Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mateusz Skutnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mateusz Skutnik. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 września 2018

Morfołaki: Stary Testament - Skrodzki/ Skutnik

Rządni surrealistycznych wrażeń? Zbudowany od podstaw, niesamowity i zaskakujący świat to filar komiksu Morfołaki: Stary Testament Nikodema Skrodzkiego i Mateusza Skutnika. Ukazujący się od 20 lat na łamach różnych polskich zinów serial doczekał się kolejnego wznowienia.  
Morfołaki to ewenement na polskim rynku. Komiks tak samo odprężający, jak i niepokojący, przepełniony dziwnymi stworami, nietypowym słowotwórstwem i przeróżnymi filozofiami, znanymi tylko Ssufokowi i Wilkodłakom. Stary Testament jest albumem onirycznym, przepełnionym mrokiem, pozwalającym poznać ten brutalny świat od podszewki. Rozbudza apetyt i pozostawia niedosyt. I jest niesamowicie narysowany. 
Kiedy trzeba, Skutnik potrafi narysować odcinek za pomocą kilku kresek. Innym razem stawia tych kresek tysiące i układają się one w charakterystyczne „skutnikowe” pajęczynki. 
Ten potężny album w twardej oprawie posiada zupełnie nową okładkę, zgrabnie korespondującą z wydanym rok temu Nowym Testamentem. To kawał historii polskiego komiksu i jedna z najważniejszych komiksowych sag minionych dwudziestu lat. 
"Morfołaki: Stary Testament". Scenariusz: Nikodem Skrodzki. Rysunki: Mateusz Skutnik. Wydawca: timof comics 2018

piątek, 31 sierpnia 2018

Z#53 i 54: promo (01)

Odliczamy dni do premiery i zdradzamy co znajdzie się w Z#53 i 54.
Z#53: poza ogłaszanymi już komiksami duetu Peter Milligan/Daniel Chmielewski oraz Scott Lobdell/Maciej Pałka i kilkoma innymi komiksowymi frykasami, ten numer zawierał będzie blok publicystyczny, w którym znajdą się teksty Marii Lengren i Michała Misztala. Ponadto, zaprezentujemy listę 10 najlepszych komiksów ze scenariuszami Petera Milligana. Xerolidy stron publicystycznych dotarły już do redakcji. Wyglądają bardzo ok. Teraz pozostał już tylko transfer na kredę 130g i premiera na feście w mieście Łodzi.
Z#54: ten numer będzie się składał z samych komiksów. Zero publicystyki (poza wstępniakiem, robionym na matrycy Zinia#2 z 1998 roku). Co więcej, będą to w większości "komiksy roku". Tak wyszło. Jednym z takich komiksów jest sześcioplanszowy Blaki: deszcz Mateusza Skutnika, który otworzy numer. Pierwsza plansza tego komiksu wygląda tak:
Ważna informacja: mimo wcześniejszych zapowiedzi, Z#54 nie będzie miał 32 stron, a 36. Wybaczcie!

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Kibicujemy (434)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

Dziś sprawdzimy co słychać u Tomasza Grządzieli (znanego czytelnikom komiksów z Ostatniego przystanku czy Przygód Stasia i Złej Nogi jak również Buca Kartofla z magazynu Profanum) oraz Mateusza Skutnika (ojca Vormkfasy, twórcy Rewolucji i Morfołaków). Tmasz Grządziela kończy obecnie Wszechksięgę, która w minionym roku zajęła I miejsce w konkursie na stypendium komiksowe organizowane przez Gildię.

- Całość jest już praktycznie gotowa. Aktualnie siedzę nad okładką i drobnymi poprawkami - relacjonuje Grządziela. - Komiks opowiada o królu, który kopiąc i krzycząc próbuje uratować swoje królestwo przed nadchodzącą apokalipsą. Starałem się w tej opowieści snuć przemyślenia na temat tego, jak różni ludzie zachowują się w obliczu końca. Historia na pewno jest też napędzana moim własnym strachem przed śmiercią.

Graficznie autor inspirował się iluminatorstwem, czyli ilustracjami w średniowiecznych, zakurzonych księgach.

- To było ciekawe wyzwanie: na ile wzorować się oryginalną kolorystyką i stylem, a na ile przemycić moje własne upodobania i maniery? Średniowieczne malarstwo było najczęściej bardzo statyczne, a w komiksie ludzie biegają i krzyczą, więc musiałem znaleźć swego rodzaju balans. Ten styl jest też znany z nasycenia, a wręcz przesycenia ozdobnikami, koronkami i esami-floresami, ale komiks jednak musi być czytelny, a uwagi czytelnika nie powinny odwracać co chwilę pierdółki-ozdóbki, więc i tu musiałem szukać równowagi. Największą frajdę miałem przy przełamywaniu perspektywy i relatywnej wielkości - raz postacie są wielkości budynku, a gdy do niego wejdą, stają się o wiele mniejsze i takie tam. Narysowanie ponad osiemdziesięciu stron w tym stylu to była dla mnie przepyszna zabawa.
Wszechksięga powinna ukazać się nakładem Wydawnictwa Komiksowego na Festiwalu Komiksowa Warszawa (17-20 maja). Tymczasem wydawnictwo timof comics na 2018 rok zapowiedziało dwa albumy Mateusza Skutnika. Pierwszym z nich jest jedenasty tom Rewolucji, zatytułowany Apokryfy, drugim - Morfołaki: Stary Testament. Obecnie gotowe są scenariusze Rewolucji oraz niemal cały materiał Morfołaków, w przypadku których autor musi jedynie zrobić okładkę oraz wprowadzić nowe liternictwo do starego materiału.

- Rewolucje będą antologią szortów, stworzonych przez wielu scenarzystów (Grzegorz Janusz, Jerzy Szyłak, Tomasz Kontny, Tomasz Kołodziejczak, Nikodem Skrodzki, Jan Mazur, Jerzy Łanuszewski, Daniel Gizicki) - mówi Skutnik. - Do tego stare szorty z różnych antologii, publikowane między 2002 a 2017 rokiem. Takie stare, zapomniane, rozsiane po różnych magazynach i antologiach, teraz zebrane do kupy.

