Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szaweł Płóciennik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szaweł Płóciennik. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 listopada 2014

Pinki - Płóciennik

"Jedziesz!" - krzyczy ze strony tytułowej najnowszego komiksu Szawła Płóciennika zabarwiony na różowo starszy gość z długą brodą i wąsem. To Krzysztof Brandt, tytułowy Pinki - postać niezwykle barwna, niesplamiona przemocą, działająca wedle hippisowskich zaleceń na temat pokoju i miłości. Przybił piątkę Frankowi Zappie, zwiał do Szwecji z księżną tatarską, był modelem, malarzem, paryskim kloszardem, kumplem Jezusa, hipisem, hipsterem, dobrym samarytaninem. Można by rzec, że jego historia to samograj, co jednak nie zmienia faktu, że musiała trafić w odpowiednie ręce.
I trafiła. W najlepsze, bo zaprawione w podobnych akcjach.
Szaweł Płóciennik skutecznie uciekł przed pułapką pisania i rysowania wciąż o tym samym. Co prawda kolejne jego projekty poświęcone są czasom minionym, bazują na wspomnieniach i zawsze jednym z istotnych motywów czynią muzykę, jednak realizowane są innymi technikami i poruszają zupełnie odmienne kwestie. Wspólnie z ojcem Szaweł stworzył sugestywny obraz Polski lat 80., ze Sławomirem Gołaszewskim opowiedział o muzykoterapii, a bazując na wspomnieniach Pinkiego wykreował biografię człowieka, określanego mianem warszawskiej legendy.
"Dziecko, ale wiesz, że z tym komiksem to się musisz postarać" - powiada Pinki do Szawła w jednej z początkowych scen komiksu. I w związku z tym dużo jest w "Pinkim" sumiennej reporterskiej roboty. Szaweł się stara i - co niezwykle ważne - robi to z odczuwalną przyjemnością. Wnika w świat bohatera, zarywa nocki przy odsłuchach, z ekscytacją dzieli się nowinkami z uniwersum Pinkiego z bliskimi. A przed czytelnikami odsłania także swoje obawy dotyczące pisania i rysowania tak ekscentrycznej postaci, jaką jest potomek Józefa Brandta. Efekt? Komiksowa biografia roku, której autor przyspawał się do bohatera na długi czas, idealnie posklejał przeszłość z teraźniejszością i zaatakował eksplozją różowej radości.

Bo pokolorowany różem, rysowany "tytusową" kreską komiks to rzecz o pozytywnym nastawieniu do świata i ludzi. "Przede wszystkim niech to będzie z przesłaniem dla tych młodych. Radośnie!" - powiada bohater w jednej ze scen. I tych wytycznych Szaweł sumiennie trzyma się przez całą objętość albumu. Niezależnie od pułapek losu, Pinki sieje radość wśród bliźnich - sieje ją będąc brzdącem wśród kumpli z osiedla, wśród dzieci-kwiatów, mecenasów sztuki i przedstawicieli religii wszelakich. Sieje ją nawet wśród paryskich szczurów. A przy tym wyciąga dłoń potrzebującym, bez namysłu poświęca swoje życie dla innych i nie rozpamiętuje. Jest przesłanie dla młodych? Niejedno.
Album Szawła Płóciennika to najlepszy - obok "Blakiego" Mateusza Skutnika - polski komiks mijającego roku. A jednocześnie idealny towar eksportowy. "Ach! Będzie fajowy komiks. Czuję to! A Pinki mi wciąż powtarza, że będę bogaty, że to będzie hit, że trzysta tysięcy nakładu to minimum! Szaleństwo" - wykrzykuje radosny Szaweł w jednej ze scen. Przesada? Niekoniecznie. Uważam, że tak piękny komiks powinien doczekać się co najmniej wspomnianego nakładu w Polsce, jak również wielu edycji zagranicznych. Miłość i pokój to najlepszy towar eksportowy. Zawsze. Tak więc, czytelniku tej recenzji, jeśli nie miałeś jeszcze przyjemności zapoznać się z Pinkim - Jedziesz!
"Pinki" Autor: Szaweł Płóciennik. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl, Incal.

