Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 5 sierpnia 2018

DMZ #50 - Wood

Okrągłe numery twórcy i/lub wydawcy bardzo często starają się jakoś uczcić. Tak też postanowił zrobić Brian Wood. Pięćdziesiąty zeszyt DMZ do jego scenariusza rysuje dziesięciu różnych rysowników: jest główny mistrz ołówka w serii, Riccardo Burchielli (w zaskakującym epizodzie w czerni i bieli) oraz Rebekah Isaacs (Roth i taksówkarz dają lekcję pewnemu panu, który planuje w DMZ ubić interes), Jim Lee (zaledwie całostronicowy rysunek), Fabio Moon (niemy szorciak o dzieciach i ładunku wybuchowym), Ryan Kelly (obok opowieści Isaacs i Burchielliego ta należy do trzech najlepszych: o człowieku, który próbuje ocalić dzieła sztuki na „po konflikcie”; nie ukraść ani sprzedać, ale ocalić dla potomnych), Lee Bermejo (jeden rysunek plus tekst), Philip Bond (jedna ilustracja z tekstem), Jean Paul Leon (o chińskiej kuchni Wilsona), Eduardo Risso i Dave Gibbons (obaj panowie, podobnie jak Lee, z jednym rysunkiem na całą planszę plus tekst).

Co uzasadnia taką konstrukcję jubileuszowego odcinka? Otóż Matty, po czterech latach (tyle samo czasu upłynęło od publikacji pierwszego odcinka serii) w strefie, postanawia napisać kilka słów o mniejszych elementach układanki, gdyż nie potrafi póki co dostrzec szerszej perspektywy. Pisze więc reportaż, trochę podobnie, jak pisał przewodnik po DMZ w #12, ale tym razem jednostronicowe ilustracje przeplata regularnymi komiksowymi szorciakami – z tekstem i bez.

Przy patchworkowej metodzie twórczej zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że wyjdzie niespójnie. Woodowi i pracującym dla niego rysownikom, choć bardzo różnią się kreską, wychodzi jednak bardzo ciekawie i sensownie, i nie ma „syndromu Žeželja”. Ponieważ #50 ma być zlepkiem, nie sposób zarzucić scenarzyście i rysownikom, że nic tu do siebie nie pasuje. Jest po prostu różnorodnie. Szkoda może tylko, że „wielkie nazwiska” jak Lee czy Risso nie popisali się kunsztem na kilku planszach.

Aby uczcić jubileusz można wydać zeszyt z kilkoma wariantami okładki, zrobić rozkładaną okładkę trójczęściową albo wrzucić hologram z pająkiem. Tylko że do serii DMZ nic z tego nie pasowałoby tak dobrze, jak to, co wymyślił Wood.
(Kuba Jankowski)
"DMZ" #50. Scenariusz: Brian Wood. Rysunki: Rebekah Isaacs, Jim Lee, Fábio Moon, Ryan Kelly, Lee Bermejo, Riccardo Burchielli, Philip Bond, John Paul Leon, Eduardo Risso, Dave Gibbons. Kolor: Jeromy Cox. Wydawca: DC Vertigo, kwiecień 2010

sobota, 4 sierpnia 2018

Scene of the Crime #1 - Brubaker/ Lark

Zanim na dobre rozkręcił wspólne robienie komiksów z Seanem Phillipsem, Ed Brubaker robił naprawdę dobre rzeczy na przykład z Michaelem Larkiem. Pierwszy zeszyt ich Scene of the Crime - serii, która zadebiutowała w maju 1999 roku to porządnie zapowiadający się dramat detektywistyczny, który spokojnie mógłby stanąć na półce obok polskich wydań Fatale czy Zaćmienia.
Pierwszy zeszyt to standardowe wprowadzenie w detektywistyczną (nie wiemy jeszcze czy dobrą) robotę. Młody prywatny detektyw ma rozwikłać sprawę zaginionej dziewczyny. Pomagają mu w tym: 68-letni wuj - słynny fotograf miejsc zbrodni, doświadczenie oraz szczypta szczęścia. Tropy prowadzą do sekty, która za zadanie postawiła sobie uwalnianie ducha swoich członków, do obskurnych hoteli i znajdujących się w ich pobliżu knajp. Czarny kryminał w pewnym momencie zamienia się w kiełkujące love story, by w kulminacyjnym momencie odpowiednio zaskoczyć i narobić smaku na ciąg dalszy.
Brubaker w pełnym metrażu radzi sobie znacznie lepiej niż w krótkim. Lark  rysuje podobnie do Phillipsa, choć nieco mniej polega na zdjęciowej dokumentacji i bardziej rygorystycznie trzyma się kompozycji planszy. Pierwsza część A little piece of Goodnight to zeszyt bardzo treściwy. Autorom udało się zmieścić naprawdę sporo wydarzeń oraz wiarygodnie przedstawić bohaterów. Bardzo solidna lektura. Polski wydawco, opublikuj to u nas.
"Scene of the Crime" #1. Scenariusz: Ed Brubaker. Rysunki: Michael Lark. Kolor: James Sinclair. Wydawca: DC Vertigo, maj 1999

piątek, 3 sierpnia 2018

Moonshadow #1 - DeMatteis/ Muth

Ulubione dziecko J.M. DeMatteisa oraz pierwszy w pełni malowany komiks w USA. Opublikowany przez marvelowski imprint Epic w latach 1985-87, zebrany w jeden album w 1989, a następnie w 1994 wznowiony przez Vertigo w formie 12-częściowej miniserii oraz dodatkowego albumu Farewell, Moonshadow. Ponownie zebrany w album w 1998 roku. W Polsce promowany przez Arka Wróblewskiego w czasie ery TM-Semic. 
Moonshadow - J.M.DeMatteisa, Jona J Mutha oraz George'a Pratta i Kenta Williamsa.
Głównym bohaterem tej baśni dla dorosłych jest  dzieciak będący efektem niekonwencjonalnego związku hippiski z kosmiczną świecącą kulą rasy G'l Doses. Moonshadow dorasta w intergalaktycznym zoo - miejscu bez żadnego celu i sensu, gromadzącym różnych freaków. Pewnego dnia Moon zostaje z tego zoo wygnany i wraz z seksualnie sfrustrowanym futrzakiem imieniem Ira oraz czarnym kotem wabiącym się Frodo wyrusza na spotkanie przygody w bezkresnym kosmosie.
Tak w skrócie prezentuje się fabuła pierwszego zeszytu. W skrócie, ponieważ uwielbiający narrację DeMatteis zasypuje czytelnika mnóstwem informacji zarówno na temat tajników życia wszystkich bohaterów, jak i dotyczących historii rasy G'l Doses. Na każdej stronie czytelnik parkuje dość długo, a ilustracje momentami zdają się być jedynie dodatkiem. Ale jakże pięknym dodatkiem! Muth - mistrz!
Zeszyt pierwszy to zaledwie wprowadzenie do fascynującej opowieści o dorastaniu. Cała seria jest obowiązkową lekturą dla fanów DeMatteisa (nawet tych, którzy nie wyszli poza jego pisanie w Spider-Manie) oraz jedną z najlepszych historii opowiedzianych na łamach komiksów Vertigo.
"Moonshadow" #1. Scenariusz: J.M.DeMatteis. Rysunki: Jon J Muth. Wydawca: DC Vertigo, wrzesień 1994

czwartek, 2 sierpnia 2018

Ja, Nina Szubur - Chmielewski

Ja, Nina Szubur to adaptacja powieści Anna Inn w grobowcach świata Olgi Tokarczuk. Adaptacji dokonał Daniel Chmielewski, autor takich komiksów jak Zapętlenie czy Zostawiając powidok wibrującej czerni, a w głównej roli wystąpiła jego żona, również autorka komiksów, Olga Wróbel.
Akcja komiksu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w stojącym na środku pustyni i otoczonym murami mieście Uruk. Miasto składa się z trzech poziomów. Im niższy poziom - tym niższa ranga społeczna, dostępne przywileje i zaplecze sanitarne. I w tymże mieście tytułowa Nina Szubur rusza na pomoc swojej ukochanej Inannie, która zostaje uwięziona w jego podziemiach. Dryfując między poziomami, tajemniczymi pomieszczeniami i częstującymi różnymi koncepcjami ludźmi, bohaterka szybko uświadamia sobie, że nic tu nie jest tym, czym się wydaje. 
Ja, Nina Szubur to komiks, który nie zarasta kurzem na półce, ponieważ przeznaczony jest do wielokrotnej lektury. Podczas pierwszego czytania nie wychwyciłem wszystkiego i z przyjemnością będę do niego wracał. Dlaczego? Bo to dzieło fantastyczne na każdym poziomie. Cudownie zaadaptowane i narysowane z głową. 
Jest to też mistrzostwo formy. Wyłapywaczom błędów dam pewną podpowiedź: kiedy już wyłapiecie, że Chmielewski daje za mało światła w dymku, że tekst ucieka mu poza ramkę kadru, że ciągłość komunikatu między dymkami zaburzona jest brakiem wielokropka, i wreszcie, że plansze z poziomu uciekają w pion, to wiedzcie, że tak miało być. Daniel Chmielewski niejednokrotnie pokazał, że lubi sobie poeksperymentować z każdą składową komiksu. Nie jest to eksperymentowanie dla samej sztuki. Wszystko zyskuje uzasadnienie.  
Bywa, że kadry komiksowe to dla Chmielewskiego słowa, a plansza to zdanie. Wielokrotnie złożone, ze słów i obrazów. Rysunek jest przecinkiem albo kropką. Plansze wędrują z pionu w poziom, wszystko dopracowane jest w najdrobniejszym szczególe. 
Ten komiks jest zaprojektowany w sposób bardzo przyjazny dla czytającego i nawet zamysł autora, który początkowo wydał mi się dość karkołomny i niepotrzebny, a który to polegał na obracaniu albumu przed przewróceniem konkretnej strony, nie tyle nie przeszkadza, co okazuje się być niezbędny. 
Większość plansz w albumie to absolutne mistrzostwo. Dynamika, precyzja, świetna kompozycja… Dla takich albumów czyta się komiksy. 
Bardzo chciałem znaleźć jakiś mankament, żeby nie wyjść na płaszczącego się i wyrzygującego pochlebstwa recenzenta, ale nawet okładki, która początkowo kompletnie mi się nie podobała, po lekturze nie zamieniłbym na żadną inną.
"Ja, Nina Szubur". Autor: Daniel Chmielewski (na motywach powieści Olgi Tokarczuk "Anna Inn w grobowcach świata"). Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, 2018

Sweet Tooth #1 - Lemire

Sweet Tooth, zeszyt pierwszy - postapokalipsa w stylu alternatywnym i przebłysk geniuszu Jeffa Lemire'a, który rysując brudną, zinową kreską wkradł się w łaski komiksowych potentatów. Zapomnijcie o Żywych trupach i kalkach z Kirkmana. Sweet Tooth to dopiero fenomen!
Pierwszy zeszyt to precyzyjne wprowadzenie w świat przedstawiony. Jakaś zaraza wytłukła większość ludzi na ziemi. Standard. Wskutek zarazy na Ziemi pojawiły się istoty, będące połączeniem człowieka i zwierzęcia. Jedna z takich istot to Gus - chłopak z rogami, który na okładce zeszytu zajada się łakociem. Gus mieszka w położonej w lesie chacie wraz z (najwyraźniej) nadopiekuńczym ojcem, który nakazuje mu przestrzegać kilku prostych zasad, na czele z tą, by nigdy nie opuszczał lasu, bo poza jego granicami czai się wszystko co złe. Ojciec mamrocze coś o Bogu, a chłopca nawiedzają sny o wielkoludzie o zimnych oczach, który spogląda na niego z góry...
Lemire znakomicie skonstruował ten zeszyt, wykorzystując pierwszoosobową narrację Gusa oraz powtarzalność pewnych istotnych dla fabuły kadrów. Pierwszy odcinek, choć kończy się sytuacją dość krytyczną, zdaje się być zapowiedzią poznawania świata i stawiania przez autora pytań, których póki co zbyt wiele nie ma. Jest za to spokojna, kameralna historia z kilkoma aktorami i potencjałem do wybuchnięcia w niedalekiej przyszłości. 
Intrygujący i mistrzowsko zrealizowany debiutancki zeszyt.
"Sweet Tooth" #1. Autor: Jeff Lemire. Kolor: José Villarrubia. Wydawca: DC Vertigo, październik 2009

środa, 1 sierpnia 2018

Ostatni dzień przedsprzedaży ziniolowych frykasów

To już ostatni dzwonek na zakup Ziniola 53, Ziniola 54 i albumu Dolores w przedsprzedaży po atrakcyjnej cenie. Po zebraniu zamówień oszacujemy nakład i puszczamy produkcje do druku. Uwaga! Później może nie być! A jeśli będą, to za nie wiadomo jakie pieniądze! Przedsprzedaż trwa do północy. Zainteresowanych prosimy o kontakt: ziniolzine@gmail.com
Ziniol # 53 to 32 strony formatu B5 z kolorową okładką (a na niej Paradax i Brendan McCarthy), czarno-białym wnętrzem i komiksami duetów Peter Milligan/ Daniel Chmielewski, Scott Lobdell/ Maciej Pałka, Dominik Szcześniak/ Marcin Rustecki, Jerzy Łanuszewski/ Dominik Szcześniak oraz Sławek Lewandowski/Sławek Lewandowski. Ponadto, w części publicystycznej przyglądamy się twórczości Petera Milligana, gościa tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. 
Cena z odbiorem podczas MFKiG = 12 zł.

Ziniol # 54 to 32 strony formatu B5 z kolorową okładką Krzysztofa Prosiaka Owedyka, czarno-białym wnętrzem i komiksami takich autorów jak Marcin Rustecki, Mateusz Skutnik, Wojciech Stefaniec, Krzysztof Owedyk, Sławek Lewandowski, Rafał Trejnis, Grzegorz Pawlak, Otoczak, Piotr Machłajewski. 
Zero publicystyki. 
Cena z odbiorem podczas MFKiG = 12 zł.
Dolores to kolejny album duetu Rust/Szczez. 80 czarno-białych stron w twardej oprawie za 40 złotych narysowanych przez mistrza ołówka i legendę TM-Semic. 
Przykładowe plansze można znaleźć tutaj
Istnieje również możliwość zamówienia komiksów z wysyłką pod wskazany adres.

DMZ #48/49 - Wood/ Burchielli

DMZ #48/49: Hearts and Minds, Chapter 4 and 5 - te dwa rozdziały kończą ósmego trade’a DMZ. Do tego, co przeczytacie w zakończeniu Hearts and Minds, doprowadziły w prostej linii wydarzenia z #38. Jeśli rozstaj dróg z tamtego odcinka w postaci „Y” miał gdzieś pokierować Matty’ego, to raczej nawet on sam nie spodziewał się, że aż tak pobłądzi, że zmiana w nim będzie tak… brutalna? Dziwna? Niewytłumaczalna?
No bo jak sobie wytłumaczyć, że dziennikarz staje na czele paramilitarnej tajnej grupy, która załatwi najbrudniejszą robotę na polecenie nowego przywódcy DMZ, Parco? Jak to możliwe, że dziennikarz sfinalizuje zakup bomby atomowej na rozkaz tegoż samego Parco (to akurat numer wcześniej)? Jak to możliwe, że ktoś wykorzysta ten fakt, aby spróbować spacyfikować DMZ? Czy spodziewalibyście się, że w odwecie za pobicie przez żołnierzy, Roth zleci ich likwidację? I jak zareagujecie na to, że jego oddział przez pomyłkę zabije na jego rozkaz grupę niewinnych ludzi? 
W zasadzie to chyba każdy przywódca musi mieć ludzi od brudnej roboty, prawda? W każdym konflikcie korzysta się z prowokacji, tak? I każdy konflikt pochłania niewinne istnienia, czyż nie?
Tak czy inaczej, te dwa zeszyty pokazują efekt przemiany Rotha, który zaczyna trzeźwieć pod wpływem terapii szokowej, którą sam sobie funduje. Umysł rozjaśnia mu ostatecznie atomowy grzyb, który obserwuje z jednej z ulic DMZ. Jednak o sile szokującej konkluzji Hearts and Minds stanowi to, jakie miejsce opisane tutaj wydarzenia zajmą w całości układanki oraz to, jaką lekcję wyciągnie z tego Matty. Jeszcze będzie się działo.
(Kuba Jankowski)
"DMZ" #48/49. Scenariusz: Brian Wood. Rysunki: Riccardo Burchielli. Kolor: Jeromy Cox. Wydawca: DC Vertigo, luty/marzec 2010