Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 6 września 2018

The Minx #5 - Milligan/ Phillips

Zakończenie wątku siejącego śmierć hermafrodyty-mesjasza, a wraz z nim serii nieprawdopodobnych zdarzeń i pozornie chaotycznych scenek, pozwoliło autorom wejść w klimaty bardziej obyczajowe, które trwały dość długo (no, może połowę zeszytu czwartego), lecz nagle znów zaatakowały przedziwnością i nie-z-tej-ziemi'ością. The Minx to chyba najbardziej odklejony serial Milligana. Nie ma tu, że wiesz co się za chwilę wydarzy. Jedyne co wiesz, to że nic nie wiesz.
Ale moment, co się dzieje? Słuchajcie: emitujący przekazy do głów wybrańców Małpi Bóg przybywa w kapsule na Ziemię. Ląduje w Londynie. Prez Stanów się wścieka, bo przecież przestrzeń kosmiczna należy do nich. Agenci z USA tracą jednak kapsułę na rzecz Wielkiej Trójki, czyli przymierza trzech największych ziemskich religii, dla których "małpi bóg" to przegięcie. Ci z kolei dostają wpierdziel od Małpiego Kultu, grupki fanatyków, którzy imitują małpie odgłosy i mocno wierzą w nadejście mesjasza... To jeszcze nic! Jakiejś lasce odwala w aptece i zaczyna grozić, że wszystkich rozstrzela, cuda dzieją się w gabinecie dentystycznym, a Anna Schwarz odkrywa, że jest post-punkowym efektem stosunku płciowego, jaki w kuluarach koncertu Sex Pistols jej matka odbyła z... ok, wystarczy, bo zahaczę o jakiś spoiler. 
Czytając The Minx można sobie stawiać fajeczki przy pozycjach na liście ulubionych tematów Milligana. Tożsamość - jest. Seksualność - yhym. Prawda - a jak. Jest tu i Wygłodniała trawa, i Monty Python, i Garth Ennis. Spokojny obyczaj, zastosowany w ilościach niewielkich, miksuje się z porypanym psycho-thrillerem, dawkowanym namiętnie. 
Ale. To. Jest. Dobre.
"The Minx" #5. Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Sean Phillips. Kolor: Kevin Somers. Wydawca: DC Vertigo, luty 1999

środa, 5 września 2018

Zinowe zapowiedzi: Kto zaparzy Earl Greya

Ziniolowe kibicowanie połączyło kolejnych twórców, czego efektem jest zaplanowany na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi zin Kto zaparzy Earl Greya. Scenariusz: Maciej Jasiński. Rysunki: Tomxyz. Zin będzie dostępny na MFKiG na wspólnym stoisku ATY i innych wydawców. Będzie liczył 16 stron w formacie A5.

O czym jest ten komiks? - To komiks erotyczny, w którym fantazje w brutalny sposób zderzają się z codziennością - mówi Maciej Jasiński, zaznaczając, że o tym będzie cała seria. Na tylnej okładce publikacji jest już zapowiedź drugiej części zatytułowanej "50 zaparzeń earl greya z jednej torebki".
Kibicujemy!

Hell Eternal - Delano/ Phillips

Nie ma to jak zacząć komiks od laski, która rozmawia z… pistoletem. To kolejna osoba (po dziewczynie z Kill Your Boyfriend) zawiedziona systemem edukacyjnym (choć zdobędzie bardzo dobre wykształcenie i pracę w branży komputerowej). Tym razem chodzi o szkolnictwo wyższe. Okazuje się, że sposobem na nudę dla niej jest nie tylko zrobienie czegoś „zbrodniczego”, ale też i „seksualnego”. Niestety nie tylko dla niej.

Kiedy Anne poznaje Sarah, możemy mieć jeszcze wrażenie, że pooglądamy sobie trochę lesbijskich akcji, a że dziewczyny są pokręcone i niezbyt wpasowane w społeczeństwo, to może i będzie dramat rodem z filmu Thelma&Louise. Jednak między szalonymi kochankami pojawia się facet z przekonaniami… nazistowskimi. I dosyć to przerażające, że wykształcone laski pakują się w taką ideologię tylko dlatego, że jedna totalnie na niego leci. Od zauroczenia Sarah i zazdrości Anne zrodzi się dramat, który absolutnie nie musiał się wydarzyć.

W Hell Eternal nie ma szczęśliwego zakończenia, nie ma moralizowania i pouczania. Nie sądzę, żeby chodziło w tym komiksie o antynazistowską agitkę. Delano w zasadzie żadnego z motywów nie wysuwa na pierwszy plan: ani tych ludzkich - fatalnego zauroczenia i zazdrości, ani społecznych – dlaczego inteligentni ludzie wpadają w sidła niebezpiecznych przekonań?, ani ironicznych – ucieczka przed wyimaginowanymi kłopotami.

Delano opowiada zimną historię, w której szorstkie rysunki Phillipsa bezdusznie koloruje Hollingsworth. Nie ma w tym wszystkim nadziei, ale przeczytać i potem podumać można.
(Kuba Jankowski)
"Hell Eternal". Scenariusz: Jamie Delano. Rysunki: Sean Phillips. Kolor: Matt Hollingsworth. Wydawca: DC Vertigo, maj 1998

wtorek, 4 września 2018

Z#53 i 54: promo (02)

Odliczamy dni do premiery i zdradzamy tajne receptury Z#53 i 54.
Z#53: o tym, że Peter Milligan przyjeżdża do Polski wiedziałem już od jakiegoś czasu, w związku z czym uderzyłem z tą niesamowitą informacją do polskich wydawców komiksów, co do których istniała nadzieja, że byliby w stanie jakiś komiks brytyjskiego scenarzysty wydać. Niektórzy grzecznie podziękowali, inni olali leszcza. Działanie na spontanie odeszło precz, liczą się tabelki i plany wydawnicze (co rozumiem), ale przyjazd Milligana i brak premiery z jego nazwiskiem to byłoby czyste zło. No więc sobie porozmawialiśmy i Peter stwierdził, że wyszpera coś w szufladzie. Po kilku tygodniach: no, niestety, klops. W szufladzie pustki. Więc zaproponował, że napisze coś specjalnie do Ziniola. Ależ proszę Cię bardzo, maestro - odpowiedziałem. A jako, że jestem wielkim fanbojem, wymyśliłem sobie, że sam ten scenariusz narysuję. Kiedy dostałem "Ostatnią powieść Jamesa Joyce'a" nażarłem się jednak pokory, przypomniałem sobie, że nie umiem rysować i postanowiłem oddać trzyplanszowy scenariusz w odpowiedzialne i profesjonalne ręce. Od razu wiedziałem kto powinien to zilustrować: tylko Daniel Chmielewski, najbardziej oczytany komiksiarz, który Joyce'a i Becketta ma w jednym paluszku. Tylko on. Oczywiście Daniel z trzech plansz zrobił osiem. Wyszło świetnie. Sprawdźcie w Ziniolu #53!
Z#54:Krótko i konkretnie: Krzysztof Prosiak Owedyk, pięć plansz, "O tym jak Jasiek przestał pisać". Moc!

Kill Your Boyfriend - Morrison/ Bond

Romans, czarna komedia: „Dziewczyna poznaje chłopaka. Dziewczyna zakochuje się w chłopaku. Chłopak zabiera ją na brutalną, szaleńczą wycieczkę po angielskich przedmieściach. Morderstwo, seks, narkotyki i anarchia” – mówi czwarta strona okładki. Oto jednostrzałowiec od Vertigo według pomysłu duetu Grant Morrison i Philip Bond.

Jeśli nie ruszy Was ani powyższy opis (w podręcznym tłumaczeniu), ani okładka z dziewoją w szkolnym mundurku uzupełnionym glanami, szlugiem w ustach, flaszką wódki w jednej dłoni i spluwą w drugiej (niekoniecznie w tej kolejności), to nieczułe z Was sukinsyny.

Tak, jest tu miłość i bunt przeciw szkole, która zamienia nas w roboty. Morrison w dialogach jest tak sugestywny, że można mu w to uwierzyć, i zapytać samego siebie „dlaczego dałem się w system edukacyjny wtłoczyć i pozwoliłem im zmienić mnie w robota?”. To coś w rodzaju pełnego złości ataku na establishmentowe mind games, którym poddaje się nas w szkolnej ławie, to ta same złość, którą wykrzykiwał Zack w wersach Take the power back („The teacher stands in front of the class/ But the lesson plan he can't recall / The student's eyes don't perceive the lies / Bouncing off every fucking wall / His composure is well kept / I guess he fears playing the fool / The complacent students sit and listen to some of that /Bullshit that he learned in school”). To ta sama, najprawdopodobniej smutna, a co najmniej nostalgiczna konstatacja, którą usłyszycie w piosence Little Boxes Malviny Reynolds („And the people in the houses all went to the university / Where they were put in boxes and they came out all the same, / And there's doctors and there's lawyers, and business executives / And they're all made out of ticky tacky and they all look just the same”). Można i tak, przecież “we don’t need no education”, co nie? Wszystko rozbija się o to, w którym momencie zdacie sobie sprawę z upupiającej Was szkoły i zaczniecie zdobywaną w niej wiedzę wykorzystywać, żeby myśleć za siebie, a nie wkuwać na pamięć.

Dalej mamy tłumienie seksualności i bla bla, że na to jeszcze za wcześnie. Nie ma co w tym temacie pouczać, ale przecież każda energia kumulująca się w naszym wnętrzu ma swoje własne ujście (hehe… ekhem). Nie ma się co powstrzymywać, trzeba rozsądnie próbować. I jeszcze dalej mamy o moralności pokolenia naszych rodziców, i pustych gestach buntu w sztuce… No i nie dziwne, że na koniec człowiek ma ochotę na frytki, napić się albo po prostu coś rozwalić. W życiu uczennicy pojawia się wtedy niegrzeczny przystojniak z butelką wódki i fajkami, wilk w owczej skórze, który twierdzi, że wszystko, czego nienawidzisz bierze się z tego, że się nudzisz. Jaka na to rada? „The only way to stop being bored is to do something interesting. Or criminal”. I wydaje mi się, że nie ma co więcej zachęcać do przeczytania tego jednostrzałowca, więc napiszę tylko: „czytajcie, bo będzie wystrzałowo!”. Z bombowym zakończeniem.
(Kuba Jankowski)
"Kill Your Boyfriend". Scenariusz: Grant Morrison. Rysunki: Philip Bond. Kolor: Daniel Vozzo. Wydawca: DC Vertigo, czerwiec 1995

poniedziałek, 3 września 2018

The Sandman #18 - Gaiman/ Jones

Philip K. Dick zadał kiedyś pytanie z rodzaju intrygujących (bo na pewno nie „retorycznych”) „Do Androids Dream of Electric Sheep?”. Ten swoisty test na człowieczeństwo miał uświadomić ludziom, że nie oni jedyni są coś warci, zbić w nich poczucie wyższości i zadać wątpliwość, co do tego, czy aby nie powinni z większym szacunkiem odnosić się do inności. Głębię tego, o czym pisał Dick (…czasami spłaszczano bardzo, np. w wersji serialowej The Man in the High Castle…) otwarte umysły dostrzegały od razu (podobnie jak w sf jest chyba z horrorami, które mi zawsze wydawały się różnie jakościowo zrealizowanym pytaniem o istotę człowieczeństwa), innym zabierało to okropnie dużo czasu. Jeśli zaś chodzi o zeszyt Sandmana, który sobie właśnie odświeżyłem, to Gaiman nie zadał w jego tytule pytania „o czym śnią koty?”, ale przestrzegł nas, że tysiąc śpiących w jednej chwili kotów może mieć jakiś plan. A Dream of a Thousand Cats uczy więc też człowieka szacunku – do braci mniejszych.

Bracia mniejsi posiadają często bardzo słodką powłokę, która usypia naszą czujność i nie pozwala w porę dostrzec niebezpieczeństwa (hehe, pamiętajcie, że „mogwai” to nie tylko „kiedyś zajebisty” zespół instrumentalny, który ostatnio pobłądził, oj pobłądził… ani nie tylko fajny futrzasty stworek!). Zerknijcie na białego kociaka, którego trzyma w dłoni człowiek w drugim kadrze. Jakieś wątpliwości? Ten mały, tej nocy, kiedy wymknie się na łajzy, pozna intrygującą historię, która może pozwolić kotom odzyskać władzę nad światem! Dowie się, że może być malutkim, ale niezbędnym elementem większej całości, tak jak ta historyjka jest elementem integralnym, niezbędnym serii Gaimana. A człowiek, być może dowie się i pojmie, jak szokujące, złe i niepotrzebne jest np. topienie małych kociąt w worku. Przyznam, że poziomy kadr, na którym worek z małymi, obciążony kamieniem, leci w stronę wody, szokuje mnie bardziej niż ten ze snu kotki, na którym stoi na bielejących (między innymi ludzkich) kościach. Dlaczego? Bo człowiek bezwzględnie i egoistycznie wykorzystuje wobec słabszych i bezbronnych swoją przewagę.

Po lekturze tego zeszytu wiecie już dlaczego koty tyle śpią. Ja wiem również, że muszę zintensyfikować zebranie wszystkiego, co narysował mój ukochany Kelley Jones.

„Dreams shape the world”!
(Kuba Jankowski)
"The Sandman" #18. Scenariusz: Neil Gaiman. Rysunki: Kelley Jones. Tusz: Malcolm Jones III. Kolor: Robbie Busch. Wydawca: DC, sierpień 1990

niedziela, 2 września 2018

American Vampire #1 - Snyder/ King/ Albuquerque

Przy okazji Fables wspomniałem, że ziniolowy cykl Vertigo służy też temu, aby dać pewnym komiksom ze znaczkiem V. drugą szansę. Obok Fables (za drugim razem również oblali test) postanowiłem raz jeszcze sprawdzić American Vampire, po którego początkach swego czasu rednacz. Z. przejechał się bez litości

…i ja się z tym zgadzam (tak, to CAŁY drugi z zalecanych dla ziniolowego cyklu Vertigo czterech akapitów, więcej tu nie będzie).

System zeszytówek jest bardzo przydatnym systemem, bo zamiast od razu wtopić kasę w całego trade’a albo omnibusa, czy innego dużego zbiorczaka, można sobie dziubnąć troszkę i sprawdzić, czy nam podchodzi. W ten sposób nie będziemy tracić czasu, a w zalewie dostępności tak wielu tytułów do przeczytania jest naprawdę wyższą koniecznością robić dobrą selekcję. W ten sposób jednak również możemy skreślić już na początku coś, co się ładnie rozwinie i złoży w piękną, przemyślaną całość. Z jednej strony, to ryzyko autorów, którzy muszą o czytelnika zawalczyć od pierwszego numeru (choć ile było „pierwszaków”, w których zaczynało się „intrygująco”, a potem nie było?). Z drugiej, to być może nasza strata, jeśli takie z nas raptusy. Zatem, czy ktoś mi napisze coś, co mnie przekona, żeby czytać poza pierwszy numer American Vampire (tak naprawdę to doczytałem gdzieś do ósmego i nie poczułem się wciągnięty)? Zastanawiam się, czy odrzucają mnie wampiry, najmniej ulubione przeze mnie horrorowe postaci (no może poza światem Blade’a, tutaj jakoś było całkiem w porządku; swoją drogą: też Was wkurzyło, że przy okazji filmu Czarna Pantera z MCU, zupełnie zapomniano o tym, że wcześniej w ramach – no, powiedzmy – „black pride” to właśnie Blade zaistniał filmowo?)? Czy może bezpłciowe gadu-gadu tego pierwszego zeszytu?

Nie wiem, co dodać jeszcze w czwartym zalecanym akapicie. Może tyle, że nazwisko King na okładkach komiksów raczej mnie zniechęca (po co ja się dałem nabrać na komiksową Mroczną Wieżę…), niż zachęca do kupna danego albumu. Dużo lepiej, według mnie, radzi sobie w komiksie wyobraźnia „królewskiego syna”, Joe Hilla (poza znanym u nas obłędnym Locke&Key polecam The Cape!).
(Kuba Jankowski)
"American Vampire" #1. Scenariusz: Scott Snyder, Stephen King. Rysunki: Rafael Albuquerque. Kolor: Dave McCaig. Wydawca: DC Vertigo, maj 2010