czwartek, 23 października 2014

Patronujemy: Komiksofon 13

Projekt Komiksofon jest elementem programu sztuk wizualnych Europejskiej Stolicy Kultury 2016. 
Komiksowo-muzyczny projekt realizuje się poprzez korespondencję sztuk, połączenie muzyki, plansz, kadrów, szczegółów rysunku, iluzji ruchu w ruch prawdziwy, przez pomysłowe wydobycie tematu przewodniego. 
30 października 2014, czwartek, godzina 19:00 spotykamy się z Szawłem Płóciennikiem i Piotrem Nowackim w Sanatorium Kultury (dawne puzzle) Przejście Garncarskie 2(2 piętro). 
Każda edycja składa się z trzech części: 
- Projekcji filmów prezentujących twórczość dwóch artystów komiksowych w połączeniu z muzyką.
- Wywiadzie/dyskusji z publicznością
- Rysowaniu na żywo

Oficjalną część rozmowy poprowadzi Andrzej Jarczewski (1966) - z wykształcenia architekt, z zawodu grafik, z zamiłowania kolekcjoner i miłośnik komiksu. Jako grafik reklamowy tworzył ogólnopolskie kampanie reklamowe dla banków, firm meblowych i odzieżowych. Obecnie własne studio graficzne. Organizator Festiwalu Narracji Obrazkowej ALIASCON w 2006 i 2007 we Wrocławiu oraz wielu związanych z tym wystaw, m. in. Michała Śledzińskiego, Daniela Grzeszkiewicza, Marka Rudowskiego. Organizator wystawy Michała Śledzińskiego "Kadry w środku" we Wrocławiu. 
Każdej edycji Komiksofonu charakteru nadają goście. Każdy z nich ma takie samo zadanie, a efekty są zupełnie różne i zawsze niespodziewane. Na każdej edycje zderzamy ze sobą twórczość dwójki artystów co daje jeszcze ciekawsze efekty.   
GOŚCIE:

Paweł „Szaweł” Płóciennik - to prawdziwy człowiek orkiestra. Twórca, który realizuje się w różnych dziedzinach sztuki. Jest muzykiem, malarzem, animatorem i twórcą komiksów. Co więcej, w każdej z tych dziedzin stara się cały czas odkrywać i pokazywać coś nowego. Nie ogranicza się do jednego gatunku muzycznego czy stylu rysunkowego. Każda jego produkcja to kolejny eksperyment. Płóciennik to poza tym świetny obserwator otaczającej nas rzeczywistości. Tak w muzyce czy animacji, jak i w malarstwie czy komiksie szuka tematów ważnych, a jednocześnie bliskich każdemu z nas. Jego najnowszy projekt to kolejna z takich obserwacji.
(za: kultura gniewu)

Piotr „Jaszczu” Nowacki - autor komiksów, ilustracji, stripów oraz projektów postaci. W komiksach zakochany od maleńkości. Z wykształcenia zootechnik, z zamiłowania rysownik.
Publikował w licznych magazynach, zinach i antologiach komiksowych. Do najważniejszych publikacji należą „Tainted”, „Moe”, „Om” "It's Not About That", "Tim i Miki w Krainie Psikusów" i "Detektyw Miś Zbyś na tropie".. W latach 2009–2011 był redaktorem naczelnym magazynu komiksowego „Karton”.
Jego prace kilkakrotnie walczyły o nagrody w konkursie na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi. Największym jak do tej pory osiągnięciem jest zdobycie III miejsca w 2008 roku w kategorii profesjonalistów za pracę "Szóstego dnia" (scenariusz Bartosz Sztybor, kolor Sebastian Skrobol). W zakresie ilustracji i projektów postaci wykonywał zlecenia m.in. dla: Cyfra+, Wydawnictwa Edukacyjne Wiking, Danfoss, Focus Media Group.
Żyje i tworzy w Warszawie.
(za: kultura gniewu) 
Organizator: Komiksofon, Europejska Stolica Kultury 2016
Koordynator projektu: Agnieszka Jamroszczak a.jamroszczak@gmail.com
Komiksofon na Facebooku: www.facebook.com/komiksofon
Komiksofon na Tweeterze: www.twitter.com/Komiksofon

wtorek, 24 grudnia 2013

Kibicujemy (375)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Paweł Płóciennik skończył prace nad komiksem "Pinki" tak szybko, że Ziniol nie zdążył porządnie pokibicować. Tak, jak komiks zapowiadaliśmy, tak przynosimy Wam wieści o jego ukończeniu. Mówi Szaweł: 
O komiksie o Pinkim zacząłem myśleć tuż po premierze "Naleśników Z Jagodami". Czyli jakoś w czerwcu. Dzisiaj mogę już ogłosić zakończenie prac nad albumem. W sumie wyszło 187 stron historii i 13 stron dokumentacji. Te pół roku spędzone z Pinkim to właściwie scenariusz komiksu. Miałem bazę wokół której drążyłem, jednak każdy nowy dzień przynosił nowe tematy i sprawy, które chciałem poruszyć. Zadziałała synchroniczność pewnych zdarzeń. Nagle na mieście pojawiły się plakaty z Frankiem Zappą, w sierpniu odbył się koncert Rogera Watersa, na który zaprosiłem Pinkiego. Załapaliśmy się nawet do głównego wydania wiadomości jednej ze stacji. Mówię tam: "To jest Krzysztof Brandt, największy fan Pink Floyd jakiego nosiła ziemia!" i cięcie. Nie będę zdradzał za wiele z ostatniego półrocza, co wtedy się wydarzyło i jaki wpływ to miało na fabułę albumu, ponieważ o tym chcę wam właśnie opowiedzieć. Jeśli chodzi o to kiedy ukaże się "Pinki" to obstawiam pierwsze półrocze 2014 roku. Póki co nie będę zdradzał kto jest wydawcą, ponieważ nie jest to jeszcze przesądzone. Jeszcze trochę będzie trzeba poczekać, ale przez ten czas planuje kilka akcji około komiksowych. 
Zachęcam do tworzenia i przesyłania mi na maila (bądź wklejania na fanpage) fanartów, grafik z udziałem Pinkiego. Na dżimim pejdżu planuję odpalić galerię Online "Pinki & Przyjaciele". Na dobry początek dostałem dwa czadowe rysunki od Jana Sidorownina i Norberta Rybarczyka. Wspaniałe jest to, że tyle osób angażuje się w pinkowy proces. Odczuwam ogromne wsparcie z różnych środowisk, od ludzi, którzy znają Pinkiego i czekają na tą historię. Mam nadzieję, że Plac Zbawiciela niebawem zacznie huczeć od plotek.  
"Wiesz po mieście taka plotka hula,
że w pobliżu tęczy statek ufo wylądował
i że ktoś różowy katapultował się tam,
znakiem pokoju ochrzcił Zbawixa Plac". 
(fragment tekstu, który szykuję do piosenki o Pinkim. Numer z teledyskiem zaprezentuję na początku lutego
Wszystkie nadchodzące informacje i niusy tradycyjnie można śledzić na www.facebook.com/plociennikart. Obczajcie i kibicujcie dalej. Jedziesz!

A tutaj możecie zobaczyć jak Szaweł rysuje jeden z kadrów. Kibicujemy!

