Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Mazur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Mazur. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 maja 2016

Najpiękniejsza bajka pokolenia TM-Semic

Marzenia jednak się spełniają. Przynajmniej niektóre. Oto jedno z nich: 

Dawno, dawno temu żył sobie chłopiec o imieniu Łukasz. Łukasz bardzo lubił komiksy amerykańskiego rysownika Erika Larsena, który na polskim rynku rysował m.in. "Punishera" i "Spider-Mana", a za oceanem bardzo kojarzony jest z autorskim serialem "Savage Dragon" (nie wiedzieć czemu nieopublikowanym jeszcze w Polsce). Będąc już dorosłym mężczyzną, skrywającym się pod pseudonimem Łazur, Łukasz zaczął rysować komiksy. I jeden z nich postanowił poświęcić bohaterowi swojego dzieciństwa.
Łazur, Savage Dragon, Usta pełne śmierci
Był to komiks z cyklu „Opowieści niestworzone”, zatytułowany „Usta pełne śmierci”, w którym to Łazur kierował się jedną zasadą: „Jeśli nie potrafisz narysować jakiejś sceny, to przejrzyj komiksy Erika Larsena – on już ją narysował”. Przejrzał tych komiksów 200 i twórczo skopiował tyle kadrów, ile mu było potrzebne. Sam komiks to jedna strona wstępu i siedem nawalanki. Nic specjalnego. ALE! Forma tego hołdu była na tyle interesująca, że Łazur najpierw wydał sobie również edycję w języku angielskim z okazji wizyty na ateńskim festiwalu, a następnie pokusił się o powiększony formatowo komiks kolekcjonerski, z dodatkowymi stronami pełnymi szkiców i historyjek z planu tworzenia komiksu. Najlepsze jednak miało dopiero nadejść. 

Komiksem Łazura zainteresował się sam Erik Larsen.

- Sam dzień pamiętam całkiem nieźle - wspomina Łazur - Wolne w robo, wrzucenie anglojęzycznej wersji "Ust..." na forum Dragona, wizyta w Centrum Komiksu, wieczorny koncert Taco Hemingwaya (na który ostatecznie z Jaszczem i Sztyborem nie weszliśmy, więc zawitaliśmy u Piotrka Rosnera). No i wielki finał w postaci nocnego odczytania info, że Larsen chciałby to opublikować; dalej kilka telefonów do najbliższych, kilka wiadomości wrzuconych na FB i rozmowa z Larsenem. Tak w skrócie wyglądał 27 marca 2015 (piątek). 

Dla Łazura była to wielka radość. Lecz czy sprostał wyzwaniu? Tak łatwo jest przecież osiąść na laurach i stwierdzić, że sama pochwała ze strony mistrza jest wystarczająca. W tej trudnej sytuacji Łazur mógł jednak polegać na przyjaciołach. Choć, jak mówi - wcale nie było różowo...

- Cały komiks trzeba było pokolorować, co zajęło mi trochę czasu i z finalnymi plikami odezwałem się do Erika dopiero w październiku. Tutaj wypadałoby podziękować TeO i Ystadowi, którzy nie dali mi zapomnieć, że jeśli tego nie ogarnę, to będę frajerzyną wszechczasów - tego typu motywacja zrobiła swoje. Inna sprawa jest taka, że z perspektywy czasu nie wydaje mi się to jakimś nie wiadomo jakim osiągnięciem - w końcu ten komiks był skrojony pod tego typu fikołek. Osiem stron, każdy kadr wzorowany na czymś co stworzył Larsen - gdybym był na jego miejscu, to sam bym chciał coś takiego opublikować dla podbicia własnego ego (chociaż i tak ma chyba spore).