Realnie kibicować Mateuszowi można na żywo, na założonym przez niego kanale na twitchu, gdzie publikuje wiele komiksowych smakołyków. A na zaostrzenie apetytów - trzy plansze z nadchodzących jedenastych Rewolucji:

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec

wtorek, 22 listopada 2016

Komiksofon 23: Skutnik i KRL

Europejska Stolica Kultury Wrocław 2016 zaprasza na 23. edycję programu Komiksofon. Projekt został sfinansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
WSTĘP WOLNY!
PROGRAM
17:00 – 19:00 warsztaty "Projektowanie postaci do gry video. Monstrum."
Warsztaty będą miały narzucony z góry zakres zadania. Na warsztatach poznamy proces produkcji postaci do gry video i będziemy mieli okazję zaprojektować ciekawą i czytelną pod względem funkcji postać. Przejdziemy przez różne stadia: od założeń emocjonalnych po detal opowiadający historię. Prowadzenie Konrad Czernik. Zapisy na a.jamroszczak@gmail.com
19:00 – 21:00 goście edycji :Karol Kalinowski i Matusz Skutnik - projekcje, wywiad, rysowanie na żywo

Goście:

KAROL KALINOWSKI - urodził się w 1982 roku w Suwałkach. Jest absolwentem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, gdzie skończył grafikę warsztatową. Komiksy zaczął rysować już w podstawówce. Naturalnym wyborem było więc liceum plastyczne. Wtedy też zaczął publikować pierwsze rysunki i komiksy w lokalnej prasie i współtworzonym zinie „Koks”. Sławę przyniosła mu współpraca z magazynem „Produkt”, który prowadził Michał Śledziński. To tam ukazywały się słynne "Kaerelki - i inne takie", które doczekały się także wydania w drugim obiegu. Znajomość ze Śledzińskim zaowocowała także bliższą współpracą i w jego zeszytowych wydaniach „Osiedla Swoboda” ukazywała się seria „New Kids on the Block”. Kalinowski publikował także w antologiach, m.in. w „Człowiek w próbówce” i „W sąsiednich kadrach. Polacy i Czesi o sobie w komiksie” oraz w zinach „Jeju” i „Karton”.
Kalinowski jest autorem humorystycznej dylogii „Liga Obrońców Planety Ziemi”, która trawestuje motywy superbohaterskie. Na swoim koncie ma także autorskie albumy „Yoel: Święty Smok i Jerzy” i „Łauma”. W 2011 roku ukazał się „Szkicownik. Karol Kalinowski” – rodzaj artbooka z komentarzami samego artysty. Podpisuje swoje prace zwykle skrótem KRL. Pod pseudonimem Max Atlanta wydał album „La Masakra”. Jego najnowszy komiks „Kościsko” zbiera doskonałe recenzje.

Kalinowski zajmuje się także ilustracją książkową i animacją dla telewizji i na potrzeby teledysków. Na Festiwalu Euroshorts 2005 otrzymał wyróżnienie za animowany film krótkometrażowy „Berek”. Okazjonalnie prowadzi także warsztaty komiksowe zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Tworzy także rysunki i paski satyryczne. Jest miłośnikiem muzyki country i 8-bitowego electro. Sam gra na gitarze i harmonijce ustnej. Jego ostatnią miłością jest ukulele. Przez lata grał w różnych zespołach, ostatnio występuje z The Calmars. Kiedy nie rysuje i nie gra, oddaje się innym pasjom. Uwielbia noże, które nawet sam wykuwał, lubi złe filmy i gry na Pegasusa. Przyznaje, że gdyby miał dużo pieniędzy, to kupowałby klocki Lego. [za Łukasz Chmielewski, culture.pl]

MATEUSZ SKUTNIK - urodził się w 1976 roku w Poznaniu. Pierwsze komiksy zaczął rysować w wieku ośmiu lat. Sam przyznaje, że wtedy wydawało mu się to łatwe, a teraz, po latach wie, że to wcale łatwe nie jest. Skończył architekturę na Politechnice Gdańskiej. Na studiach w 1997 roku założył wraz z Łukaszem Klimkiewiczem zina "Vormkfasa" (nazwa to anagram pseudonimów założycieli: favor i mask), w którym publikował swoje komiksy. W sumie ukazały się 53 numery pisma. Komiksy Skutnika zaczęły się pojawiać w wielu polskich magazynach i zinach komiksowych, m.in. w "Świecie komiksu", "AQQ", "KKK", "Ziniolu" i "Krakersie". Publikował także w słoweńskim magazynie "Stripburger" i czeskim "Aargh!". Autorskie komiksy Skutnika wydano również w serii "Antologia polskiego komiksu" (tomy "Wrzesień: Wojna narysowana" i "Człowiek w probówce").
Uznanie krytyków i czytelników przyniosła mu seria "Rewolucje", której pierwsza część zatytułowana "Parabola" ukazała się w 2004 roku. Pierwsze pięć tomów "Rewolucji" to autorskie komiksy tego artysty. W kolejnych wspierali go różni scenarzyści (Jerzy Szyłak, Szymon Holcman). Na podstawie trzeciego tomu "Rewolucji" zatytułowanego "Monochrom" Skutnik napisał scenariusz i narysował dekoracje do filmu animowanego "Kinematograf" w reżyserii Tomasza Bagińskiego. "Rewolucje" przez wielu uznawane są za najlepszą serię komiksową w Polsce.

Oprócz "Rewolucji" najbardziej znanymi komiksami Skutnika są: miniseria "Morfołaki"(scenariusz Nikodem Skrodzki) i cykl "Blaki" (scenariusz wspólnie z Karolem Konwerskim – tom zatytułowany "Pan Blaki" inspirowany był "Mini wykładami o maksi sprawach" Leszka Kołakowskiego). Jest też autorem dwóch autorskich komiksów "Tetrastych" i "Komiksy znalezione na strychu" i rysownikiem albumów "Wyznania właściciela kantoru" (scenariusz Szyłak) i "Czaki" (wspólnie z Dominikiem Szcześniakiem). W 2011 roku Skutnik wziął udział w projekcie 24h, który polega na wymyśleniu i narysowaniu nowego komiksu w ciągu doby. Stworzył pracę bez tytułu, wydaną przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Gdańsku.

Skutnika wyróżnia przede wszystkim styl. W serii "Rewolucje" stworzył własne uniwersum, zaludnione przez bardzo charakterystyczne antropoidy. Konsekwentnie rozwijał ten świat, budując wielowątkowe fabuły, których misterne powiązania można dostrzec dopiero z perspektywy kilku albumów. Jednocześnie wiele komiksów było w dużej mierze niemych, ciężar opowieści przeniesiony został w nich na warstwę graficzną. Pozwoliło to rysownikowi na stworzenie poetyckich, niekiedy onirycznych fabuł, w których czytelnik musiał sam odnajdywać tropy zostawione przez autora.
"Rewolucje" Skutnik rysuje cienką konturówką i nakłada kolor farbami akwarelowymi. Nastrój i przestrzeń planszy buduje czernią, światłocieniem i kolorem. Natomiast na potrzeby "Morfołaków" ograniczył się do ekspresyjnej, mocno zdeformowanej, czarnej kreski.
Skutnik jest założycielem i współwłaścicielem Pastel Games, firmy specjalizującej się w produkcji gier flashowych na przeglądarki internetowe. Artysta gry projektuje, koduje, tworzy także ich warstwę graficzną. Najbardziej znane jego produkcje to "Submaschine", "Daymare Town" oraz "10 Gnomes". [za Łukasz Chmielewski, culture.pl]
 
Warsztaty poprowadzi Konrad Czernik - Lead Concept Artist w firmie Techland z ponad dziesięcioletnim doświadczeniem w branży. Pracował przy produkcjach projektów: Dead Island, seria Call of Juarez, Nikita, Hellraid i kilku projektów realizowanych w ShortBreak Studios. Obecnie zajmuje się kreowaniem wizji artystycznej gry i odpowiada za wygląd i produkcję wszystkich postaci.
 
