Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff Lemire. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff Lemire. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 sierpnia 2018

Łasuch (1) - Lemire

Łasuch to postapokaliptyczna opowieść Jeffa Lemire’a zrealizowana dla obchodzącej 25-lecie istnienia oficyny Vertigo. Postapokalipsa to temat dość często eksploatowany przez twórców komiksów, czasem nawet aż do znudzenia. Ale Łasucha można umiejscowić gdzieś na szczycie kupki wydanych ostatnio w Polsce komiksów z tego nurtu. Bo bardziej niż kreowaniem coraz bardziej wymyślnych wizji końca świata jakiego znamy, Lemire skupił się na dość intymnym dramacie i relacji pomiędzy dwójką bohaterów. 
Nie jest to relacja specjalnie zniuansowana, tak samo jak nie jest to komiks robiony na siłę i nastawiony na efektowność. Swoje bogate doświadczenia z komiksu niezależnego Lemire elegancko wykorzystuje w historii z głównego nurtu. A jest to historia o efektach Przypadłości, która na całym świecie zabiła miliardy ludzi. Dzieci, które urodziły się po tejże Przypadłości, stały się zwierzęco-ludzkimi hybrydami, na które zaczęli polować łowcy nagród. Nie spalę zbytnio ogólnego konceptu komiksu mówiąc, że na łamach Łasucha taki właśnie łowca spotyka chłopca z porożem jelenia. No i zaczyna się przygoda, przez którą się płynie. 
Lemire musi być geniuszem, bo do oficjalnego nurtu przemycił rysunki z wprost podziemnego zina. I to wydaje mi się w Łasuchu najcenniejsze. Brudne, szarpane, „brzydkie” rysunki, które jednak są idealne, bo autor potrafi je poprowadzić w sposób znakomicie pasujący do równie znakomicie opowiedzianej historii. Przez wzgląd na ten fakt uznaję Łasucha za komiks niemal rewolucyjny. 
"Łasuch", tom 1. Autor: Jeff Lemire. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, 2018

piątek, 17 sierpnia 2018

Sweet Tooth #11 - Lemire

Komiks, o którego pierwszym zeszycie w cyklu Vertigo pisał D.Sz., przeczytałem „na raz” w polskim wydaniu zbiorczym. Przez trzy dni zastanawiałem się, który zeszyt tej serii wybrać do cyklu i się poddałem (ale redakcja się nie poddała - przyp.red.). Z pierwszych dwunastu nie potrafię wskazać żadnego, który byłbym w stanie wyróżnić na plus lub na minus.

Sweet Tooth to po prostu Jeff Lemire, którego storytellingu nie pomylicie z żadnym innym. Lemire ma styl opowiadania teoretycznie pozbawiony fajerwerków, ale tak lekki i płynny, że jego historie połyka się w mig, a apetyt na kolejne rośnie w miarę czytania. Smaczki kompozycyjne są w nim umieszczone jak żurawina w masie sernikowej, nieregularnie, ale w odpowiednich miejscach.

W Sweet Tooth Lemire opowiada historię, jakiej jeszcze mu się nie zdarzyło, a która wpisuje się w vertigowski nurt apokaliptyczny. Trochę skojarzył mi się ten pomysł na „mutacje” (nie zdradzam, jaka jest najbardziej prawdopodobna wersja wyjaśnienia) z Hinterkind, ale tam akurat historia miała inny rozwój i zdecydowanie mniej ciekawie została opowiedziana. Nie byłby sobą Lemire, gdyby nie dorzucił do przepisu na sukces dwóch ulubionych elementów: czegoś o hokeju, i czegoś o prowincji. Tak, to zdecydowanie nadaje charakterystyczny smak jego wytworom.

Polskie wydanie jest super, ale absolutnie nie podoba mi się w nim jedna rzecz: wstęp Michaela Sheena – takiego pieprzenia dawno nie czytałem i szkoda, że polski red. zdecydował się to puścić. Szkoda tak ogólnie też, że sekwencja otwierając pierwszy zeszyt (kiedy Łasuch leży na łóżku), w której Lemire chował rogi bohatera, żeby nas zaskoczyć, zespoilerowana jest na okładce. Ale tak ogólnie – uczta!
(Kuba Jankowski)
"Sweet Tooth" #11. Autor: Jeff Lemire. Wydawca: DC Vertigo, wrzesień 2010

