Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piguła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piguła. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Piguła - komiksowa prasówka (12)

Autor: Dominik Szcześniak


To głównie w blogosferze tętnią ostatnio wydarzenia komiksowe. Zanim zredagowany nius zawiśnie w serwisie, zainteresowani poznają ważne dla komiksowego świata fakty właśnie poprzez mniej lub bardziej spontaniczne wpisy autorów/wydawców/redaktorów na blogach, twitterach, czy facebooku. A poza wydarzeniami, pełno tam ciekawostek, komiksów, notek, czy też wreszcie zwykłej gadaniny. I tak na przykład świetne projekty postaci i komiks z szuflady wyciąga Jaszczu, o zajęciu drugiego miejsca w konkursie na komiks podkarpackiego RPO informuje Kolec, a zupełnie nowy blog, poświęcony Osiedlu Swoboda stawia Śledziu.

Blogowy rodowód ma również informacja o przełożeniu Festiwalu Komiksowa Warszawa na najbliższy weekend. Ekipa "Ziniola" będzie na tej imprezie dostępna, podobnie zresztą jak na LeSzKu, którego wstępny program lada dzień powinien pojawić się na odświeżonej stronie imprezy.

Z aktualności ziniolowych - jutro powracają "Przygody Leszka", tak więc zapraszam przed monitory o bliżej niesprecyzowanej godzinie. Od przyszłego tygodnia natomiast zmieni się formuła "Piguły", która przepoczwarzała się co chwila, będąc a to subiektywną prasówką, a to felietonem, a to wreszcie krótkim zbiorem niusów. Bywają takie tygodnie, kiedy po prostu nie ma czego komentować, nic się nie dzieje i jedyną opcją jest mamienie czytelnika jakąś zapchajdziurą, w związku z czym poważnie zastanawiam się nad tym, aby "Pigułę" uczynić nieregularnikiem. Wciąż publikowanym w poniedziałek, ale już nie każdy. Zobaczymy co z tego wyniknie. A tymczasem... nie ma co gadać, w najbliższy weekend widzimy się w Warszawie.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Piguła - komiksowa prasówka (11)

Autor: Dominik Szcześniak


Weekend upłynął pod znakiem ważniejszych spraw niż komiksy. Nie pisała o nich większość serwisów i blogów, nie pisaliśmy o nich również na stronie "Ziniola". A jako, że cały ubiegły tydzień - wzorem kilku poprzednich - nie przyniósł nam zbyt wielu ciekawych informacji ani też takich o których już byśmy nie informowali, dzisiaj zajmę się sprawami wewnętrznymi magazynu.

Przede wszystkim, zbliża się premiera nowego numeru. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby wyrobić się na LeSzKa, a wszelkie konkrety na temat zawartości ósemki będą znane po Komiksowej Warszawie, ale już teraz mogę uchylić rąbka tajemnicy. Wraca "Fotostory" - pierwszy odcinek drugiej serii zatytułowany jest "Stara. I nie rdzewieje" i serwuje bohaterom komiksu zupełnie niespodziewane wydarzenia. Obok sztandarowej serii "Ziniola" rozpoczynamy nową - "Trzy ostatnie dni" to zbiór niezwiązanych ze sobą krótkich historyjek, lekko uderzający w klimat chociażby "Strefy Zmroku". Pojawi się również Nick Abadzis oraz ekipa z Portugalii. Wgłębimy się w "Komiksowe sensacje XX wieku", pogrzebiemy pod ziemią i dla odmiany popiszemy co nieco o książkach.


Jako, że redakcja "Ziniola" będzie obecna na Komiksowej Warszawie, na blogu magazynu zaprezentujemy Wam kilka ciekawych materiałów związanych na przykład z gośćmi, którzy na Festiwalu się pojawią. Wielkimi krokami zbliża się także powrót "Przygód Leszka" - pierwsze plansze "Miejskiej legendy", które miałem okazję widzieć, zwalają z nóg nie tylko poprzez fakt, że nie są wykonane w czerni i bieli. Wkrótce będziecie mieli okazję sprawdzić Leszka w wykonaniu Leszka.


A skoro już obracam się wokół rodzinnych spraw - na deser możecie kliknąć w wywiad, jaki przeprowadził ze mną Tomek Kontny do "Wywiadówki". Dużo gadam, a to ponoć pierwsza część. Sprawdźcie.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Piguła - komiksowa prasówka (10)

Autor: Dominik Szcześniak

Polskie święta to okres, w którym łatwo można się pomylić, jednak obiektywnie na sprawę patrząc, to z czym mamy do czynienia dzisiaj: a) to nie jest poniedziałek; b) nie jest to z całą pewnością godzina siódma rano. A w związku z tym doszło do gwałtu na pigule.

A skoro gwałt, to pozwolę sobie konkretnie odejść od tematu i nie pisać o tym, że "w minionym tygodniu nic ciekawego się nie działo", nie besztać serwisów i nie wspominać o nadchodzących premierach czy imprezach. Wrócę natomiast do tematu komiksu polskiego. Pomęczę kwestię, pewnie już ostatni raz.


Otóż, jestem w trakcie lektury "Osiedla swoboda" (recenzja niebawem - choć sama recenzja to bardzo niewiele, jak na komiks takiego kalibru), na stronicach którego Śledziu - produktowym zwyczajem - wściubia miliony swoich przemyśleń w formie paska u dołu strony; przemyśleń, które idealnie przygrywają narysowanym przez niego planszom i wbijają się w ten sam anegdotyczny rytm. Soczyste, barwne to wszystko bardzo. I Śledziu pisze również o komiksie polskim i jego śmierci. Z czyich rąk? No właśnie. Śledziu bezpośredniej odpowiedzi nie daje (a może da? połowa komiksu przede mną), ale daje nam soundtrack do swojego komiksu. Tymczasem ja mam soundtrack nieco inny i być może kompletnie odmienny od zamierzeń autora. Soundtrack bardziej sytuacyjny, bo i komiks i płyta, o której za chwilę, padły moją zdobyczą mniej więcej w tym samym czasie.


Mój szacunek do twórczości Grabaża poszedł sobie chyba o krok za daleko, bo w przypadku "Dodekafonii" nie tylko nie oddawałem się pirackim pląsom, co zignorowałem zupełnie oficjalne teledyski. Przed zakupem płyty nie wiedziałem o niej nic, poza tym, że jest.


Teraz wiem, że jest świetna. I że - abstrahując już od tego, jak fajnie słucha się idealnie skrojonych słów w idealnie spreparowanych dźwiękach oraz jak fajnie wiedzieć, że ktoś myśli podobnie - mówiąc o relacji twórca/odbiorca celnie strzela komiksowi polskiemu w głowę.


Kto zabił polski komiks?

Strachy na Lachy "Żyję w kraju" - posłuchajcie. Druga zwrotka. Fonia i wizja.

poniedziałek, 29 marca 2010

Piguła - komiksowa prasówka (09)

Autor: Dominik Szcześniak


Serwisy internetowe stapiają się w jeden. Wczoraj przemeblowana została Gildia i nie mogę oprzeć się wrażeniu deja vu, przechodząc z rzeczonego serwisu na Komiksomanię czy Polter. Efekt potęguje ta sama ilość tych samych niusów, skłaniających do postawienia pytania czy nie lepiej byłoby, żeby te wszystkie podmioty rzeczywiście scaliły się w jeden, prężny i potężny? W minionym tygodniu Gildia podchwyciła temat gościa Komiksowej Warszawy - Jeffa Lemire'a, informując m.in. o udostępnionym w sieci bezpłatnie pierwszym zeszycie serii "Sweet Tooth" jego autorstwa, Aleja Komiksu wygrzebała ciekawostkę o kujawskich komiksach, a Komiksomania zamieściła świetny wywiad z Neilem Gaimanem. Wszystko to fajne, ale ginie w powodzi wałkowanych w kółko tych samych niusów, tych samych ogłoszeń i informacji. Serwisy! Czy nie ma opcji zbratania się i dorzucenia do wspólnego worka tego, co najlepsze?

Powyższe pytanie zadaję spontanicznie i na luzie. Do głowy przychodzi mi jeszcze w tym momencie bardzo istotna kwestia, różniąca ww. serwisy - każdy z nich posiada swoje własne grono odbiorców, niekoniecznie pojawiające się na terenach przeciwnika. Swoich zagorzałych fanów, zainteresowanych mainstreamem i zeszytówkami, a gardzących komiksem polskim posiada Aleja Komiksu; swoje grono forumowiczów wychowała sobie Gildia; a i Komiksomania ma własnych, utrzymanych w konwencji onetowych trollów, komentatorów. Widać więc jest jakaś różnica między serwisami komiksowymi, której być może nie dostrzegam...

Dostrzegalna była natomiast stagnacja w kwestiach publicystycznych i informacyjnych w minionym tygodniu. Ale co nieco ruszyło się w związku z samymi komiksami - do projektu Dennisa, który póki co rozwija się pomyślnie dzień po dniu, kadr po kadrze, dołączył (na razie w zapowiedziach) komiks, którego jestem współautorem, a którego rysowaniem zajmuje się duet twórczy Maciej Pałka i Paweł Wojciechowicz. Rzecz nazywa się "Degrengoland". Jej fragment, rysowany jeszcze przez Macieja (ta wersja służy obecnie rysownikom jako storyboard) opublikowany został z "Zinie sTRACH!u". Na dobry koniec dzisiejszej Piguły i z boku i u dołu - kadry z drugiego odcinka "Degrengolandu" zatytułowanego "Co wydarzyło się w Nesztele - Sztele".


poniedziałek, 22 marca 2010

Piguła - komiksowa prasówka (08)

Autor: Dominik Szcześniak

Na wstępie chciałbym wspomnieć o czymś, co mnie w minionym tygodniu zaskoczyło. Mowa o prawdziwym, komiksowym publicystycznym mięchu, którego w sieci od bardzo dawna nie było. Łukasz Babiel 15 marca na Motywie Drogi opublikował artykuł "Znaj swoje memy", będący zdystansowaną analizą naukową najciekawszych pojęć polskiego komiksu ostatnich lat. Pojęć, które powstawały na linii starć jednych rysowników z innymi, czy też w forumowych przepychankach. Pojęć, takich jak "plecy konia", czy "promienie z dupy", które w sumie weszły już do języka potocznego, tak jak kiedyś wchodziły powiedzonka z komiksów Tadeusza Baranowskiego. Artykuł rzeczowy, wyczerpujący, sprawnie kreślący rys historyczny memów czyta się znakomicie. Wszystkich, którzy jeszcze się z nim nie zapoznali - zachęcam. A redakcji Motywu życzę więcej tego typu ożywczych akcji.

Pozostając w temacie artykułów - 12 i 14 marca The AAUGH blog zanotował dwa wejścia poświęcone polskim "Fistaszkom", wersji z 1984 roku. The AAUGH blog bada wszystko, co z serią Schultza związane, więc jego autor - po nabyciu "Trzeciego spotkania" dzieli się z czytelnikami wrażeniami z lektury. Zwracając uwagę na fakt przerysowania oryginalnych pasków, stwierdza również, że sam design, czy liternictwo jest fajne. Sprawdźcie te teksty. Sprawdźcie co wspólnego mają "Fistaszki" z "Avatarem". "Trzecie spotkanie", jako że przerysowane, jest zasadniczo komiksem polskim. Tak więc można powiedzieć, że komiks polski miał swoje 5 minut na świecie.


Ani jednej zdaje się nie mieć natomiast w Polsce. Kondycjomierz komiksu polskiego niezmiennie wskazuje zero. Miniony tydzień w tym temacie zaserwował nam dwie ciekawe akcje: forumową wymianę zdań na Alei Komiksu oraz powstanie bloga - happeningu zatytułowanego "Polski komiks ssie". Obie inicjatywy to podjazdówki w walce wielbicieli komiksu polskiego z jego zagorzałymi przeciwnikami. Choć być może precyzyjniej byłoby określić wielbicieli jako tolerancyjnych gości, mających świadomość istnienia różnych komiksowych gatunków, a przeciwników jako tępych konserwatywnych krzykaczy, nie potrafiących swoich zarzutów uzasadnić i wykazujących się brakiem szacunku do autorów. Generalnie całą sytuację należy przemilczeć, nie zabierać głosu, spasować. I tak też uczynię po wyłożeniu pewnego spostrzeżenia: twórca komiksowy w Polsce nie jest szanowany przez czytelników. Przynajmniej tych internetowych. I przynajmniej tych internetowych, którzy nie należą do (bzdurnych zresztą) "kolesi z kawangardy". I cóż ma taki twórca komiksowy począć? Jaszczu założył wspomnianego wyżej bloga, w którym wyśmiewa czytelników, z którymi wojuje. KRL również wystąpił w obronie swojego imienia. Tymczasem jest tak, że chyba pewnych spraw nie da się przeskoczyć - krzykacze zawsze będą. Podobnie zawsze będzie komiks polski. Wdawanie się w dyskusje nie jest dobrym pomysłem. Lepszym jest rzucenie tej niewdzięcznej roboty w cholerę. Albo po prostu rysowanie i pisanie w oderwaniu od sieciowego bajzlu.

poniedziałek, 15 marca 2010

Piguła - komiksowa prasówka (07)

Autor: Dominik Szcześniak


Dwa kadry poszły w eter. Dennis Wojda w sobotę, 13 marca postanowił zabawić się w komiks na zasadzie publikacji jednego kadru dziennie przez 366 dni. Projekt nazywa się - a jakże - "366 kadrów" i jest eksperymentem. Strumieniem świadomości. A przede wszystkim ciekawie zapowiadającą się akcją. Podobnych, nawet na polskiej ziemi, było już wiele, ale zwykle podobieństwo kończyło się na tym, że twórca robił pierwszy kadr, a kolejni strugali następne. Powstały w ten sposób strumień wielu świadomości był znacznie mniej atrakcyjny, niż może to być w przypadku akcji Dennisa. Nie będzie to jedyna akcja publikacji komiksu w internecie w tym roku. O szczegółach - już niebawem.

Wszyscy, którzy zasmakowali w porannym czytaniu "Piguły" o 7:00, przy kawie, podczas śniadania, dziś zapewne się zawiedli. Kilkugodzinne opóźnienie spowodowane zostało zupełnie nieciekawymi sprawami, o których nie ma sensu pisać. Podobnie nie ma sensu pisać o tym, co działo się w sieci w minionym tygodniu - ciekawe zjawiska można ograniczyć do kilku. Po pierwsze, "blamaż KaZetu", o którym napisano już chyba wszystko, sprowokował innych redaktorów do bardziej wytężonej pracy nad tematem "podsumowanie roku w kategorii komiks polski", co zaowocowało na przykład "Rzutem oka" na Alei Komiksu; tekstem, który dla obsmarowanych redaktorów może być drogowskazem, zanim przystąpią do opracowania kolejnego podsumowania. Po drugie, "reperkusje postKaZetowskie", skutkujące zwolnieniami z pracy redaktora/ dziennikarza, przynajmniej w jednej redakcji. I po trzecie, podnosząca ciśnienie wielu osobom inicjatywa "Tęsknię za Tobą zeszytówko", która choć nie opiera się na solidnych badaniach rynku pod kątem wydawania zeszytówek, jest całkiem sympatyczna. A tekst o niej na Komiksomanii wręcz nawet pod pewnymi względami prekursorski, ponieważ zbiera wypowiedzi wydawców, które ukazały się na forach, komentarzach pod notkami na blogach, czy twitterze. Jak widać, nikt nigdzie nie może już czuć się bezpieczny.

Skoro o powyższych pisał nie będę, to pozwolę sobie wspomnieć o kilku istotnych sprawach związanych z magazynem. Najistotniejszym faktem jest ten, który po kilku tygodniach marzeń, ponownie wysyła nas w rejony undegroundowego getta. Tylko cud może sprawić, że drukowany "Ziniol" nie będzie 96-stronicowym kwartalnikiem o niewielkim nakładzie. A my w cuda nie wierzymy.


Druga wiadomość jest już nieco bardziej pozytywna. "Przygody Leszka" spotkały się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem rysowników i czytelników. Wciąż nadchodzą nowe propozycje tematów do scenariuszy, tak więc akcję wypada już uznać za udaną. Docierają do mnie pytania o czas jej trwania, więc pozwolę sobie odpowiedzieć w tym miejscu: "Przygody Leszka" dobiegną końca, gdy skończą się rysownicy, chcący je tworzyć. Wszystkich, którzy jeszcze myślą, lub w ogóle nie zastanawiali się nad tym tematem - zapraszam do współdziałania.
Jutro Leszek zaatakuje po raz kolejny.

poniedziałek, 8 marca 2010

Piguła - komiksowa prasówka (06)

Autor: Dominik Szcześniak


Miniony tydzień nie należał do najaktywniejszych w historii blogowego "Ziniola", ale za to kilka spraw, które poruszyłem w ostatniej "Pigule" znalazło swój ciąg dalszy. I o nich dzisiaj przede wszystkim słów kilka padnie. Ostrych. Niedelikatnych. Takich nawet może i do obrażenia.

Zacznę od tego, że moje życzenie aktywizowania wywiadowców w jakimś stopniu się spełniło, choć nie wiem czy aby przypadkiem satysfakcjonuje kogokolwiek poza mną. Jarosław Kopeć przeprowadził wywiad ze Śledziem, a Kinga Kuczyńska z Olgą Wróbel. I choć w pierwszym rozmówcy używają niezrozumiałego dla mnie (w tym kontekście) sformułowania "samozwańczy komiksolodzy", a w drugim padają pytania do bólu podstawowe i banalne, to jednak rozmowa ze Śledziem jest ciekawa i przeprowadzona na luzie, a z Olgą wyczerpująca i satysfakcjonująca, co jest przede wszystkim zasługą Olgi i jej wylewności. Obie rozmowy polecam. Można z nich wyciągnąć kilka ciekawych tez, składających się na ten nasz "polski komiks", który... no właśnie: który nijak sobie nie poradzi na tym srogim świecie, jeśli będą się o nim wypowiadały tak tęgie głowy, jak te, które podsumowały rok 2009 w internetowym magazynie KZ.

Wspominałem już o tym w minionym tygodniu w komentarzach do "Piguły" w kontekście "kondycji komiksu polskiego". Temat został podchwycony i zaowocował reakcjami na twitterze i forum gildii. Ale o co właściwie chodzi, zapytają ci, którzy KaZetu nie czytują? Ano o to, że na pytanie o najlepszy polski komiks minionego roku padły odpowiedzi następujące: "W 2009 niestety nie przeczytałem absolutnie nic z rodzimego rynku" (Tomasz Brzozowski), "Trudno wybrać, ale to tylko umacnia w przekonaniu, iż był to średni rok dla polskiego komiksu. Niby dostaliśmy "Łaumę", niby Popman się pałętał bez celu po Łodzi, ale jeżeli ktoś powie, że zostawił szczękę na ziemi, czytając jakiś polski komiks z 2009, to nie uwierzę" (Jakub Koisz), "Szczerze mówiąc, żaden polski komiks nie odcisnął na mnie piętna w zeszłym roku" (Michał Chudoliński), "W roku 2009 nie ukazało się nic o na tyle wysokim poziomie, aby uwzględnić w tym rankingu" (Sylwia Kaźmierczak). Te cytaty nie są wpisami chłopaków z forum, ani krótkimi wypowiedziami czytelników na twitterze. Gdyby nimi były, nikt nie robił by o nie hałasu. LECZ! wchodząc na stronę magazynu komiksowego i klikając w tytuł "podsumowanie 2009", potencjalny czytelnik spodziewa się profesjonalnych, podpartych wiedzą opinii redaktorów, publicystów, współpracowników. Ludzi, którzy mają nie tylko elementarną wiedzę na temat komiksu. Profesjonalistów. A co dostaje? Forumowy (z całym szacunkiem dla forum) bełkot. Zabawę w piaskownicy. Wyścig o to, kto temu biednemu polskiemu komiksowi dowali bardziej, mocniej i szybciej.

Z rozmowy z naczelnym KaZetu dowiedziałem się, że wypowiadali się miłośnicy komiksu; osoby, które w minionym roku umieszczali swoje teksty w magazynie i wreszcie ci, którzy w minionym roku nie przeczytali dobrego polskiego komiksu i o tym po prostu napisali. Pytanie o wiarygodność tych ludzi pozostaje dla mnie zagadką. Pal sześć jeśli piszą z pozycji fana - wtedy wszystko można im odpuścić. Jednakże ta pierwsza reakcja, o której pisałem - ta, dająca czytelnikowi pewność, że obcuje z tekstem profesjonalisty - nakazuje mi sądzić, że: po pierwsze, rzeczone osoby przeczytały absolutnie wszystkie polskie komiksy, skoro bez skrępowania sadzą teorie o braku jakichkolwiek dobrych; po drugie: są ignorantami, czytającymi komiksy powierzchownie, bo choć rzeczywiście urodzaju komiksu rodzimego w minionym roku nie było, to kilka komiksów, po poddaniu ich wnikliwej analizie, można uznać za bardzo ciekawe. Tymczasem dostajemy akcji wkręcania szpili w polski komiks ciąg dalszy.

Na deser coś sympatycznego i w dodatku na temat - czyli kolejna akcja Piotra Szreniawskiego. Kiedy czarne chmury zbierają się nad polskim komiksem, a w KaZecie pojawiają się podsumowania roku, warto poczytać co też nowego wyczynia ten zdystansowany do wszystkiego człowiek. "Kanaliada", komiks powiązany z rolnictwem ekologicznym, będący zapewne kolejnym widmowym kuriozum autora to taki dzisiejszy, stuprocentowy underground, wymierzony przeciwko tym wszystkim poważnym komiksowym dysputom. Zresztą - sami poczytajcie.

poniedziałek, 1 marca 2010

Piguła - komiksowa prasówka (05)

Autor: Dominik Szcześniak

Dzisiejsza piguła wbija się w moment pomiędzy dwiema imprezami, które w pewnym stopniu mogą zrekompensować komiksiarzom brak zwyczajowej marcowej WueSKi. Pierwszą z nich były chrzciny nowych produkcji timof comics i Mroja Press, na których zgromadziła się masa przeróżnych postaci komiksu polskiego. Sam zwyczaj, przejęty ponoć od południowych sąsiadów, okazał się być całkiem sympatyczny, choć przez wzgląd na oblewanie komiksów winem wzbudził u niektórych dość ostre, protestacyjne reakcje. Chrzestnymi nowych komiksów wspomnianych wydawnictw zostali...

... od lewej: Jakub Rebelka (jego chrześniakiem został Super Pan Owoc) i Bartosz Sztybor (który musi już kombinować kasę na komunię Profesora Bella). Po zwyczajowym polaniu komiksów winem, ojcowie chrzestni rzucili nimi w stronę zgromadzonych. Szczęśliwym łapiącym był m.in. Piotr Nowacki, który co prawda przyszedł na chrzciny, ale przyszło mu również opijać pępkowe, zupełnie nieprzypadkowo w tym samym miejscu i tym samym czasie. Rzeczywiście było więc co świętować. Generalnie było dobrze. Byli goście krajowi, komiksy zagraniczne, wydawcy polscy, publicyści, wielbiciele, czytelnicy i osoby postronne. Były napoje gazowane, alkohol, kawa i papierosy (na zewnątrz lokalu) - a więc większość punktów programu przeciętnego konwentu zaliczona. Do tego szczypta dyskusji na tematy komiksowe - zarówno tych luźniejszych, jak i wkraczających w rejony "całkiem poważnych". Idea warta powtórzenia. Niejednokrotnego. A najbliższa okazja już za chwilę: drugie spotkanie z tego cyklu już w najbliższą środę - świętowane będą urodziny zbiorczego "Osiedla Swoboda", "Gangu Wąsaczy", "Elementu Chaosu" i "Kolektywu". Plotka głosi, że gdyby nie niefortunny termin, imprezę na Chłodnej odwiedziłoby znacznie więcej ludzi. Tym, którzy będą, życzę udanej zabawy. Na koniec wątku imprezowego - fota, przedstawiająca: Bartosza Sztybora, Timofa i Kingpina.

Wracamy do komiksowego mięcha. Światem komiksu w Polsce wstrząsnęły dwie wiadomości, obracające się wokół Mateusza Skutnika i przewracające ten świat do góry nogami, budząc okrzyk zachwytu kilku pokoleń czytelników komiksów. Jakiś czas temu, w wywiadzie opublikowanym na blogu "Ziniola", Mateusz wspomniał o rychłym wydaniu nowego tomu "Rewolucji", po czym nastąpiła cisza. Kilka dni temu temat powrócił - w kwietniu, po czterech latach od ukazania się "Syntagmy", nastąpi koniec komiksowej anabiozy Skutnika. Piąte "Rewolucje" zostaną wydane przez imprint Mroja Press. 56 stron, dwie historie, twarda oprawa, format A5 i cena w granicach 32 złotych.

Druga wieść z uniwersum Skutnika dotyczy "Blakiego". Co ten mały, czarny pokurcz ma wspólnego z cyklem podręczników do języka polskiego dla szkół ponadgimnazjalnych „Zrozumieć tekst - zrozumieć człowieka” autorstwa A. Kalbarczyka, D. Chemperka i D.
Trześniowskiego? Ano to, że fragmenty "Blakiego" (wyd. Znak) Mateusza Skutnika i Karola Konwerskiego zostaną w owym podręczniku przedrukowane. Dzieciaki zaczerpną nieco radości z edukacji, a komiks ulegnie nobilitacji - jak zapewnia jedyny serwis, który podłapał tego niusa i o nim poinformował. Co prawda nie zrobił tego do końca tak, jak powinien (bo zamiast informować o komiksie w podręczniku, informował o notce o komiksie w podręczniku), ale warto odnotować, że chociaż spróbował.

Kiedy premiera podręcznika? Tego nie udało mi się ustalić. Natomiast nowe "Rewolucje" zostały zapowiedziane na kwietniowy (a dokładnie 17-18 IV 20
10) FKW (Festiwal Komiksowa Warszawa - logo poniżej), kiedy to zresztą nastąpi bardzo solidny wysyp komiksów od praktycznie wszystkich wydawców. Marcowa posucha zostanie wszystkim Czytelnikom wynagrodzona.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Piguła - komiksowa prasówka (04)

Autor: Dominik Szcześniak


Za nami tydzień dość biedny. Tydzień, który upłynął w tzw. zawieszeniu pomiędzy paroma niemrawymi dyskusjami w kilku miejscach, a nadchodzącymi powoli premierami kilku ważnych komiksów. I informacjami na temat zbliżających się wielkimi krokami ważnych zdarzeń. W tej biedzie warto zwrócić uwagę na dwie zapowiedzi wydawnicze, o których wydawcy poinformowali w przeciągu ostatnich dni.

Pierwszą jest pol
ski debiut, jaki już niebawem zafunduje czytelnikom Egmont. Chodzi o "Misia Miszę" Pawła Kłudkiewicza. Występ tej postaci mieli okazję widzieć już zwiedzający wystawę konkursu przy MFK, jak również posiadacze katalogu konkursowego. W zawartej w nim krótkiej formie jedynym, co interesujące jest kreska autora. Cała reszta opracowania graficznego tego komiksu - łącznie z poupychanymi kadrami i przeogromną ilością tekstu - nie zachęca do jego przeczytania. Pierwszy tom egmontowskiej serii ma być jednak pod tym względem odnowiony i zrewitalizowany. Świadczy to o dobrym oku łowców talentów z Egmontu oraz o kulawej formule łódzkiego konkursu, która nakazuje twórcom upchnięcie wszystkiego, co mają do zaoferowania na maksimum ośmiu stronach. Zbyt dużo na tak niewielkiej przestrzeni upchać chciał zapewne Paweł Kłudkiewicz, na szczęście jego talent został wyłapany przez wydawcę i już wkrótce przekonamy się, jak "Miś Misza" się prezentuje. I choć w tym wypadku ograniczenie objętościowe nie wpłynęło negatywnie na przyszłość "Misia Miszy", to na jego powodzenie w konkursie i aplauz wśród czytelników już owszem, w związku z czym warto chyba byłoby zastanowić się nad zmianą formuły najstarszego konkursu na komiks w Polsce.

Drugą ciekawą inform
acją, również z gatunku zapowiedzi wydawniczych, jest coming out wydawcy "Jimmiego Corrigana". Wieść o publikacji tego komiksu opublikowała kultura gniewu (niebawem więcej na ten temat). Osobiście umieszczam ten komiks na szczycie mojej wishlisty. Jest to rzecz bardzo wymagająca - zarówno skupienia i wysiłku intelektualnego od Czytelnika, jak i skrupulatności i precyzji od edytora. Tak więc czekamy. I zacieramy ręce.

Wspomniane przeze mnie na początku ważne premiery wydawnicze będą wiązały się z kameralnymi imprezami komiksowymi, jakie obędą się w Warszawie. Owe ważne premiery, będące prawdopodobnie substytutami WSK, to oczywiście "Osiedle Swoboda", "Super Pan Owoc" i "Profesor Bell", a spotkania je promujące odbędą się w najbliższy piątek, 26 lutego o godz. 19.00 w "Kawangardzie" (Profesor i Owoc) i 3 marca o 18:00 na Chłodnej 25 (Osiedle). Premiera "Osiedla" połączona będzie z debiutem nowego "Kolektywu" i "Gangu Wąsaczy", natomiast na piątkowym spotkaniu prawdopodobnie będzie można porozmawiać również z wyżej podpisanym na tematy okołoziniolowe lub też w ogóle z "Ziniolem" nie związane.

A jutro rano przywita Was "Przygoda Leszka" z rysunkami Piotra Nowackiego.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Piguła - komiksowa prasówka (03)

Autor: Dominik Szcześniak


"Komiks forum" powraca. Znowu. Tym razem w wersji cyfrowej, co może się wydawać dziwne, zwłaszcza, jeśli zauważymy, że zawiaduje tym projektem człowiek bez stałego łącza. "Komiks forum" swego czasu miało formę antologii prezentującej prace polskich komiksiarzy w różnorakich pozycjach - a to publikując długie historie ("Naznaczony mrokiem" Wojciecha Birka), a to zbiory krótkich form, czy też wreszcie katalogi wystaw ("Warszawa w Łodzi") i katalogi łódzkiego konwentu. Gdybym miał sięgnąć pamięcią do połowy lat dziewięćdziesiątych i wskazać wydarzenia, które potrafią skroić łezkę w moim oku, powstanie "Komiks forum" raczej nie byłoby jednym z nich. O włos przegrałoby z Prosiackiem, AQQ, Super Boomem, czy wylewem ksero zinów, co jednak nie zmienia faktu, że było, walczyło i prezentowało polskich komiksiarzy w tych dawnych, ciężkich, trudnych i żmudnych czasach. I już za to "Komiks forum" i jego redaktor - Witold Idczak - mają mój szacunek. Niestety, nie obędzie się bez "ale". Ponieważ "Komiks forum" powraca w wersji cyfrowej, a powrotowi towarzyszy notka Witolda Idczaka na stronie magazynu. I jest to notka, która ilością karkołomnych tez idealnie komponuje się z poruszanym ostatnio tematem dyskusji o kondycji polskiego komiksu, lub też ewentualnie Wielkiej Debaty Komiksowej. Bo jak tu dyskutować, kiedy same dyskusje na temat ewentualnej formy dyskutowania potrafią ciągnąć się w nieskończoność i nie przejawiać jakichkolwiek oznak dojścia do konsensusu? Jak rozmawiać, kiedy każdy z rozmawiających ma swoje osobiste zdanie na dany temat. Zdanie - dodajmy - znacznie odbiegające od zdań pozostałych współrozmówców i częstokroć oderwane od rzeczywistości.

Podlinkowany tekst Witolda Idczaka jest jak znalazł idealnym tematem do zamkniętego dawno temu tvn-owskiego cyklu "Urzekła mnie Twoja historia". Napisany w tonie wspomnieniowym, ale sięgający również teraźniejszości i wybiegający w przyszłość Wylewający żale, wzruszający, kontemplujący, ale przede wszystkim właśnie oderwany od rzeczywistości. Lub umieszczony w jakiejś alternatywnej. Najciekawszy wydaje się być fragment, który pozwolę sobie zacytować: Żywot niezależnego wydawcy nie jest łatwy. Jest on zawsze na końcu „łańcucha pokarmowego” i bardzo często nie starcza dla niego „strawy”. Autor publikowanego komiksu zyskuje pierwszy. Nawet jeśli zrezygnuje z honorarium, ma możliwość promocji własnej twórczości. Zawsze na komiksach zarabiają pośrednicy. Najpierw drukarze, później dystrybutorzy, a następnie księgarze. Wydawca, aby opublikować komiks, musi od razu wyłożyć duże środki, i czekać bardzo długo, w nadziei, że kiedyś się zwrócą.

Promocja twórczości jako realny zysk z opublikowanego za friko komiksu to jest temat bardzo drażliwy; jeden z tych, za które dany komiksiarz jest już nawet w stanie zareagować w sposób wysoce niekulturalny. Żale dotyczące żywota niezależnego wydawcy to płacz połączony z potrzebą dowartościowania. A idea publikowania najlepszych spośród stworzonych w danym roku komiksów to idea, o której można powiedzieć co najwyżej, że jest sympatyczna. A tak naprawdę sprowadza się do odgrzewania starych kotletów, których zresztą przecież nie ukazuje się już w Polsce za dużo.

Witold Idczak, strzelając sobie w stopę i kolano, pisze o jeszcze jednej rzeczy. Ponownie zacytuję: (...) zasmuca mnie brak zainteresowania antologią u publicystów, i szerszego odzewu ze strony czytelników. Wiem od znajomych z branży, że doceniają moje działania, ale nie tylko dla nich wydaję komiksy. I tutaj z kolei trafia w sedno. W to samo sedno, które zostało poruszone w niedawnych wpisach Śledzia i Mariusza Zawadzkiego, a więc twórców, obecnych na rynku od wielu lat. I pośrednio w to samo sedno, które równie niedawno poruszył repek. Czyli w czytelnictwo komiksów w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem czytelnictwa komiksów polskich. Pod tym względem miniony tydzień obfitował w bardzo istotne tezy: Mariusza Myślę więc, że dziś dla rysownika komiksów są dwie drogi. Pierwsza - olać robienie komiksów i zająć się czymś innym. (...) Druga: upominać się o konkretne stawki za komercyjne zlecenia o charakterze stricte komiksowym i Śledzia Kończę, co muszę w "komiksowie" skończyć (...) A potem to już full time szpilen machen. Jak słusznie zauważył Mariusz, wielu rysowników najzwyczajniej zrezygnowało z tworzenia "komiksów polskich", inni zaczęli robić "komiksy amerykańskie", a ci, którzy pozostali niestety nie mogą liczyć na wiele. Pod cytowanymi słowami podpisać by się mogło zapewne 90% ludzi, rysujących w Polsce komiksy. Bo wszyscy robią to dla frajdy, a frajda rodziny nie wyżywi.

Tak więc faktycznie, rynek komiksu polskiego w Polsce jest rynkiem elitarnym, kolekcjonerskim, niszowym i amatorskim, a to, co w nim najlepsze albo już odeszło, albo się do odejścia przymierza. Najlepsze jest to, że deklaracje autorów o odejściu z biznesu mogłyby zostać przez nich cofnięte pod wpływem czytelników. A najgorsze - to, że tych czytelników nie ma.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Piguła - komiksowa prasówka (02)

Autor: Dominik Szcześniak

Miniony tydzień minął pod znakiem Ligatury, która wydała mi się zbyt chaotyczna i niezrozumiała, by się na niej stawić, toteż odpuściłem. Niebawem pojawią się zapewne relacje z poznańskiej imprezy. Póki co, pierwsze opinie głoszą, że towarzysko było super. Czyli tak jak zawsze w kwestii imprez integracyjnych. W cieniu Ligatury, w internecie, też się działo. Działy się takie rzeczy, które powodowały, że chciało się pacnąć w czoło, ale też takie, które napawały optymizmem.

Przede wszystkim na tapecie była dyskusja o komiksie. Temat poruszył repek na polterze dnia 04.02.2010 roku w felietonie zatytułowanym "Porozmawiajmy o komiksie". I choć apelował o rozmowę, to już w komentarzach do felietonu (tytułem nawiązującego zresztą do drętwego programu telewizyjnego, w którym - jak to się mówi - "polski aktor cierpi, polski widz cierpi i polski polak cierpi") otrzymał odpowiedź, że rozmowy nie będzie. Zresztą narzekanie, że nie ma dyskusji o komiksach w sytuacji, gdy - jak zauważył Radek Bolałek - na konwentach, w kuluarach i w rozmowach prywatnych o komiksach zdarza się gadać całkiem konstruktywne, jest bezcelowe. Nie dla rozmów o komiksach są bowiem fora dyskusyjne, czy komentarze pod wpisami blogerskimi. Kto ma na tyle masochistyczne usposobienie, by poddawać się atakowi forumowiczów, potrafiących sprowadzić do parteru jednym zdaniem? Komu normalnemu chce się dyskutować z autorem wpisu na blogu?
No i hej, kto w ogóle w Polsce czyta komiksy i jednocześnie jest na tyle hardkorem, by swoje zdanie na ich temat upubliczniać w sieci?

Tego rodzaju apele powstają zazwyczaj w momencie, gdy ich autor stwierdzi, iż czytają je tylko i wyłącznie ci sami ludzie, którzy udzielają się w świecie internetowym. Ta setka oszołomów, których każdy przeciętny użytkownik netu może wymienić z ksywki. Tymczasem, tak mi się przynajmniej zdaje, jest jeszcze świat prawdziwy, w którym ludzie porozumiewają się albo całkiem tradycyjnymi metodami, albo ewentualnie drogą pocztową, czy mejlową. Summa summarum, uważam więc że wielka dyskusja o komiksie trwa sobie w najlepsze, aczkolwiek nie w tych miejscach, w których wszyscy by się spodziewali. Trwa właśnie na konwentach, trwa w telefonicznych łączach, pod sklepami z gorzałą i w polskich domach. Czyli generalnie tam, gdzie komuś się chce na ten temat gadać.

A nius tygodnia tym razem związany jest z KaeReLem. "Łauma", o której pisaliśmy tutaj i którą w grudniu minionego roku rekomendowałem również na antenie Radia Lublin, najprawdopodobniej doczeka się kontynuacji. W wywiadzie, jaki z Karolem Kalinowskim przeprowadził Łukasz Mazur, autor najlepszego komiksu minionego roku zdradził, że ma pomysł na kontynuację. I choć dodał również, że nie zamierza do niego na razie siadać, jest to bardzo dobra wiadomość. Szerzej w minionym tygodniu komentowano fakt adaptacji filmowej komiksu KRLa i muszę przyznać, że choć adaptacje komiksów interesują mnie znacznie mniej od nich samych, kibicuję i temu przedsięwzięciu.

Wywiad z KRLem przynosi ze sobą jeszcze jedną ważną sprawę: sprawę bardzo porządnego wywiadowcy. Tak pełnego, konkretnego i zrobionego nie na odwal wywiadu dawno nie czytałem, a przyznam, że chciałbym czytać częściej.

Na koniec dwie sprawy bieżące: po pierwsze, jakaś dobra dusza zgłosiła bloga "Ziniola" do tytułu najlepszego bloga roku 2009. Jeśli wiecie co trzeba zrobić, żeby oddać głos, możecie stuknąć w link. Po drugie: Brendan McCarthy, znany ze "Skina", podesłał mi link do swojego nowego projektu, który tworzy - uwaga - dla Marvela. Jest to komiks "Spider-man: Fever". Może być nieźle - zerknijcie.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Piguła - komiksowa prasówka (01)

Autor: Dominik Szcześniak

"Piguła" to nowy cykl, jaki proponujemy internetowym Czytelnikom. Cykl poniedziałkowy, na dobry początek tygodnia, atakujący zawsze o 7:00 z rana, a dzisiaj - wyjątkowo, przez wzgląd na "przełamywanie lodów" i debiutancka tremę - po 20:00 wieczorem. Ideą "Piguły" jest omówienie minionego tygodnia w polskiej prasie komiksowej oraz na polskich stronach www. Typowa prasówka, z pochwaleniem tego, co pochwał wymaga i wykpieniem tego, co na wykpienie zasłużyło. Postaramy się również wyciągnąć dla Was te informacje, które były najistotniejsze, a przepadły wśród kompletnie nieistotnych niusów, dotyczących spraw okołokomiksowych. W pierwszym wejściu pozwolę sobie pokręcić się wokół kilku najciekawszych informacji z ostatnich dni oraz zahaczyć o coś, co się zowie "wydarzeniem miesiąca".

W styczniu honory wydar
zenia miesiąca pełni "Komiksowe becikowe" - inicjatywa głośna, zacna, ale również ukazująca hermetyczność polskiego środowiska komiksowego. Najpierw jednak o zacności... Tomasz "Asu" Pastuszka, pomysłodawca idei, zebrał grono fantastycznych rysowników i scenarzystów, poprosił ich o stworzenie krótkich komiksów i wszystko to wziął i opublikował. Takie akcje zdarzały się już nieraz w tym kraju, a z ich efektów twórcy byli rozliczani mniej lub bardziej brutalnie, jednak tym razem pojawił się aspekt dość nieoczekiwany: dochód ze sprzedaży zbiorku przeznaczony został dla dwóch par, spodziewających się dzieci: Joanny i Karola Kalinowskich oraz Eweliny i Piotra Nowackich. "Komiksowe becikowe" pełną gębą. Co istotne, twórcy mieli zakaz wypaplania przyszłym ojcom swoich zamiarów. Każdemu i każdej z nich się to udało. Autorzy nie kryli łez wzruszenia na twitterach i blogach.

Jako równie zaskoczonemu obserwatorowi, ciężko było mi znaleźć inne określenie na to wydarzenie niż "cholernie mi
ła, sympatyczna, rodzinna wręcz akcja". Namacalny i bardzo konkretny dowód sympatii, jaką przesiąknięte jest to często wyszydzane "środowisko" równie często "wyszydzanych" komiksiarzy. Ale też być może oznaka wspomnianej już hermetyczności i ciągłego pluskania się w tym samym sosie, złożonym z kilkudziesięciu komiksiarzy i fanów? Cóż, nawet jeśli... genialna sprawa. Wydarzenie miesiąca. A Asu - mecenas polskiego komiksu. Bo to wydarzenie wyciekło znacznie dalej, niż komiksowy grajdołek - pisały o nim poważne gazety, materiał o produkcji pojawił się w TVP Kultura. Kilkudziesięciu pluskających się we własnym sosie komiksiarzy, wywindowało słowo "komiks" w rejony dotychczas niedostępne. Brawo.

Od tematu "Komiks
owego becikowego" nie dało się w minionych tygodniach uciec - informowali o nim wszyscy i wszędzie. A niektórzy nawet nieco zagalopowali się w owym informowaniu... Opublikowane na komiksowym polterze 27 stycznia "Komiksowe becikowe w TVP Kultura", będące próbą przetransmitowania telewizyjnego programu, to żenada jakich mało. Materiał ten to nakręcone z kąta i z ręki przygody statycznie zachowującego się telewizora, w którym nadawany jest program. Dla własnych potrzeb stworzył go Tomasz Niewiadomski i puścił jako ciekawostkę na youtube. Jak wiadomo, na youtube nie takie rzeczy się wyprawia. W przypadku profesjonalnego serwisu jest to jednak wtopa. Albo kukamy do źródła z zapytaniem, czy udostępnią materiał, albo nie publikujemy go wcale.

Metodą rozpoczęcia nowego akapitu za pomocą zdania, wykorzystanego jako zakończenie poprzedniego, pozostanę jeszcze na moment przy polterze. Serwis, od momentu gdy zmienił layout na bardzo podobny do Komiksomanii, stracił również nieco na swej atrakcyjności i rzetelności. I z najciekawszego serwisu zdegradował się właśnie do takiego komiksomaniakowego pitolenia, oczywiście z zachowaniem takiej różnicy, że Komiksomania pozostaje spektakularnym przykładem nieumiejętnego wykorzystania dużego potencjału, a polter to rzecz fanowska, robiona dla fanów. Niesmaczna sytuacja, związana z kwestią "Wydarzenia roku 2009" (polecam lekturę komentarzy oraz wpisu na blogu Macieja Pałki) według polskich twórców, niejasność kryteriów zastosowanych przy doborze twórców oraz tłumaczenia nowego redaktora komiksowego poltera pozwalają wysnuć stwierdzenie, że albo mamy do czynienia z brakiem profesjonalizmu, albo stoimy u progu wielkiej rewolucji. Bo redaktor beacon, w swojej butnej p
rzekorze i próbach robienia wszystkiego "na odwyrtkę" być może chowa jakiś genialny plan, który jeszcze wszystkich zaskoczy.

Pośród wtop
oraz ogólnego marazmu w świecie komiksu w styczniu, wynaleźć można dwie arcyciekawe informacje. Pierwszą z nich jest ta, nadana przez Gildię Komiksu 29 stycznia, a dotycząca nowego wydania książki "Komiks: świat przerysowany" Jerzego Szyłaka. Kopalnia wiedzy o komiksie, nakład pierwszej edycji wyczerpany, druga - musiszmieciem dla tych, którzy pragną porządnego, komiksowego mięcha. Książka Szyłaka ukazała się w Polsce po raz pierwszy w momencie takiego głodu i takiej względnej niewiedzy, że dzisiaj wielu twórców przyznaje się do tego, że to właśnie "Świat przerysowany" otworzył im oczy na wiele spraw z komiksem związanych. Słowo/obraz terytoria. Luty. Świetna sprawa i przy okazji przydatny nius, który nie na każdym serwisie się pojawił.

Nie na każdym
zawisła również informacja o kolejnym tomie komiksu, rysowanego przez Jarosława Gacha. Jak dowiedzieć się mogliśmy dzięki uprzejmości Alei Komiksu 28 stycznia, Legendy warmińskie pojawiły się po raz trzeci. świetnie narysowany zeszyt zatytułowany "Jak powstała wyspa Lalka na jeziorze Łańskim" do scenariusza Marcina Wakara to w pełni profesjonalna sprawa. Publikacja jest bezpłatna, warto ją mieć.

Kończąc, chciałbym szepnąć jeszcze słówko na temat planów "Ziniola" internetowego - poza mocnym postanowieniem regularnego zasypywania Was recenzjami, wywiadami i felietonami, już jutro kolejne "Przygody Leszka". Ostatni odcinek, narysowany przez Kolca chwycił do tego stopnia,
że kolejni rysownicy będą przedstawiali swoje wizje bohatera, którego po raz pierwszy narysował Maciej Pałka. Związane to będzie ze swego rodzaju grą zabawą, której szczegóły przedstawię jutro.