Komiksofon poprowadzi twórca komiksów Konrad Koko Okoński. Spotkanie z autorami poprowadzi Andrzej Jarczewski.

Organizator: Komiksofon, ESK Wrocław 2016
Koordynator projektu: Agnieszka Jamroszczak a.jamroszczak@gmail.com 

środa, 21 września 2016

Rewolucje: Integral - Skutnik

"Rewolucje - Integral" to wyczekiwany przez fanów album, zbierający pierwsze cztery tomy serii Mateusza Skutnika. Swego czasu, kiedy w Polsce komiksów było jak na lekarstwo, a za wydawanie polskich autorów nikt nie chciał się zabierać, wydawnictwo Egmont ruszyło z kilkoma seriami, wśród których najciekawszą, ale i najbardziej ryzykowną były właśnie "Rewolucje". 
W pełni autorski projekt Mateusza Skutnika, rysowany charakterystyczną kreską i dotyczący odkryć oraz wynalazców przełomu wieku doczekał się czterech odcinków. Wszystkie robiły duże wrażenie, ale czytane w odstępach czasowych powodowały, że pewne smaczki zacierały się i umykały uwadze odbiorców. A trzeba przyznać, że smaczków jest tu mnóstwo. Są elipsy. Są parabole. Postaci, pojawiające się na drugim albo i trzecim planie, w kolejnych albumach stają się niemal głównymi bohaterami opowieści. Wszystko, co niejasne i chaotyczne, składa się w przejrzystą całość w ostatnich kadrach komiksu. 
Rzecz dotyczy wielkiej rewolucji technicznej i skupia się tak samo na wybitnych umysłach i wynalazkach, jak i na tych zupełnie nietrafionych, bądź nieudanych. Choć pojawiają się tu znane ze świata nauki i techniki nazwiska, to skutnikowe historie mają charakter alternatywny, a wymienione w nich wynalazki i odkrycia nie mają przełożenia na rzeczywistość. 
W tej aurze tajemnicy i wynalazczości skąpane są rysunki. Fantastyczna architektura, niesamowite zabawy z perspektywą - to znak rozpoznawczy gdańskiego twórcy. Dodatkowo, integral "Rewolucji" zawiera w sobie kilka lub kilkanaście plansz, w których autor zdradza perfekcyjne opanowanie komiksowego warsztatu i języka tego medium. Dodam, że wszystkie albumy, składające się na ten solidny zbiór są mi znane od dobrych kilkunastu lat, ale podczas lektury czułem się, jakbym czytał je po raz pierwszy. 

Jest tu jedna rzecz całkowicie zaskakująca. Chodzi o wyklejkę, na której znalazł się czarno-biały, dwustronny rysunek. Zaparkowałem przy nim na dobre kilkadziesiąt minut i kiedy wracam do tego komiksu – parkuję ponownie. Hipnotyzująca grafika. Pewnie nawet lepsza niż wyklejki w "Thorgalu". 
Wydane w opasłej cegle cztery pierwsze tomy serii przeszły lekki lifting - autor zrezygnował z poprzedniej, dość podstawowej czcionki, zastępując ją nową, skrojoną samodzielnie. Warto również dodać, że w sferze pisarskiej Skutnikowi pomagała Anna Jędrzejczyk-Skutnik oraz Nikodem Skrodzki, z którym autor swego czasu zrobił słyną, czarno-białą (również zebraną w integral) serię "Morfołaki".
Jeśli ktoś mnie zapyta o "Rewolucje", to powiem: brać, nie pytać. Wybitna rzecz, światowy poziom, czapki z głów. 
"Rewolucje: Integral (tomy 1-4)". Scenariusz: Mateusz Skutnik, Nikodem Skrodzki, Anna Jędrzejczak-Skutnik. Rysunki: Mateusz Skutnik. Wydawca: timof comics, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl

wtorek, 2 sierpnia 2016

Uga buga!

Zaczęło się tak, jak to się zwykle zaczyna - od kilku kresek i spisanej na kolanie krótkiej historii, stanowiącej preludium do czegoś znacznie dłuższego. „Kraina Herzoga” miała być moim autorskim projektem o galaktykach, przyjaźni, miłości i zdradzie. Trochę komiksem akcji, trochę drogi. Poważnym i wzniosłym, ale nie bez incydentalnych śmieszków wkomponowanych w fabułę. 
Pierwsze plansze powstały w 1999 lub 2000 roku. Po kilku miesiącach trzymania ich w szufladzie stwierdziłem, że jednak nie chce mi się tego dalej rysować. Jednocześnie było mi szkoda powstałego materiału. A muszę wspomnieć, że były to czasy, kiedy w ogóle wszystkiego było szkoda – każdego bazgroła, rysunku, planszy. I żeby nie było szkoda, to te wszystkie rzeczy publikowało się w zinach, ku uciesze właściwie nie wiadomo kogo. Wpadłem więc na pomysł, by „Krainę” również puścić w zinie, ale nie na zasadzie kolejnego niedokończonego projektu, a w formie komiksowego łańcuszka. Skleciłem więc list do moich kumpli-komiksiarzy, w którym to napisałem, że jest świetna zabawa – ja rysuję kilka plansz, wysyłam do Ciebie i Ty kontynuujesz opowieść, po czym odsyłasz mi to, co stworzyłeś, a ja ślę to dalej. Na bank wysłałem listy do Huberta Ronka i Mateusza Skutnika. Do listów dołączyłem kserówki gotowych stron komiksu. I czekałem. A działo się to w czasach, kiedy komunikacja z drugą osobą nie polegała na kliknięciu myszką, w związku z czym trochę sobie poczekałem. 
rys. Mateusz Skutnik
Obaj koledzy zgłosili akces do akcji. I chociaż Hubert redagował wtedy „Komiksową Gazetę Brawurową”, Mateusz „Vormkfasę”, a ja „Ziniola”, to nie myśleliśmy nad miejscem publikacji naszego komiksu. Po prostu słaliśmy sobie te listy jak wariaty. Hubert narysował drugi odcinek, pchając akcję w niespodziewane rejony. Skserowałem, wysłałem Mateuszowi. Poczekałem kilka tygodni i bach, kolejny odcinek gotowy! No i niestety, fragment Skutnika, odchodzący najdalej jak tylko się dało od posługujących się nabzdyczonym, poważnym językiem wymyślonych przeze mnie bohaterów i skupiający się na trzech postaciach drugoplanowych spowodował, że odechciało mi się ciągnąc tę akcję dalej. Wykorzystana na łamach skutnikowego odcinka sentencja „Uga buga!” stała się kultowym powiedzonkiem w różnych punktach na mapie Polski! Mateusz tak wywindował poziom i tak bardzo skręcałem się ze śmiechu podczas lektury jego komiksu, że uznałem, iż wszystko co powstało przed przybyciem Skutnika zasługuje na szybką wycieczkę do najbliższego kosza na śmieci. No więc napisałem list do Huberta, że mi się odechciało, na co on mi odpisał, że jemu się zachciało i że chętnie pociągnie temat dalej. Uga buga i do przodu!
Tym sposobem „Kraina Herzoga” zadebiutowała na papierze w kwietniu 2002 roku w czternastym numerze „KGB”. Stopka autorska tego komiksu-wspólnoty mogłaby wyglądać następująco: Kreacja postaci i zalążki fabuły: ja. Ambicja i konsekwencja: Hubert. To, co najlepsze: Mateusz. 
rys. Dominik Szcześniak
Hubert tak mocno zaangażował się w temat, że zabrał się za tworzenie szorciaków osadzonych w świecie Krainy Herzoga. Jednym z takich krótkich komiksów wygrał konkurs „Roweru Błażeja” – popularnego niegdyś programu dla młodzieży. Co więcej, dzielnie ciągnął dalej temat łańcuszka w KGB, angażując do niego takich twórców jak Krzysiek Kozłowski czy Marcin Ściolny. Dodatkowo, namówił mnie na pisanie kolejnych scenariuszy i kusił wizją albumu. Album rzeczywiście pojawił się w sprzedaży w 2004 roku. Premiera odbyła się podczas lubelskiej imprezy komiksowej TRACH!. Nakręceni naszym debiutanckim, elegancko wydrukowanym komiksem chcieliśmy działać dalej, ale dość szybko odpuściliśmy. Fragmenty niemal gotowego scenariusza albumu zatytułowanego „Kraina Herzoga: Czternasty” ostatecznie po lekkim liftingu wylądowały w narysowanym przez Marcina Rusteckiego komiksie „Ksionz: Era Muriel”, a kilka napisanych przeze mnie szorciaków nie opuściło foldera „Krótkie” na pulpicie mojego kompa.  Okazją na powrót do starych bohaterów był ostatni numer „Znakomiksu”, na potrzeby którego Andrzej Baron skojarzył mnie z Danielem Grzeszkiewiczem. Jak się okazało, Daniel w latach „świetności serii” tworzył własne wersje okładek do „Krainy Herzoga”, o których nie miałem pojęcia. 
Rok temu Mateusz Skutnik podesłał mi (pocztą) oryginalną planszę z ostatniego tomu tworzonej przez niego serii „Rewolucje”. Wcześniej napisał mi na Facebooku, że jest to plansza „z nawiązaniem do naszych czasów xero”. Listonosz zapukał, podpisałem kwity, wyciągnąłem planszę, patrzę, a tam jedna z postaci krzyczy „Uga buga!”. 
Świata być może nie podbiliśmy, ale wspomnienia są bezcenne. I wciąż żyją.