czwartek, 2 sierpnia 2018

Sweet Tooth #1 - Lemire

Sweet Tooth, zeszyt pierwszy - postapokalipsa w stylu alternatywnym i przebłysk geniuszu Jeffa Lemire'a, który rysując brudną, zinową kreską wkradł się w łaski komiksowych potentatów. Zapomnijcie o Żywych trupach i kalkach z Kirkmana. Sweet Tooth to dopiero fenomen!
Pierwszy zeszyt to precyzyjne wprowadzenie w świat przedstawiony. Jakaś zaraza wytłukła większość ludzi na ziemi. Standard. Wskutek zarazy na Ziemi pojawiły się istoty, będące połączeniem człowieka i zwierzęcia. Jedna z takich istot to Gus - chłopak z rogami, który na okładce zeszytu zajada się łakociem. Gus mieszka w położonej w lesie chacie wraz z (najwyraźniej) nadopiekuńczym ojcem, który nakazuje mu przestrzegać kilku prostych zasad, na czele z tą, by nigdy nie opuszczał lasu, bo poza jego granicami czai się wszystko co złe. Ojciec mamrocze coś o Bogu, a chłopca nawiedzają sny o wielkoludzie o zimnych oczach, który spogląda na niego z góry...
Lemire znakomicie skonstruował ten zeszyt, wykorzystując pierwszoosobową narrację Gusa oraz powtarzalność pewnych istotnych dla fabuły kadrów. Pierwszy odcinek, choć kończy się sytuacją dość krytyczną, zdaje się być zapowiedzią poznawania świata i stawiania przez autora pytań, których póki co zbyt wiele nie ma. Jest za to spokojna, kameralna historia z kilkoma aktorami i potencjałem do wybuchnięcia w niedalekiej przyszłości. 
Intrygujący i mistrzowsko zrealizowany debiutancki zeszyt.
"Sweet Tooth" #1. Autor: Jeff Lemire. Kolor: José Villarrubia. Wydawca: DC Vertigo, październik 2009

poniedziałek, 25 czerwca 2018

The Nobody - Jeff Lemire

Jeff Lemire opowiada historię niewidzialnego człowieka, więc wszelkie wycieczki porównawcze do H.G. Wellsa są usprawiedliwione. Oto niejaki John Griffen (kiedyś podobno naukowiec) przyjeżdża do Large Mouth i mimo tego, że nie szuka towarzystwa, w pewien sposób zaprzyjaźnia się z Vickie. Griffen owinięty jest w bandaże i nosi gogle.

Ta prosta historia dzieje się w małym miasteczku, „Home of the World’s Biggest Bass. Population 754”. Nie ma tu zbyt wiele do roboty, więc kiedy zjawia się nieznajomy, z miejsca staje się obiektem zainteresowania. Z powodu utrzymywanej wokół siebie aury tajemniczości, zainteresowanie wkrótce ewoluuje w kilku kierunkach i dzieli mieszkańców Large Mouth. W takiej atmosferze dalszy rozwój wypadków jest raczej przewidywalny (jakaś tragedia, jakieś duchy z przeszłości ścigające Griffena, etc.) i Lemire nie zaskakuje niczym specjalnym. Jest jednak coś, co sprawia, że ten komiks Lemire’a, choć nie wciąga jak Essex County i nie wali w łeb jak Czarny Młot, zaciekawia i na czas lektury satysfakcjonuje.

The Nobody nie ukazywał się w częściach, w „zeszytówkach”, i chociaż jest podzielony na rozdziały, to jednak nie wybieram żadnego konkretnego, żeby zwrócić na niego Waszą uwagę. Elementy, które zdobią The Nobody, to mniejsze całości: wizualna klamra, która pokazuje nicniedzianie się w Large Mouth (koniecznie porównajcie sobie pierwszą i ostatnią stronę komiksu; koniecznie zwróćcie uwagę, jak między pierwszą i ostatnią planszą sygnalizuje się zmianę pór roku!); okładki kolejnych rozdziałów, które nawiązują do taniej literatury grozy; pomysł Griffina na morderstwo doskonałe; kilka świetnych kompozycji plansz, które pięknie wpływają na nasze doświadczenie z lektury (np. te z elementem powiększonych „oczu” różnych postaci, z których zbliżeń tworzą się pełne napięcia sekwencje), etc.

