Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Nowacki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Nowacki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 kwietnia 2018

Xero na niedzielę: Klops 2

Pierwszy Klops niespecjalnie mi się spodobał. Drugi jest świetny, więc fanom xeroprasy i fanzinów oznajmiam, że się ukazał. Wedle słów autora powstał podczas jednego lekko wydłużonego weekendu! A nie wygląda! 

Autorem Klopsa jest Piotr Nowacki, który powolutku dokonuje niemożliwego i staje się królewiczem psotnego komiksu podziemnego przy jednoczesnym radosnym funkcjonowaniu na rynku komiksów dla dzieci. Niegrzeczne alter ego popularnego Jaszcza na łamach zina boksuje znane z popkultury i komiksów postaci, prezentuje dowcipy i kolorowanki, lekcje gotowania i paski komiksowe z regionu. Sięga także do swojej twórczej przeszłości. 

Bardzo fajną akcją w Klopsie jest prezentacja pierwszego komiksu autora, stworzonego w czasach dzieciństwa, w okolicach 1985 roku, oraz współczesna przeróbka tego dzieła. Niesamowite pomysły dzieciaka narysowane łapą dorosłego artysty to w tym przypadku idealne połączenie. Po lekturze Czterech harcerzy wiem jedno: Jaszczu najlepsze komiksy tworzy do scenariuszy siebie samego z przeszłości. 

Wielbicielom tzw. komiksu niezależnego bardzo Klopsa polecam. 

wtorek, 20 lutego 2018

Kibicujemy (460)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

Sławek Lewandowski ostatnio trochę się zdenerwował, ale już nieco ochłonął. Pamiętajmy, że poza Problemem numer 3, któremu kibicowaliśmy, Sławek pracuje nad jeszcze jednym projektem, o którym wspomnieć w "ostatecznym kibicowaniu" należy...

Sławek Lewandowski: O czym by tu jeszcze nie napisać ?
Nie napiszę o komiksie Piraci, który równocześnie z Problemem 3 rysuję na zmianę.
Dziwny mam okres komiksowania – dawno już nie wydałem komiksu, a jednak ciągle coś piszę i rysuję.
Piraci to historia zakręcona jak mój western. Rozwija się zbytnio, wątki się rozprzestrzeniają - muszę skracać.
Sztuka skracania jest bardzo ważnym elementem sztuki.
Czechow się na tym opierał tworząc - przecież nie będę się kłócił z Czechowem.
Więc znowu – banda łotrów, kobiety lekkich obyczajów, intryga kryminalno-łotrzykowska, przygoda na morzu, lądzie, w tawernie, wojna, pokrętna miłość, zdrada, nienawiść – wszystko to będzie w tym komiksie.
I to jest właśnie to, o czym nie chciałem pisać.
Więc nie piszę.
Napiszę tylko że...
Kibicuję wszystkim ludziom którzy tworzą -  komiksy, wiersze, piosenki, poematy - wszystkim którzy pobudzają robaczki chodzące pod czaszkami do działania - do myślenia.  Warto je pobudzać. Kiedy robaczki śpią, rzeczywistość jest kiepska. Kiedy biegają jak opętane, czujemy że żyjemy.

pozdrawiam wszystkich twórców, Sławek Lewandowski

Dołączamy się do pięknych kibicowskich życzeń Sławka i oczywiście również kibicujemy WSZYSTKIM. Na przykład kibicujemy Łukaszowi Godlewskiemu, który dwa dni temu opublikował kolejną, 36. już planszę Malarza
Kibicujemy Danielowi Chmielewskiemu, który wczoraj poinformował, że została mu do narysowania JEDNA strona komiksu Ja, Nina Szubur
Kibicujemy Maciejowi Jasińskiemu i Piotrowi Nowackiemu w pracach nad Misiem Zbysiem, którego pierwszą planszę ujawnił niedawno wydawca - kultura gniewu
A wreszcie kibicujemy Łukaszowi Kowalczukowi, który nie dość, że otrzymał testowe egzemplarze zbiorczego wydania Nienawidzę ludzi, które wyglądają tak...

...to jeszcze zapowiedział coś takiego:

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej Kibicujemy komiksiarzom jest Piotr Nowacki

poniedziałek, 5 lutego 2018

Kibicujemy (449)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!
Daniel Chmielewski nad albumem Ja, Nina Szubur pracuje od początku 2016 roku. Ostatecznie komiks zostanie opublikowany przez Wydawnictwo Komiksowe w maju, podczas Festiwalu Komiksowa Warszawa. 
- Obecnie kończę rysować ostatnie kilkanaście stron, a pierwsze 2/3 albumu poszły już do korekty - relacjonuje Chmielewski. - W marcu będę nakładał komputerowo trochę koloru na nieskończonych jeszcze stronach, w kwietniu całość trafia do drukarni.
- Bardzo się cieszę z tego tego albumu - dodaje. - Po pierwsze, bo wydawca Wojtek Szot i Olga Tokarczuk, autorka Anny In w grobowcach świata, na bazie której powstaje komiks, w pełni mi zaufali i dali wolną rękę. Po drugie - bo mogłem odejść od tematyki autobiograficznej i po raz pierwszy na taką skalę spróbować swoich sił w czymś na kształt science fiction. Choć rzecz zakorzeniona jest w obecnej sytuacji geopolitycznej i czerpie z pomysłów sytuacjonistów (grupy twórców i teoretyków działających najprężniej w latach 50. i 60. we Francji).

- Zależało mi na tym, by komiks nie był tylko rozwodnionym gadżetem towarzyszącym książce, a autonomiczną pracą - mówi Daniel Chmielewski. - W tym aspekcie inspirowałem się japońską kulturą adaptowania mang na anime - chociażby Akiry, gdzie występują te same postacie, ale często w różnych rolach, z inaczej poprowadzoną narracją. Książka Olgi też jest ostatecznie adaptacją - zlepkiem kilku mitów związanych z sumeryjskimi bóstwami, więc dla czytelników analitycznych będzie dużo zabawy w porównywaniu książki i komiksu ze sobą, ale też z materiałem wyjściowym, czyli z mitami.
- Chociaż jest to pod wieloma względami najbardziej standardowy i mainstreamowy komiks, jaki zrobiłem w karierze (większość kadrów wpisanych jest w siatkę 4 x 2 kadry na stronę), to wydaje mi się, że przyszykowałem kilka bardzo ekscytujących formalnych niespodzianek i nie byłbym sobą, gdybym bardzo linearną narrację (jest to w pewnym sensie komiks drogi, którego akcja dzieje się na przestrzeni kilku dni) nie "popsuł" różnymi zabawami z percepcją czasu, motywem kluczowym w mojej twórczości.
Za okładkę i projekt niekomiksowych elementów odpowiada Alicja Kobza z Poważnego Studia. 

- Od czasów studenckich a to współpracowaliśmy przy różnych projektach, a to występowaliśmy wspólnie w video-artach i czuję, że mamy bardzo silną twórczą więź. Jak tylko zobaczyłem stworzoną przez nią makietę całości, to zakochałem się we wszystkich rozwiązaniach. Ta kolaboracja wydaje mi się bardzo istotna, bo ja myślę komiksem, a Alicja potrafi zawrzeć kilka idei i motywów albumu w pozornie prostym typograficznym rozwiązaniu, na który ja bym w życiu nie wpadł. 
Maj i premiera komiksu już niebawem! Kibicujemy, by wszystko się udało. A tymczasem Piotr Nowacki końcówkę minionego roku miał wybitnie komiksową: Przyatakował Plonkiem, następnie dołożył Klopsem i... cisza. Cóż porabiasz, niezwykle zapracowany młody artysto? - zapytaliśmy popularnego Jaszcza. Odpowiedział konkretnie:
- Miś Zbyś i Borsuk Mruk tym razem nietypowo. Będzie komiksowo-łamigłówkowo, więc dzieciaki obserwując ich kolejne śledztwo będą musiały im bardzo aktywnie pomagać. Więcej nie powiem. Prace ruszyły. Dołączam tajemniczy szkic.
A co z komiksami dla dorosłych?
- Na tym froncie też nie próżnuję. Za grubą pengę podkupiło mnie wrocławskie wydawnictwo Bazgrolle i zgodziłem się wesprzeć ich najnowszy projekt, którego premiera już za nieco ponad miesiąc na Szlamfeście. Wraz z XNDRem powołaliśmy do życia zupełnie nowego, bardzo konkretnego bohatera. Nad wszystkim artystyczną pieczę sprawuje Mistrz Fil, służąc radą, uwagą, rastrem i puszką Peppego.
- A wraz z moimi druhami doli i niedoli, Pokembrami, szykujemy różne mniejsze i większe projekty - dodaje Jaszczu. - Coś szponcimy w naszych laboratoriach już teraz - za chwilę ruszą pracę nad trzecim tomem serii W koronie. Na razie nie zdradzę więcej konkretów. Rzeczy się dzieją. Wspierajcie i kibicujcie!
Co możemy dodać? Kibicujemy!
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej Kibicujemy komiksiarzom jest Wojciech Stefaniec

piątek, 1 kwietnia 2016

Tim i Miki w Krainie Psikusów powracają!

Pamiętacie Tima, Mikiego, kapitana Marszczybrewkę, Hipka i spółkę? Wydany w 2013 roku album, któremu Ziniol kibicował, już w maju doczeka się reedycji - tym razem w powiększonym formacie (A4), z dodatkową historyjką, zupełnie nową okładką oraz galerią szkiców. Opis wydawcy przedstawia się następująco: 
Pewnego dnia za sprawą magii znikają rodzice małych dzieci. Dwaj koledzy: Tim i Miki, postanawiają odnaleźć zaginionych, tym bardziej, że są wśród nich także ich mamy i ojcowie, za którymi mocno już tęsknią. Dzięki magicznemu portalowi ukrytemu za szafą, przenoszą się do niesamowitego świata. Czeka tam na nich masa przygód. Będą musieli stawić czoła kapitanowi Marszczybrewce i jego piratom, przeżyją atak Buziakowców, a także trafią do zamku straszliwego Lorda Valdemara. 
Pierwszy album z przygodami Tima i Mikiego zawiera długą historię zatytułowaną „W krainie psikusów”, krótki epizod „Dary losu", a także szkice oraz materiały dodatkowe. 
Scenariusz: Dominik Szcześniak. 
Rysunki: Piotr Nowacki. Kolor: Sebastian Skrobol.
Wydawca: Wydawnictwo Ongrys
 

poniedziałek, 7 marca 2016

"Ostatni stary mistrz" powraca. To będzie rok Jerzego Wróblewskiego

"Skradziony skarb" i "Hernan Cortes i podbój Meksyku"
Jest duża szansa, że nazwisko Jerzego Wróblewskiego przywoła wiele wspomnień czytelnikom, których apogeum zainteresowania komiksem przypadło na lata 70. i 80. ubiegłego wieku. Właśnie wtedy niezwykle płodny artysta z Inowrocławia, który większość życia spędził w Bydgoszczy, obecny był na księgarskich półkach w ilościach wręcz hurtowych – publikowane w bardzo dużych nakładach albumy Krajowej Agencji Wydawniczej, takie jak „Hernan Cortes i podbój Meksyku”, „Skradziony skarb”, „Figurki z Tilos”, czy „Legendy wyspy labiryntu” czytane były bardzo chętnie, a ich największą siłą były właśnie rysunki Wróblewskiego. 
Rysownik-orkiestra
Jerzy Wróblewski
Jerzy Wróblewski zasłynął jako artysta radzący sobie z różnymi gatunkami komiksu - od klasycznego, tworzonego realistyczną kreską (jak wszystkie wyżej wymienione) po groteskowy, cartoonowy (przygody Binio Billa). Potwierdzeniem tezy o prawdziwej wszechstronności rysownika tak naprawdę są jednak te najmniej znane komiksy, które nie oblegały księgarskich półek i nie pojawiały się na witrynach kiosków. Trzeba było odpowiedniego człowieka na odpowiednim miejscu, aby je odnalazł i przypomniał. I taki człowiek się znalazł.
- Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie album „Hernan Cortes i podbój Meksyku”.  Jakieś 30 lat temu postanowiłem go nawet przerysować do zeszytu w kratkę formatu A4. Zajęło mi to całe zimowe ferie. 
I chyba wtedy poczułem, że chciałbym robić w przyszłości komiksy – mówi Maciej Jasiński, scenarzysta i publicysta komiksowy, badacz tej formy sztuki, okazjonalnie rysownik, a od zawsze wielbiciel twórczości Wróblewskiego. „Hernan Cortes” to jego ulubiony komiks mistrza. Niedawno miał możliwość obejrzeć oryginalne plansze pochodzące z tego albumu. „Niesamowite doświadczenie” – napisał na swoim facebookowym profilu.

Oryginalne plansze komiksu "Hernan Cortes i podbój Meksyku"
W 2013 roku Jasiński, z pomocą Leszka Kaczanowskiego z wydawnictwa Ongrys wystartował z serią, której tytuł mówi sam za siebie: „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego”. Obecnie pisze książkę „Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych”, której premiera przewidziana jest na maj. Pracował nad nią kilka ładnych lat…

Maciej Jasiński
- Materiały zacząłem zbierać ponad 10 lat temu. Przyznam, że początkowo nie sądziłem, że aż tyle ich będzie. Córka Jerzego Wróblewskiego spakowała w kartony wszystkie rzeczy swojego ojca, które dziś stanowią kopalnię wiedzy o kulisach powstawania komiksów w okresie PRL-u oraz krótkim okresie transformacji ustrojowej. Dzięki temu zachowały się wszystkie umowy, rachunki, listy, które rysownik otrzymywał z redakcji, a także wiele brudnopisów z listami, które sam do niej wysyłał. Do tego scenariusze - w tym takie, które nie zostały zrealizowane, szkicowniki, setki ilustracji, grafik i szkiców. Samo skatalogowanie tego, zrobienie kopii i skanów zajęło strasznie dużo czasu. Drugie tyle spędziłem w bibliotece przekopując się przez roczniki gazet, z którymi współpracował Wróblewski – wspomina Jasiński.

Tropiąc prace mistrza, Jasiński wykazywał się uporem i konsekwencją. Kiedy poszukiwał pasków komiksowych Wróblewskiego, wydrukowanych w „Przeglądzie Robotniczym”, pani z bydgoskiej czytelni czasopism regionalnych zareagowała dość ekstatycznie, mówiąc: "Nie myślałam, że ktoś jeszcze kiedyś o to zapyta. Przez ponad 30 lat nikt nigdy tego nie wypożyczył. Nawet ostatnio patrzyłam na te roczniki i chciałam po urlopie wycofać je z magazynu czasopism do tego ogólnego w piwnicy. A tu taka niespodzianka!".

W czterech rocznikach „Przeglądu Robotniczego” Jasiński odnalazł około stu pasków komiksowych i ilustracji Jerzego Wróblewskiego.

"Tajemnica Złotej Maczety"
Finansowy zastrzyk miasta

Zdobycie takich komiksowych rarytasów to jedno, natomiast doprowadzenie starych materiałów do stanu używalności to zupełnie odrębna kwestia. Obróbka graficzna materiałów do „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” zżerała Jasińskiemu mnóstwo czasu, ale motywacją do tego wyzwania była aprobata osób, które przyznają w Bydgoszczy stypendia na działalność artystyczną i upowszechnianie kultury. - W ramach tego projektu część nakładu zostanie rozesłana do bibliotek w całym kraju – komentował Jasiński na łamach ziniolowej rubryki „Kibicujemy komiksiarzom” we wrześniu 2013 roku.
"Legendy wyspy labiryntu" i "Figurki z Tilos"
Książka „Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych” również powstaje dzięki finansowemu zastrzykowi miasta – na jej realizację Jasiński otrzymał stypendium prezydenta Bydgoszczy. Co prawda uzyskana kwota wystarczy jedynie na połowę druku, jednak sam fakt pozyskania takich środków był dla Macieja impulsem do efektywnego działania. - Teraz to już nie ma wymówek, że nie mam czasu, mam coś pilniejszego. Do końca kwietnia książka musi być wydana, więc do końca marca powinienem zakończyć prace – mówi autor.

Wewnątrz książki znajdzie się 14 rozdziałów, na łamach których pojawią się ciekawostki dotyczące Wróblewskiego, czy kulisy jego warsztatu. Jasiński przyznaje, że przez lata konstrukcja książki zmieniała się wielokrotnie:

- Z wersji bardziej naukowej ewoluowała w bardziej popularno-naukową. Skupiam się na ciekawostkach, do których udało się dotrzeć, na rzeczach i wydarzeniach, które nie są znane nawet największym fanom Wróblewskiego. Będzie więc w książce historia pociętych komiksów z „Relaxu”, a także ich rekonstrukcja, będzie o tym dlaczego ocenzurowano komiksową „Biblię” i zasłonięto pośladki Ewie, a także o tym jak Maciej Parowski recenzował scenariusz Wróblewskiego i wiele, wiele innych historii. A także oczywiście unikatowych grafik, do których udało się dotrzeć. 
"Legendy wyspy labiryntu" - plansza
Hołd dla mistrza 
Książka będzie miała około 130 stron formatu A4. Ostatni jej rozdział - dość obszerny - będzie potwierdzeniem tezy, że tytuł zobowiązuje. Do udziału w nim Maciej Jasiński zaprosił współczesnych twórców komiksu. 
-Brakowało mi w tym wszystkim mocniejszego podkreślenia znaczenia twórczości Jerzego Wróblewskiego dla polskiego środowiska komiksowego. Dlatego udało mi się namówić wielu rysowników, którzy wychowali się na komiksach Wróblewskiego i na nich uczyli się rysować, do podzielenia się swoimi wspomnieniami, przeżyciami. Liczę, że to grono się jeszcze powiększy - mówi Jasiński.
Zaproszeni twórcy, poza wspominkami, zaprezentują swoje wersje dzieł Wróblewskiego. Okładkę do książki Jasińskiego przygotowuje Piotr Nowacki – rysownik komiksów, który współpracuje z Maciejem przy serii „Detektyw Miś Zbyś na tropie”. Specjalizujący się w stylu groteskowym Nowacki bardzo chętnie podjął się tego zadania.
Grafiki na okładkę książki - rys. Piotr Nowacki
-  Komiksy Jerzego Wróblewskiego towarzyszyły mi od początku mojej przygody z tym medium - wspomina. - Pierwszy był chyba „Skradziony skarb”, który znałem na pamięć. Obezwładniający gaz z zapalniczki wystrzelony przez gorącą blondynkę, podwodne walki nurków, gigantyczna butla holowana przez śmigłowiec - te rzeczy robiły ogromne wrażenie na małym miłośniku komiksów. Jednak w związku z tym, że od małego w żyłach płynął mi raczej cartoon niż realizm, to najbardziej pokochałem tę część twórczości mistrza rysowaną bardziej karykaturalną kreską. Odcinki „Binio Billa” były przeze mnie wycinane ze „Świata Młodych” i wklejane do zeszytów. Pamiętam do dziś letnie poranki, kiedy pędziłem do pobliskiego kiosku Ruchu po kolejne numery gazety harcerskiej, w których mogłem znaleźć następny epizod „Kręci western i… w kosmos”. Wrył mi się w pamięć tekst reżysera podczas filmowania sceny bójki w saloonie: „Walcie się butelkami, są z cukru. Szyby w oknach także.” Cieszę się jak dziecko z faktu, że kultura gniewu wyda w albumach przygody szeryfa z Rio Klawo. Jeszcze bardziej cieszę się z faktu, że książka o Jerzym Wróblewskim napisana przez Macieja Jasińskiego będzie miała okładkę z moimi rysunkami. 
Wspomnieniowa plansza autorstwa Łukasza Godlewskiego
Binio Bill 
Zapowiedziany przez kulturę gniewu na 1 kwietnia „Binio Bill kręci western i …w kosmos” to komiks z serii bardzo dobrze kojarzonej przez wielu polskich rysowników komiksowych. Wśród nich jest m.in. Maciej Mazur, podobnie jak Wróblewski znany z rysowania w różnych stylistykach – od cartoonu („Rechot”) po rysunek realistyczny („Słynni polscy olimpijczycy”, „Przymierze pajęczej nici”).
- Jerzy Wróblewski? Dla mnie to przede wszystkim Binio Bill, publikowany w „Świecie Młodych”. Jako, że mój kontakt z komiksem zaczął się raczej późno i - początkowo – raczej pobieżnie, miałem styczność przede wszystkim z tym, co było publikowane na ostatniej stronie tej „harcerskiej gazety nastolatków”. I do dziś uważam, że ten absolutnie autorski komiks to jego najszczersze i najlepsze dzieło – wspomina Mazur.
Premiera „Binio Billa” jest również radosną informacją dla Macieja Jasińskiego.
- A nawet bardzo radosną, bo moje wycinki ze „Świata Młodych” są dość nieporęczne do czytania. W końcu jedne z moich ulubionych komiksów z dzieciństwa będą wydane w wersji albumowej – oznajmia Jasiński, który zresztą miał swój wkład w powstanie albumu.
- Pożyczałem swoje „Światy Młodych” do skanowania, a także napisałem obszerny tekst o historii Binio Billa, który będzie uzupełnieniem pierwszego albumu. Nie mogę się już doczekać i mam plan aby przeczytać wreszcie ten komiks z moim synem, który bardzo lubi historie z Dzikiego Zachodu – dodaje.

"Cena wolności", "Zesłańcy", "Kapitan Żbik"
25 lat temu

A co z innymi komiksami mistrza Wróblewskiego? Wielu ludzi wychowanych w latach 80. uważa takie albumy jak "Skradziony skarb" czy "Legendy wyspy labiryntu" za wręcz kultowe. Czy dziś również byłyby popularne?

"Figurki z Tilos"
- Komiksy są przypisane czasom, w których powstały - mówi Jasiński. - W jakimś stopniu odpowiadają modom, trendom czy zapotrzebowaniom wydawców i czytelników. Na pewno nie były by kultowe, gdyby miały premierę obecnie. Może tylko niektóre. Choć wiele z nich to komiksy, które oparły się upływowi czasu, a ogromna w tym zasługa ilustracji Jerzego Wróblewskiego.

Podobne zdanie ma Maciej Mazur. 
- Kiedy przyjrzeć się albumom robionym choćby do scenariuszy Stefana Weinfelda (a chyba najwięcej prac zrealizował Wróblewski do jego scenariuszy), widać upływ czasu i progres, jaki nastąpił od tamtej pory w sposobie (sposobach) robienia komiksów. Mam na myśli przede wszystkim sposób pisania scenariuszy, dziś chyba zupełnie archaiczny. Rysunek Wróblewskiego wciąż robi wrażenie. Cóż, los sprawił, ze nigdy już nie przekonamy się, w jaki sposób Wróblewski tworzyłby dziś (i co by tworzył) – mówi Mazur.
W tym roku mija 25 lat od śmierci Jerzego Wróblewskiego. Czy książka Macieja Jasińskiego i „Binio Bill” z kultury gniewu będą jedynymi publikacjami poświęconymi mistrzowi? Wszystko w rękach wydawców.
- Na pewno warto wznowić jego prace. Wartość - choćby tylko sentymentalna - dla pokolenia dzisiejszych 30-40-latków jest niewątpliwa. Czy ma jeszcze „potencjał rynkowy”? Nie umiem zupełnie na takie pytanie odpowiedzieć, nawet mocno spekulacyjnie. Na pewno zasłużył. Jest w końcu chyba ostatnim starym mistrzem, który zupełnie nie istnieje, poza rynkiem antykwarycznym – konkluduje Maciej Mazur.
Ostatni stary mistrz odszedł 10 sierpnia 1991 roku. Trzy dni wcześniej obchodził 50. urodziny. Do dziś jest w sercach wielu. Zdecydowanie jego prace warto wznowić.
Zrekonstruowana plansza "Tajemnicy głębin" z "Relaxu"

środa, 21 stycznia 2015

Detektyw Miś Zbyś na tropie: Złoty sokół teksański - Jasiński/ Nowacki/ Rybb

Pierwsza część serii "Detektyw Miś Zbyś na tropie" zagnieździła się w głowie mojego recenzenckiego konsultanta (wówczas 3-latka) na tyle, że kilka razy wracał do lektury, a na wieść o rychłej premierze drugiego tomu wyraził zainteresowanie jego posiadaniem. Co prawda nie było to zainteresowanie porównywalne do uczuć, jakie żywi do Smerfów, Gumballa i SpongeBoba, ale jednak jakieś. 
Zabierając się za "Złotego sokoła teksańskiego" mieliśmy zatem nadzieję na co najmniej porównywalną zabawę, urozmaiconą większą ilością rozkładówek-łamigłówek i ciekawszym w stosunku do tomu pierwszego poprowadzeniem głównych bohaterów serii. Warto nadmienić, że mój recenzencki konsultant nieco podrósł i z trzylatka stał się 4,5-latkiem, co zapewne miało swój wpływ na odbiór komiksu Macieja Jasińskiego, Piotra Nowackiego i Rybba.
Dużym plusem jest umiejscowienie akcji w rejonach Dzikiego Zachodu. W świetnie rysowane scenerie mały konsultant wsiąkł od pierwszej planszy. Scena napadu na pociąg była dla niego nie lada przeżyciem, a szereg postaci drugoplanowych co chwila wywoływał wytrzeszcz oczu. Nieco mniejszą uwagą (ponownie) obdarzył główne postaci westernu - Misia Zbysia i Borsuka Mruka, na których tym razem spadła misja złapania złodzieja figurki tytułowego sokoła teksańskiego. Powtórzenie motywu przewodniego z pierwszego tomu (tam ścigano złodzieja miodu) okazało się kiepskim rozwiązaniem. 4,5-letni konsultant bardziej zainteresował się listem gończym, wiszącym na ścianie u szeryfa i do końca żywił nadzieję, że motyw Tukana Tuco, za którego głowę zgarnąć można było 500 dolców, powróci i rozpędzi fabułę komiksu. Co jeszcze zapadło w pamięć recenzenckiego doradcy? Wykolejenie pociągu, pościg kolejką w kopalni, indiańskie wigwamy i fantastyczne rozkładówki. Jeśli zaś chodzi o ziewnięcia podczas lektury - wynotowałem je tylko w momentach konwersacji misia z borsukiem. Było też jedno zdziwienie - na ostatniej planszy: "Jak to? To już koniec?"
Opinia starego recenzenta pokrywa się ze spostrzeżeniami młodego pomocnika. Serię ponownie dźwiga na swoich barkach świetny drugi plan, a dużo dobrego robią znakomite, klarowne i komunikatywne rysunki. Niestety, istotnym minusem "Złotego sokoła teksańskiego" jest zakończenie. Zbyt nagłe, za szybkie i słabo napisane (a dodatkowo w dość dyskusyjny sposób usprawiedliwiające napad z bronią w ręku i kradzież). Trudno oprzeć się wrażeniu, że byłoby lepsze, gdyby zostało poprzedzone choćby jedną dodatkową sceną.
Drugi album z przygodami Misia Zbysia i Borsuka Mruka to uczta dla oczu, ale też fabularna powtórka z rozrywki. Czy jednak ten drugi fakt należy traktować jako zarzut? Niekoniecznie. Ten komiks przeznaczony jest nie dla fanów serii, którzy mają zamiar się z nią zestarzeć, a dla dzieciaków w określonym wieku. Być może autorzy nie poszli do przodu, sprawiając wrażenie stagnacji i powtarzalności, bo taki właśnie był zamysł? Jeśli tak, "Złoty sokół maltański" uraduje "nowych" 3-4-latków, natomiast tym, którzy spodziewali się, że ich bohaterowie podrośli razem z nimi o te 1,5 roku zapewni nieco mniej przyjemności. Przy czym niewątpliwie wszyscy (wliczając w to starych recenzentów) będą zachwyceni ilustracjami duetu Nowacki/ Rybb.
"Detektyw Miś Zbyś na tropie: Złoty sokół teksański". Scenariusz: Maciej Jasiński. Rysunki: Piotr Nowacki. Kolory: Norbert Rybarczyk. Wydawca: krótkie gatki, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal

czwartek, 23 października 2014

Patronujemy: Komiksofon 13

Projekt Komiksofon jest elementem programu sztuk wizualnych Europejskiej Stolicy Kultury 2016. 
Komiksowo-muzyczny projekt realizuje się poprzez korespondencję sztuk, połączenie muzyki, plansz, kadrów, szczegółów rysunku, iluzji ruchu w ruch prawdziwy, przez pomysłowe wydobycie tematu przewodniego. 
30 października 2014, czwartek, godzina 19:00 spotykamy się z Szawłem Płóciennikiem i Piotrem Nowackim w Sanatorium Kultury (dawne puzzle) Przejście Garncarskie 2(2 piętro). 
Każda edycja składa się z trzech części: 
- Projekcji filmów prezentujących twórczość dwóch artystów komiksowych w połączeniu z muzyką.
- Wywiadzie/dyskusji z publicznością
- Rysowaniu na żywo

Oficjalną część rozmowy poprowadzi Andrzej Jarczewski (1966) - z wykształcenia architekt, z zawodu grafik, z zamiłowania kolekcjoner i miłośnik komiksu. Jako grafik reklamowy tworzył ogólnopolskie kampanie reklamowe dla banków, firm meblowych i odzieżowych. Obecnie własne studio graficzne. Organizator Festiwalu Narracji Obrazkowej ALIASCON w 2006 i 2007 we Wrocławiu oraz wielu związanych z tym wystaw, m. in. Michała Śledzińskiego, Daniela Grzeszkiewicza, Marka Rudowskiego. Organizator wystawy Michała Śledzińskiego "Kadry w środku" we Wrocławiu. 
Każdej edycji Komiksofonu charakteru nadają goście. Każdy z nich ma takie samo zadanie, a efekty są zupełnie różne i zawsze niespodziewane. Na każdej edycje zderzamy ze sobą twórczość dwójki artystów co daje jeszcze ciekawsze efekty.   
GOŚCIE:

Paweł „Szaweł” Płóciennik - to prawdziwy człowiek orkiestra. Twórca, który realizuje się w różnych dziedzinach sztuki. Jest muzykiem, malarzem, animatorem i twórcą komiksów. Co więcej, w każdej z tych dziedzin stara się cały czas odkrywać i pokazywać coś nowego. Nie ogranicza się do jednego gatunku muzycznego czy stylu rysunkowego. Każda jego produkcja to kolejny eksperyment. Płóciennik to poza tym świetny obserwator otaczającej nas rzeczywistości. Tak w muzyce czy animacji, jak i w malarstwie czy komiksie szuka tematów ważnych, a jednocześnie bliskich każdemu z nas. Jego najnowszy projekt to kolejna z takich obserwacji.
(za: kultura gniewu)

Piotr „Jaszczu” Nowacki - autor komiksów, ilustracji, stripów oraz projektów postaci. W komiksach zakochany od maleńkości. Z wykształcenia zootechnik, z zamiłowania rysownik.
Publikował w licznych magazynach, zinach i antologiach komiksowych. Do najważniejszych publikacji należą „Tainted”, „Moe”, „Om” "It's Not About That", "Tim i Miki w Krainie Psikusów" i "Detektyw Miś Zbyś na tropie".. W latach 2009–2011 był redaktorem naczelnym magazynu komiksowego „Karton”.
Jego prace kilkakrotnie walczyły o nagrody w konkursie na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi. Największym jak do tej pory osiągnięciem jest zdobycie III miejsca w 2008 roku w kategorii profesjonalistów za pracę "Szóstego dnia" (scenariusz Bartosz Sztybor, kolor Sebastian Skrobol). W zakresie ilustracji i projektów postaci wykonywał zlecenia m.in. dla: Cyfra+, Wydawnictwa Edukacyjne Wiking, Danfoss, Focus Media Group.
Żyje i tworzy w Warszawie.
(za: kultura gniewu) 
Organizator: Komiksofon, Europejska Stolica Kultury 2016
Koordynator projektu: Agnieszka Jamroszczak a.jamroszczak@gmail.com
Komiksofon na Facebooku: www.facebook.com/komiksofon
Komiksofon na Tweeterze: www.twitter.com/Komiksofon

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Kibicujemy (391)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Gedeon i Babis
KGB powróciło. Najpierw Hubert Ronek wydał dwa numery zina zbierające to, co działo się na jego blogu, teraz wraca do starej formuły i przedstawia nowy materiał. Co to za skład i co zaprezentuje w zaplanowanym na maj, 28. numerze zina? O tym dzisiaj w kibicowaniu.
Spis treści
Romano G.
Szcześniak
Ronek
Ronek i Kleszcz
Ronek
Sztybor i Jaszczu
Premiera nowego KGB w maju, podczas Festiwalu Komiksowa Warszawa. Okładka magazynu będzie wyglądała tak:
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Kibicujemy (370)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Pierwszy tom "Detektywa Misia Zbysia na tropie", zatytułowany "Lis, ule i miodowe kule" to chyba najchętniej recenzowany komiks mijającego roku. Zgodnie z planem, autorzy - Maciej Jasiński, Piotr Nowacki i Norbert Rybarczyk - pracują już nad drugą częścią. Dziś Ziniol ma przyjemność zaprezentować pierwszą planszę drugiego tomu ("Złoty sokół teksański") oraz kilka słów od scenarzysty komiksu... 
Maciej Jasiński: Scenariusze kolejnych przygód detektywa Misia Zbysia miałem gotowe już rok temu. Jednak i tak postanowiłem jakiś czas temu napisać zupełnie nową historię – w której będzie więcej tego wszystkiego, co najbardziej podoba się dzieciom. To w końcu tytuł dla nich, dla tych najmłodszych, którzy rozpoczynają swoją przygodę z komiksem. I na podstawie własnych obserwacji oraz różnych recenzji i wpisów na blogach, myślę że to co zrobiliśmy z Piotrem i Norbertem tym maluchom przypadło do gustu. To bardzo cieszy i motywuje do dalszej pracy. 
Akcja drugiej część serii będzie się rozgrywać na Dzikim Zachodzie (uwielbiam Dziki Zachód i jego scenerię). Miś Zbyś i Borsuk Mruk wpadną od razu w sam środek akcji i rozpoczną śledztwo, które będzie dotyczyło tytułowego Złotego Sokoła Teksańskiego. 
Będzie jeszcze więcej akcji, więcej dwustronicowych rozkładówek, a także więcej humoru. Mam nadzieję, że rodzice wychowani na westernach z Johnem Waynem czy tych z Clintem Eastwoodem, też znajdą tych kilka nawiązań do filmowej klasyki. 
Piotr już rysuje, ale miesiąc premiery póki co trudno określić. Na razie do obejrzenia pierwsza plansza w tuszu.
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Piotr Nowacki