Dominik Szcześniak
Tekst pierwotnie ukazał się na łamach dziesiątego numeru magazynu "Znakomiks"
rys. Mateusz Skutnik

czwartek, 4 czerwca 2015

Postapo: Antologia - Gizicki/ Karpowicz/ Szymańska/ Skutnik/ Ratka/ Pawlak/ Budziejewski

"Obrazki, sytuacje, dialogi, migawki" - tak o antologii "Postapo" przeczytać można na tylnej okładce zeszytu. Wszystkie wymienione formy mają uzupełniać świat wykreowany przez Daniela Gizickiego i Krzysztofa Małeckiego w regularnej serii, której trzeci tom zaplanowany jest na październik. No i uzupełniają, ale z bardzo różnym skutkiem. Zdarzają się tu perełki graficzne, ale też prace niedorobione. Są krótkie formy rokujące całkiem nieźle, są też takie, które wywołują wzruszenie ramion. Na czarno-biało-szarych stronach zeszytu znalazło się także miejsce dla epizodu, którego druk w takiej postaci był niedopuszczalny. Ale do rzeczy.
W postapokaliptycznej scenerii ludzie radzą sobie na różne sposoby - łażą szukając pożywienia i lekarstw, chronią się przed niebezpieczeństwem, przesiadują w piwnicach i próbują układać sobie życie na nowo. I to stara się pokazać Daniel Gizicki wymyślonymi przez siebie "sytuacjami"*. Sęk jednak w tym, że część z tych sytuacji przyrządzona jest wedle receptury popularnej wśród uczestników konkursów konwentowych w latach 90., kiedy to krótkie formy zwykły traktować o dupie maryni lub co najwyżej w kulminacyjnym momencie zarzynały efektowny pomysł na historyjkę.
Pierwsza "sytuacja" - "Sępy i łowca" to prosty komiks opowiedziany bez słów, z którego dowiedzieć się można jedynie, że Mateusz Skutnik trzyma swój standardowy wyśmienity poziom wtedy, gdy działa w ramach wymyślonych przez siebie światów. Druga krótka forma - "Luksus i styl" - fenomenalnie (podkreślam: fenomenalnie) narysowana przez Krzysztofa Budziejewskiego to w pierwszych kilku planszach obietnica naprawdę mocnego szorciaka, złamana przez przewidywalne zakończenie. Szkoda, że intrygujący pomysł, który spokojnie mógłby służyć jako szkielet fabuły postapo-celebrycko-erotycznego albumu, scenarzysta pociągnął w tak sztampowe rejony. A może nic straconego? Może scenarzysta mógłby wymazać z pamięci to, co wydarzyło się po planszy numer trzy, dorobić kolejnych 45 stron i finiszować albumem?
Następną w kolejności historyjką są "Nocne Polaków rozmowy" - najgorszy fragment antologii, tematycznie orbitujący wokół wspomnianej wcześniej dupy maryni (i tego, co z niej wychodzi). Kiepskiemu scenariuszowi wtórują rysunki, których autor - Mikołaj Ratka - wyjątkowo nie trafił z techniką.
Gorzej być nie może?
Ano nie może. Bo zaraz po najgorszej historyjce otrzymujemy całkiem niezłe "Nasze miejsce na ziemi" z rysunkami Grzegorza Pawlaka - komiks, który zdobył wyróżnienie na ostatnim MFKiG w Łodzi. Bardzo życiowa rzecz, obyczajowa, nie przegadana, ze świetnymi rysunkami. Następnie jest jeszcze lepiej - epizod "Niedługo wakacje", który do scenariusza Gizickiego narysowała Małgorzata Szymańska to bezsprzecznie najlepszy komiks zamieszczony w zbiorku, jak również jeden z najlepszych scenariuszy Daniela Gizickiego. Sześcioplanszowa opowiastka to chwila oddechu od poważnego (lub pseudo-poważnego) klimatu całej antologii, napisana wręcz perfekcyjnie i takoż zilustrowana, dowcipna i chwytająca za serducho zarazem. Brawa!
Zbiór wieńczy komiks "Życie toczy się dalej" - szorciak, który pewnie zostawiłby nieco w tyle "Niedługo wakacje" - bo jest piękny, zrobiony z dystansem, humanitarny i tak bliski naturze, jak to tylko możliwe - jednak niestety został zarżnięty nie przez scenarzystę, nie przez rysowniczkę, a przez druk. W oryginale fenomenalne plansze Joanny Karpowicz powodowały opad szczęki, w szarościach są tylko kolejną niespełnioną obietnicą. Szkoda. Brak koloru w tym komiksie to gwałt na nim. Coś, co nie powinno mieć miejsca.
Antologia Postapo to produkt nierówny, ale też zawierający kilka... migawek (?) zostających w pamięci. Świetny Budziejewski, porządny Pawlak, idealni Gizicki i Szymańska, no i Karpowicz, przed którą świat padłby na kolana, gdyby nie te szarości. Jeśli pojawią się następne antologie, to ja poproszę rzadziej, grubiej i z selekcją, a póki co - wciąż kibicuję.
 *"Sytuacje" to jedyne słowo zaczerpnięte z okładki pasujące mi do tych epizodów. Nie jakieś tam "migawki", czy "obrazki", a "sytuacje" właśnie.
rys. Joanna Karpowicz. Wersja w kolorze z fanpage'a Postapo na Facebooku
"Postapo: Antologia". Scenariusz: Daniel Gizicki. Rysunki: Mateusz Skutnik, Krzysztof Budziejewski, Mikołaj Ratka, Grzegorz Pawlak, Małgorzata Szymańska, Joanna Karpowicz. Wydawca: Dolna Półka (imprint wydawnictwa timof i cisi wspólnicy), Warszawa 2015 
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal

środa, 29 kwietnia 2015

Kibicujemy (415)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Dzisiaj kibicujemy antologii "Postapo". To już ostatnia prosta - komiks niebawem trafi w dłonie Czytelników. Premiera przewidziana jest na maj, a na łamach 52-stronicowego komiksu spotkają się tacy artyści, jak Mateusz Skutnik, Joanna Karpowicz, Małgorzata Szymańska, Grzegorz Pawlak, Krzysztof Budziejewski i Mikołaj Ratka. Nad wszystkim czuwa gospodarz całego przedsięwzięcia - Daniel Gizicki, który już zaraz, już poniżej opowie co nieco o tym projekcie:
Rys. Krzysztof Małecki/ Tomasz Grządziela
Dlaczego powstała "Postapo: Antologia"? 
DG: "Postapo: Antologia" to projekt, którym chciałem sprawić przyjemność czytelnikom serii (bo nie śmiem powiedzieć, że seria doczekała się fanów). Jednak czekanie rok na kolejny odcinek historii to dość długo, więc postanowiłem zrobić coś, co choć nie popycha akcji głównego cyklu do przodu, jednak będzie w luźny sposób związane ze światem, który z Krzyśkiem wykreowaliśmy. Ponadto chciałem też pokazać te pomysły, które kręcą mi się w głowie, a na które pewnie nie byłoby miejsca głównym toku opowieści. No i dzięki antologii miałem też możliwość współpracy z grupą świetnych rysowników. 
Czy koordynacja takiego projektu nastręczała jakichś trudności? 
Seria "Postapo" jest generalnie jakimś bardzo szczęśliwym projektem (nie licząc kontuzji ręki Krzyśka w zeszłym roku),bo przy jej powstawaniu nie ma większych problemów, scysji czy spięć na linii rysownik-scenarzysta. Ja też jestem nauczony pracą przy antologiach "Paronomazja" czy "Fest", że różne rzeczy mogą się zdarzać więc trzeba mieć zawsze plan awaryjny. Tu tak na szczęście nie było. "Postapo: Antologia" powstała sprawnie, bez większych przesunięć dedlajnów czy poprawek w komiksach. Wszyscy rysownicy spisali się na medal! Żałuję jedynie, że ostatecznie nie udało się zamieścić w albumiku komiksów Rafała Szłapy i Marcina Ponomarewa, bo obaj zrezygnowali z powodu nadmiaru innych ważniejszych obowiązków. Ale liczę, że spotkamy się przy następnej okazji (może następnej "Postapo: Antologii"?) 
Rys. Mikołaj Ratka
Co z główną serią? 
Został mi do napisania jeden rozdział i epilog. Krzysiek rysuje, więc 3 album pojawi się na MFKiG w Łodzi.
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Krzysztof Małecki  

czwartek, 23 kwietnia 2015

Patronujemy: Postapo: Antologia

Ziniol kibicował temu tytułowi od początku, w związku z czym z wielką przyjemnością po raz kolejny mu patronuje. Album "Postapo: Antologia" napisany został przez Daniela Gizickiego, a narysowany przez Joannę Karpowicz, Małgorzatę Szymańską, Mateusza Skutnika, Mikołaja Ratkę, Grzegorza Pawlaka i Krzysztofa Budziejewskiego. Autorem okładki jest rysownik regularnej serii, Krzysztof Małecki, a kolory położył Tomasz Grządziela. Premiera albumu przewidziana jest na Festiwal Komiksowa Warszawa.

piątek, 20 czerwca 2014

Przeczytane (01)

"Przeczytane" to rubryka, która powstała na łamach xerowanego "Ziniola" kilkanaście lat temu. Wówczas twierdzono, że "walimy w niej we wszystko, co się rusza". Dział na krótko powrócił do drukowanej wersji magazynu, nigdy natomiast nie pojawił się w jego mutacji internetowej. Do dzisiaj. Zainspirowany działem "Varia" Kuby Jankowskiego na Polterze oraz popularnością krótkich facebookowych notek, uruchamiam: przegląd komiksów w krótkich niekoniecznie-recenzjach.
"Do narysowania zostały trzy-cztery strony po których przyjdzie czas na wymyślenie co tak w zasadzie ma się znajdować w dymkach. Prościzna." - gdyby te słowa Łukasza Mazura dotyczące finiszu prac nad jego debiutanckim komiksem wziąć na poważnie, to po lekturze "Planety uciętych kończyn" należałoby przyznać mu status geniusza komiksu. Śmiem jednak twierdzić, że popularny Łazur troszkę się naigrywał i miał wszystko dokładnie zaplanowane. Ex-dowodzący Kolorowych Zeszytów, wielki fan Erika Larsena i 1/3 ekipy ATY zeszytem wydanym pod szyldem "Rok komiksu głupiego" zaskoczył w bardzo pozytywny sposób, wykorzystując wszystko co wie na temat patentów, chwytów i ciosów, wykształconych przez lata w komiksie amerykańskim. Czytelniku! Ten komiks nie jest kolejną lecącą na łatwiznę parodią superbohaterów. Nie jest też nieudaną próbą przeniesienia tychże na grunt polski. "Planeta uciętych kończyn" jest świadomym, polanym popowym sosem dziełem człowieka, który wie o co chodzi i tę wiedzę wykorzystuje w praktyce.
Czytając pierwszy (mam nadzieję, że nie ostatni) odcinek "Opowieści niestworzonych" czułem się jakbym czytał semikowego "Spidermana" nr 5/95 (proszę nie sprawdzać w archiwach, to był strzał). Łazur prowadzi narrację tak, jak mógłby to robić David Michelinie, gdyby potrafił pisać. W przepiękny sposób dba o drugi plan (spójrzcie co robi żona głównego bohatera na drugiej planszy), powodując, że ten drugi plan żyje i też opowiada historię. A sama historia dotyczy Petera Parkera (zbieżność personaliów z bohaterem Marvela przypadkowa) czyli Człowieka-Rakiety i jego sidekicka - Orbitera, w świecie niesuperbohaterskim znanego jako Bruce Wayne (zbieżność personaliów z bohaterem DC przypadkowa). Panowie reagują na wezwanie prezydenta i lecą na planetę Sumatran, by odzyskać jego córkę. Tam czeka ich nieznane i niezbadane. I jeszcze takie, po którym nic już nigdy nie będzie takie samo.
Łazur średnio umie rysować, ale świetnie rozumie język komiksu i wykorzystuje go na kartach "Planety". Kiedy trzeba, stosuje ten sam układ kadrów, gdy zachodzi taka potrzeba stawia na planszy dominantę, stosuje różnorodne kadrowanie. Potrafi pięknie skoordynować graficznie scenę walki bez pokazywania walki, a gadające głowy bez gadających głów. No i to zakończenie! "Planeta uciętych kończyn" to wielka niespodzianka i świetna robota. Oczami wyobraźni widziałbym Łukasza Mazura odbierającego nagrodę za najlepszy komiks 2014 roku na Festiwalu Komiksowa Warszawa. Widziałbym, ale niestety, sądzę, że Łukasz będzie stał poza fleszami fotoreporterów. Ale stał będzie wesoły i cieszący się z sukcesu kolegi. Bo statuetkę, splendor i kupę forsy sprzątnie mu sprzed nosa Mateusz Skutnik. 
"Blaki: Czwórka" to powrót bohatera, który miał się już nie odzywać. Decyzja o reaktywacji serii okazała się jedyną słuszną decyzją. Do samego wskrzeszenia nawiązał zresztą autor na dwóch pierwszych planszach albumu - planszach, które rozłożyły mnie na łopatki i zostały w głowie po dziś dzień (na pewno też zadomowią się w niej na dłużej). Tak eleganckiego i konkretnego wejścia nie miał w polskim komiksie chyba jeszcze nikt. 
A - uwaga! - dalej jest jeszcze lepiej. Skutnik, jak to u Blakiego, komiksuje o codzienności - relacjach z rodziną, wychodzeniu do sklepu po bułkę tartą, śmierci, fakturze mchu. Do lektury komiksu zaprasza czytelnika jak dobrego kolegę... Wróć! To czytelnik wprasza się tym razem do świata Blakiego. A na standardowe "Co słychać?" dostaje odpowiedź zagłuszoną dziecięcym świergotaniem. "Czwórka" to ukomiksowiona szczera i wielka radość z ojcostwa. Bohater przedstawiony jest jako troskliwy, mający swoje wątpliwości, kochający rodzic, taki sam jak ja, ty i pewnie jeszcze kilku innych gości. Dzieło Skutnika jest totalnie osobiste, a jednocześnie tak uniwersalne, że podczas lektury nie opuszczało mnie wrażenie, że czytam swoje własne przygody.
Skutnik jako twórca posiada cechę, której pewnie zazdroszczą mu wszyscy scenarzyści w Polsce: nie przegaduje swoich komiksów, nie zasypia ich niepotrzebnymi tekstami... on pisze obrazami. W przypadku "czwórki" są to obrazy czarno-białe, za którymi jako fan twórczości autora tęskniłem. Jeśli również tęskniliście, to tutaj macie czarno-białego Skutnika w najwyższej formie. Osobiście do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze skutnikowej kulfoniastej czcionki, ale w obliczu tak wielkiego komiksu (jak również pewnych obowiązujących standardów estetycznych) jestem w stanie zaakceptować tę, która jest.
Jedyne, co w "Blakim" mi się nie podoba, to okładka. Z drugiej strony, taka była koncepcja autora, więc milknę. Zresztą jest inna, niż okładki poprzednich tomów. Bardzo inna.
Pewnie znowu znajdą się tacy, co będą twierdzić, że Skutnik nie umie rysować, ale hej! nawet ci, którzy potrafią idealnie i w najmniejszym szczególe odwzorować monetę nie podskoczą mu w kwestii rozumienia języka komiksu i stosowania tego języka w praktyce. 

"Blaki. Czwórka" to ekstraklasa komiksu światowego. Co ważne, komiks ukazał się również w wersji angielskiej. I bardzo dobrze. Teraz zasłużone pochwały będą mogły spływać z najdalszych zakamarków świata (w związku z czym żywię nadzieję, iż wydawca zdecydował się na nakład z co najmniej sześcioma zerami na końcu). Panie Skutnik, kłaniam się nisko, bo przez te 60 stron bawiłem i wzruszałem się bardzo intensywnie.
"Opowieści niestworzone:Planeta uciętych kończyn". Autor: Łukasz Mazur. Wydawca: Wydawnictwo ATY, 2014. Komiks można nabyć tutaj: Incal
"Blaki: Czwórka". Autor: Mateusz Skutnik. Wydawca: Centrala, Poznań 2014. Komiks można nabyć tutaj: Sklep Gildia.pl, Incal

poniedziałek, 13 maja 2013

Tetrastych - Skutnik

52 komiksy w 52 tygodnie - jak sobie założył, tak zrobił. Mateusz Skutnik dla potrzeb "Tetrastychu" wybrał formę czterokadru planszowego. I na każdym z tych czterokadrów przedstawił jakąś historyjkę, zazwyczaj będąc (lub starając się być) zabawnym bądź nostalgicznym.
Na stronie 11 albumu znalazło się miejsce dla kawałka pod tytułem "Święty". Oto typowy martyr robi coś "w imieniu Pana". Efekt jego działania powoduje charakterystyczny "plask" w czoło skonfudowanego Boga, spoglądającego na sytuację z perspektywy niebios. Tego rodzaju "plask" często towarzyszy lekturze "Tertastychu". Skutnik w części historyjek wywołuje jeśli nie zażenowanie, to co najwyżej wzruszenie ramion. Z miałkim dowcipem zbyt często ramię w ramię idzie równie mizerny rysunek - tu jakieś nieudane próby cartoonowe, tam jakieś prześwity z "Muminków", jeszcze gdzie indziej chyba jeden z najgorszych wytrzeszczy oczu, jakie kiedykolwiek zobaczycie... są w "Tetrastychu" plansze, które pokazuję kiepską formę Skutnika. Ale są również takie, które ukazują jego bezapelacyjny geniusz.
Absolutnym mistrzostwem świata, z czterokadru wyciskającym dosłownie wszystko, skomponowanym w sposób nakazujący paść na kolana przed autorem, są takie kawałki, jak "Trzy kwadraty", "Żule", "Książka", "Sen" i "Luneta". Poza nimi - kilkanaście innych, a wśród nich rozbrajające "Honor" i "Ptaki", graficznie nawiązujące do "starego Skutnika" "Dzieci", piękna "Gra cieni", fenomenalna "Głębia", dosłowna "Farba" i równie zabawna "Jesień". Skutnik nie utrzymał wysokiej formy, ale w zaprezentowanych pracach zrobił rozstrzał totalny - od kompletnego badziewia po dzieło absolutnie genialne w każdej swojej kresce.
Kupuję ten rozstrzał. "Rewolucje" to serial wciąż zwyżkujący, ukazujący się raz do roku, będący dla Skutnika platformą do tworzenia światów i budowania przestrzeni. Ukazujące się z doskoku albumy prezentujące pozarewolucyjny dorobek autora, to już bądź dzieła zebrane ("Komiksy znalezione na strychu"), bądź poddane pewnemu rygorowi, narzuconemu przez twórcę ("Tetrastych"). Poziom tych "albumów z doskoku" jest przeróżny, podobnie jak poziom zaprezentowanych tam historii. Jest i dobrze i źle, przy czym zapewne to dobro i zło dla każdego będzie inne.
"Tetrastych" opublikowało Wydawnictwo Komiksowe, ale zachowana została "skutnikowa" oprawa albumu, znana z wcześniejszych wydań - komiks wydrukowano w formacie A4, a na ostatniej stronie okładki zamieszczono okładki wszystkich dotychczas wydanych albumów Mateusza Skutnika. Jedyną różnicą jest lakier na okładce. Wydawnictwu Komiksowemu należą się wielkie brawa za podtrzymanie tej stylistyki.
"Tetrastych" jest nierówny, ale jestem przekonany, że każdy czytelnik odnajdzie w tym albumie choć jedną planszę, która zwali go z nóg. Ja znalazłem 21.
"Tetrastych". Autor: Mateusz Skutnik. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe 2013
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

piątek, 28 września 2012

Rewolucje we mgle - Skutnik/ Szyłak

Autor: Dominik Szcześniak
Kiedy na drugim kadrze piątej strony albumu Rewolucje we mgle w oczach dwóch postaci rysuje się zdziwienie spowodowane wyłaniającym się z mgły słoniem, można zacząć zadawać sobie pytanie: czy to jeszcze Skutnik, czy już może Moebius? Gdański twórca komiksów przeskoczył poprzeczkę ustawioną sobie poprzednim, również fenomenalnym pod względem graficznym tomem i nie wypada już o nim pisać inaczej, niż światowa ekstraklasa.
Repertuar komplementów, jakimi można obdarzyć Skutnika, powoli się wyczerpuje. Jest jednak jeszcze jeden, którego chyba nikt nigdy wobec tego twórcy nie użył - umiejętność rysowania "pleców konia". Rewolucje we mgle istotnym miejscem akcji czynią cyrk, stąd dość duża ilość zwierząt na rysunkach. Słonie, tygrys, koń - w ujęciu Skutnika prezentują się znakomicie. Wspominałem już o światowej ekstraklasie? Karierze na zachodzie?

Poza owymi zaskoczeniami, jest w najnowszych Rewolucjach pewien constans, różniący się od pozostałych tomów jedną istotną cechą - jest dopracowany do perfekcji. Chodzi o kompozycję albumu, mistrzowskie wykorzystanie języka komiksu oraz - dosłownie i w przenośni - ukazanie jego MAGII. Skutnik od zawsze w swoich historiach pozostawiał wiele niedopowiedzeń i furtek, których otwarcie należało do czytelnika. Być może właśnie przez tę magiczną mgłę, w omawianym tomie mamy ich najwięcej. Jerzy Szyłak, z którym Skutnik po raz kolejny połączył siły tworząc tym razem duet KOMPLETNY, zadbał o odpowiednie granie na czytelniczym nosie, wyprowadzając mnie co najmniej raz w pole. Ten album, mimo swej dość prostej fabuły jest nieprzewidywalny. I tu również tkwi jego niesamowita moc.

Tak, jak początkowe tomy serii opowiadały o wynalazcach i ich dziełach, tak i we mgle mamy podobny motyw. Tym razem stanowi on jedynie pretekst do zawiązania akcji, po czym zwalnia pole wspomnianej magii. Technika poszła w las. Seria pod władaniem dwóch Panów na "S" zmieniła się w taką, którą się czuje. I w którą się wpatruje, by poczuć więcej. A po tym wpatrywaniu wraca się do początku opowieści albo do dowolnie wybranej strony i czuje się znowu.

Rewolucje we mgle mają w sobie coś z horroru, albo przynajmniej trzymającego w napięciu thrillera. Do miasta przyjeżdża cyrk, którego główną atrakcją jest światowej sławy hipnotyzer Edmondantes. Kuglarze wkraczają na ulice w momencie, gdy te zalane są gęstą mgłą. Po pierwszym przedstawieniu coś się dzieje i zaczynają ginąć ludzie. Mgła ożywa? Magik robi nas w konia? Autorzy bawią się pomiędzy rzeczywistością a ułudą?

Odpowiedzi na powyższe pytania z mojej strony jest kilka i zobrazowane są przez następujące reakcje: "co się dzieje?!" (na styku stron 20 i 21), "o co chodzi?" (strona 25), "wow!" (przejście ze strony 46 do 47) "klap!"* (zanikający pasek na dole plansz i jego kulminacja).

Panie i Panowie, Rewolucje we mgle to komiks wybitny, który Was zaskoczy, wciągnie i nie jeden raz przyciągnie do siebie. Perełka światowej klasy i najlepszy komiks jaki czytałem od lat. A czytałem wiele znakomitych.

Panowie autorzy, jeśli czytacie te słowa - jesteście mistrzami.
* - odgłos opadającej szczęki.
Rewolucje we mgle. Scenariusz: Jerzy Szyłak. Ilustracje: Mateusz Skutnik. Wydawca: timof comics 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.gildia.pl

czwartek, 5 lipca 2012

Komiksy znalezione na strychu - Skutnik

Autor: Dominik Szcześniak
Jakiś czas temu, żona Mateusza Skutnika weszła na strych i odnalazła mnóstwo jego starych komiksów (patrz: fenomenalna okładka albumu). Tych z okresu xero. Pożółkłych staroci. Niektóre z nich posłużyły do opracowania antologii The Very Best OFF The Ziniols vol.1, inne spokojnie poczekały do momentu publikacji niniejszego albumu, jeszcze inne pewnie leżą tam do dziś. A może zostały przez autora zarchiwizowane?
Komiksy znalezione na strychu to wyselekcjonowana przez autora grupa szczęśliwców, licząca łącznie ponad 70 stron. Czytając je, czułem się, jakbym sam wlazł na ten strych i uzyskał dostęp do czających się tam wykwintnych smaczków. Bez żadnej legendy, bez prowadzenia za rączkę, bez wyznaczenia granicy gdzie kończy się jeden, a zaczyna drugi krótkometrażowy komiks (chyba, że te posiadają tytuły). Ten zbiór to Skutnik ze strychu, z zapomnianych czasów. Było minęło, więc po co komentarz? Czytelnik nie dostaje nawet numerów stron.
I to jest świetny zabieg. Otwieramy strychową klapę i zerkamy sobie spode łba na te wszystkie postaci. Na Pafnutza, Stryfelka, Konstantego, Wiedźmina, gościa, który ma problem z zobaczeniem własnej dupy... Skutnik przedrewolucyjny i równy wiekiem do Skutnika morfołackiego jest Skutnikiem anegdotycznym, humorystycznym, filozoficznym oraz xerograficznym (czyli hołdującym wymyślonym przez samego siebie zasadom xerografiki). Czytając ten zbiór niejednokrotnie parskniecie śmiechem i pogrążycie się w lekkiej zadumie. A mimo, że poziom komiksów wydaje się nieco nierówny, po bliższym zbadaniu zawartości albumu, ciężko nie przyznać racji tezie, że jest to konkretny, mięsisty przegląd możliwości twórczych autora. Niekoniecznie The Best Of.
Komiksy znalezione na strychu to szorty, pochodzące w wielu pism i zinów. Kontakt to debiut Skutnika w AQQ, KKKomikkks pochodzi - a jakże z KKK, Komiks zamojski - z Zinia, a fragment serialowej Krainy Herzoga z KGB. Jest plansza z adaptacji Wiedźmina, której dla potrzeb Krakowskiego Klubu Komiksu dokonał Krzysztof Korzeniak, z zilustrował szereg znanych twórców, jest aqqowski Żywot Konstantego oraz wielokrotnie publikowany w Vormkfasie i Vormkfasie Classic Little Nemo in Slumberland, będący wariacją na temat historii Winsora McKaya. Są klasyczne dla starych wielbicieli gdańskiego zina komiksy Fourteen Fucking Ten i Seklapnijta. Jest jedyny komiks powstały we współpracy Mateuszów: Skutnika i Liwińskiego oraz Historia oparta na, co prawda makabrycznych, ale faktach, ukazująca ówczesny stosunek autora do kotów. Ściślej mówiąc: płaskich kotów. Są komiksy rysowane spontanicznie i wypieszczone. I jest to znakomite "brzydkie liternictwo" - znak rozpoznawczy Skutnika.
Na pierwszy rzut oka dużo tu chaosu. Ale jest to chaos do ogarnięcia, mimo braku wspomnianego prowadzenia za rączkę. Dla fanów Skutnika i wielbicieli staroci jest to pozycja obowiązkowa. Ja bawiłem się przy niej długo i znakomicie. I zdaję sobie sprawę z tego, że jest to wyświechtany frazes, ale jedyne, co mi się nie podobało to fakt, że album się skończył. Chcę więcej.  Komiksów znalezionych na strychu 2 albo Komiksów znalezionych w piwnicy. Autorze, wydawco: chcę.
Komiksy znalezione na strychu. Autor: Mateusz Skutnik. Wydawca: timof i cisi wspólnicy 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

"Rewolucje: Dwa dni" - Skutnik

Autor: Dominik Szcześniak

Seria "Rewo
lucje" wraz z każdym kolejnym albumem określana była mianem jednego z najważniejszych komiksów autorstwa polskich rysowników. Adresowana do czytelnika, który potrafi myśleć i jest zainteresowany niebanalną lekturą, opowiadała historie wynalazków i losy ich twórców. Z charakterystycznie rysowanymi postaciami, wplątanymi przez Skutnika w alternatywny, akwarelowy świat, czytelnikom Egmontu przyszło pożegnać się w 2006 roku, kiedy ukazał się album "Syntagma". Mimo szuflady zaopatrzonej w scenariusze i głowy wyposażonej w świetne pomysły, kolejny album Skutnika z tej serii polscy czytelnicy dostali dopiero w roku bieżącym.

Jest to komiks bez słów, a więc ten z rodzaju najbardziej wymagających. Nie ma w nim narracji, a dialogi ograniczone są do wykrzykników i znaków zapytania. Brak jakichkolwiek wskazówek, które mogłyby tłumaczyć to, co znajduje się na rysunkach. Można go przeczytać w pięć minut, podsumować jednym zdaniem i po jednym dniu zapomnieć, ale wówczas straci się całą zabawę.
Bo "Dwa dni" to 68-stronicowe korepetycje z komiksu oraz album, który sprawdzi, jak wrażliwi jesteście na to medium.

Dwa dni to dwie historie. W pierwszej Skutnik wrzuca czytelnika
i bohatera w sytuację, w drugiej opowiada o wynalazcy. Sytuacja w dowcipny sposób wykorzystuje motyw zapętlenia, a opowieść dotyka zagadnienia podróży w czasie. Każda z tych historii jest świadectwem tego, że autor bardzo dobrze się bawił wymyślając je. I zaproszeniem, skierowanym w stronę odbiorcy, nakazującym mu ciągłe wertowanie stron do przodu i do tyłu w celu wyłapania szczegółów, którymi opowieści są nafaszerowane. Komiks Skutnika nie jest kameralny ani spokojny. Z jego stron bije ekstatyczna radość tworzenia.

Łatwo można się poślizgnąć podczas wyszukiwania inspiracji graficznych Skutnika i przypiąć mu łatkę Jasona. Co prawda norweski autor brał na warsztat podobną tematykę (patrz: "Skasowałem Adolfa Hitlera"), lecz w sensie graficznym sam jest tylko jednym z wielu kontynuatorów tradycji Herge'a. Czysta kreska to znak firmowy Skutnika w "Rewolucjach", a towarzyszy jej czysty przekaz, oparty na znakomicie prowadzonej narracji komiksowej i konsekwentnym postawieniu na funkcję komunikatywną komiksu. Skutnik, wybierając taką a nie inną formę, "skazał się" na narrację czysto obrazkową, jedynymi odstępstwami czyniąc onomatopeje oraz miejsca, w których udostępnia oczom czytelnika plany wynalazku jednego z bohaterów (dzięki czemu poznajemy jego imię i nazwisko). Ze starcia z najtrudniejszym rodzajem komiksu wyszedł zwycięsko, a obok ciekawej formy przedstawił intrygującą - i osadzoną w uniwersum "Rewolucji" - treść. Czego chcieć więcej?

Może tego, by tak fenomenalny komiks nie kisił się na rynku, który nie doceni go tak, jak doceniłby niemal każdy inny. Pewnie dlatego wydawca pokusił się o edycję międzynarodową. Obok polskiego widnieje angielski tytuł, a złotówkom na odwrocie towarzyszą ich odpowiedniki w euro i dolarach. Dodawszy do tego jakość wydania, z której zadowolony był sam autor, otrzymujemy idealny towar eksportowy, którym możemy chwalić się już wszędzie.
"Rewolucje: Dwa dni". Autor: Mateusz Skutnik. Wydawca: Mroja Press 2010