Komiks zdaje się napisany i opowiedziany „nijako”, bo jest o nikim. Poszukajcie jednak na planszach detali i chłońcie atmosferę małego miasteczka. Być może tyle wystarczy, żeby dobrze wspominać pobyt w Large Mouth, „Home of the World’s Biggest Bass. Population 754”.
(Kuba Jankowski)
"The Nobody". Autor: Jeff Lemire. Wydawca: DC Vertigo, lipiec 2009.

wtorek, 21 listopada 2017

Czarny Młot: Tajna geneza - Lemire/ Ormston

Dla tych, którym patos Alana Moore’a ze Strażników wychodzi już bokiem, a lekkie i rubaszne podejście Marka Millara z Kick-Ass to rzecz nieprzyswajalna, Jeff Lemire z Deanem Ormstonem przygotowali komiks pod tytułem Czarny Młot. To takie niegłupie superbohaterstwo dla dorosłych zrealizowane bez nadęcia. Album polecany jest i przez Mike’a Mignolę i przez Jamesa Robinsona i przez Scotta Snydera słowami dość zachęcającymi: „Rzadko czytuję komiksy, ale Czarnego młota uwielbiam” - to słowa Mike’a. „Jeden z najlepszych komiksów Lemire’a” - to z kolei Snyder. A dalej: świeży, ekscytujący, zabawny, melancholijny, prawdziwy, "chcę więcej", nie mogę się doczekać i tak dalej i tak dalej. To, rzecz jasna, jedynie kurtuazyjne polecajki kolegów po fachu, a te zazwyczaj są kompletnie odklejone od rzeczywistości. Dlatego też dzisiaj Czarnego Młota poleca zwykły szary czytelnik. 
To właściwie komiks obyczajowy. Farmersko-superbohaterski. Grupka bohaterów ze Spiral City, po wyeliminowaniu ostatecznego zagrożenia zniknęli. Dla czczących ich pamięć mieszkańców - zginęli. Lecz tak naprawdę trafili na farmę, gdzie czezną już dziesiąty rok. Dlaczego zamiast ratować świat po raz kolejny muszą doglądać świń? Doić krowy zamiast walczyć z Antybogiem? Lemire zadaje pytania i nie jest nadgorliwy w serwowaniu odpowiedzi, choć te częściowo pojawiają się w retrospekcjach. 
Jeśli spojrzeć na poprzednie dokonania Jeffa Lemire’a, tematyka poruszona w Czarnym Młocie nie może dziwić. W niezależnym albumie jego autorstwa, zatytułowanym Opowieści z hrabstwa Essex Lemire zbudował drzewo genealogiczne mieszkańców kilku położonych obok siebie farm w tytułowym hrabstwie. Następnie ten sielankowy nastrój zamienił na karierę w komiksach o superbohaterach, pracując zarówno dla Marvela, jak i DC. Czarny Młot to wypadkowa jego dotychczasowych dokonań. Bardzo solidna lektura, której kolejnym plusem jest Dean Ormston - rysownik, który, gdy jest w formie, potrafi zachwycić. Tu jest. Zdaje się, że osiąga wyżyny swoich możliwości - zupełnie jakby był przekonany, że bierze udział w tworzeniu niezwykle ważnego komiksu. 
"Czarny Młot, tom pierwszy: Tajna geneza". Scenariusz: Jeff Lemire. Rysunki: Dean Ormston, kolor: Dave Stewart. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2017.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

"Opowieści z hrabstwa Essex" - Lemire

Autor: Dominik Szcześniak

"Opowieści z hrabstwa Essex" w bardzo delikatny sposób dotykają ludzi i emocji. Gdzieś pod koniec lektury natrafiamy na drzewo genealogiczne postaci, przewijających się przez komiks i okazuje się, że większość z nich zna się lub znać się powinna; że są ze sobą spokrewnieni lub że wiąże ich znajomość pomocnej osoby spoza kręgów rodzinnych. Jeff Lemire nie pokazuje nam jednak tych relacji na zasadzie sielanki rodzinnej w rytm zwyczajnej wymiany pokoleń. W spokojne życie hrabstwa Essex wprowadza bolesną tajemnicę, kłamstwo, niedopowiedzenie, ale też szczyptę fantazji oraz rozgrywki hokeja na lodzie.

Piątkę głównych bohaterów, odwróconych plecami, prezentuje okładka. Dwie skrajne postaci to Lou i Vince LeBeuf - od najmłodszych lat parający się bieganiem w łyżwach po lodzie i będący najlepiej współpracującymi braćmi w historii kanadyjskiego hokeja. Od momentu pierwszych prób na lodowisku w Essex, poprzez wspólne granie w Toronto, aż po lata starcze mamy okazję obserwować relacje między tymi osobnikami. Podobieństwo Lou i Vince'a do Alvina Straighta i jego brata Lyle'a jest nieprzypadkowe. Alvin, upamiętniony w filmi
e "Prosta historia" przebył 240-milową podróż kosiarką tylko po to, by pojednać się z dawno niewidzianym bratem. Podobną wędrówkę, choć nie podbarwioną tak czytelną metaforą, odbywają hokeiści. Lemire za pomocą braci prezentuje typowe, rozrzucone na dekady zachowania obecne w rodzinie: zdradę, milczenie stosowane w celu zapomnienia o niej i wybuch emocji dopiero wtedy, gdy nie ma już praktycznie nic do stracenia.

Historia LeBeufów wchodzi w skład drugiej, zdecydowanie najlepszej części "Opowieści z hrabstwa Essex": "Opowieści o duchach". Jej siła jest jednak siłą całego albumu, bowiem zasadza się na sprawnych umiejętnościach narracyjnych Lemire'a. Plansza komiksu nie jest dla niego tylko kartą papieru, na której musi upchnąć daną ilość zdarzeń, wedle rozpisanego wcześniej scenariusza, lecz raczej przekaźnikiem emocji i czasu, nadającym historiom odpowiednie tempo. Autor nie ma oporów z rozrysowywaniem scen na kilka jednostajnych plansz. Swobodna i powolna narracja idealnie wpasowuje się w klimat prowadzonej historii. W przypadku "Opowieści o duchach" warto zwrócić również uwagę na bardzo płynne przechodzenie z teraźniejszości do przeszłości, służące wyjaśnieniu relacji między braćmi.
Obok wspomnianych już dwóch płaszczyzn czasowych, Lemire sięga również do płaszczyzny fikcyjnej, budując "komiks w komiksie". W części pierwszej, zatytułowanej "Opowieści z farmy" głównymi bohaterami są Lester Papineau, dzieciak, który po smierci matki wychowywany jest przez swojego wujka oraz Jimmy LeBeuf, potomek rodu LeBeufów, aktualnie zatrudniony na stacji benzynowej. "Opowieści z farmy" za sprawą wyobraźni Lestera są najbardziej odrealnionym odcinkiem albumu. Lemire tworzy tutaj właśnie coś w rodzaju "komiksu w komiksie", prezentując za pomocą swoich pierwszych prób komiksowych, fascynację Lestera tym medium. Metaforyka zawarta w tej części serii służy ukazaniu sposobu radzenia sobie z samotnością i prób wtłoczenia się w nowe życie.

Lemire zadbał o szereg zabiegów, bardzo urealniających i ubarwiających "Opowieści". Kiedy młody Lester kończy rysować swój komiks "Kapitan Kanada", Czytelnik przewracając stronę ma okazję zapoznać się z całym tym komiksem. Gdy Lou LeBeuf odnajduje album z wycinkami prasowymi i rozpoczyna jego oglądanie - Czytelnik ogląda go razem z nim. Lemire wpuszcza odbiorcę w świat swoich bohaterów, nie mając przed nim żadnych tajemnic.

Morał czy też raczej pytania, jakie kieruje w stronę odbiorcy autor, pojawiają się w każdej części opowieści. Lemire unika jednak kadzenia, zadawania pytań banalnych i udzielania nań wymyślnych odpowiedzi. Daje raczej sporo inwencji umysłom Czytelników, ponieważ jego komiks skonstruowany jest w sposób daleki od łopatologicznego. To jest świetna lektura, przez którą się płynie, lub raczej leci wraz z krukiem, który scala wszystkie historie zamieszczone w tomie w jedną, opasłych rozmiarów całość.


Graficznie "Opowieści z hrabstwa Essex" mogą się podobać lub nie, natomiast pod względem literackim jest to rzecz najwyższych lotów. Lemire, badając drzewo genealogiczne mieszkańców kilku położonych obok siebie farm, stworzył komiks w którym dał tym mieszkańcom wypowiedzieć się na ich własnych warunkach. Kawał solidnej, obyczajowej lektury.

"Opowieści z hrabstwa Essex". Autor: Jeff Lemire. Tłumaczenie: Bartosz Sztybor. Wydawca: timof comics 2009