Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ted McKeever. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ted McKeever. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 września 2018

The Extremist #4 - Milligan/ McKeever

Kolejna opowieść o tożsamości jest dość krótka (4 zeszyty), ale, jak przystało na Milligana, miejsca się tutaj nie marnuje. Tym razem głównym i zarazem tytułowym bohaterem komiksu jest The Extremist, postać nosząca charakterystyczny czarny strój i eliminująca ludzi niewygodnych dla pewnego tajnego stowarzyszenia. I nie chodzi tu o to, kto konkretnie kryje się pod maską, a raczej o rzeczy, które maska Extremisty robi z człowiekiem; jak się okazuje, każdą noszącą ją osobę zmienia w zupełnie inny sposób.

Coś tak prostego jak założenie skórzanego ubrania może zarówno więzić, jak i dawać wolność, choć jest to wolność, która może oznaczać odrzucenie wszelkich zasad moralnych. The Extremist ukazuje to w świetny sposób. Zachowania poszczególnych zabójców są tutaj bardzo dobrze umotywowane i mają sens. Wychodzi z tego komiks o poszukiwaniu swojego prawdziwego „ja”, o tym, jak niewiele może wiedzieć o sobie dwoje mieszkających razem ludzi oraz… jak niewiele człowiek może wiedzieć o sobie samym. W końcu: o tym, jak łatwo pozbyć się pewnych ograniczających (ale i chroniących przed zepsuciem) nas hamulców – tak naprawdę wystarczy odpowiedni pretekst.

Wszystko to zostało przedstawione za pomocą zaburzonej chronologii (jak choćby w Skreemerze), jak również cudownych, brzydkich, nieestetycznych, brudnych oraz idealnie dopasowanych do treści kadrów Teda McKeevera. Chyba każdy stary dziad, taki jak ja, poruszając temat tego rysownika musi wspomnieć, jak to McKeever został kiedyś zmieszany z błotem przez czytelników TM-Semic, którzy najwidoczniej nie byli przygotowani na coś tak odjechanego. Wciąż mamy go w Polsce bardzo niewiele (nie żeby Milligan miał o wiele lepiej), zupełnie zresztą niesłusznie.

The Extremist ma niesamowity scenariusz i wygląda tak, że całość nie wchodzi czytelnikowi do mózgu, ale brutalnie go rozdrapuje. To nie tylko jeden z najlepszych komiksów Milligana – dla mnie jeden z najlepszych w ogóle.
(Michał Misztal)
"The Extremist" #4. Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Ted McKeever. Kolor: Tom McCraw. Wydawnictwo: DC Vertigo. Data wydania: grudzień 1993

wtorek, 24 lipca 2018

Doom Patrol #75 - Pollack/ McKeever

Doom Patrol według Rachel Pollack i Teda McKeevera to jazda bez trzymanki. Pełno to dziwactw synonimicznych do tego, co od początku swojego istnienia praktykowało Vertigo. No i jest Brian Bolland na okładce. Tercet marzeń idealnie wbijający się w klimaty znad krawędzi.
(uwaga! Oko McKeevera - trzecia strona, piąty kadr!)
75. zeszyt serii o ekscentrycznej grupie vertigowskich superherosów jest dwunastym pisanym przez Pollack po odejściu Granta Morrisona. Jest to zarazem pierwsza część pięcioodcinkowej sagi The Teiresias Wars, w której tytułowy zespół wplątuje się w odwieczny konflikt między Budowniczymi i Terezjanami. "Przeszłość jest martwa, a przyszłość - anulowana" - brzmi jeden z wojennych sloganów wypowiadanych przez stronę konfliktu. "Doskonały świat to ten bez konfliktów, różnorodności i zmiany" - głosi inny.
Świat bez różnorodności zdecydowanie byłby światem bez ekipy Doom Patrol, w związku z czym Budowniczy ruszają tropem niezwykłej brygady. Tymczasem Dorothy ma problemy z tańcem (co będzie rozwinięte w kolejnych zeszytach), a jej wyimaginowani przyjaciele stają się zagrożeniem - przynajmniej według gadającej głowy profesora Cauldera (ten wątek też zyska rozwinięcie w nadchodzących numerach).
Wstęp do wojny rozpisany jest całkiem interesująco, a rysunki to uczta dla koneserów grafiki niebanalnej. Solidna lektura spod znaku "prawdziwego V".
(Doominik Szcześniak)
"Doom Patrol" #75. Scenariusz: Rachel Pollack. Rysunki: Ted McKeever. Kolor: Stuart Chaifetz. Wydawca: DC Vertigo, luty 1994

środa, 4 lipca 2018

Industrial Gothic #3 - McKeever

No matter where you are, you can always find either a church or a hooker. One sucks you dry, while the other fucks you over. Just don't ask me which does which.
Odyseja Pencila i Nickel trwa w najlepsze. W scenerii płonącego miasta, w mrocznych wnętrzach kościołów, w pracowni artysty-malarza i w pięknych, ale nieprzewidywalnych ogrodach. McKeever robi to, co było wiadome od samego początku - rozdziela w końcu bohaterów, wrzucając ich w ramy dwóch uzupełniających się historii. 
Bardziej zaskakujące niż samo zakończenie są w trzecim zeszycie Industrial Gothic prowadzące ku niemu sceny, przepełnione bezinteresowną pomocą ze strony wyrzutków społeczeństwa oraz wibrującymi emocjami, towarzyszącymi scenom ich inicjacji w nowych warunkach. Tak, jak w poprzednim zeszycie, tak i tutaj McKeever z aptekarską precyzją odmierza kolejne ilości istotnych dla losów bohaterów postaci i niespodziewanie rzuca im ich pod nogi. Zdarza mu się również umieścić na brudnych planszach persony, których powody zaistnienia nie są jeszcze sprecyzowane, choć można się ich domyślać śledząc porywającą narrację Pencila.
McKeever w Industrial Gothic piętnuje bezmyślne uprzedzenia i głupotę zainfekowanego brakiem empatii społeczeństwa. W jego teoretycznie idealnym świecie najpiękniejsi są ludzie z ułomnościami. 
(Dominik Szcześniak)
"Industrial Gothic" #3 . Autor: Ted McKeever. Wydawca: DC Vertigo, luty 1996.

środa, 27 czerwca 2018

Industrial Gothic #2 - McKeever

Ściągam z półki komiks The Superannuated Man. Zerkam na tylną okładkę, gdzie jakiś pan napisał, że Ted McKeever to David Lynch skrzyżowany z Fellinim. Coś w tym jest, myślę. Spoglądam do środka - widzę czarno-białe realistyczne rysunki i autora jako głównego bohatera. Totalnie inny klimat niż w jego komiksach z lat 90. To na pewno McKeever? Ted McKeever?

Na pierwszym kadrze komiksu widzę oko. Tak, to ten Ted McKeever. Jest oko na pierwszej planszy. W drugim odcinku Industrial Gothic oko pojawia się na drugiej. W pierwszym oka nie było w ogóle.

David Lynch, reżyser filmowy oraz autor stripu komiksowego The Angriest Dog in the World zna pewnie prace McKeevera na pamięć. Brudny, industrialny charakter Gotyku, pięknie brzydkie fabryki i wysypiska oraz absurdalne sceny - materiał idealny dla twórcy Twin Peaks. A nad tą brzydotą unosi się piękny przekaz.

Po ucieczce z więzienia dla brzydkich ludzi Pencil i Nickel w poszukiwaniu mitycznej Aluminiowej Wieży trafiają do świata pięknych hipokrytów. Można tu dostać butelką w głowę, wzbogacić swoje doświadczenia seksualne, niespodziewanie uzyskać pomoc lub obudzić się golusieńkim w kostnicy. Po prostu cudownie. A może więzienie było azylem?

Ta miniseria o pięknie i brzydocie to mocarne dzieło. Unoszący się nad nią morał, że piękno fizyczne nie jest najważniejsze, a liczy się to, co mamy w sobie, nie jest podawany przez Teda McKeevera w jakiś banalny, grafomański sposób do głów czytelników, którzy nie jeden raz czytali o podobnych sprawach. Podawany jest natomiast w sposób, który jest nieinwazyjny, ubrany w zgrabną historię i narysowany odpowiednio do zagadnienia.

Piękna rzecz. Czytam dalej.
 
(Dominik Szcześniak)
 
"Industrial Gothic" #2. Autor: Ted McKeever. Wydawca: DC Vertigo, styczeń 1996.

środa, 20 czerwca 2018

Industrial Gothic #1 - McKeever

Kult piękna wybił, jak wybija szambo. Wybił tak bardzo, że piękni ludzie wyizolowali się od brzydkich i niepełnosprawnych, zamykając ich w industrialnych budynkach fabrycznych, które stały się ich wiecznymi więzieniami. Ale grupa śmiałków postanowiła nawiać z obskurnych pomieszczeń i zobaczyć jak wygląda prawdziwy, piękny świat. Jedni widzieli go za młodu, inni nie zaznali tej przyjemności wcale. A historię o ich ucieczce z hali produkcyjnej spisał nie kto inny, jak Ted McKeever - gość od "brzydkich" rysunków, ekskomunikowany przez polskiego czytelnika lata temu. Miał tupet, skubaniec!
Nawiasem mówiąc, Ted McKeever strasznie długo ma przyczepioną do pleców kartkę z napisem "brzydko rysuję". Ten gimnazjalny żart powinien już się zakończyć. Jakiś polski wydawca musi w końcu zdjąć tę karteczkę, poklepać go po plecach i powiedzieć: "Ktoś zrobił ci głupi kawał, Ted. Ale już jest ok.".
Bo to nie jest śmieszna sprawa, gdy omija nas takie dobro, jak Industrial Gothic lub jakiekolwiek inne dzieło tego wybitnego amerykańskiego artysty. Pierwszy zeszyt opowieści o pięknie i brzydocie to dopiero rozgrzewka, ale narysowana w zapierający dech w piersiach sposób. Głównych bohaterów mamy okazję poznać dogłębnie - z ich fizycznymi deformacjami i literackimi skłonnościami. McKeever ster narratora oddaje jednej z tych postaci, a sam pozwala sobie na rysunkowe ekscesy - nie ma tu "Oka McKeevera", ale za to są inne eleganckie zabiegi formalne. Jest też Christopher Walken na gościnnych występach.
To, co Ted McKeever wyprawiał w Vertigo każdorazowo zahaczało o geniusz. Tutaj też. Prosta historia, ale jak przedstawiona! Co wydarzy się dalej? Ile opcji po spektakularnej ucieczce będą mieli bohaterowie? Jak piękny świat zareaguje na ich brzydotę?
Do tematu na pewno wrócimy.
(Dominik Szcześniak)
"Industrial Gothic" #1. Autor: Ted McKeever. Wydawca: DC Vertigo, grudzień 1995.

środa, 13 czerwca 2018

Faith #1 - McKeever

"Oko McKeevera", czyli charakterystyczny dla twórczości amerykańskiego artysty kadr przedstawiający narząd receptorowy umożliwiający widzenie, pojawia się już na pierwszej planszy pierwszego odcinka miniserii Faith. I parokrotnie powraca na kolejnych stronach. Widząc to oko i będąc fanem komiksów Teda McKeevera, wiem, że jestem w domu. To oko jest gwarancją niezłych doznań i emocji. Oko McKeevera.
Poprzez Faith McKeever chciał zakomunikować, że "tak naprawdę w nic nie wierzy", że nic nie jest czarne lub białe oraz że życzyłby sobie, by dla tych, którzy nie wierzą ani w niebo ani w piekło, istniało inne miejsce, do którego trafiłaby ich dusza. W takim właśnie miejscu - pomiędzy niebem a piekłem - rozgrywa się opowieść o Faith. 
Faith nie pamięta kim jest. Wie tylko, że nie żyje. Kraina, do której trafia - Murr - przepełniona jest zmarłymi, pomiędzy którymi grasuje morderca. Zabić zmarłego - jak to możliwe i kto tego dokonuje? Menażeria postaci pod okiem Faith będzie musiała rozwikłać tę zagadkę. Będzie dziwacznie.
McKeever się nie spieszy. Powoli wprowadza czytelników w świat przedstawiony i skacząc od sceny do sceny ujawnia kolejnych bohaterów tej historii. Jego kreska jest brudna i niepokojąca, a szara kolorystyka współgra z nią idealnie. Mistrz pięknej "brzydkiej i pokracznej kreski" prezentuje w Faith wielką formę i potwierdza, że wśród stale współpracujących z Vertigo rysowników jest jednym z najlepszych. 
Wstęp do pięcioczęściowego wydarzenia prezentuje wszystko to, czego można się spodziewać po McKeeverze: brud i dziwaczność, kadry do wgapiania i tajemniczą historię. Ucieczkę z mroku i zapowiedź wybawienia. A więc wytyczne Vertigo zrealizowane w stu procentach. Faith to bardzo apetyczna sprawa dla koneserów komiksów niebanalnych.
"Faith" #1. Scenariusz, rysunek, kolor: Ted McKeever. Wydawca: DC Vertigo, listopad 1999.

środa, 6 czerwca 2018

The Extremist #1 - Milligan/ McKeever

Grudzień 1993. Ktoś wkłada kasetę do magnetofonu. Przewija do tyłu. Jeszcze trochę. Wciska play. I zaczyna słuchać opowieści Judy o jej życiu jako członkini tajnego stowarzyszenia, pragnącej pomścić śmierć męża. A my nie słuchamy, lecz oglądamy tę opowieść. I dobrze. Bo jest co oglądać, kiedy rysuje Ted McKeever.
Pierwszy zeszyt The Extremist to właściwie niemal kompletna historia, zakończona szokującym cliffhangerem. Podobnie jak pozostałe trzy. Wszystkie jednak łączą się w całość głównym wątkiem i postaciami dramatu. "Jedynka" mówi o granicach ekstremum, wytyczanych przez moralność epoki. Mówi też o zemście, pożądaniu, zmianie i nowym życiu. Napisana jest elegancko i zwięźle, a narysowana...
Powiedzieć, że Ted McKeever się w Polsce nie przyjął, to jak nic nie powiedzieć. Do artysty, który zasłynął miniserią Machiny z Legend Mrocznego Rycerza oraz krótką formą z cyklu Batman: Black and White należy niechlubny tytuł autora jednego z najgorzej sprzedających się komiksów epoki TM-Semic. Machiny zostały opublikowane w Batmanie 2/1997.

- Wtedy program robiliśmy już sami - wspomina Marcin Rustecki, redaktor naczelny TM-Semic. -  Kupowaliśmy filmy, więc braliśmy co chcieliśmy z wydawanych serii w USA - Batman, Shadow of The Bat i The Legends of Dark Knight. Mnie do dobrej, nietuzinkowej grafy nie trzeba przekonywać, a komiks wyraźnie odstaje od reszty kresek zatrudnionych przy seriach, choć Batman akurat miał szczęście do dobrych grafików, jak Norm Breyfogle czy Kelley Jones. Czytelnik w masie zbiorowej lubi te komiksy, które już czytał, więc Machiny, których nie czytał, potraktował jak wyłam ze sztampy i olał, nie dając mu szansy. Tyle mam do powiedzenia, bo nie będę przekonywał, że coś świetnego jest świetne. Trzeba to wiedzieć.

Od roku 1997 trochę minęło. Czasy się zmieniły. I niedawanie McKeeverowi szansy w tych nowych czasach to duży błąd polskich wydawców.
Brudna i "brzydka", a jednocześnie "piękna" i klarowna kreska McKeevera czyni go jednym z najbardziej wyróżniających się rysowników początkowego okresu funkcjonowania imprintu Vertigo. Choć również znakomicie radził sobie w autorskich seriach (Junk Culture, Industrial Gothic, Faith), łącząc siły z Milliganem osiągnął... obaj osiągnęli mistrzostwo komiksowej formy. 
Więcej o tym mrocznym, niekonwencjonalnym thrillerze erotycznym pisaliśmy już na Ziniolu. Po co więc ten tekst? A choćby po to, żeby przypomnieć, że istnieją prace niesamowitego artysty, który w Polsce nie jest wydawany. Jest tych prac stosunkowo niewiele. Ale są wyjątkowe. Pamiętajmy o tym. 

Pamiętajmy.
"The Extremist" #1. Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Ted McKeever. Kolor: Tom McCraw. Wydawnictwo: DC Vertigo. Data wydania: wrzesień 1993.

czwartek, 18 maja 2017

Batman: Rok setny - Pope

Co powstanie, jeśli za wyeksploatowaną postać biznesu komiksowego weźmie się mistrz komiksu alternatywnego? Ano na przykład coś takiego, jak „Batman: Rok Setny”. 
Człowiek-Nietoperz w wizji Paula Pope’a to postać świeża i z potencjałem, nawet mimo tego, że akcja komiksu została umiejscowiona w roku 2039. Choć Batmanowi stuknęła setka, wciąż skacze po dachach i walczy z przestępczością. Czy to ciągle Bruce Wayne, czy może ktoś inny przejął tożsamość zamaskowanego obrońcy sprawiedliwości? A może Batman to po prostu Batman, stuletnia idea, legenda i potwór czający się w mroku? Równie dużo czasu, co na rozpatrywanie tego zagadnienia, Pope poświęca czystej, niczym nieskrępowanej akcji. Na kartach "Roku setnego" dzieje się bardzo dużo i wszystko to trzyma się kupy, tworząc mieszkankę dość wybuchową. 
A pretekst jest dość stereotypowy: Batman jest poszukiwany za morderstwo agenta federalnego. Pościg futurystycznych służb i ich sfory psów skutkuje trafieniem przez Nietoperza na spisek, mający na celu zniszczenie świata. Ale Batman, jak zawsze, ma swoich sprzymierzeńców. 
Ta świetna, wymykająca się standardom, historia ma wsparcie w kilku mniejszych opowiastkach, a w jednej z nich - to rzecz warta zaznaczenia - Pope’a jako kolorysta wspiera świetny rysownik Ted McKeever, wyklęty przez polskich czytelników jeszcze za czasów opublikowanego w serii TM-Semic komiksu "Machiny" ("Batman" 2/1997). Co by było gdyby Batman urodził się w Berlinie, a jego alter ego byłby inspirującym się Picassem kubistą i bywalcem berlińskich salonów? Na to pytanie odpowiada pierwsza z dodatkowych historii. Pozostałe - łącznie z efektowną, czarno-białą opowieścią ze zbioru „Batman: Black&White” podtrzymują porządny poziom całego tomu. 
W kategorii komiksów superbohaterskich „Rok setny” jest prawdziwą delicją.
"Batman: Rok setny". Scenariusz i rysunki: Paul Pope. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016.