środa, 2 października 2013

TM-Semic kreską polskich twórców (04)

Autorem jednego z największych wrogów Spider-mana - Rhino -  jest mistrz spontanu, Piotr Nowacki:
Więcej o akcji "TM-Semic kreską polskich twórców"
Odcinek 1: Marek Turek
Odcinek 2: Filip Bąk
Odcinek 3: Michał "Śledziu" Śledziński

Detektyw miś Zbyś na tropie - Jasiński/ Nowacki/ Rybb

Podchodząc do pisania recenzji pierwszego tomu przygód Misia Zbysia, zatytułowanego "Lis, ule i miodowe kule", postanowiłem uniknąć błędów kolegów po fachu, mierzących się z komiksem dla dzieci i skonsultować się ze specjalistą. Błędy te to zdania pokroju "scenariusz mnie nie porwał, bo nie jestem już dzieckiem" lub "być może jestem za stary" itp. Konsultantem został mój syn - lat 3, miesięcy (prawie) 2.
Miś Zbyś i jego pomocnik - borsuk Mruk dostają zadanie od królowej pszczół: ktoś kradnie miód z uli. Trzeba tego kogoś znaleźć i rozwikłać zagadkę. Miś i borsuk zlecenie przyjmują i ruszają w pościg za złodziejem. Dialogów w komiksie jest niewiele, kadry są ogromne, ale na szczęście Misia Zbysia nie czyta się ekspresowo. Autorzy zadbali o kilka bardzo owocnych parkowań na planszach: są to fantastyczne rozkładówki, wywołujące czynny udział dziecka w lekturze komiksu. W opinii trzylatka jest to najciekawszy element albumu. Frajdę sprawiło mu wyszukiwanie postaci, wyłapywanie kto kogo goni i którędy musi biec, by go złapać. Wspaniała sprawa do umieszczenia na ścianie - jako plakat bądź malowidło w pokoju dziecka.
Trzylatek zwrócił dużą uwagę na warstwę graficzną, doceniając np. precyzyjne rysunki książek poustawianych na biurkach i regałach czy też ciekawą konstrukcję beczki, do której lis odprowadza miód. Istotne dla niego było wyszukiwanie nawiązań do tego, co już widział. I tak na przykład cała fabuła, wymyślona przez Macieja Jasińskiego wydaje się zaczynać tam, gdzie zazwyczaj kończy się pewien stały element serialu "Dora poznaje świat". We wspomnianej animce, na tytułową Dorę i jej kolegę czyha złodziejaszek lis, który zazwyczaj powstrzymywany jest przed niecnym uczynkiem gromkim: "Rabusiu! Nie kradnij!". U Jasińskiego lis kradnie, a rzucający się w pogoń za nim bohaterowie spotykają na swej drodze chociażby śmieszną sowę, tukana Tuk-Tuka, przywołującego wspomnienie Puk-Puków z "Adasia i Tosi" czy też pancernika, wyczulonego na maruderów, jakimi są główni bohaterowie.
Z całą pewnością mogę powiedzieć, że trzylatka urzekł drugi plan - wszędzie widział coś znajomego ("O! Kaczka z "Shauna the Sheepa!") lub po prostu "śmieszne hipki", natomiast niespecjalnie spodobali mu się główni bohaterowie - miś Zbyś i borsuk Mruk byli jedynie nudnymi przerywnikami w drodze do ciekawych przestrzeni i postaci. Dodam, że odczucia trzydziestolatka + były podobne.
Podsumowując: trzylatek znalazł w "Misiu Zbysiu" mnóstwo ciekawych rzeczy, przy czym najbardziej ucieszył się z zaproszenia do zabawy, jakie wystosowali do niego autorzy w świetnie skomponowanych rozkładówkach. Główni bohaterowie go nie porwali, ale drugoplanowi już owszem. Po pierwszym czytaniu teksty w dymkach wydały mu się zbędne i wolał komiks jedynie oglądać. Być może więc wskazówką dla autorów byłoby pakowanie w dymki większej ilości tekstów bądź zrobienie z "Detektywa misia Zbysia na tropie" komiksu niemego.
"Detektyw miś Zbyś na tropie: Lis, ule i miodowe kule". Scenariusz: Maciej Jasiński. Rysunki: Piotr Nowacki. Kolor: Norbert Rybarczyk. Wydawca: krótkie gatki (kultura gniewu), Warszawa 2013
Tak kibicowaliśmy Misiowi Zbysiowi: