Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com

wtorek, 12 stycznia 2016

Przeczytane (03)

"Przeczytane" to rubryka, która powstała na łamach xerowanego "Ziniola" kilkanaście lat temu. Wówczas twierdzono, że "walimy w niej we wszystko, co się rusza". Dział na krótko powrócił do drukowanej wersji magazynu, a od niedawna funkcjonuje w jego odsłonie cyfrowej. 
Jacek Świdziński znowu to zrobił. Po "A niech cię Tesla" i "Zdarzeniu 1908" opublikował kolejny niebanalny komiks. Punktem wyjścia "Wielkiej ucieczki z ogródków działkowych" jest postój pociągu w lesie. Powodem jest trup na torach. Ludzie w oczekiwaniu na prokuratora i pociąg naprawczy wychodzą z pociągu i wchodzą w hm, interakcję z otoczeniem. Robi się śmiesznie. Ludzie chodzą, gadają o różnicy pokoleń, o tym z czym mają kanapki, a gdzieś tam niedaleko student multimediów maluje łuk-bramę jako formę pracy wakacyjnej, a pewien działkowiec prowadzi batalię z biurokracją, która zasłoniła jego piękny ogródek paskudnym bilbordem. W poszatkowanych scenkach rodzajowych widzimy również mieszkańców bloku i obserwowane przez nich przechadzające się ulicą postaci i perypetie kilku innych osobowości. Jest też nawiązanie do klasyki polskiego komiksu, ujawniające prawdziwą genezę powstania Tytusa. Ciekawe co na to Papcio Chmiel?! Odpowiedzi na to pytanie nie ma, ale na inne już owszem. Bohaterowie Świdzińskiego opowiadają na przykład o tym, dlaczego trzeba uważać na ludzi, którzy jedzą czosnek? Skąd się wziął człowiek? Ile wiedzą o nas kosmici?
 

Trochę tu koterszczyzny, trochę jakichś bareizmów. A właściwie to można chyba już powiedzieć, że to jakaś świdzińszczyzna jest. Autor komiksuje w sposób bardzo naturalny, czasem można odnieść wrażenie, że to jego naturalna, spontaniczna forma wypowiedzi. Jest tu sporo nawiązań do literatury, kultury i sztuki, absurdu, nonsensu. Świdziński jest również bacznym obserwatorem rzeczywistości i przekłada medialne fakty na język komiksu. Jak choćby ten o pumie widzianej na południu Polski. Chodzi zapewne o pumę w Leniuszkach w gminie Tuczna w powiecie bialskim, o której głośno zrobiło się w lipcu minionego roku. "Wielka ucieczka z ogródków działkowych" jest wielka. Dodam jeszcze, że autor jest członkiem grupy Maszin, a za swój poprzedni komiks otrzymał literacką nagrodę imienia Henryka Sienkiewicza, do której poza nim nominowani byli między innymi Łukasz Orbitowski, Wit Szostak, Marcin Wroński, Andrzej Sapkowski czy Katarzyna Bonda. 
"Wróć do mnie, jeszcze raz" to album traktujący o wielu uzależnieniach, pośród których znajdują się np alkohol, narkotyki czy miłość. W roli głównej występuje tu scenarzysta – Bartosz Sztybor, z werwą malowany przez Wojciecha Stefańca. Obserwujemy jego losy na haju, na rauszu, we śnie i na jawie, nie zawsze zdając sobie sprawę co jest czym. Sztybor w tym komiksie próbuje uzyskać jeszcze jedną szansę – kolejną już - u swojej dziewczyny, którą odstawił na rzecz balowania. W związku z tym tenże Sztybor wybebesza się emocjonalnie i pokazuje czytelnikowi swoje wnętrzności. 

Ten niezwykle osobisty album napisany jest bardzo sprawnie i rytmicznie. Po odłożeniu książki na półkę wibruje w głowie. To jeden z tych komiksów, co to nie dają zasnąć. Sztybor tworząc senne personifikacje różnych używek, stwarza sobie świetną furtkę do opowiedzenia historii w historii. Motyw zaginięcia jednej z ważnych postaci zamieszkujących jego sny powoduje, że w opowieści o wyłażeniu z uzależnienia mamy jeszcze intrygę kryminalną. To, co Sztybor wymyślił, pięknie namalował Stefaniec. Panowie w tej trudnej tematyce odnaleźli się idealnie, co świadczy o świetnej współpracy. Jak sądzę, rysownik dodał tu wiele od siebie, dorzucając cząstkę swojej intymności. Piękne, malarskie plansze, idealne dostosowanie się obrazem do rytmu słów to duże atuty Stefańca. Realistycznie malowany komiks ma swoje surrealistyczne momenty. Czasem rysownik odchodzi od obranej przez siebie techniki, uciekając w stronę kolażu. I wszystko jest tu na swoim miejscu. Już sama okładka mówi czego można spodziewać się po tym albumie. Dla fanów historii onirycznych i wkręcających się w głowę jest to tytuł niezbędny. 
Zawieszę teraz oko na "Gedeonie" – albumie zbierającym mnóstwo krótkich form komiksowych lubelskiego rysownika Daniela Grzeszkiewicza, którego szczera i szlachetna twarz zdobi okładkę zbioru. „Nie czytajcie moich komiksów – one się tego boją” – pisze autor pod jedną z plansz, sugerując, że jego twory to materia ożywiona, wchodząca w interakcję z czytelnikiem. Osobiście uważam, że nie ma się czego bać – Grzeszkiewicz to artysta, który operuje wieloma stylami, wśród których najpopularniejszy jest ten monumentalny, malarski, który podczas jednego z festiwali komiksowych urzekł samego Grzegorza Rosińskiego. Pod względem graficznym cały album to petarda, przedstawiająca wachlarz możliwości autora, a jednocześnie ukazująca rozwój jego kreski. Są tu zarówno bardzo wczesne, licealne próby komiksowe, jak i rzeczy najświeższe, przygotowane specjalnie na potrzeby publikacji. Warto wspomnieć, że Gedeon to rozszerzone wydanie "Gedeona Zebranego" – komiksu, który ukazał się kilka lat temu. Tym razem jednak dostajemy więcej stron, sekcję komiksów kolorowych, zremasterowaną okładkę oraz nieco większy format. Polecam. 

"Wielka ucieczka z ogródków działkowych". Autor: Jacek Świdziński. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

"Wróć do mnie, jeszcze raz". Scenariusz: Bartosz Sztybor. Rysunki: Wojciech Stefaniec. Wydawca: timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

"Gedeon zebrany". Autor: Daniel Grzeszkiewicz. Wydawca: Gindie, Kraków 2015. 
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Zapowiedzi 2016: Mucha Comics

Jak co roku, ruszamy z cyklem zapowiedzi wydawniczych na kolejnych dwanaście miesięcy. Przez najbliższe dni na łamach magazynu przedstawimy plany kilku wydawnictw komiksowych. Na pierwszy ogień Christine Meyer z Mucha Comics ujawnia plany edytora na pierwsze półrocze. Ale zanim padną konkretne tytuły, dwa zdania od Christine:
1) Rok 2015 był do tej pory najlepszym rokiem dla wydawnictwa.
2) Komiksy z Image sprzedają się dobrze, w szczególności "Saga". 
A teraz konkrety:
Luty 2016:
Fatale vol. 4: Pray for rain
Chew vol. 4: Flambe
Marzec 2016:
Man of Wrath
Saga vol. 4
Przełom maja i czerwca 2016:
Fatale vol 5: Curse the Demon (ostatni tom serii)
Chew vol 5: Major League Chew
Bękarty z południa vol 2: Gridiron
Velvet vol 1: Before the living end
Miracleman
Jak więc widać, poza kontynuacjami serii, które znalazły sobie grono fanów w Polsce - takich jak Fatale, Saga i Chew - Mucha wystartuje z jednym nowym serialem (Velvet), jak również będzie kontynuowała świetnych Bękartów z południa. Prawdziwym hitem będzie Miracleman - komiks autorstwa Niezwykle Uznanego Scenarzysty, Którego Nazwiska Nie Można Wymieniać, Na łamach Miraclemana znalazło się miejsce dla takich rysowników, jak Steve Dillon, Alan Davis czy John Totleben. Album zbierał będzie wszystkie 16 zeszytów napisanych przez oryginalnego scenarzystę, ale znajdą się w nim również krótkie historie Granta Morrisona i Petera Milligana.
Ponadto warto zwrócić uwagę na Men of Wrath - album napisany przez coraz bardziej zaznaczającego swoją obecność na polskim rynku Jasona Aarona. 136-stronicowy komiks został zilustrowany przez weterana amerykańskiego rysunku - Rona Garneya. Również za stronę graficzną serii Velvet odpowiedzialny będzie rysownik "z dawnych lat" - Steve Epting. Pisze Ed Brubaker.
Ziniol trzyma kciuki!

niedziela, 10 stycznia 2016

Batman, Bękart i Azyl. 3 x Deluxe

Dziś na tapetę biorę trzy albumy z egmontowskiej kolekcji DC Deluxe, która do tej pory prezentowała dzieła warte publikacji. Nie inaczej jest w przypadku „Roku pierwszego”, „Portretu bękarta” i „Azylu Arkham” – komiksów klasycznych, wybitnych, niezbędnych na każdej półce szanującego się fana komiksu.
 
„Batman: Rok pierwszy” Franka Millera i Davida Mazzucchelliego na pewno obudzi u Was skojarzenia z chociażby filmowym Batmanem Christophera Nolana. Komiks jednak był pierwszy. Ukazał się w 1986 roku i od razu stał się jedną z najlepszych historii o Nietoperzu. Inspirował nie tylko Nolana, ale również rzesze rysowników i scenarzystów, stając się niejako tytułem bazowym, traktującym o przygodach zamaskowanego mściciela w sposób nieszablonowy i realistyczny. Zgodnie z tytułem, komiks prezentuje historię pierwszych dwunastu miesięcy istnienia Batmana w Gotham City. Autorzy ukazują porażki bohatera, kiepsko zaplanowane akcje; obnażają jego błędy i pokazują drogę nie tyle do perfekcji, co do jako-takiego przystosowania do superbohaterskiej profesji. To nie jest heros latający, strzelający promieniami z oczu, a zwykły człowiek w masce, charakteryzujący się czysto ludzkim bohaterstwem. W równolegle prowadzonej narracji dostajemy historię porucznika Jamesa Gordona, który jest w Gotham City przyjezdnym żółtodziobem i jako pierwszy wychodzi przed szereg, rozpoczynając osobistą walkę z korupcją wśród gliniarzy. „Rok pierwszy” opowiada o początkach niszczenia systemu, o genezie rewolucji, wywołanej przez nietoperza w pelerynie i jego sprzymierzeńców. Mimo wielu lat, album nie zestarzał się wcale i długo jeszcze będzie wzorcowym przykładem opowiadania historii w komiksie. Absolutnie fantastyczne są dodatki do tego komiksu – nie dość, że znalazło się miejsce na standardowe szkice, czy słowa wstępu, to kilka stron przeznaczono na plansze z oryginalną, bardzo ograniczoną ale perfekcyjnie wykorzystaną przez kolorystkę paletą barw, która w tamtych czasach funkcjonowała na lichej jakości papierze gazetowym. Świetna historia i idealny materiał startowy do rozpoczęcia przygody z komiksami o Batmanie.

„Lobo: Portret bękarta” to trzy przygody kosmicznego łowcy głów pochodzącego z planety Czarnia. Lobo znany jest z tego, że jest człowiekiem, a właściwie kosmitą honoru, jego ulubionym kolorem jest żałobna czerń, a radość czerpie z szeroko pojętej eksterminacji. W związku z tym, omawiany album to ostra jazda bez trzymanki tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Kiedy po raz pierwszy wchodził na polski rynek – a był to rok 1994 – Lobo wzbudzał ogromne emocje i był tytułem mocno kontrowersyjnym. Broniąc brutalności albumu, mówiło się wtedy, że przeznaczony jest dla ludzi z odrobiną samoświadomości, że to komiks ambitny i że płynącą litrami krew należy traktować z przymrużeniem oka. Dzisiaj prawdopodobnie więcej przemocy jest na dowolnym kanale telewizyjnym przeznaczonym dla starszych dzieci. Chociaż sam nie wiem, niektóre momenty wciąż są mocne. Niezależnie od tego aspektu, Lobo to kawał porządnego komiksu. Materiał, który się nie starzeje, podobnie jak nie starzeje się dobry rock’n’roll. Rysuje prawdziwy mistrz – Simon Bisley, człowiek legenda, którego – tu ciekawostka - związki z Polską są niezwykle silne – od kilku lat regularnie przyjeżdża na polskie festiwale, a jego babcia jest z pochodzenia Polką. Koniec ciekawostki. Co do samego rysunku – są dwie odmiany Bisleya – Bisley malarski i Bisley rysunkowy. Lobo to ta druga wersja. Kreska rysownika jest równie szalona, co główny bohater. Porusza się po całym komiksie jak wariatka, ale zawsze, podkreślam ZAWSZE znajduje się na swoim miejscu. Wtóruje jej fabuła. W pierwszej historyjce Lobo eskortuje swoją znienawidzoną nauczycielkę od anglika, w drugiej – sieje popłoch w niebie i piekle, a w trzeciej dostaje zlecenie na świętego Mikołaja – oczywiście od króliczka wielkanocnego. Scenarzysta Alan Grant stawia na akcję, przemoc i humor nie zawsze wysokich lotów, całość jednak wchłania się idealnie. To taki komiksowy Grindhouse. Portret bękarta – pozycja absolutnie klasyczna.

Podobnie z „Azylem Arkham” – komiksem Granta Morrisona i Dave’a McKeana. Jest to mroczny, psychologiczny dramat o Batmanie. To jeden z tych albumów, o których można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że wszystko w nim gra – wnikliwy, dopracowany scenariusz idzie w parze z niepokojącymi, klimatycznymi rysunkami. Tytułowy Azyl Arkham to ośrodek dla obłąkanych przestępców, który pewnego dnia zostaje przez owych łotrów przejęty. Na czele szajki staje Joker, a jedynym ich żądaniem jest sprowadzenie do Arkham Batmana. Zamaskowany mściciel w więzieniu pełnym złoczyńców – ten motyw tylko pozornie zapowiada bezsensowne mordobicie, jakich w komiksach pełno. Tak naprawdę jest zaproszeniem do szalonych umysłów. A może Batman jest tak samo opętany, jak ci wszyscy goście, których wsadził za kratki? Grant Morrison rozkłada tożsamości bohaterów na czynniki pierwsze, wchodzi do ich głów i dociera do jądra ciemności. Równolegle prowadzi drugą fabułę, opowiadającą o losach założyciela ośrodka – Amadeusza Arkhama i jego relacjach z matką. Oba wątki perfekcyjnie rysuje Dave McKean, znany z bliskiej współpracy z Neilem Gaimanem brytyjski rysownik. Jego ilustracje są tak naładowane emocjami, że do inspiracji pracami z „Azylu Arkham” przyznają się rzesze rysowników, w tym również z Polski. Ten album naprawdę może przestraszyć. Dodatkowym plusem tej publikacji, wydanej zresztą z okazji 25-lecia powstania albumu, są dodatki, zajmujące więcej miejsca niż sam komiks. Znajdziecie tu na przykład cały scenariusz Morrisona i będziecie mogli sprawdzić na czym tak naprawdę polega rola scenarzysty w tworzeniu komiksu. Są również szkice plansz, także wykonane przez scenarzystę. Nie mogło zabraknąć miejsca dla galerii Dave’a McKeana, zbierającej jego szkice oraz okoliczne publikacje związane z Azylem. Są tacy eksperci, którzy twierdzą, że lepszej od "Azylu Arkham" historii Batman się jeszcze nie doczekał. Coś w tym jest. 
"Batman: Rok pierwszy". Scenariusz Frank Miller. Rysunki: David Mazzucchelli. Kolory: Richmond Lewis. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl
"Lobo: Portret bękarta". Scenariusz: Keith Giffen i Alan Grant. Rysunki: Simon Bisley, Christian Alamy. Kolor: Lovern Kindzierski. Tłumaczenie: Michał Zdrojewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia. pl 
"Batman: Azyl Arkham". Scenariusz: Grant Morrison. Rysunki: Dave McKean. Tłumaczenie: Jarosław Grzędowicz, Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia. pl 

sobota, 9 stycznia 2016

Oczy kota - Jodorowsky/ Moebius

„Musimy się uwolnić od tradycyjnej formy” – powiedział Alejandro Jodorowsky do Moebiusa. Tak bardzo się uwolnili, że pięcioplanszowy komiks rozrósł się im do pięćdziesięciostronicowego. Tak powstały „Oczy kota” – album ekscytujący i eksperymentujący, łączący dwa genialne umysły.

Jodorowsky – ekscentryczny reżyser i Moebius – jeden z najbardziej znanych europejskich twórców komiksu współpracę rozpoczęli na planie filmu „Diuna”. Nie tej Davida Lyncha, ale tej niespełnionej wersji, która mimo wielu wysiłków i kilku lat prac, ostatecznie nie doczekała się realizacji. „Oczy kota” to mały majstersztyk. Siłą tej prostej historii o niewidomym chłopcu jest właśnie jej forma. Komiks składa się z szeregu wielkoformatowych plansz zamykających się w jednym kadrze. Są one poukładane według specyficznej rytmiki. Z jednej strony czytelnik widzi niewzruszony obraz chłopca stojącego przy oknie, z drugiej zaś obserwuje polowanie orła. Losy tych postaci, jak również tytułowego kota, splatają się w spodziewanym, lecz i tak mocnym finale. Oczami kota autorzy pokazują ile siły drzemie w komiksie, w opowiadaniu obrazem. To komiks prosty, ale genialny.

W albumie znalazło się miejsce dla wspomnień Jodorowskiego, dotyczących początków współpracy z Moebiusem. To bardzo zgrabny tekst, naszpikowany ciekawostkami i anegdotami. Jedynym minusem „Oczu kota” może być format albumu. Jak głosi stare porzekadło, prace mistrza należy podziwiać w rozmiarze jak największym. A ten, który dostał polski czytelnik jest nieco mniejszy od największego. Nie wpływa to jednak w jakikolwiek sposób na odbiór historii, a dla tych, którzy w latach 90. polowali na pirackie przedruki prac Moebiusa, publikowane w znacznie mniejszym formacie, ten zapewne będzie wystarczająco duży, by docenić każdą kreskę. Polski edytor zrezygnował również z żółtego koloru, jaki obecny był w wersji oryginalnej, skutkiem czego dostajemy do rąk komiks, w którym dominuje biel, czerń i szarzyzna.

„Oczy kota” to komiks, który w swoich czasach był rewolucyjny. Dziś wciąż ma dużą siłę oddziaływania na czytelnika. Poza tym, jest to jeden z ciekawszych przykładów współpracy dwóch geniuszy komiksowych i duetu, który przyniósł nam „Incala”. Warto mieć na półce.

"Oczy kota". Scenariusz: Alejandro Jodorowsky. Rysunki: Moebius. Wydawca: Bum Projekt, Warszawa 2015.

Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

piątek, 8 stycznia 2016

Krzesło w piekle/ Przebiegłe dochodzenie Ottona i Watsona

„Krzesło w piekle” i „Przebiegłe dochodzenie Ottona i Watsona” - dwa albumy, które łączy osoba Krzysztofa Gawronkiewicza – rysownika, który publikował w najważniejszych polskich wydawnictwach, otarł się o niemal wszystkie polskie magazyny i fanziny, publikowane od wczesnych lat 90.

Krzesło w Piekle to elegancko wydany album towarzyszący wystawie wyprodukowanej przez BWA w Jeleniej Górze, a Przebiegłe dochodzenie to zbiorcza edycja albumów „Esencja” i „Romantyzm”, które swego czasu zostały nagrodzone Grand Prix europejskiego konkursu komiksowego telewizji Arte i wydawnictwa Glenat. Obie pozycje są wyjątkowe. Prezentują bogaty dorobek jednego z najważniejszych twórców współczesnego komiksu polskiego.

„Krzesło w piekle” zawdzięcza swój tytuł jednemu z epizodów serii „Mikropolis”, którą Gawronkiewicz rysował do scenariuszy Dennisa Wojdy. Komiks przedstawiał surrealistyczne dzieje pewnego miasteczka i losy zamieszkujących je ekscentrycznych postaci. Fragmenty tej serii znalazły się zresztą w „Krześle w piekle”, podobnie jak część albumu „Tabula Rasa”, cała „Burza” narysowana do scenariusza Macieja Parowskiego czy też kadry i plansze z „Kwintesencji” do scenariusza Grzegorza Janusza i „Powstania”, które dla Gawronkiewicza napisała Marzena Sowa. Cały ten imponujący materiał został podparty krótkimi formami Gawrona i przyjaciół, rysunkami, projektami, szkicami oraz tekstami współpracowników i krytyków. Bogaty dorobek Gawronkiewicza zawiera w sobie zarówno prace rysowane realistycznie, składające się z setek kresek idealnie umiejscowionych na planszy, jak i rysunku umownego, wręcz groteskowego.

Gawronkiewicz, zanim został doceniony na świecie, dużo publikował w polskich zinach i magazynach. Wszystkie te krótkie formy – jak „Świętokradztwo”, „Kinoman”, czy „Jedynak” – nie zestarzały się i wciąż robią wielkie wrażenie. A zgromadzone w jednym miejscu stanowią nie lada gratkę dla fanów twórczości artysty.  Przeglądając te prace nietrudno wskazać inspiracje Gawronkiewicza – jest tu coś z Moebiusa i Bilala, w pewnych momentach wkraczają nawet podobieństwa do Nicolasa de Crecy czy Joanna Sfara. Tych wysmakowanych, elegancko narysowanych plansz jest ponad 300, a powiększony format publikacji sprzyja ich podziwianiu.

Podobnie jest w przypadku „Przebiegłego dochodzenia Ottona i Watsona”. Świetna jakość edytorska idzie tu w parze ze znakomitą historią. Piliście państwo kiedyś literaturę? Pewnie nie. A w tym komiksie można. Dzięki aparaturze do zmieniania książek w płyny, po wypiciu których poznaje się ich treść. „Mechaniczna pomarańcza” w kartonie i „Ubik” w sprayu? Proszę bardzo. Książka telefoniczna Warszawy dodana do kranówki i „Śniadanie mistrzów” zażywane zaraz po przebudzeniu? Tak, to tutaj. Ta piękna perspektywa mogłaby się przecież wiązać z nagłym wzrostem czytelnictwa! ALE czy literatura powinna być dla każdego na zawołanie? „Biblioteka to nie tani bar” – mówi jeden z bohaterów komiksu.

Teorie na temat czytelnictwa, nawiązania do literatury oraz popis erudycji scenarzysty nie są zawieszone w próżni. W końcu tematem wiodącym jest tytułowe dochodzenie dwóch detektywów – Ottona Bohatera i jego pomocnika, szczura Watsona. Panowie najpierw badają przyczyny śmierci Aptekarza, czyli człowieka odpowiedzialnego za skroplenie książek, a następnie zostają wplątani w intrygę o skali światowej. Otóż, proszę sobie wyobrazić, ministerstwo kultury dzięki prasłowiańskim metodom wskrzesza mistrzów epoki romantyzmu: kompozytora, malarza i poetę. Wiadomo których. Sęk w tym, że mistrzowie muszą się czymś żywić… Grzegorza Janusza, scenarzystę tego komiksu, nie tylko przez wzgląd na tytuł jednego ze albumów składowych omawianego tomu od dawna określam mianem scenarzysty romantycznego. Janusz ma niesamowity dar opowiadania, wkomponowywania w swój tekst anegdot, korzystania z dorobku polskiej kultury i sztuki i urabiania z tego wszystkiego inteligentnych, zabawnych komiksów z przesłaniem. Takich scenarzystów już ani nie rodzą, ani nie produkują, więc wychodzi na to, że jest to jeden z komiksowych skarbów narodowych Polaków. Podobnie Gawronkiewicz, który w tym komiksie zwraca uwagę przepięknie odrysowaną Warszawą.

Umiejscowienie akcji w jednym z europejskich miast było jednym z niewielu wymogów konkursu, w którym brał udział ten komiks. Stolica Polski stała się dla mieszkających w niej autorów wyborem naturalnym. Gawronkiewicz, nie tylko rysując ale i samodzielnie kolorując oba albumy, zaprosił czytelników na spacer po mieście, pokazując zarówno szereg rozpoznawalnych nie tylko dla autochtonów miejsc – Powązki, Dworzec Centralny, Pałac Kultury i Nauki, jak i takie, które nawet dla warszawiaków mogą stanowić nie lada tajemnicę – mroczne kamienice, ciemne zaułki i brudne kanały. Biegłość, z jaką warszawski rysownik wyrysował wszystkie te lokacje pozwala przypuszczać, że – wzorem bohaterów komiksu – przed rozpoczęciem pracy zażył skroplony „Przewodnik po Warszawie”.

„Krzesło w piekle” i „Przebiegłe dochodzenie Ottona i Watsona” to mnóstwo potężnych historii, rysunków i krótkich form komiksowych. Oba komiksy warte polecenia.
"Krzesło w piekle". Scenariusz: Dennis Wojda, Krzysztof Gawronkiewicz, Grzegorz Janusz, Maciej Parowski, Krystian Rosiński, Marzena Sowa. Rysunki: Krzysztof Gawronkiewicz. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl
"Przebiegłe dochodzenie Ottona i Watsona". Rysunki: Krzysztof Gawronkiewicz. Scenariusz: Grzegorz Janusz. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

czwartek, 7 stycznia 2016

Kibicujemy (428)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!

Jeden z rysunków-nagród dla wspierających wydanie albumu
"Nie przebaczaj" - kibicowaliśmy, zrecenzowaliśmy i wciąż zachęcamy do zakupu pierwszej części, bo komiks to bardzo dobry. Niedługo kończy się crowdfundingowa zbiórka na drugą odsłonę komiksu Kuby Ryszkiewicza i Marianny Strychowskiej, w związku z czym zapytaliśmy scenarzystę co w trawie piszczy i jakie są perspektywy dla tytułu...

Jeden z rysunków-nagród dla wspierających wydanie albumu
O współpracy na linii scenarzysta - rysownik

Nasza współpraca przebiega bezproblemowo. Plansz w sumie (pierwsza i druga część) powstało już ponad setka, a im ich więcej, tym mam wrażenie, że współpracuje się lepiej. Rozumiemy lepiej ten komiks i także przez to praca idzie szybciej. Oczywiście uzgadniamy szczegóły, ale raczej bezstresowo.
Jeden z rysunków-nagród dla wspierających wydanie albumu
Na jakim etapie są prace?

Mamy skończonych 42 plansze drugiej części. Czyli już ponad połowa za nami. Zostało około 30 do skończenia. Prace posuwają się szybko, już wkrótce gotowe będą kolejne.
Jeden z rysunków-nagród dla wspierających wydanie albumu
Ile będzie części "Nie przebaczaj"?

Historia „Nie przebaczaj” rozpisana jest na trzy rozdziały.
Jeden z rysunków-nagród dla wspierających wydanie albumu
Dlaczego własnym sumptem a nie z profesjonalnym wydawcą?

Moje rozmowy z wydawcą dotyczą druku skończonej historii. Jesteśmy dogadani, że drukuję w skromnym nakładzie poszczególne rozdziały, a potem, kiedy już wszystko będzie skończone, całość ukaże się w eleganckim wydaniu.
Szkic jednej z plansz komiksu
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Rafał Szłapa

środa, 6 stycznia 2016

Grzegorz Rosiński - monografia

Grzegorz Rosiński - autor "Thorgala", "Yansa", "Zemsty hrabiego Skarbka" i "Westernu" doczekał się opasłej monografii. Wielkoformatowa, czterystustronicowa cegła to prawdziwa gratka dla fanów twórczości słynnego Polaka. Album został przygotowany na zasadzie wywiadu-rzeki, jaki z Rosińskim przeprowadził Patrick Gaumer. Współudział w powstaniu monografii miał również syn Rosińskiego, Piotr. A nad całością czuwała zmarła w 2009 roku żona artysty – Katarzyna Rosińska, której pamięci książka została zadedykowana. Ogromny wkład w powstanie albumu miał również Wojciech Birek – wieloletni tłumacz komiksów Rosińskiego, fan i przyjaciel autora.

„Słychać mnie czy nie?” – pytał Rosiński zgromadzonych na Sali Atlas Areny podczas zeszłorocznego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Usłyszawszy twierdzącą odpowiedź, dodał: „Dobrze. Albo może niedobrze, bo właściwie niewiele mam do powiedzenia. Wszystko jest tutaj, w tej książce”. To prawda. Autor Thorgala został przepytany z każdego możliwego tematu pośrednio lub bezpośrednio dotyczącego jego twórczości. Począwszy od dzieciństwa, spędzonego w Polsce, pierwszych odkryć komiksowych, poprzez wspomnienia na temat komunizmu, ilustracji wykonywanych na zlecenie, aż po pierwsze międzynarodowe wojaże i emigrację w marcu 82 roku. Samotnik, w młodości obywający się bez przyjaciół, perfekcjonista i człowiek oddany rodzinie – takiego Rosińskiego opisuje ta książka.

W odpowiedziach na pytania francuskiego badacza komiksu, Rosiński podkreśla swoje pragnienie zmiany, chęć ciągłej ewolucji i poznawania kolejnych technik rysunku. Potwierdzenie jego słów znajduje się w materiałach ilustracyjnych, stanowiących główną część, a jednocześnie wielką siłę albumu. Znaleźć tu można wygrzebane z archiwum pierwsze komiksy autora, które tworzył jeszcze jako dzieciak, inspirowane w równej mierze literaturą, jak "Wyspa Skarbów" czy "20 tysięcy mil podwodnej żeglugi", ale i wynikające z wyobraźni mistrza. Są także szkice stworzone podczas edukacji w liceum plastycznym, obrazy z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, okładki książek i płyt, portrety, czy też plansze i kadry z tworzonych przez autora przez dekady komiksów, znanych niemal każdemu czytelnikowi na świecie.

Rosiński opowiada o kulisach powstawania swoich serii, o ulubionych scenach z "Thorgala", ale też o pracach, które dzisiaj uważa za nieudane. Co ciekawe, rzuca również światło na pewne kontrowersyjne decyzje, np. usunięcie z "Thorgala" psa rodziny Aegirssonów, Muffa, który w jednym z odcinków pozostawiony został na greckiej wyspie. Okazuje się, że powodem była śmierć prawdziwego psa Rosińskiego, na którym wzorowany był Muff. Artysta emocjonalnie nie czuł się na siłach, by rysować zmarłego przyjaciela, w związku z czym symbolicznie sprowadził go do raju w rysowanym przez siebie komiksie. Z wypowiedzi Rosińskiego biją emocje, ale są również momenty humorystyczne.

Ilość smaczków, jakie zostały przemycone na łamach monografii zadowoli nawet najbardziej wybrednego fana twórczości artysty. Poza materiałem rysunkowym, Rosiński ujawnia mnóstwo zdjęć z archiwum rodzinnego, przedstawiających twórcę na każdym etapie życia – od bobasa, poprzez zdjęcia z wąsem, aż po czasy obecne. W efekcie dostajemy 400 stron, w które można wgapiać się w nieskończoność. Szkoda tylko, że niektóre obrazy, czy kadry komiksowe zostały zaprezentowane w miniaturkach, podczas gdy swobodnie mogłyby funkcjonować jako całostronicowe ilustracje i jeszcze bardziej cieszyć oko.

W albumie znalazło się także miejsce dla poglądów Rosińskiego na temat umiłowanego przez niego dziewiętnastowiecznego malarstwa historycznego, jak również dla wypowiedzi artystów, współpracujących z Rosińskim. I tak na przykład Roman Surżenko, rysownik pobocznych serii ze świata "Thorgala" zapytany o to, kim dla niego jest Rosiński, odpowiada, że „dzieła polskiego artysty bardzo dawno temu zmieniły jego życie”. „Bardzo skromny i ludzki” – mówi Giulio de Vita. „Ilustrator, który uwielbia ryzyko” – to słowa Yvesa Sente. „Prawdziwy artysta komiksu” – rzecze Jean van Hamme. No cóż, jak widać jeden z najwybitniejszych polskich twórców komiksu doczekał się zasłużonego pomnika. 
"Grzegorz Rosiński. Monografia". Autorzy: Patrick Gaumer, Piotr Rosiński. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Album można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl