaczne modyfikacje samego procesu twórczego, o czym później, i mam nikłą nadzieję że uda mi się ten projekt zapiąć. 
Jak tytuł wskazuje, komiks opowiada historię jakiejś postaci – Louisa Montgolfiera. Louis jest 50-latkiem o niespełnionych ambicjach - sprzedaje balony na placu w małej miejscowości (w tym aspekcie nazwisko nabiera nieco ironicznego wydźwięku), a wieczorami pracuje jako ochroniarz dworca. Jego życia upływa mu w dużej mierze na roztrząsaniu przeszłości i rozdrapywaniu wewnętrznych ran. Do czasu… 
Moim zamysłem jest przedstawić portret człowieka, któremu blizny z przeszłości zasłaniają teraźniejszość, jak i zobrazować proces próby wyrywania się z tego marazmu, zadając pytanie – czy człowiek jest w stanie uwolnić się od ran i cierpienia?
To jest mój zamysł. Jaki będzie ostateczny efekt – życie pokaże.

O inspiracjach


Przy projektowaniu aparycji głównego bohatera „Niezatytułowanego” przyświecała mi idea prostoty (może stąd, że nie mam zbyt rozległej wiedzy na temat rysunku anatomicznego), jak i również łatwości w powielaniu postaci na kolejnych stronach komiksu. Krąg inspiracji można tu zawęzić do dwóch postaci: pierwsza – Mikołajek Rene Goscinnego, druga – bohater komiksów wspomnianego Mikołaja Tkacza. Zainspirował mnie fakt, że tak naprawdę nie trzeba mieć wielkich umiejętności technicznych, aby opowiedzieć historię. Że można przełamać bariery i wykorzystując swoje dotychczasowe umiejętności, po prostu opowiadać.

O sposobie tworzenia komiksów

Podczas pracy nad pierwszymi komiksami – całkowita „wolna amerykanka”. Po prostu siadałem przed kartką, a w miarę rysowania kształtowały się pomysły na fabułę, zwroty akcji. Jednak dopiero po 2 latach pracy takim sposobem, zdałem sobie sprawę że mimo że pozornie pozwala on nie wtłaczać się w schematy, to jednak ogranicza. Mnie ograniczał tym, że nie wiedziałem dokąd zmierzam; nie miałem motywacji, aby zasiąść do kolejnej strony, bo nie wiedziałem często od czego zacząć.

Przy pracy nad kolejnym komiksem postanowiłem wprowadzić, jak już wspomniałem, pewne modyfikacje do procesu twórczego. Po pierwsze, zacząłem od szkieletu całej fabuły. Zadanie sobie pytania: co ma się w niej znaleźć, co chcę przekazać? Dalej pracuję w ten sposób, że najpierw piszę krótki scenariusz każdej strony, drukuję go. Scenariusz daje mi informację ile kadrów będzie na stronie, więc układam je sobie w programie Inkscape i również drukuję. Dalej w ruch idzie ołówek a potem program GIMP i nakładanie kolorów. Moim zdaniem, tworzenie takim sposobem sprawia, że praca nad komiksem idzie znacznie sprawniej.
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "kibicujemy komiksiarzom" jest Krzysztof Małecki

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

fajne plansze. Może być naprawdę ciekawym twórcą, jeśli nie zrezygnuje. Powodzenia.