środa, 4 września 2013

Kibicujemy (329)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
Paweł Płóciennik nie próżnuje i z godną pozazdroszczenia regularnością publikuje nowe komiksy, z których każdy jest inny. Po "Spranych dżinsach i Sztamie", "Mojej terapii" i "Naleśnikach z jagodami" przyszedł czas na coś zupełnie nowego. Posłuchajcie o Pinkim:
Nowela graficzna, nad którą obecnie pracuję będzie biografią Krzysztofa Brandta, zwanego popularnie "Pinkim". Tym samym jest to już trzeci album, który rysuję na kanwie czyichś wspomnień. Z perspektywy czasu jestem bardzo szczęśliwy, że zacząłem od historii mojego taty. To doświadczenie uczuliło mnie na to, by mieć baczenie na niezwykłe historie zwykłych ludzi. Ale trochę o "Pinkim", bo pewnie jesteście ciekawi dlaczego ta postać i skąd pomysł. 
Bohatera mojego komiksu poznałem - jak pewnie większość z was - na imprezie w "Planie Be".  "Pinkiego" kojarzymy z Placem Zbawiciela i okazuje się, że ma to związek z jego miejscem urodzenia i zamieszkania. Wiele razy modlił się za nas, zagadywał na ulicy, słuchał i sam też opowiadał, jednak nigdy do końca nie byliśmy w stanie wejść głębiej w jego własną historię. "Pinki" pojawia się jak spod ziemi, jest tam, gdzie dzieje się coś ważnego na kulturalnej mapie Warszawy. Grywa w teledyskach (wystąpił jako aktor i statysta m.in u Vienia, Grzegorza Turnaua czy Flaming Lips (!)), pracuje jako model na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, chodzi na koncerty (wpadał często też na występy moich grup). Bardzo blisko związany jest z wydziałem rzeźby ASP. Tam krąży jego energia i zawsze powie coś ciepłego o studentach, czy obecnych profesorach. 
Sporo z "Pinkim" rozmawiamy, spotykamy się, nagrywam jego opowieści na dyktafon, robimy zdjęcia miejscom bliskim jego sercu, krążymy po orbicie ulicy Mokotowskiej w poszukiwaniu czegoś, co pomoże tchnąć w nasze dzieło ducha. To jest ta baza, która dla mnie zawsze jest kluczowa przy tworzeniu scenariusza o bohaterze "tu i teraz". Należy wejść w świat bohatera, przeniknąć do jego życia. Przy tym wszystkim polubiliśmy się bardzo i "Pinki" wciąż motywuje mnie do działania. Ten aspekt reporterski będzie tym razem obecny w mojej historii. Wcześniej nie mieszałem tych dwóch płaszczyzn na kartach komiksu. 
Teraz trochę o samej technice. Komiks będzie utrzymany w tonacji różowej. "Pinki" jest wielkim fanem zespołu Pink Floyd. Hipisowskie zespoły lat 70-tych często wykorzystywały purpurę i róż w projektach okładek czy w image. Stąd padło na róż, poza tym każdy mój "pełen metraż" musi nieco się różnic w kresce, inaczej to co rysuje zwyczajnie mnie nudzi. Będzie mniej "dziubania" w porównaniu np. do "Naleśników Z Jagodami" czy "Mojej Terapii". Synteza ale na granicy z "cartoon" - dobrze czuje się w takiej stylistyce, sprawia mi radość rysowanie i odkrywanie jak wszystko prezentować się będzie w tonacji pink (rysuję czarnymi cienkopisami). Jestem prawie na półmetku. Mam skończoną 1/3 komiksu, ale tempo jest dobre. Dlatego mam nadzieję, że na początku przyszłego roku komiks ujrzy światło dzienne a my wszyscy będziemy mogli dowiedzieć się czegoś więcej o "Pinkim". A wierzcie mi, że nasz bohater miał niezwykłe przygody, przy tym zawsze prezentował pozytywne nastawienie do świata i ludzi, którzy go otaczali. 
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec

czwartek, 13 grudnia 2012

Moja terapia - Płóciennik/ Gołaszewski

Szaweł Płóciennik to człowiek-orkiestra. Był wydawcą i redaktorem zina, pisze scenariusze, rysuje i maluje. Ma gigantyczny rozstrzał stylistyczny - pomijając obrazy, niemal każdy jego komiks narysowany jest inaczej - od cartoonu, poprzez niedbały, niczym z wciągniętej przez magnetofon kasety underground, skończywszy na wycyzelowanej grafice, drobiazgowo ukazującej każdy szczegół. Jego życie to, poza komiksem, również muzyka - jest wokalistą zespołów Żelazna Brama i Apacze z wolnej woli. To właśnie aspekt muzyczny zainspirował powstanie "Mojej terapii", a ściślej - spotkanie Szawła ze Sławomirem Gołaszewskim.
Już przy okazji "Spranych dżinsów i sztamy" Szaweł wykazał się nosem, "zatrudniając" do roli współscenarzysty swojego ojca, Jarosława. Podobną funkcję - bajarza, którego opowieści należy spisać - pełni w "Mojej terapii" legenda alternatywnej kultury. Gołaszewski, piewca reggae, znany ze współpracy z zespołami kalibru Izraela i Armii wpadł kiedyś na koncert Żelaznej Bramy, poznał tam Szawła i... zaczął opowiadać, między innymi o tym, jak pracował jako muzykoterapeuta w szpitalu psychiatrycznym. "Temat bomba! - pomyślałem sobie i postanowiłem zrobić komiks. Zaaranżowałem wywiad, nagrałem rozmowę na dyktafon i miałem już materiał na kolejną nowelkę komiksową." - pisał Szaweł w ziniolowym kibicowaniu. Gołaszewski w ich wspólnym projekcie nie jest więc scenarzystą sensu stricte, a impulsem, który pchnął sprawę do przodu.
Akcja - jak wspomniano - dzieje się w szpitalu psychiatrycznym, a uściślając: w Bezlekowym Oddziale Terapii Dziennej na ulicy Sobieskiego w Warszawie. Komiks pozbawiony jest dialogów (choć są momenty, gdy bohaterowie komunikują się między sobą rysunkami w dymkach), a na fabułę składa się ciąg wydarzeń od momentu przybycia Gołaszewskiego do szpitala do jego zburzenia. Pomiędzy, znalazło się miejsce na omówienie prowadzonej tam działalności oraz wgłębienie się w kilka interesujących przypadków, jak przystało na pierwszy polski komiks terapeutyczny. Tytuł daje do zrozumienia, że dostajemy opis zarówno zajęć terapeutycznych prowadzonych przez Gołaszewskiego, jak również jego osobistą terapię, opartą o obserwacje.
Z tematyką koresponduje kolorystyka komiksu - najmocniejszy jego punkt. Szaweł zdecydował się na "szpitalne barwy", idealnie podkreślające klimat opowieści i wspaniale współdziałające z dołączoną do "Mojej terapii" ścieżką dźwiękową. Kreska jest odmienna od tej, zastosowanej w "Spranych dżinsach i sztamie" - wszechstronność Szawła zaowocowała psychodelą, będącą jakby połączeniem Papcia Chmiela z Maciejem Pałką. Nawet czcionka - na pierwszy rzut oka nietrafiona i toporna - ma swoje miejsce w tej terapii.
Podobnie jak poprzedni album Szawła, tak i ten osadzony jest w PRLu, jednak gryzie temat z zupełnie innej strony (zresztą pierwotny tytuł tej noweli to "Pracowałem dla reżimu"). Jest spokojny jak muzyka reggae ("smutna i nudna, nic się w niej nie dzieje" - stwierdza główny bohater) i o to w nim chodzi. Na pewno nie jest to pozycja dla wszystkich, jak również nie jest to komiks o którym można napisać, że jest "świetny" albo "słaby". Jest to po prostu komiks, który musiał powstać. Komiks potrzebny.
Moja terapia. Scenariusz i rysunki: Szaweł Płóciennik. Na podstawie opowieści Sławomira Gołaszewskiego. Wydawca: Fundacja Tranzyt/ Centrala - Central Europe Comics Art, Poznań 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl
Tak kibicowaliśmy:

wtorek, 21 września 2010

"Sprane dżinsy i sztama" - Paweł Jarosław Płóciennik

Autor: Dominik Szcześniak

Porwali się na
wspominki roku osiemdziesiątego. Ojciec (Jarosław Płóciennik, rocznik '63) i syn (Paweł Płóciennik, rocznik '87) uderzając w odpowiednio oldschoolową konwencję opowiedzieli perypetie grupki kumpli, szwendających się po Warszawie. Zanim jednak efekt ich prac się ukazał, rozbudzili oczekiwania wielu. Tych, dla których lata osiemdziesiąte nie są jeszcze okresem do końca zapomnianym i tych, którym pomysł tego rodzaju rodzinnego biznesu wydał się co najmniej intrygujący.

"Sprane dżinsy i sztama" tematykę ma podporządkowaną formie. Lektura tego komiksu jest jak słuchanie kaset magnetofonowych na starym sprzęcie - wciąga. Wciąga jak diabli. Fabuła ojca sklecona jest z motywów, mogących być soczystym wyznaniem punkrockowca (bądź fana bitli), rysunki syna to z kolei przejażdżka w okres patentów Papcia Chmiela zmiksowanych z brudnym, szarym i niechlujnym, garażowym brzmieniem undergroundu.

Rok 1980 jest w komiksie ukazany przez pryzmat grupki kolesi z warszawskiej Woli. Gadają o płytach, uskuteczniając dyskusje na temat wyższości zepów nad purplami, siedzą na murkach obalając alpożura, lub też wpadają na metę jednego z kolegów w celu uczestnictwa w jego urodzinach. Uczniowskie dialogi, wzbogacone świetną grypserą, choć w albumie wszechobecne, dzielą miejsce na równi z życiowymi anegdotami na temat szkoły, wolnego życia warszawskich buntowników czy potyczek z okolicznymi karkami. Jarosław Płóciennik zdaje się wspominać swoje życie. I choć momentami opowiada historyjki tak bardzo realne, że prawdopodobnie przytrafiły się większości z nas, robi to w sposób znakomity. Chociaż lepszym słowem byłoby tu: odpowiedni. Czyli: w sposób odpowiednio przystający do rysunków. Bo "Sprane dżinsy i sztama" to przykład takiego komiksu, który jest totalnie spójny i w przypadku którego nie można powiedzieć, że fabuła góruje nad rysunkami, lub że grafika przyćmiła tekst. Zlewają się w jedno, tak jak autorzy na okładce albumu.

Kooperacja ojca z synem - ok, zdarza się. Ale kooperacja ojca z synem dająca taki efekt to w komiksie polskim wyczyn niesamowity (i - póki co - jednorazowy). Skutkujący tym, że czuć ducha okresu i widać precyzję w odzwierciedlaniu warszawskich miejscówek. Autorzy zadbali również o szereg patentów charakterystycznych dla opisywanych czasów: jest obowiązkowa syrenka, są Extra Mocne, jest mnóstwo okładek płyt popularnych wówczas bandów, jest również obowiązkowy przegląd zespołów muzycznych, podrasowany nagminnie stosowanym wówczas nazewnictwem kapel ("Rzeźnicy", "Nagła sraczka"). Wielu powie teraz: "Wszystko, co kocham". I nie pomyli się. A ten, kto nie kocha, niech przeczyta. Pokocha.

Wspomniana już grypsera, skrótowe operowanie nazwami zespołów, czy chociażby polskie wersje amerykańskich przebojów, przewijające się przez komiks, mogą sprawić problem młodszym czytelnikom. Mogą ten problem sprawić również realia okresu. Mogą, ale nie powinny. "Sprane dżinsy i sztama" są jedną z najważniejszych produkcji roku i zapoznać się z tym komiksem powinien absolutnie każdy. Za dziesięć lat będzie się o nim mówiło, że jest klasyką komiksu polskiego. A patrząc na dorobek Polaków z ostatnich dwóch dekad, niewielu załapie się na ten tytuł.

Plansze komiksu dla Pawła Płóciennika są jak otwarta księga - komponuje je na bieżąco, wrzucając jednostronicowe wstawki rozpoczynające większość poszczególnych rozdziałów. Krecha jest brudna i prosta - taka ma być; inaczej tego komiksu wyobrazić sobie nie można.

"Sprane dżinsy i sztama" pozbawione są ingerencji komputera i nie mają wypieszczonego liternictwa. Część tytułu pisana jest czcionką "ze szkolnego zeszytu", grzbiet wpisany jest ręcznie, a stopka redakcyjna wklepana czcionką maszynową. Wydanie stało się w tym przypadku kolejnym elementem, składającym się na kompletną spójność komiksu. Warto poczuć ten klimat i docenić ten stustronicowy kawał rasowego komiksu. Absolutny musiszmieć!

"Sprane dźinsy i sztama". Scenariusz: Jarosław Płóciennik. Rysunek: Paweł Płóciennik. Wydawca: timof comics 2010

Czytaj również:

W jakich warunkach powstawał komiks?
Co z ekranizacją komiksu?
Dlaczego takie, a nie inne rysunki?
Jak to jest komiksować z ojcem?