Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sandman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sandman. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 września 2018

The Sandman #18 - Gaiman/ Jones

Philip K. Dick zadał kiedyś pytanie z rodzaju intrygujących (bo na pewno nie „retorycznych”) „Do Androids Dream of Electric Sheep?”. Ten swoisty test na człowieczeństwo miał uświadomić ludziom, że nie oni jedyni są coś warci, zbić w nich poczucie wyższości i zadać wątpliwość, co do tego, czy aby nie powinni z większym szacunkiem odnosić się do inności. Głębię tego, o czym pisał Dick (…czasami spłaszczano bardzo, np. w wersji serialowej The Man in the High Castle…) otwarte umysły dostrzegały od razu (podobnie jak w sf jest chyba z horrorami, które mi zawsze wydawały się różnie jakościowo zrealizowanym pytaniem o istotę człowieczeństwa), innym zabierało to okropnie dużo czasu. Jeśli zaś chodzi o zeszyt Sandmana, który sobie właśnie odświeżyłem, to Gaiman nie zadał w jego tytule pytania „o czym śnią koty?”, ale przestrzegł nas, że tysiąc śpiących w jednej chwili kotów może mieć jakiś plan. A Dream of a Thousand Cats uczy więc też człowieka szacunku – do braci mniejszych.

Bracia mniejsi posiadają często bardzo słodką powłokę, która usypia naszą czujność i nie pozwala w porę dostrzec niebezpieczeństwa (hehe, pamiętajcie, że „mogwai” to nie tylko „kiedyś zajebisty” zespół instrumentalny, który ostatnio pobłądził, oj pobłądził… ani nie tylko fajny futrzasty stworek!). Zerknijcie na białego kociaka, którego trzyma w dłoni człowiek w drugim kadrze. Jakieś wątpliwości? Ten mały, tej nocy, kiedy wymknie się na łajzy, pozna intrygującą historię, która może pozwolić kotom odzyskać władzę nad światem! Dowie się, że może być malutkim, ale niezbędnym elementem większej całości, tak jak ta historyjka jest elementem integralnym, niezbędnym serii Gaimana. A człowiek, być może dowie się i pojmie, jak szokujące, złe i niepotrzebne jest np. topienie małych kociąt w worku. Przyznam, że poziomy kadr, na którym worek z małymi, obciążony kamieniem, leci w stronę wody, szokuje mnie bardziej niż ten ze snu kotki, na którym stoi na bielejących (między innymi ludzkich) kościach. Dlaczego? Bo człowiek bezwzględnie i egoistycznie wykorzystuje wobec słabszych i bezbronnych swoją przewagę.

Po lekturze tego zeszytu wiecie już dlaczego koty tyle śpią. Ja wiem również, że muszę zintensyfikować zebranie wszystkiego, co narysował mój ukochany Kelley Jones.

„Dreams shape the world”!
(Kuba Jankowski)
"The Sandman" #18. Scenariusz: Neil Gaiman. Rysunki: Kelley Jones. Tusz: Malcolm Jones III. Kolor: Robbie Busch. Wydawca: DC, sierpień 1990

piątek, 27 lipca 2018

The Sandman: Overture#1 - Gaiman/Williams III/Stewart

Pamiętacie ten odcinek Friends, w którym Rachel znajduje w zamrażarce u Joeya Lśnienie (a swoją drogą zdziwiło mnie okrutnie, że tak zmarginalizowano tę książkę Kinga w podróży przez stany popświadomości w epizodzie ze Stephenem - ekipo Jakuba Ćwieka: wstyd!)? Joey czyta na okrągło tę powieść, a ponieważ bardzo się jej boi, chowa w zamrażarce.

Ja mam podobnie z tym strachem przy niektórych kontynuacjach komiksowych, a raczej z powrotami po latach do jakiejś postaci, żeby jeszcze dopisać do świetnej, zamkniętej opowieści, coś tam. Właśnie, na ogół jest to „coś tam”. Nowych Strażników nawet nie kupiłem. Kontynuacji V jak Vendetta, Mausa, Muncha, Ósmej Czary i wielu innych też bym nie kupił, gdyby powstały. Taki ze mnie ortodoks. Ale Sandmana: Uwerturę  kupiłem. I tak się bałem do niego zaglądać, że egmontowy trade w folijce leżał prawie dwa lata na regale (w zamrażarce w jednej szufladzie nie mam miejsca, bo przechowuję odcinane Metzenowi palce stóp - za karę za spóźnianie tłumaczeń superów; w drugiej mam zapas lodów śmietankowych z zamrożonym sokiem wiśniowym; w trzeciej nie wiem, boję się zajrzeć; czwarta się nie otwiera). Przełamałem się tylko z powodu cyklu Vertigo na Z. i…

…czytając pierwszy zeszyt poczułem się jak w starym dobrym Śnieniu: ten sam klimat, ten sam rozmach, to samo intrygujące zawiązanie akcji, to samo bogactwo rozwiązań kompozycyjnych. I coś nowego: chyba większa różnorodność (która nie wpływa na spójność); na pewno strony z „chapter…”, gdzie w Eisnerowskim (czytaj: wkomponowanym w rysunek graficznie słowie, słowo staje się częścią świata przedstawionego) stylu dowiadujemy się, który rozdział będziemy czytać.

Cieszmy się tym otwarciem Uwertury, które jest bardzo treściwe, bo w dalszych zeszytach w zasadzie chodzi przede wszystkim o popis rysownika i oszałamiające kompozycje plansz oraz sekwencji, a historia… Lepiej wrócić do oryginalnego runu. Jeszcze jedno Uwertura czyni bardzo dobrze: nakazuje nam zadać sobie pytanie o to, czy chcemy czytać zapowiedziane na sierpień 2018 The Sandman Universe?
(Kuba Jankowski)
"The Sandman: Overture" #1. Scenariusz: Neil Gaiman. Rysunki: J.H.Williams III. Kolor: Dave Stewart. Wydawca: DC Vertigo, grudzień 2013

sobota, 13 maja 2017

Sandman: Uwertura - Gaiman/ J.H.Williams III

Neil Gaiman powrócił do uniwersum Sandmana albumem „Uwertura”. I nie jest to do końca udany powrót. Bo choć ten komiks bardzo zgrabnie komponuje się z wykreowanym przez angielskiego scenarzystę dziesięciotomowym cyklem, to nie jest już świadectwem jego pisarskiej erudycji. Główna seria była bezdyskusyjnym (?) popisem literackim Gaimana, a rysunki szeregu autorów, których nazwiska dość szybko umykały pamięci, zawsze istniały gdzieś w tle. W najnowszej odsłonie perypetii Morfeusza te proporcje uległy odwróceniu. Warstwa wizualna miażdży, zaś literacka, istniejąc sobie gdzieś na dalszym planie, po prostu nie przeszkadza.
Rysujący całą Uwerturę J.H. Williams III skupia na sobie niemal całą uwagę czytelnika - a to wskutek umiejętności posługiwania się wielością stylistyk i czerpania z dotychczasowego dorobku rysowników Sandmana. Williams III raz posługuje się stylem rodem z amerykańskich produkcyjniaków, innym razem zaś sięga do korzeni klasyki europejskiego komiksu. Rysuje, maluje, wchodzi w psychodelę i podporządkowuje kompozycję planszy sennym tekstom Gaimana. Co ciekawe, rysownik niezwykle świadomie nawiązuje do wspomnianego wianuszka twórców, odpowiedzialnych za stronę wizualną Sandmana – można tu odnaleźć tropy prowadzące zarówno do Chrisa Bachalo, Sama Kietha, czy Johna J. Mutha. 
Pozostający w tle Gaiman co prawda nie stworzył historii równej najlepszym odcinkom, jakie pisał dwadzieścia lat temu, a momentami jego pisarstwo przypomina tu najbardziej kwaśny bełkot Granta Morrisona, ale za to w interesujący sposób zamknął serię i wprowadził kilka ciekawych konceptów. 
W "Uwerturze" Sandman odbywa podróż w celu ocalenia wszechświata. To komiks drogi, w którym wraz z bohaterem wędrujemy zarówno przez Śnienie, czas i miasto gwiazd, jak również przez lęki i emocje głównego bohatera. Gaiman w "Uwerturze" świetnie wyjaśnia Morfeusza. Wrzuca go w kontekst rodziny Nieskończonych oraz konfrontuje z matką i ojcem. 
Komiks urozmaicony jest mnóstwem ekskluzywnych materiałów. Znalazło się miejsce dla dodatkowych ilustracji, dla kilku słów od scenarzysty, rysownika, kolorysty oraz liternika. Całość, choć poziomem zdecydowanie gorsza od oryginału, ucieszy fanów serii i prawdopodobnie zachęci do ponownego sięgnięcia po cały cykl, co oczywiście niezmiennie polecam. 
"Sandman: Uwertura". Scenariusz: Neil Gaiman. Rysunki: J.H. Williams III. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016.

sobota, 16 stycznia 2016

Trójca i dwie twarze Vertigo

Opublikowana w kolekcji DC Deluxe „Trójca” to historia pierwszego spotkania ikon amerykańskiego komiksu superbohaterskiego: Batmana, Supermana i Wonder Woman. Prawdę mówiąc nie jest to ich pierwsze spotkanie sensu stricte, bo panowie są kumplami od dawna, natomiast na pewno jest to historia pierwszych spotkań walecznej Amazonki z każdym z wymienionych bohaterów. Bardzo istotnym w wypadku tego komiksu jest fakt, że został stworzony przez Matta Wagnera – artystę, którego prace polski czytelnik ma okazję podziwiać zdecydowanie zbyt rzadko. Wagner zasłynął autorską serią „Grendel”. Dołożył również kilka cennych cegiełek do samodzielnych opowieści o Batmanie. Do tematu spotkania ikon podszedł w całkiem ciekawy sposób, angażując w swoją opowieść zarówno największych wrogów tytułowych postaci, jak i charakterystyczne dla nich lokacje. Jest więc mroczne Gotham City, Metropolis ze swoimi drapaczami chmur oraz zielona i piękna wyspa Amazonek. Co jednak najciekawsze, to konfrontacje charakterów Supermana, Batmana i Wonder Woman. I chemia między nimi. „Trójca” to bardzo przyjemna – ale właściwie nic ponadto - lektura dla fanów herosów ratujących świat.

Album „Sandman: Przebudzenie” pochodzi z okresu schyłkowego pierwszego etapu działań Vertigo, z kolei „Amerykański Wampir” to rzecz całkiem świeża, będąca przykładem tego, jak ta linia wydawnicza wygląda obecnie. Od razu nadmienię, że oba tytułu warto znać i przeczytać. Choć każdy z innych powodów. Finał „Sandmana” to naszpikowana cytatami, intertekstualna zabawa artysty z czytelnikiem, z kolei piąty tom „Wampira” to sensacyjno-przygodowo-wampiryczny tasiemiec, o którego za chwilę będą się pewnie bić producenci seriali telewizyjnych. Frajda podczas lektury obu komiksów jest wielka. Neil Gaiman, pochylając się dostojnie nad grobem swojego bohatera, czerpie z Szekspira i nawiązuje do czasów niewolnictwa, opowiada o śmierci i przemijaniu, ale też o narodzinach i radości życia. Scott Snyder natomiast sięga do legendy o Drakuli, ale daje również dość zaskakującą koncepcję prawdziwej tożsamości Kuby Rozpruwacza. Opowiada o zabójczej odmianie wampirów zwanych Karpatczykami i o dzielnych pogromcach krwiopijców w iście hollywoodzkim stylu. Bywa, że Gaiman przynudza gadaniną. Bywa też, że Snyder przesadza z nagłymi zwrotami akcji. Ale wciąż są to bardzo dobre opowieści. Świetnie narysowane. 
Za oprawę graficzną „Sandmana” odpowiedzialni są tacy artyści, jak Michael Zulli, Charles Vess oraz Jon J. Muth. Za „Amerykańskiego wampira” wzięli się Dustin Nguyen i Rafael Albuquerque. Starzy wyjadacze kontra młodzi gniewni. Piękny pojedynek. „Sandman” to Vertigo takie, jakim było kiedyś: tajemnicze, dziwaczne, mierzące czytelnika z morzem cytatów i odwołań. „Amerykański Wampir” to z kolei Vertigo współczesne – pełne efektownych zwrotów akcji, epickie, zbudowane na silnych charakterach i wsparte krwistymi dialogami. Każdą z tych twarzy amerykańskiego edytora warto poznać na przykładzie właśnie tych serii, bo w swoich kategoriach wagowych są one zdecydowanie najlepsze.
"Trójca". Autor: Matt Wagner. Kolor: Dave Stewart. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015. 
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl
"Sandman (10): Przebudzenie". Scenariusz: Neil Gaiman. Rysunki: Michael Zulli, Jon J. Muth, Charles Vess. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl 
"Amerykański wampir (5)". Scenariusz: Scott Snyder. Rysunki: Rafael Albuquerque, Dustin Nguyen. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl

sobota, 2 października 2010

"Sandman: Senni łowcy" - Gaiman, Amano

 Autor: Dominik Szcześniak
"Senni łowcy" to album, który powstał na dziesięciolecie serii "Sandman". W zamierzeniu miał być komiksem, jednak ilustrator Yoshitaka Amano, jak dowiedzieć się można z posłowia Neila Gaimana, komiksy owszem, bardzo lubi, lecz ich nie rysuje. W związku z tym, Gaiman ucieszył się na myśl o prozatorskiej wersji swojej najsłynniejszej serii komiksowej i wziął na warsztat starą japońską historię zatytułowaną "Lisica, mnich i Mikado Wszelkiego Nocnego Śnienia", na kartach której odnalazł uderzające podobieństwo do serii o Władcy Snów. 
Korzystał z wielu źródeł, jak również dodał dużo od siebie i rzeczywiście wyszło bardzo "sandmanowsko". Opowieść o miłości lisicy i mnicha, o wyborach i o nauce jaką można wyciągnąć z obserwacji podejmowania decyzji przez bohaterów, prezentuje się w formie książkowej na tyle dobrze, że ilustracje do niej wydają się być zbędne. I choć na okładce na równi współistnieją nazwiska autora książki i jej ilustratora (zabieg raczej rzadko spotykany), wszelkie zalety tej powieści zawarte są w pisarstwie Neila Gaimana, który swoim zwyczajem zręcznie przetwarza stare legendy. 
Tak więc dla miłośników prozy twórcy "Amerykańskich Bogów" i "Gwiezdnego Pyłu" – pozycja obowiązkowa. Podobnie dla miłośników "Sandmana". 
"Sandman: Senni łowcy". Autorzy: Neil Gaiman i Yoshitaka Amano. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska 2008
Recenzja została pierwotnie opublikowana w drugim numerze kwartalnika kultury komiksowej "Ziniol".

sobota, 14 sierpnia 2010

"Sandman: Pora Mgieł" - Gaiman

Autor: Dominik Szcześniak

"Sandman" au
torstwa Neila Gaimana i szeregu rysowników, wśród których znaleźć można zarówno rzemieślników, jak i artystów pierwszej klasy, to bezdyskusyjny klasyk komiksu. Zamknięta, zaplanowana na konkretną ilość zeszytów historia, doczekała się licznych nagród, zasłużonego uznania wśród publiki, jak również serii odpryskowych, które nie zawsze trzymały poziom oryginału i bardziej niż jej dopełnieniem, okazywały się być próbą zarobienia na uznanej marce.
"Pora mgieł", czwarty z kolei album "Sandmana" był pretekstem do stworzenia jednej z takich serii. Na bazie opowieści Neila Gaimana o opuszczeniu przez Lucyfera piekła, Mike Carey zbudował wieloodcinkowy serial o Gwieździe Zarannej. Czy porównywanie tych dwóch serii ma w ogóle jakikolwiek sens, a warsztat pisarzy różni się od siebie w stopniu znaczącym - swój pogląd na tę sprawę postaram się wyjawić w dwóch kolejnych recenzjach na łamach cyfrowego "Ziniola".

Lucyfer rezygnuje. Odchodzi z piekła - o tym i o konsekwencjach tego wydarzenia dla Władcy Snów pisze Gaiman. Klasyczną fabułę, rozpoczynającą się wydarzeniem cichym, wręcz rodzinnym, podbarwia zapowiedzią czegoś niepokojącego, po czym zarzuca czytelnika rewelacjami, by pod koniec ustabilizować swoją wyobraźnię ponownie spokojnym momentem. Wielu pisarzy tak robi. Niewielu jednak w sposób tak dojrzały, jak Gaiman. Intertekstualność, jako element stały w wykonaniu Gaimana, znajduje zastosowanie również i w "Porze Mgieł". Autor w jeden wir zależności pozwala sobie wrzucić istoty niebiańskie, bogów Asgardu, postaci biblijne, żonglując również motywami literackimi. Od tego nagromadzenia głowa czytelnika na szczęście jednak nie spuchnie. Gaiman zna umiar i wszystkie elementy składowe swojej historii wrzuca tylko po to, by tę historię opowiedzieć. Już nawet nie ubarwić, czy podkoloryzować, a tylk
o opowiedzieć. I ten cel osiąga, wywołując odpowiednie emocje w odpowiednich momentach - scena pojawienia się Lucyfera posiada odpowiednie dla niej napięcie; ta, w której oznajmia swoją decyzję jest należycie zaskakująca, a wszystko, co następuje pomiędzy ma znamiona albo porządnego horroru, albo zgrabnej obyczajówki.

O komiksie Gaimana zwykło się mówić w samych superlatywach, w kategoriach "dzieła sztuki" czy "wybitnej powieści fantastycznej". I jakkolwiek są to pochwały i terminy zupełnie zasłużone, warto wspomnieć również o tym, że pod płaszczykiem intertekstualności i poważnie brzmiących nawiązań, znajduje się w "Sandmanie" czysta rozrywka. W sposób odpowiedni dla rozrywkowego komiksu zilustrowana.

"Pora mgieł" w wersji zeszytowej została wydana na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to Vertigo, zamiast na dzisiejsze uproszczenia i cartoon, stawiało na kreskę z wyższej półki. Kelley Jones, Matt Wagner czy George Pratt zapewnili sadze o Władcy Snów świetną oprawę graficzną. Amerykański przemysł komiksowy zazwyczaj polega na kojarzeniu ze sobą twórców przez edytorów, a nie przez nich samych, stąd pochlebstwa scenarzystów kierowane w stronę anonimowych dlań rysowników, wydawały się częstokroć skrojone na wyrost, nie ulega jednak wątpliwości, że w "Sandmanie" wszystko gra, a scenariusz każdego odcinka sprawia wrażenie pisanego pod konkretnego rysownika.

Neil Gaiman, choć pisarzem jest znanym na całym świecie, swoimi komiksami udowadnia, że bardziej niż na sławie zależy mu na opowiadaniu historii, które chce opowiedzieć. Robi to za pomocą metod, które wywołują dyskusje wśród czytelników. Najważniejsze jest to, że postmodernistyczny koktajl nie przysłonił mu tego, co w komiksie najważniejsze. Wspomniałem na wstępie, że "Sandman" to klasyk komiksu. Powinien zatem znaleźć się na półce każdego fana dobrej rozrywki (lub dobrej sztuki). Zaręczam, że będzie się prezentował znakomicie, zwłaszcza przez wzgląd na wysoką jakość edytorską drugiego już wydania "Pory mgieł".


"Sandman: Pora Mgieł". Scenariusz: Neil Gaiman. Rysunki: Kelley Jones, Mike Dringenberg, Malcolm Jones III, Matt Wagner, Dick Giordano, George Pratt, P. Craig Russell. Kolory: Steve Oliff, Daniel Vozzo. Okładka: Dave McKean. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont 2010