Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 5 lipca 2018

American Freak #1 - Louapre/ Locke

Pierwszy epizod miniserii American Freak, dorwany przeze mnie w tym samym miejscu, co zeszyty Enigmy oraz Fables, o których pisałem w ziniolskim cyklu wcześniej, to dla mnie kolejny przykład kwintesencji Vertigo z lat dziewięćdziesiątych. Może nie pasuje to do każdego z wydawanych wtedy przez nich komiksów, ale większość z nich mogę opisać jednym słowem: kwasowość.

No dobrze, dwoma słowami.

Cudowna kwasowość.

Protagonistą historii jest Damien Kane, dwudziestokilkulatek, który… zaczyna mutować. Najpierw po prostu źle się czuje, ale dość szybko dociera do niego, że jego rodzicami tak naprawdę nie byli ludzie, a stwory będące wynikiem przerażających eksperymentów. Oczywiście z początku Damien w ogóle nie wierzy w tę niedorzeczną historię…

Kwasowość. Okładki z krzykliwą kolorystyką, mocno niepokojąca treść, rysunki, które zdążyły się już zestarzeć, ale wpasowują się w cały ten groteskowy schemat idealnie. O ile się orientuję, raczej nie był to wielki przebój stajni Vertigo (nie żebym dokładnie sprawdzał, ale poza jednym tekstem nie przypominam sobie, żebym trafił na cokolwiek o American Freak po polsku) . Czy słusznie?

Trudno mi powiedzieć, ale wiecie co? Właśnie uświadomiłem sobie, że po kilku latach bardzo chętnie przeczytam wszystkie części tej miniserii ponownie. Bo wydaje mi się, że mimo kilku braków dobre to było, a niestety zapamiętałem jedynie kilka wątków z pierwszego zeszytu oraz jedną z późniejszych, nieprzyjemną scenę, gdzie tytułowe dziwadła są wystawione na pokaz niczym w cyrku osobliwości.

Lektura obowiązkowa? Raczej nie, ale na pewno warto wiedzieć, że taki komiks istnieje.
(Michał Misztal)
"American Freak" #1. Scenariusz: Dave Louapre. Rysunki: Vince Locke. Kolor: Chris Chuckry. Wydawca: DC Vertigo, luty 1994.

środa, 4 lipca 2018

Industrial Gothic #3 - McKeever

No matter where you are, you can always find either a church or a hooker. One sucks you dry, while the other fucks you over. Just don't ask me which does which.
Odyseja Pencila i Nickel trwa w najlepsze. W scenerii płonącego miasta, w mrocznych wnętrzach kościołów, w pracowni artysty-malarza i w pięknych, ale nieprzewidywalnych ogrodach. McKeever robi to, co było wiadome od samego początku - rozdziela w końcu bohaterów, wrzucając ich w ramy dwóch uzupełniających się historii. 
Bardziej zaskakujące niż samo zakończenie są w trzecim zeszycie Industrial Gothic prowadzące ku niemu sceny, przepełnione bezinteresowną pomocą ze strony wyrzutków społeczeństwa oraz wibrującymi emocjami, towarzyszącymi scenom ich inicjacji w nowych warunkach. Tak, jak w poprzednim zeszycie, tak i tutaj McKeever z aptekarską precyzją odmierza kolejne ilości istotnych dla losów bohaterów postaci i niespodziewanie rzuca im ich pod nogi. Zdarza mu się również umieścić na brudnych planszach persony, których powody zaistnienia nie są jeszcze sprecyzowane, choć można się ich domyślać śledząc porywającą narrację Pencila.
McKeever w Industrial Gothic piętnuje bezmyślne uprzedzenia i głupotę zainfekowanego brakiem empatii społeczeństwa. W jego teoretycznie idealnym świecie najpiękniejsi są ludzie z ułomnościami. 
(Dominik Szcześniak)
"Industrial Gothic" #3 . Autor: Ted McKeever. Wydawca: DC Vertigo, luty 1996.

wtorek, 3 lipca 2018

Punisher Max (4) - Ennis/ Fernandez/ Medina

Garth Ennis na długo zatrzymał się przy postaci Punishera. To już czwarty tom przygód samotnego mściciela w ramach serii Max. Tym razem nie może on jednak narzekać na samotność. Poza hordami przestępców do zlikwidowania i sowieckimi zbrodniarzami do wyeliminowania, Frank Castle wikła się w kilka romantycznych sytuacji. Chociaż… skoro komiks pisany jest przez Ennisa, który zna tego bohatera na wylot, to tę romantyczność trzeba jednak brać w duży nawias.

Punisher z linii Max to bardzo zmodernizowana wersja postaci, która debiutowała lata temu jako gadający do siebie wróg Spider-Mana. Nie ma tu nic z tego śmiesznego gościa. Jest za to solidne, mocne kino nocne. Komiks wojenny, sensacyjny i gangsterski, napisany tak błyskotliwie, że można się i szczerze zaśmiać, i docenić warsztat i odsunąć książkę na niewielki dystans, zasłaniając przy tym oczy.

Bardzo dużo uwagi w nowym tomie Ennis poświęca kobietom, zwłaszcza tym twardym i zdolnym do wszystkiego, jak on. A może nawet bardziej, niż on? Profesjonalny realistyczny rysunek świetnie komponuje się ze znakomitym scenariuszem. Garth Ennis i wspomagający go rysownicy, czasem w sposób bardzo drastyczny, zgłębiają postać Franka Castle. I dają satysfakcjonujące odpowiedzi na pytania, których wcześniej nikt nie zadawał, a które dotyczą sensu istnienia kogoś takiego jak Punisher.

U Ennisa Punisher to już postać niemalże pomnikowa. Bardziej niż Człowiek z Kamienia, z którym Frank walczył w Afganistanie. Piąty tom serii ukaże się w październiku. Póki co, lepszego Punishera na polskim rynku nie znajdziecie.

"Punisher Max" (4). Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Leandro Fernandez, Lan Medina. Wydawca: Egmont Polska, 2018

DMZ #4 - Wood/ Burchielli

Pisałem już w vertigowskim cyklu o pierwszej części DMZ. Teraz będzie o czwartej.

Jeśli weźmiecie do rąk pierwszy z dwunastu trade’ów, w których zebrano 72 odcinki DMZ, to zauważycie, że po czarnym brzegu stron, za połową zaczyna się biały. Biały, bo historia Ghosts dzieje się śnieżną zimą w Central Parku, gdzie Matty poszukuje materiału do reportażu o tajemniczym oddziale specjalnym, który wymierza sprawiedliwość na własną rękę.

W tej odsłonie DMZ na wyobraźnię działają bardzo silnie dwie rzeczy.

Jedna to stworzona przez Ghosts pod Central Parkiem ekologiczna oaza i propagowanie postawy świadomej, mimo trudnych warunków. Pewne zasady nie tyle nawet powinny obowiązywać w każdych warunkach, co jeszcze silniej w momencie rzeczywistej próby. Wood ustami Ghosts odpowiada, co może być wartością fundamentalną.

Druga to widowiskowość strzelanin w śniegu. Uwielbiam. Ta z DMZ #4 nie jest aż tak spektakularna, jak wyczyny Johna McCLane’a z drugiej części Szklanej Pułapki na skuterach, ale co tam, jest okej, więc niech pada śnieg.
(Kuba Jankowski)
 "DMZ" #4. Scenariusz: Brian Wood. Rysunki: Riccardo Burchielli i Brian Wood. Wydawca: DC Vertigo, kwiecień 2006

poniedziałek, 2 lipca 2018

Dolores - okładka

Przedstawiamy okładkę albumu Dolores autorstwa Marcina Rusteckiego! Przedsprzedaż trwa do 1 sierpnia!
Dolores to niezależny album komiksowy. Jego nakład jest limitowany i dostosowany do ilości zamówień w przedsprzedaży. Planowana premiera komiksu przewidziana jest na 14 września, podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi.
Cena albumu w przedsprzedaży z odbiorem podczas MFKiG to 40 złotych.
Cena w przedsprzedaży z wysyłką po MFKiG - 50 złotych.
Aby nabyć komiks w przedsprzedaży należy wysłać maila na adres: ziniolzine@gmail.com
Przedsprzedaż trwa do 1 sierpnia 2018 roku.
Przykładowe plansze znajdziecie tutaj.

Bohaterowie Dolores pojawią się również w dwóch zaplanowanych na wrzesień numerach Ziniola - 53 i 54.

Codename: Knockout #4 - Rodi/ Paquette/Small Jr.

Przesycona erotyką komedia szpiegowska Codename: Knockout niespecjalnie wpisuje się w standardy Vertigo. To lektura lekka i przyjemna, nie stąpająca na krawędzi i nie siłująca się z poważnymi tematami. 
Czwarty zeszyt serii to flashback, w którym czytelnik ma okazję dowiedzieć się w jaki sposób doszło do spłodzenia głównej bohaterki - blondwłosej agentki Angeli St. Grace. Ten powrót do przeszłości służy również rozwikłaniu zagadki z końcówki poprzedniego numeru, kiedy to rodzic Angeli zaproponował jej pracę. Pytanie: czy była to mama, stojąca na czele agencji szpiegowskiej G.O.O.D czy tata, szef organizacji przestępczej E.V.I.L.? Zanim czytelnik uzyska odpowiedź na to pytanie, autorzy cofają się do lat 70. XX wieku i pokazują pierwsze spotkanie mamusi i tatusia. Dochodzi do niego w Karpatach, przy strumieniu, do którego on sika i w którym ona zażywa kąpieli...
Część współczesną rysuje Louis Small Jr. To raptem pięć plansz, prostych i bez polotu. Za flashback natomiast odpowiedzialny jest Yanick Paquette, fenomenalnie radzący sobie z konwencją realistyczną i perfekcyjnie rysujący nagie ciała. 
Codename: Knockout nie jest raczej komiksem, który należałoby rekomendować fanom wczesnych lat tego imprintu. To lekka erotyczna historia, której największym atutem są rysunki Paquetta. 
(Dominik Szcześniak)
"Codename: Knockout" #4. Scenariusz: Robert Rodi. Rysunki: Louis Small Jr., Yanick Paquette. Tusz: Mark Farmer. Kolor: Moose Baumann. Wydawca: DC Vertigo, październik 2001.

niedziela, 1 lipca 2018

Hinterkind #1 - Edginton/Trifogli

Ojojoj, zastanawialiście się na ile sposobów można próbować zresetować Ziemię? Mam wrażenie, że artyści, nie tylko komiksowi, mają na tym punkcie fioła. Bardzo wielu z nich ma takiego fioła, ale niewielu udaje się postawić przy tym odpowiednie pytania o ludzką kondycję i o to, co czynimy naszej Mateczce Ziemia.

W Hinterkind natura (chyba, bo w pierwszym zeszycie jeszcze tego nie wiemy, mowa jest tylko o jakiejś zarazie) dała takiego prztyczka w nos ludzkości, że ta prawie wyginęła. Z zakamarków powychodziły zwierzęta, stwory uznawane za bajkowe lub legendarne, a także potwory. Człowiek (to znaczy ci ludzie, którzy przeżyli zarazę) musiał wstać sprzed kanapy, wyłączyć telewizor i zatroszczyć się o przeżycie inaczej, niż zwalczając w sobie niechęć do zejścia do najbliższego osiedlowego po piwo, parówki i precelki.

Sam nie wiem, czy to zmęczenie doświadczaniem w wielu różnych, fikcyjnych formach tego, co nam się może przytrafić, czy też coś innego, sprawia, że po przeczytaniu pierwszego zeszytu tej serii dopowiedziałem sobie, co będzie dalej i jak się ten ambaras skończy, i postanowiłem, że nie będę czytał dalej. Więc wydaje mi się, że dojdzie do epickiego (nie używać tego słowa w tłumaczeniach!) konfliktu wszystkich najsilniejszych ras i postanowią one jednak dać sobie jeszcze jedną szansę na pokojową koegzystencję z poszanowaniem odmienności. To nie jest spojler, to moje przekonanie, które spowodowało, że tylko z rozpędu doczytałem do szóstego zeszytu Hinterkind i póki co tyle.

Hmmm, ale wy się nie zniechęcajcie, czytajcie dalej. Może w kolejnych odcinkach pojawią się podobne perełki do tych z pierwszego zeszytu: zarośnięty Nowy Jork (pysznie wygląda budynek Chryslera w zieleni), jedna z ostatnich ludzkich osad w Central Parku czy człowiek, któremu wyrósł ogon. To dopiero początek podróży, w którą czytelnik wyrusza wraz z bohaterami.
(Kuba Jankowski)
"Hinterkind" #1. Scenariusz: Ian Edginton. Rysunki: Francesco Trifogli. Kolor: Cris Peter. Wydawca: DC Vertigo, grudzień 2013