Erik Larsen poprosił swojego oddanego fana o możliwość opublikowania „Ust pełnych śmierci” w swoim szlagierowym „Savage Dragonie”. I tym sposobem w 209. numerze serii Łazur umieścił swój pokolorowany komiks w towarzystwie prac idola. Marzenie się spełniło. Chłopiec, który dawno temu zakochał się w Larsenie, dotarł do radosnej mety i napisał jedną z najpiękniejszych bajek pokolenia TM-Semic. Do dzisiaj żyje długo i szczęśliwie, rysując nowe komiksy i kolekcjonując zeszyty swojego idola. Ale czy po tylu latach pamięta jeszcze który komiks mistrza był jego pierwszym?
- Spider-Man 8/93 i 9/93, czyli "Zemsta Złowieszczej Szóstki" - od tamtej pory wiedziałem, że to ten jeden jedyny i na zawsze - stwierdza Łazur - Później, w jednym z numerów "Super Boom" zobaczyłem okładkę do jednego z pierwszych numerów Dragona i chciałem cholernie to mieć w swoich łapach, ale nie miałem jak tego zdobyć (Witek Idczak* nie miał tego w swojej ofercie). Następnie, jakoś w 1998, parę miesięcy po tym, jak stwierdziłem ze komiksy są dla dzieci (miałem 14 lat) i sprzedałem swoją kolekcję, w pracy u mamy miałem pierwszą styczność z Internetem i jakoś do głowy mi wpadło, żeby zobaczyć co u Larsena. Wlazłem na stronę Savage Dragon i oszalałem jak zobaczyłem te kolorowe okładki, ale niestety wchodziły tylko po dwie, góra trzy na dyskietki... 
Od "Zemsty Złowieszczej Szóstki" po "Usta pełne śmierci" - tak kształtowały się losy bajki o Łazurze. Bardzo istotnym elementem tej opowieści jest również fakt, że Łukasz - poza byciem twórcą komiksowym - jest również jednym z redaktorów Bicepsa, członkiem Pokembrów oraz jednym z najlepszych fachowców od składu komiksów.
Łazur - fot. Daniel Hilbrecht
- Komiksy składam, bo ktoś musiał się za to wziąć, kiedy zaczynaliśmy przygodę z "Bicepsem" i ATY. Po kilku numerach "Bicepsa" zacząłem składać komiksy znajomym i tak co jakiś czas działam kilka razy do roku (albo i częściej). 

Rysownik, scenarzysta, redaktor... czy łącząc tyle funkcji można jeszcze czerpać jakąkolwiek satysfakcję ze składania? Czy składanie jest fajne?  

- Jest najfajniejsze! - ekstatycznie reaguje Łazur - Cenię to sobie bardziej, niż samo tworzenie komiksów i wymyślanie własnych światów i historii. To coś na zasadzie tego typka z "Invincible" Kirkmana, który ma zakład zajmujący się tworzeniem i naprawą kostiumów herosom - w końcu nie każdy superbohater/twórca komiksowy jest w stanie naprawić swój kostium/przygotować to, co stworzył do druku, prawda? Oczywiście ciekawsze jest składanie publikacji w której jest większe pole do popisu, niż tylko wrzucenie kolejnych plansz na kolejne kartki, ale w sumie czasem i przy samej stopce redakcyjnej można się wykazać. 

Dlaczego zatem Łazur nie dołączy do grona najlepszych składaczy, którzy opracowują komiksy największych wydawców na rynku?

-  Owszem, byłoby fajnie, ale raczej nie dałbym rady tego wcisnąć obok normalnej pracy, działań nad komiksami swoimi i znajomych oraz projektami, które od jakiegoś czasu mam poplanowane. A kiepsko byłoby na początku palić sobie mosty ewentualnym niepowodzeniem. Może za jakiś czas? Chociaż... niektóre przypadki wydanych u nas komiksów podnoszą mi mocno ciśnienie i powodują że najchętniej rzuciłbym wszystko i zrobił to lepiej od ręki. Czasami to naprawdę nie jest wielka filozofia. 
Podczas Festiwalu Komiksowa Warszawa odbędzie się premiera kolejnych "Opowieści niestworzonych", zatytułowanej "Domek w środku lasu żywych trupów". Pierwsza zyskała tytuł najlepszego polskiego komiksu na łódzkim festiwalu, druga została opublikowana za granicą. Jakiego rabanu narobi trzecia? 
* Od połowy lat dziewięćdziesiątych w Polsce oryginalne amerykańskie komiksy można było kupić w kilku miejscach - jednym z tych miejsc był łódzki sklep Witka Idczaka i jego katalog rozsyłany pocztą. Pozostałe to krakowski sklep R.A.R Kamila Śmiałkowskiego oraz Comics Uniwersum Zofii Wróblewskiej na Jaśkowej Dolinie w Gdańsku.

czwartek, 18 grudnia 2014

Kibicujemy (411)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Kibicujemy w ostatniej chwili - w końcu dzisiaj premiera "Ust pełnych śmierci", tak?
Łukasz Mazur: Tak jak już wspomniałem w opisie komiksu, "Usta..." to hołd złożony twórczości Erika Larsena, którą wielbię ponad wszystko, a sposób pisania i konstuowania przez niego historii, jak i swobodę rysowania plus zabawę formą bardzo sobie cenię i sam chciałbym kiedyś przynajmniej w 1/4 robić to tak dobrze, jak twórca Savage Dragona. Na osiągnięcie tego celu daję sobie jakieś 25 lat.

Stąd też pomysł aby każdy z kadrów w "Ustach..." wzorować na tym co kiedyś pojawiło się w serii z Zielonopłetwym. Z początku idea ta wydawała mi się genialna w swojej prostocie i na dwa tygodnie przed MFK byłem niemal pewien, że spokojnie się z tym wyrobię do Łodzi. Okazało się jednak, że - cytując klasykę polskiego bluesa - "życie depcze wyobraźnię" i w ostatnich tygodniach spędziłem długie godziny na kartkowaniu prawie dwustu numerów Dragona. Niektórych kilkukrotnie.

Poniżej pierwsza strona debiutującego dzisiaj komiksu oraz druga strona z 7. numeru "Savage Dragona".

Samej okładki jednak nie wzorowałem na okładkach Larsena (w większości to nic ciekawego, niestety) - jej pierwowzór to zdjęcie na którym uwieczniono Ninę Agdal (Wiktoria Sikret i te sprawy). Kto je zrobił i gdzie się znalazło - tego nie wiem, ale też za wiele nie szukałem.
Jak więc widać cały komiks to jedna wielka zrzynka, ale jakoś trzeba się nauczyć tych wszystkich dziwnych póz, perspektyw i całej tej ekspresji o której nie mam bladego pojęcia.

"Usta pełne śmierci" do sprzedaży trafiają dzisiaj - premierowo na warszawskiej Komiksowej Wigilii, a w kolejnych dniach pewnie pojawią się tu i ówdzie. W sensie w sklepach komiksowych. Egzemplarzy jest jedynie stówka, ale to celowy zabieg, bo zaplanowałem już całe drugie wydanie, które będzie zupełnie czymś innym niż te osiem stron formatu A5.
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki

środa, 19 listopada 2014

Kibicujemy (409)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
"Opowieści niestworzone" podbiły polski rynek komiksowy - pierwsza część serialu sympatycznego Łazura zdobyła nie tylko popularność wśród koneserów gatunku, lecz również nagrodę za najlepszy komiks 2014 roku podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi! Zachęcony tym sukcesem, niespoczywający na laurach oraz skromny autor przedstawia dziś swój plan komiksowy na najbliższą przyszłość - plan, zakładający "Usta pełne śmierci"!
Łazur: Pierwsza część "Opowieści niestworzonych" zrobiła swoje i zdobyła nagrodę publiczności na MFK, więc pora na kolejnego zawodnika wagi ciężkiej, który tym razem zdobędzie Najważniejsze Nagrody w Środowisku - Złote Kurczaki. "Usta pełne śmierci" - bo taki jest jego podtytuł, to kolejna z serii "Opowieści...". Jednak nie jest to bezpośrednia część druga a Annual. 
Główni bohaterowie "Ust pełnych śmierci"
W dużym skrócie można ten komiks opisać takim zdaniem - jedna strona wstępu i siedem wpierdolu. Na sam pomysł wpadłem we wrześniu i łudziłem się, że uda mi się wyrobić na łódzką imprezę, ale wyszło jak wyszło (z pożytkiem dla samego komiksu) i ten pojawi się mniej więcej w połowie grudnia.
Główną postacią jest wymyślona w 1940 roku przez Fletchera Hanksa Fantomah - tajemnicza kobieta z dżungli. W "Ustach" co prawda nie padnie jej imię, ale wierzcie mi, że to właśnie ona. Jednak z racji jej łazurversowego originu (który zaprezentuję pod koniec przyszłego roku albo w ogóle) można zapomnieć o jej "dżunglowej" genezie. Czemu Fantomah? Bo jest dość absurdalnie wyglądającą postacią, do której prawa autorskie wygasły i teraz każdy bez narażania się prawu może tworzyć kolejne historie i podpisywać je swoim nazwiskiem - więc korzystam. A w przyszłych numerach "Opowieści..." pojawią się i inne postaci z lat 40-tych XX. wieku.

Jubileuszowy logotyp
Dodatkowo w lutym przyszłego roku minie 75. lat od pierwszego pojawienia się tej postaci w komiksach (Jungle Comics #2, 1940 r.), więc "Usta..." będą dobrą okazją, żeby rozpocząć świętowanie. Myślę też nad zebraniem kilku rodzimych artystów do stworzenia kilku pulpowych historii z tą bohaterką i wypuszczenia jubileuszowej antologii, ale póki co zostały mi do narysowania jeszcze trzy strony Annuala, więc pozwolę sobię zakończyć ten monolog i wrócić do cienkopisów. 
W następnym kibicowaniu - co tu robią te fiszki?!
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki

piątek, 20 czerwca 2014

Przeczytane (01)

"Przeczytane" to rubryka, która powstała na łamach xerowanego "Ziniola" kilkanaście lat temu. Wówczas twierdzono, że "walimy w niej we wszystko, co się rusza". Dział na krótko powrócił do drukowanej wersji magazynu, nigdy natomiast nie pojawił się w jego mutacji internetowej. Do dzisiaj. Zainspirowany działem "Varia" Kuby Jankowskiego na Polterze oraz popularnością krótkich facebookowych notek, uruchamiam: przegląd komiksów w krótkich niekoniecznie-recenzjach.
"Do narysowania zostały trzy-cztery strony po których przyjdzie czas na wymyślenie co tak w zasadzie ma się znajdować w dymkach. Prościzna." - gdyby te słowa Łukasza Mazura dotyczące finiszu prac nad jego debiutanckim komiksem wziąć na poważnie, to po lekturze "Planety uciętych kończyn" należałoby przyznać mu status geniusza komiksu. Śmiem jednak twierdzić, że popularny Łazur troszkę się naigrywał i miał wszystko dokładnie zaplanowane. Ex-dowodzący Kolorowych Zeszytów, wielki fan Erika Larsena i 1/3 ekipy ATY zeszytem wydanym pod szyldem "Rok komiksu głupiego" zaskoczył w bardzo pozytywny sposób, wykorzystując wszystko co wie na temat patentów, chwytów i ciosów, wykształconych przez lata w komiksie amerykańskim. Czytelniku! Ten komiks nie jest kolejną lecącą na łatwiznę parodią superbohaterów. Nie jest też nieudaną próbą przeniesienia tychże na grunt polski. "Planeta uciętych kończyn" jest świadomym, polanym popowym sosem dziełem człowieka, który wie o co chodzi i tę wiedzę wykorzystuje w praktyce.
Czytając pierwszy (mam nadzieję, że nie ostatni) odcinek "Opowieści niestworzonych" czułem się jakbym czytał semikowego "Spidermana" nr 5/95 (proszę nie sprawdzać w archiwach, to był strzał). Łazur prowadzi narrację tak, jak mógłby to robić David Michelinie, gdyby potrafił pisać. W przepiękny sposób dba o drugi plan (spójrzcie co robi żona głównego bohatera na drugiej planszy), powodując, że ten drugi plan żyje i też opowiada historię. A sama historia dotyczy Petera Parkera (zbieżność personaliów z bohaterem Marvela przypadkowa) czyli Człowieka-Rakiety i jego sidekicka - Orbitera, w świecie niesuperbohaterskim znanego jako Bruce Wayne (zbieżność personaliów z bohaterem DC przypadkowa). Panowie reagują na wezwanie prezydenta i lecą na planetę Sumatran, by odzyskać jego córkę. Tam czeka ich nieznane i niezbadane. I jeszcze takie, po którym nic już nigdy nie będzie takie samo.
Łazur średnio umie rysować, ale świetnie rozumie język komiksu i wykorzystuje go na kartach "Planety". Kiedy trzeba, stosuje ten sam układ kadrów, gdy zachodzi taka potrzeba stawia na planszy dominantę, stosuje różnorodne kadrowanie. Potrafi pięknie skoordynować graficznie scenę walki bez pokazywania walki, a gadające głowy bez gadających głów. No i to zakończenie! "Planeta uciętych kończyn" to wielka niespodzianka i świetna robota. Oczami wyobraźni widziałbym Łukasza Mazura odbierającego nagrodę za najlepszy komiks 2014 roku na Festiwalu Komiksowa Warszawa. Widziałbym, ale niestety, sądzę, że Łukasz będzie stał poza fleszami fotoreporterów. Ale stał będzie wesoły i cieszący się z sukcesu kolegi. Bo statuetkę, splendor i kupę forsy sprzątnie mu sprzed nosa Mateusz Skutnik. 
"Blaki: Czwórka" to powrót bohatera, który miał się już nie odzywać. Decyzja o reaktywacji serii okazała się jedyną słuszną decyzją. Do samego wskrzeszenia nawiązał zresztą autor na dwóch pierwszych planszach albumu - planszach, które rozłożyły mnie na łopatki i zostały w głowie po dziś dzień (na pewno też zadomowią się w niej na dłużej). Tak eleganckiego i konkretnego wejścia nie miał w polskim komiksie chyba jeszcze nikt. 
A - uwaga! - dalej jest jeszcze lepiej. Skutnik, jak to u Blakiego, komiksuje o codzienności - relacjach z rodziną, wychodzeniu do sklepu po bułkę tartą, śmierci, fakturze mchu. Do lektury komiksu zaprasza czytelnika jak dobrego kolegę... Wróć! To czytelnik wprasza się tym razem do świata Blakiego. A na standardowe "Co słychać?" dostaje odpowiedź zagłuszoną dziecięcym świergotaniem. "Czwórka" to ukomiksowiona szczera i wielka radość z ojcostwa. Bohater przedstawiony jest jako troskliwy, mający swoje wątpliwości, kochający rodzic, taki sam jak ja, ty i pewnie jeszcze kilku innych gości. Dzieło Skutnika jest totalnie osobiste, a jednocześnie tak uniwersalne, że podczas lektury nie opuszczało mnie wrażenie, że czytam swoje własne przygody.
Skutnik jako twórca posiada cechę, której pewnie zazdroszczą mu wszyscy scenarzyści w Polsce: nie przegaduje swoich komiksów, nie zasypia ich niepotrzebnymi tekstami... on pisze obrazami. W przypadku "czwórki" są to obrazy czarno-białe, za którymi jako fan twórczości autora tęskniłem. Jeśli również tęskniliście, to tutaj macie czarno-białego Skutnika w najwyższej formie. Osobiście do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze skutnikowej kulfoniastej czcionki, ale w obliczu tak wielkiego komiksu (jak również pewnych obowiązujących standardów estetycznych) jestem w stanie zaakceptować tę, która jest.
Jedyne, co w "Blakim" mi się nie podoba, to okładka. Z drugiej strony, taka była koncepcja autora, więc milknę. Zresztą jest inna, niż okładki poprzednich tomów. Bardzo inna.
Pewnie znowu znajdą się tacy, co będą twierdzić, że Skutnik nie umie rysować, ale hej! nawet ci, którzy potrafią idealnie i w najmniejszym szczególe odwzorować monetę nie podskoczą mu w kwestii rozumienia języka komiksu i stosowania tego języka w praktyce. 

"Blaki. Czwórka" to ekstraklasa komiksu światowego. Co ważne, komiks ukazał się również w wersji angielskiej. I bardzo dobrze. Teraz zasłużone pochwały będą mogły spływać z najdalszych zakamarków świata (w związku z czym żywię nadzieję, iż wydawca zdecydował się na nakład z co najmniej sześcioma zerami na końcu). Panie Skutnik, kłaniam się nisko, bo przez te 60 stron bawiłem i wzruszałem się bardzo intensywnie.
"Opowieści niestworzone:Planeta uciętych kończyn". Autor: Łukasz Mazur. Wydawca: Wydawnictwo ATY, 2014. Komiks można nabyć tutaj: Incal
"Blaki: Czwórka". Autor: Mateusz Skutnik. Wydawca: Centrala, Poznań 2014. Komiks można nabyć tutaj: Sklep Gildia.pl, Incal

poniedziałek, 5 maja 2014

Kibicujemy (393)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Pamiętacie "Planetę uciętych kończyn", zapowiadaną na tegoroczną imprezę komiksową w Bydgoszczy? Kupiliście sobie egzemplarz? No właśnie. Łukasz Mazur zaangażował się w dopieszczanie swojego dzieła do tego stopnia, że premiera została przesunięta, okładka zmieniona, a w dodatku... a zresztą: poczytajcie i popatrzcie: 
Łazur: W poprzednim kibicowaniu zapowiadałem "Planetę..." na bydgoską imprezę, ale - staropolskim zwyczajem - termin ten się nieco przesunął i tej można się teraz spodziewać pod koniec maja na Festiwalu Komiksowa Warszawa. Oczywiście wszystko może się jeszcze zmienić (jak z zapowiadaną od 2010 "Nienawiścią Atomowego Rycerza"), ale póki co niewiele wskazuje na to, żeby po raz kolejny przyszło mi zmieniać datę premiery. Do narysowania zostały trzy-cztery strony po których przyjdzie czas na wymyślenie co tak w zasadzie ma się znajdować w dymkach. Prościzna.
Oprócz daty premiery zmieniła się również okładka - na tę chwilę prezentuje się ona tak jak powyżej. W wersji finalnej dojdzie jeszcze kilka szczegółów, ale z grubsza będzie to wyglądać właśnie tak. Mam jeszcze w głowie jeden bądź dwa pomysły na cover, ale te zachowam sobie na dodruk i wersję reżyserską. 
Wspomniałem o "Nienawiści Atomowego Rycerza" - nie jest tak, że zupełnie zapomniałem o tym projekcie. Cały czas mam go głęboko w sercu, ale żeby móc go zrobić na takim poziomie jak bym chciał, to muszę się jeszcze podciągnąć jeśli chodzi o komiksową materię (rysunki/scenariusz). Stąd m.in. ten dwudziestostronicowy koszmarek z obciętymi kończynami. Ale żeby nie było, kolejne puzzle tej nienawistnej układanki będą się pojawiać to tu to tam. Cytując marvelowe uniwersum filmowe: "Everything's connected".
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Piotr Nowacki

czwartek, 13 marca 2014

Kibicujemy (387)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Konkret: Łukasz Mazur pracuje nad "Planetą uciętych kończyn". Zaintrygowani? Czytajcie i kibicujcie:
Prawie finalna wersja okładki, niemniej jeszcze wszystko może się zmienić
Pomysł na postać Człowieka Rakiety przyszedł nagle i znikąd. Nie jest on zbyt wyszukany, bo główny bohater dysponuje mocą zmieniania się w normalną rakietę i podróżowania z niespotykaną prędkością w przestrzeni kosmicznej. Natomiast sama historia powstała wokół jednej sceny, która również nie wiadomo skąd wpadła mi do głowy. Później wystarczyło wymyślić jakiś początek, rozwinięcie i jako takie zakończenie i wziąć się do roboty. To znaczy inaczej - wystarczyło zrobić to wszystko i zgodnie z tradycją odłożyć pomysł na półkę, obok kilku innych jemu podobnych. I tak też się stało.

ALE! Impulsem do działania była informacja o pierwszej edycji Złotych Kurczaków, imprezy zorganizowanej zupełnie oddolnie przez ekipę Bazgrolli. Prace ruszyły z kopyta, w ostatnich dniach 2013 roku powstało 10 stron, ale w międzyczasie wyskoczyły inne projekty i przez dwa pierwsze miesiące tego roku postęp nad albumikiem był znikomy, żeby nie powiedzieć żaden. Kolejnym motywatorem była/jest Bydgoska Sobota z Komiksem (26 kwietnia) i mocno liczę na to, że uda mi się przytachać do Bydgoszczy trochę egzemplarzy.

W planie jest 20-stronicowy zeszyt. Gotowych stron jest już nieco ponad połowa (bez tekstów, te na samym końcu, wiadomo), do tego okładka i wszystko wskazuje na to, że się uda. Niemniej nie apeluję o trzymanie kciuków, bo życie potencjalnych nabywców nie stanie się po lekturze w jakikolwiek sposób bogatsze, a kolekcja ciekawsza. To będzie po prostu słaby komiks z byle jaką grafiką i jeszcze gorszym scenariuszem. Jedyne co dobre, to to, że będzie się idealnie wpasowywał w akcję Rok Komiksu Głupiego (więcej na ten temat oczywiście na pejsbuku). Więcej zalet nie stwierdzono.

Jak będę zbliżał się do końca to wpadnę tu jeszcze z materiałem. Ale niech nikt specjalnie na to nie czeka, są znacznie lepsze rzeczy do roboty. "Opowieści niestworzone. Planeta uciętych kończyn" - bo tak się będzie nazywał ów komiks - wydam własnym sumptem, mając w pamięci złotą myśl jednego z bardziej szanowanych rodzimych twórców komiksowych: "samowydawanie jest domeną analfabetów".
 
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki