Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joann Sfar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joann Sfar. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 marca 2016

Ostatki - Sfar

Tytuł najnowszego komiksu Joanna Sfara - „Ostatki” - sugeruje pozostałości i spady po wydanym w podobny sposób i opisującym perypetie tych samych postaci „Wampirze” oraz towarzyszącej jej „Aspirine”. Tak naprawdę jednak najnowszy album francuskiego artysty jest odtworzeniem początków jego kariery, bogatym w fakty i anegdoty, niezwykle różnorodnym stylistycznie. 
Dla czytelnika „Ostatki” mogą stanowić zbiór ciekawostek, na współczesnych artystów mogą natomiast mieć wpływ czysto terapeutyczny. Oto bowiem Sfar w komiksowych wstępach do poszczególnych krótkich historii, lub w didaskaliach, opisuje swoje kontakty z wydawcami, do których ganiał regularnie co tydzień z nadzieją na uzyskanie aprobaty dla jego rysunków i od których równie regularnie zostawał odprawiany z kwitkiem. Albo chadzał pod ich domy, wsadzając im plansze pod drzwi. Patrząc na dzisiejszy dorobek artysty, uznawanego za jednych z najpłodniejszych na świecie, ciężko przyjąć do wiadomości fakt, że nie od razu był cudownym chłopcem przemysłu komiksowego. Sfar musiał zarysować mnóstwo plansz, korzystając z dobrodziejstwa wielu narzędzi do rysowania i nie bacząc na brak zainteresowania ze strony edytorów. 
„Ostatki” pełne są komiksów niedokończonych, albo rozpoczynanych po kilka razy. Bywa, że gdy lektura zaczyna wciągać, plansze znienacka przechodzą z rysowanych bardzo szczegółową kreską w szkicowe, następnie w storyboardy, albo w ciąg rysunków bez tekstów w dymkach…  Sfar jawi się tu jako artysta uwikłany w wiele projektów, zaplanowanych na kilkaset stron i przerysowywanych po wielokroć. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że jest wesołym dręczycielem wydawców, stawiających się u nich co chwilę z paką rysunków pod pachą. 
„Ostatki” to album łączący kilka jego serii, wydawanych od lat w Polsce – zazębiają się tu losy mieszkańców Wilna z „Małego świata Golema”, detektywów z „Profesora Bella”, Wampira Fernanda i całej jego świty. Te niedokończone historie momentami mają bardzo ciężki klimat, innym razem przywodzą na myśl te albumy artysty, które w najlepszy sposób łączyły grozę z humorem. 
Na łamach „Ostatków” profesor Moriarty z Sherlocka Holmesa wcale nie zginął, lecz zaszył się na Litwie i począł odbudowywać swoje imperium zbrodni. Michel Douffon mierzy się z demonem z cukru, a Profesor Bell rysowany jest z rozmachem, jakiego chyba nigdy u Sfara nie było widać. 
Dla koneserów francuskiego artysty jest to rzecz niezbędna. Tym natomiast, którzy nie znają jeszcze jego twórczości, „Ostatki” spodobają się raczej dopiero po lekturze wymienionych wcześniej przeze mnie albumów.
"Ostatki". Autor: Joann Sfar. Tłumaczenie: Katarzyna Sajdakowska i Jakub Jankowski. Wydawca: timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2016.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

piątek, 25 marca 2016

Aspirine - Sfar

"Aspirine" to dopełnienie historii zaprezentowanej w wydanym pod koniec 2015 roku "Wampirze" - komiksie, zalecanym do nabycia przez czytelników lubiących inteligentne, zabawne opowieści. "Aspirine" to podobny kaliber. 

Ten utrzymany w konwencji humorystyczno-romantycznej komiks opowiada o kulturalnym wampirze Fernandzie i jego przyjaciołach zamieszkujących magiczne Wilno. Kogo tu nie ma? Mandragora, człowiek-drzewo, ponętne wampirzyce, golem, a nawet laskołak, czyli gość, który wpadając na kobietę która mu się podoba – zamienia się w wilka. I dopóki się nie pocałuje po francusku, nie może odzyskać ludzkiego wyglądu. 

Ten niekonwencjonalny zestaw postaci zostaje wmiksowany przez Sfara w fabułę, opływającą w humor, miłość i szczyptę grozy. Zdecydowanie dominują relacje damsko-męskie, bo większość bohaterów i bohaterek jest wyjątkowo kochliwa. Sfar znalazł jednak miejsce również dla lekkiego moralitetu dotyczącego akceptacji odmienności. Przez karty pierwszych rozdziałów komiksu przebiegają łowcy – czyli ludzie „głupi, źli i uzbrojeni”, urządzający sobie polowanie na czarownice, nie bacząc na fakt, że te czarownice są niegroźne, a niejednokrotnie wręcz bardzo życzliwe i skore do pomocy. Sfar z niedowierzaniem spogląda na ten irracjonalny strach, prowadzący do nienawiści. 

Graficznie ten komiks jest nieco szalony. Znaleźć w nim można mnóstwo małych rysunków, często sprawiających wrażenie zrobionych w pośpiechu, szkicowych, bardzo umownych, a jednak całościowo wytwarzających świetne wrażenie. Finał opowieści - niezwykle erotyczny monolog Edmundo, wampira z Hawany - umownością kreski przywodzi na myśl niedokończone formy Sfara opublikowane w "Ostatkach".

"Aspirine" to bezwzględnie jeden z najlepszych, najinteligentniejszych i najzabawniejszych komiksów 2015 roku. Ale czy mogło być inaczej? Sfar to przecież jeden z najgenialniejszych twórców komiksu, jacy stąpali i stąpają po ziemi. Rozumie to medium, jak mało kto.
"Aspirine". Autor: Joann Sfar. Tłumaczenie: Jakub Jankowski, Katarzyna Sajdakowska. Wydawca: timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2016.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

czwartek, 24 marca 2016

Sokrates półpies - Sfar/ Blain

Co może powstać z połączonych komiksowych supermocy Joanna Sfara (autora "Profesora Bella", "Małego świata Golema" i "Wampira") i Christophe'a Blaine'a (twórcy "Reduktora prędkości" i rysownika "Kronik dyplomatycznych")? Ano na przykład komiks, który oprowadzi czytelników po greckich mitach w sposób urokliwy, finezyjny i humorystyczny. A jednocześnie komiks, który w  żadnym wypadku nie może być traktowany jako bryk z historii dla uczniów szkół ponadpodstawowych. Bo autorzy podchodzą do mitologii w sposób dość swawolny, z bogów i herosów czyniąc ludzi z czysto ludzkimi potrzebami.

"Sokrates półpies" został wydany w grudniu 2015 roku. To już się stało tradycją, że w okolicach tego miesiąca polscy edytorzy atakują produkcjami sygnowanymi nazwiskiem Sfara, co sprawia, że francuski artysta jest sprzedażowym pewniakiem. I tak, jak w "Kocie rabina" opowiadał o gadającym sierściuchu, tak głównym bohaterem komiksu popełnionego wespół z Blaine'm uczynił psa, który równie biegle posługuje się słowem. Na pierwszej planszy komiksu mówi na przykład: „Mój pan jest synem Zeusa i półbogiem. Ja jestem synem psa Zeusa, więc jestem półpsem. Jestem w połowie psem, a w połowie filozofem”.  

No więc właśnie. Większość komiksu wypełniona jest rozważaniami psa Heraklesa – takimi, przy których można turlać się ze śmiechu, ale też zmuszającymi do kolejnych, tym razem czytelniczych przemyśleń. Zdarza się także, że Sokrates trafnie diagnozuje pewne relacje międzyludzkie, jak chociażby stosunek mężczyzn do kobiet, czy też różnice między płciami w podejściu na przykład do miłości. Wiadomo – psia perspektywa daje ciekawe wnioski. Obiektywne. 

Bohaterowie komiksu – mężny Herakles i gadatliwy Sokrates – przemierzają świat mitologii greckiej, niektóre mity przybliżając, innym nadając zupełnie nowy wymiar. Wszechobecny dowcip nie przysłania tu greckich dramatów i tragedii – tych jest pełno, ukazanych dosadnie i brutalnie. Jest Edyp, który wedle przepowiedni zabije ojca i prześpi się z własną matką, jest tułający się po świecie Odyseusz, jest też oczywiście Herakles, myślący tylko o walce i miłosnych igraszkach. Ale katalizatorem przygód tych literackich postaci są nie tyle wyrocznie czy wola bogów, lecz chuderlawy kundel.  

W kontekście wierności mitom można się spodziewać wszystkiego po lekturze "Sokratesa półpsa". To komiks napisany z gracją, lekko, przyjemnie i zabawnie. Znakomicie narysowany przez Blaina. Można śmiało wrzucać do koszyka, bo to lektura z tych, co to mądrego usatysfakcjonuje, a głupiego wyedukuje.
"Sokrates półpies". Scenariusz: Joann Sfar. Rysunki: Christophe Blain. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

środa, 23 marca 2016

Kot rabina - Sfar

"Kot Rabina" to w skali komiksu w Polsce pozycja wyjątkowa. W 2004 i 2006 roku pierwsze dwa tomy serii wydał krakowski Post, ale choć zapowiedział część kolejną, ta nigdy nie ukazała się drukiem. Po latach do tematu wróciło Wydawnictwo Komiksowe i w krótkim okresie wypuściło na rynek trzy wydania zbiorcze flagowej serii Joanna Sfara, każde z inną okładką. Na tym nie koniec. Warszawski edytor porządnie zadbał o promocję (samodzielne stoisko poświęcone serii na ubiegłorocznym Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, puzzle tematyczne) i z rozpędu wydał najnowszą część przygód niesfornego kota, zatytułowaną "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną". Dla fanów Sfara to istny raj. A dla tych, którzy go nie znają - komunikat, aby zainteresowali się tematem.

- Czemu jesteś taki bezwzględny? – pyta rabin kota, który w religijnym dyskursie rozłożył właśnie na łopatki jego mistrza, znawcę Tory i kabalistę.
- Chcę tylko powiedzieć prawdę, żeby zobaczyć co z tego wyniknie – odpowiada sierściuch. Nie dość, że gada, to od razu językiem przepełnionym sceptycyzmem co do kwestii wiary, wyznawanej przez swojego pana, ale też wiary w sensie ogólnym. Rozmowy na temat świętych pism i praw, jakimi rządzi się judaizm podane są w sposób anegdotyczny, inteligentny i zabawny, a wnioski z nich płynące należą do tych niebanalnych. 

Równie dużo miejsca co teologicznym dysputom, autor poświęca codziennym relacjom między mieszkańcami domu rabina. Bo mimo, że kot z werwą punktuje religijne absurdy, pozostaje również zwykłym dachowcem, któremu nieobce nocne eskapady, miauczenie do księżyca i pieszczoty ukochanej pani – córki rabina, Zlabii. Ta miłość niejednokrotnie zostaje wystawiona na próbę na przestrzeni tych niemal trzystu stron. Kot, uważający się za centrum wszechświata, musi stawić czoła nowościom w życiu dziewczyny, która najpierw wychodzi za mąż, następnie spodziewa się dziecka i nie poświęca już tak dużo czasu na drapanie kota pod brodą. Odtrącony przez ukochaną, wyrzucony poza nawias życia zwykłego dachowca, poświęca się rozmowom z rabinem. Uczy się, otwiera innym oczy, ale najczęściej celną ripostą wprowadza rozmówców w zakłopotanie. Ku uciesze czytelnika, który podczas lektury parsknie śmiechem nie raz. 

We wstępie do piątego rozdziału zbiorczego wydania Sfar pisze: „Długo uważałem, że robienie albumu przeciw rasizmowi jest niepotrzebne. Wydawało mi się, że była to oczywistość, że nie ma co wyważać otwartych drzwi. Zdaje się, że czasy się zmieniają. Bez wątpienia wszystko zostało już powiedziane, ale ponieważ nikt nie słucha, trzeba zaczynać od nowa.” No i mówi od nowa, w charakterystyczny dla siebie sposób, czyli niebanalnie i unikając dosłowności. 

Głównym wątkiem tego poświęconego rasizmowi albumu jest poszukiwanie Afrykańskiej Jerozolimy, w której Żydzi odnajdą spokój, a która to znajduje się w Etiopii. Ekipa poszukiwawcza jest oczywiście międzynarodowa i – poza rabinem i kotem rabina – uwzględnia szejka arabskiego, komunistę z Rosji i jego narzeczoną, która sprzedawana była już tyle razy, że sama nawet nie wie skąd pochodzi. Islam miesza się tu z katolicyzmem i judaizmem, fanatyzm religijny z racjonalnym podejściem do religii, rasizm z poszanowaniem każdego człowieka bez względu na kolor skóry. 

Tak mądrych i świetnie opowiedzianych rozdziałów jest w "Kocie rabina" więcej. Ściśle mówiąc: jest ich pięć. Bo z tylu składa się album. W tomie pierwszym - "Bar Micwie" – Sfar wprowadza czytelnika w stan ekstatycznego zaskoczenia tym co widzi, w „Wygnaniu” ujmuje humorem i rysunkowym przedstawieniem uroków Paryża. W "Raju na ziemi" natomiast w przepiękny sposób afirmuje przyjaźń. Najnowszy album – szósty, zatytułowany „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” to wszystkie wymienione powyżej ochy i achy w pigułce. Z tych fantastycznych albumów zadowoleni będą zarówno wielbiciele inteligentnych historii, opowiedzianych w niebanalny, zabawny sposób, jak i wszyscy kociarze i wszystkie kociary.

Ten komiks trzeba przeżyć samemu. Bo to - krótko mówiąc - arcydzieło.
"Kot rabina"/ "Kot rabina (6): Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną". Autor: Joann Sfar. Kolory: Brigitte Findakly. Tłumaczenie: Grzegorz Przewłocki, Wojciech Birek. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia. pl

środa, 10 grudnia 2014

Wampir - Sfar

Żółta, kwadratowa cegła z prostym rysunkiem na okładce i niekonwencjonalnym projektem kodu kreskowego (z tyłu książki) zawiera w sobie cztery oryginalne tomy serialu "Wampir" (piąty i ostatni - 224-stronicowy "Aspirine" zapowiedziany jest na przyszły rok), którego głównym bohaterem jest drugoplanowa postać z komiksu "Mały świat Golema". Razem z krwiopijcą Fernandem, Joann Sfar przywrócił do komiksowego życia wszystkie istotne postaci z magicznego Wilna, gratis dorzucając gościnny występ pierwowzoru Sherlocka Holmesa, czyli słynnego profesora Bella i jego współpracowników. I choć obecność tych ostatnich zazwyczaj staje się gwarantem wątków rodem z rasowego horroru, to szczękać zębami ze strachu przy "Wampirze" nie będziecie. Nad komiksem rozpościera się aura humorystyczno-romantyczna.
Wampir Fernand to typ romantyczny, konserwatywny w wyglądzie i zachowaniu. Pięknym damom szyjkę zwykł dziabać jednym zębem, by wyglądało na ukłucie komara, uwielbia  zagłębiać się w klasyczne dźwięki, nie szlaja się po graveyard parties i generalnie "jest passe, jak z czarno-białych filmów", co słusznie zauważa zakochana w nim rudowłosa wampirzyca Aspirine. Joann Sfar najczęściej wysyła go na ulice Wilna, choć wiekowy krwiopijca na łamach poświęconego mu albumu zalicza również wizytę w Luwrze, czy też podróż Transatlantykiem. Gdzie się nie pojawi - szuka objęć, w których mógłby zapomnieć o rozstaniu z mandragorą Lio. Najlepiej kobiecych, niekoniecznie pięknych. Myśli o śmiertelniczkach, lecz kupidyn na to gwiżdże - jak głoszą tytuły rozdziałów. Miłosnymi rozterkami Sfar obdziela jeszcze kilka postaci w albumie. Czy Człowiek-Drzewo uwolni się od potężnego uczucia do Lio, a niemożliwa miłość rzeczywiście jest "mega"? Czy jest sens podbijać do najładniejszej na imprezie, a dzisiejsze dziewczyny wiedzą kim jest Clint Eastwood?

Poza rozkładaniem miłosnych zachowań na czynniki pierwsze, Sfar w niekonwencjonalny sposób kreuje również intrygi kryminalne. Epizod z mordercą grasującym w wileńskim parku i sposób rozwikłania sprawy przez Fernanda wymyka się wszelkim schematom. Podobnie rzecz ma się w przypadku morskiej przygody, w której co prawda prym wiedzie dość standardowa potyczka profesora Bella z Imhotepem III, lecz w tle dzieją się rzeczy niebywałe.

Analizując przeróżne postawy ludzi (drzew, mandragor, laskołaków) względem miłości Joann Sfar błyszczy dialogami, napisanymi bez nadęcia i z logiczną konsekwencją. Konwersacje te częstokroć wychodzą od rzeczy błahych, mają w sobie jednak siłę, kreślą charaktery postaci i są inteligentnie zabawne. To genialne operowanie językiem, przychodzące Sfarowi niezwykle łatwo, ma szczególną moc oddziaływania w dwóch fantastycznych scenach. W pierwszej z nich, rozpisanej na sześć stron, obserwujemy pierwszoosobową narrację Człowieka-Drzewa stojącego nad telefonem i zastanawiającego się nad zadzwonieniem do Lio. W drugiej - również spisanej narracją pierwszoosobową - masa do lepienia potworów (wzięta z torby profesora Bella) dzieli się na dwa stworzenia, z których każde przejawia inne uczucia wobec swoich stwórców. To kwintesencje Sfara, piękne alegorie, małe autonomiczne formy w dużej.
Wprawdzie największą bronią Joanna Sfara są niewymuszone, konkretne i diabelnie inteligentne dialogi, nieprzerwanie wywołujące podziw lub uśmiech, lecz sporo również w "Wampirze" scen z narracją trzecioosobową. W kilku takich scenach Sfar udowadnia, że w komiksie wyjaśnianie słowem tego, co jest na rysunku niekoniecznie zawsze powinno być uznawane za błąd. Z żelaznych zasad drwi zresztą jeszcze dwukrotnie - a to znienacka burząc stałą kompozycję planszy, a to opisując zachowania bohaterów na danym kadrze (np. kiedy pewna postać puszcza aparat i opluwa wszystko dookoła, w kadrze zawarty zostaje komentarz: "puszcza aparat i opluwa wszystko dookoła"). Mimo tych wstawek, płynność albumu nie zostaje zaburzona. Widocznie Sfar nawet błędy popełnia profesjonalnie.
Fenomenalnie napisane postaci, efektowne dialogi (ukłony w stronę tłumaczy) i absolutnie niekonwencjonalne rozwiązania zastosowane w "Wampirze" utwierdzają geniusz Joanna Sfara. Śmiem twierdzić, że ten twórca ma niewielką konkurencję na świecie, a wśród komiksów wydanych w Polsce - żadnej. Sfar pokazuje, że można schlebiać tradycji i budować nowe. Że można inteligentnie i zabawnie. Że komiks wciąż może zaskakiwać. Wobec tak błyskotliwie napisanych historii, z tak prostymi, ale idealnymi zakończeniami nie można przejść obojętnie.  

Więc nie przechodźcie. Bo nawet Ci z Was, którzy narzekali na żółtą, prostą okładkę publikacji (sam nie byłem jej fanem) po lekturze albumu stwierdzą, że pasuje idealnie. Ja innej sobie nie wyobrażam. 
"Wampir". Autor: Joann Sfar. Tłumaczenie: Katarzyna Sajdakowska i Jakub Jankowski. Projekt książki: Cesar Sanchez, Daniel Tudelilla. Wydawca: timof comics, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal

wtorek, 18 czerwca 2013

Profesor Bell: Rowerem przez Irlandię - Sfar/ Tanquerelle

Spieszmy się kochać profesora Bella, tak szybko odchodzi. Piąty tom serii, oryginalnie wydany w 2006 roku, jest zarazem - póki co - tomem ostatnim. Świadomość końca przygód bohaterów ekscentrycznej serii może stać się nie do zniesienia, zwłaszcza, jeśli uświadomimy sobie, iż jest to prawdopodobnie najlepsza seria, ukazująca się obecnie na rynku polskim. Lubisz świetne dialogi? Joann Sfar wysypuje je z rękawa na zawołanie. Pragniesz mrocznego klimatu? Horror wylewa się z kadrów, skrupulatnie wydzierganych przez Tanquerelle'a. Poszukujesz z dawna zaginionej oryginalności? Tak, też tu gości i ma się dobrze na łamach "Profesora Bella". Jakby tego było mało, jest dowcip, suspens, mordercza rozgrywka między silnie zarysowanymi charakterologicznie wrogami, są duchy, upiory... Dużo tego. A przecież sam przymiotnik "oryginalny" mógłby być wystarczającą rekomendacją.
Fascynujący cliffhanger, z jakim czytelnicy mieli do czynienia na końcu tomu poprzedniego, tutaj zyskuje swoje mroczne rozwinięcie. Konflikt pomiędzy Bellem a Adamem Worthem - majestatycznym czarnym charakterem - przetransferowany zostaje na grunt koszmarów sennych i doprowadza Bella na skraj szaleństwa. Przyłapany na próbie trepanacji czaszki jednego ze swoich uczniów kamienną popielnicą, profesor dostaje ultimatum: "Weź urlop. Wróć, kiedy poczujesz się lepiej".
Podczas tytułowej podróży przez Irlandię, Bell w wyniszczające koszmary wgłębia się jeszcze bardziej. Wraz z nieodłącznym duchem Elphiasem i Ossourem będzie musiał stawić czoło wszystkim chochlikom Irlandii oraz pewnym perturbacjom, mogącym zniszczyć najtrwalsze przyjaźnie.
Sfar zachwyca kreacją dusznego, paranoidalnego świata; takiego, który zmienia głównego bohatera nie do poznania i pozwala mu powrócić ze stanu życia utajonego w jeszcze bardziej niespodziewanej postaci. Zarówno walka z samym sobą, jak i z niewidocznym na kartach opowieści czarnym charakterem, rozgrywa się tym razem nie w narkotycznych oparach. Zmiana stylu życia pociąga za sobą szereg kolejnych zmian, z którymi magik-detektyw być może nie będzie sobie umiał poradzić.
Wszystko to i straszne i śmieszne, a w dodatku kompletnie dalekie od klisz. Sfar znalazł złoty środek, dzięki któremu strony przewracają się płynnie, nie ma przestojów, ciężkich momentów i głupich dowcipów. "Rowerem przez Irlandię" to komiks wysmakowany. Najwyższa światowa półka. I jeden poważny feler.
Nie, nie jest nim pikseloza, obecna w jednym z poprzednich tomów serii. Tym felerem jest zakończenie - równie fascynujące jak cliffhanger zastosowany w poprzednim tomie, ale - niestety - tym razem bez szans na rychłe rozwinięcie w postaci kolejnego odcinka. Mam nadzieję, że Sfar wróci kiedyś do porzuconej serii i dopowie co było dalej. Póki co jestem syty po lekturze wszystkich pięciu tomów. I zazdroszczę tym, których ta uczta dopiero czeka.
"Profesor Bell 3: Rowerem przez Irlandię". Scenariusz: Joann Sfar. Rysunek: Tanquerelle. Kolor: Walter. Tłumaczenie: Magdalena Kurzyna. Wydawca: Mroja Press, Warszawa 2013
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl, Picture Book.pl, BUM Projekt

Inne recenzje serii:

Profesor Bell
Profesor Bell 2

wtorek, 18 września 2012

Profesor Bell 2 - Sfar/ Tanquerelle

Autor: Dominik Szcześniak
Czekanie na kolejny komiks Sfara powinno być udręką. Bezsenność, obgryzanie paznokci, ogólne roztargnienie - oto, co powinno spotykać czytelników w trakcie czekania. Bo komiksy Sfara są inteligentne, zabawne, rozrywkowe i zaangażowane jednocześnie, skomponowane w mistrzowski sposób, innowacyjne i nawiązujące do klasyków, pełne oczek puszczanych w stronę odbiorcy, ale możliwe do odczytania również dla laika. Nic, tylko po zamknięciu jednej jego książki, od razu sięgać po następną. A jeśli nie ma takowej na księgarskich półkach - usychać z tęsknoty we wspomnianej udręce.
Na przekór powyższej zasadzie, zanim oddałem się lekturze Profesora Bella 2, o Sfarze niemalże zapomniałem. Pamiętałem jedynie rzecz najistotniejszą (taką mianowicie, że gość robi piekielnie genialne rzeczy), lecz jakoś nie dudniło mi we łbie, że i tym razem mu się udało. Tym większa radość i ekscytacja, ponieważ drugi tom przygód prototypu Sherlocka Holmesa, zbierający opowieści zatytułowane Frachtowiec Króla Małp oraz Promenada Angielek, to absolutny majstersztyk. Ci, którym to wystarczy i którzy nie mają jeszcze tego komiksu na stanie, mogą przerwać lekturę niniejszego tekstu i lecieć do księgarni celem zakupu ekskluzywnego towaru. A tych, których gołe słowa nie satysfakcjonują, zapraszam do lektury kolejnych akapitów. Chociaż nie, momencik, jeszcze jedna sprawa.

Zawarte w drugim tomie przygód profesora Bella albumy zostały narysowane nie przez Sfara, a przez Tanquerella. Kompozycja plansz pozostała bez zmian, podobna jest również ilość kadrów na stronie, a co najważniejsze - nowy rysownik stara się naśladować styl swego poprzednika. Muszę tu jednak zaznaczyć jeden istotny zgrzyt. Cały pierwszy album narysowany jest w stylistyce wesołej pikselozy. Przyznam, że mimo dość wyraźnych znaków, świadczących o tym, że jest to błąd drukarski, aż do pierwszej planszy drugiego albumu (gdzie owa stylistyka już nie występuje) byłem przekonany, iż jest to efekt zamierzony. No cóż, nie jest. Jeśli zatem jesteście gotowi się nabrać, lećcie do księgarni.
A może to opowieść tak płynęła, że grafika zeszła mi na dalszy plan? PB 2 to dwa albumy, dwie odrębne opowieści, spięte wydarzeniami i postaciami z poprzednich tomów i powiązane nowym czarnym charakterem, którego czarnocharakteryzm - sądząc po mocnym finale Promenady Angielek - będzie się pogłębiał w kolejnych tomach. Sfar nawiązuje do Planety Małp i Tintina, wplątuje w aferę angielską królową oraz King Konga z Dalekiego Wschodu. 

Królowa znajduje się w komiksie, ponieważ uwielbia rysować. Siadają jej oczy, a wezwany do niej celem poprawienia stanu zdrowia Bell, zostaje odprawiony z kwitkiem, ponieważ monarchini właśnie weszła w posiadanie okularów, które pozwalają jej widzieć wszystko stokroć lepiej, niż przed oczną tragedią. Bell jednak wietrzy spisek. I rzeczywiście, z takowym ma do czynienia - okulary są bowiem narzędziem do przejęcia władzy w Królestwie. King Kong natomiast to prezent od przyjaciela profesora Bella - z rodzaju tych, które wymykają się spod kontroli, robią rozpierduchę w mieście, a następnie padają ofiarą szalonego kolekcjonera. A przy okazji są przedmiotem w dyskusji na temat stosunków zwierzęco-ludzkich.

Sfar stworzył jedną z najciekawszych komiksowych postaci ostatnich lat. Bazując na Sherlocku Holmesie, dorzucił kilka motywów, które powodują, że oto bohater z dzieciństwa (kimkolwiek on był - Indianą Jonesem czy Jamesem Bondem) staje przed oczami Czytelnika w wersji dostosowanej do jego wieku. Przygoda miesza się tu z erotyką, szpiegowskim akcentom towarzyszą orgie zakonnic, a obok policjanta z krwi i kości, prawą ręką głównego bohatera jest duch. Dodatkowo, Sfar nie bierze jeńców. Martwi pozostają martwymi, a skutki niefrasobliwych zachowań stają się przyczyną wielkiej tragedii.

Jedynym minusem twórczości Sfara jest fakt, że można się od tej literatury totalnie uzależnić. Padłem ofiarą tego uzależnienia i czekam w udręce. Na kolejnego Profesora Bella, na kolejnych Klezmerów, na kolejnego Kota Rabina i na multum innych komiksów, stworzonych przez tego niezwykle płodnego autora. Czekam. Czekam roztargniony, obgryzając paznokcie zgrzytającymi zębami.
Profesor Bell 2: (tom 3) Frachtowiec Króla Małp, (tom 4) Promenada Angielek. Scenariusz: Joann Sfar. Rysunek: Tanquerelle. Kolor: Brigitte Findakly (tom 3), Walter (tom 4). Tłumaczenie: Magdalena Kurzyna. Wydawca: Mroja Press 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.gildia.pl

Recenzja pierwszego tomu

piątek, 9 października 2009

"Klezmerzy" - Sfar

Autor: Dominik Szcześniak

Joann Sfar w wieku 15 lat rozpoczął akcję wysyłania różnym wydawcom swoich propozycji albumowych. Wysyłał po jednym albumie rocznie. Po dość długim okresie oczekiwania na swój debiut (1994 r.), nie zwolnił tempa i wciąż produkuje niezliczoną ilość komiksów. Dostrzegli to również wydawcy polscy - po "Kocie Rabina" (wyd. Post) prace francuskiego twórcy zaczęli drukować m.in. Mroja Press ("Mały świat Golema"), Hanami ("Japonia") oraz Kultura Gniewu, która kilka miesięcy temu wprowadziła na rynek "Klezmerów". Urodzaj Sfara to świetna wiadomość dla wielbicieli opowieści magicznych, osadzonych w klimacie żydowskiego folkloru.

Część pierwsza, zatytułowana "Podbój wschodu" to właściwie preludium do występów klezmerskiej ekipy. Akcja
zawiązuje się powoli, poznajemy kolejnych bohaterów opowieści, których losy łączą się dopiero pod koniec odcinka. Galeria postaci to niekiepska: Noe Davidovitch to jedyny ocalały z dziesiątki żydowskich muzyków, załatwionych przez konkurencyjny zespół. Noe jest przy okazji Baronem (a czego? Otóż: Tyłka Swego). Hava jest dziewczyną, która zadurzona w Noe wyrusza za nim w klezmerską tułaczkę, opuszczając swą wioskę. Yaakov, zachowaniem i wyglądem przypominający kota Rabina, to wyrzucony z jesziwy najlepszy uczeń rabina, który obecnie bluźni Bogu i gdzieś ma wszystkie jego prawa. Skład zespołu dopełniają: Tchokola, Cygan, którego poznajemy, gdy wisi na drzewie po kozackim samosądzie oraz Vincenzo, wyrzucony z jesziwy z powodu kradzieży jabłka.

Sfar wszystkich bohaterów, podzielonych na grupki, prowadzi do Odessy celem zgarnięcia jak największej kasy (lub choćby kawałka chleba) za występy. Po drodze poznamy historię każdego z nich oraz będziemy świadkami spotkań grajków z innymi ludźmi. Sfar urządził ten komiks na zasadzie zbioru krótkich historii, opowiedzianych tak płynnie, że podczas lektury możemy nie zdać sobie sprawy z ich istnienia. Autor czerpie z ż
ydowskich podań, wtrąca przemyślenia w formie snu, czy też swobodnie operuje starymi przypowieściami. Przeplata to zabiegiem, który może być oceniany różnorako. Moim zdaniem jest to zabieg udany. Chodzi mianowicie o fragmenty, w których klezmerzy robią to, co umieją najlepiej, czyli grają. Sfar nie ma najmniejszych oporów w rozciąganiu tego typu scen na kilka stron, skutkiem czego powstają tak wspaniałe fragmenty, jak zemsta Davidovitcha dokonana na zabójcach jego kompanów za pomocą harmonijki (3 pełne muzyki i energii strony), czy nauka śpiewania Havy. Żywe barwy towarzyszące tym występom, sprawiają, że mają one jeszcze większą siłę przebicia.

Wychodzi więc na to, że wielką zaletą "Klezmerów" jest ścieżka dźwiękowa tego komiksu. Nie tylko. Czytelnicy jakiegokolwiek komiksu Sfara wiedzą, że constans jego pracy stanowi fenomenalne wręcz wyczucie komiksowej materii oraz umiejętność prowadzenia fabuły. "Podbój wschodu" aż kipi od emocji, humoru i refleksji. Przedstawiane na jego kartach wydarzenia nie są komentowane przez autora. Po prostu się dzieją, skutkiem czego smutek miesza się tu z radością, a bryzgająca krew i okrutne walki tonowane są przez spacery przy świecącym księżycu.

Po lekturze "Klezmerów" nie sposób oprzeć się tezie, że podstawą komiksów Sfara jest również mądrość. Jest to komiks, który mówi o czymś w sposób, pozwalający na wzbogacenie swej wiedzy i dobrą zabawę jednocześnie. Świetnym dodatkiem są "notatki do Klezmerów", w których Sfar pisze zarówno o kulisach pracy nad albumem, jak również przedstawia swoje rozległe przemyślenia na temat muzyki, judaizmu i Boga.

"Podbój wschodu" to co prawda dopiero wprowadzenie w serię o przygodach zespołu grajków, ale wprowadzenie funkcjonujące fantastycznie jako odrębny album. Komiks Sfara odznacza się wysoką kulturą opowiadania i szacunkiem do tego medium. Obowiązkowo do postawienia na półce zaraz obok każdej innej publikacji tego autora.
"Klezmerzy, część pierwsza: Podbój wschodu". Autor: Joann Sfar. Tłumaczenie: Katarzyna Koła. Wydawca: Kultura Gniewu 2009

środa, 15 kwietnia 2009

"Mały świat Golema" - Joann Sfar

Autor: Dominik Szcześniak

Sfar to nazwisko stanowiące w Polsce solidną markę. Francuski twórca komiksów zdobył serca publiki serią "Kot rabina", a w marcu br. pokazał swoje inne oblicze "Małym światem Golema". Tak, jak "Kot rabina" był ciepłą, zabawną historią, wchodzącą w dialog z judaizmem, tak i "Mały świat Golema" nie uniknął konotacji z religią wyznawaną przez rodziców Joanna Sfara. Więcej między tymi albumami jest jednak różnic niż podobieństw.

W pierwszej scenie, Michela Douffona i Vincenta Ehrensteina - dwóch z całej gamy głównych bohaterów tej opowieści, zastajemy w momencie transportu tytułowego Golema. Chcąc sprawdzić jego wyjątkowość i podatność na wykonywanie rozkazów, dają mu do wykonania proste zadania. Jednym z nich jest podskok, który Golem z chęcią wykonuje, po czym z uśmiechem od ucha do ucha zawisa do góry nogami w powietrzu. Czy cieszy go to, co widzi? Czy ten mały świat przed jego oczyma rzeczywiście jest tak pochłaniający, by zastygnąć dlań jak kamień?

Na te pytania dostajemy odpowiedź na kolejnych stronach komiksu. Jest to odpowiedź tak wieloznaczna i mająca tyle odcieni, ilu bohaterów opowieści. Sfar daje nam podejrzeć Boże Narodzenie u policjanta Mazocka, który - do tej pory będąc samotnikiem - na skutek pewnych okoliczności będzie musiał zaopiekować się nowym życiem; wczuwa się w dylematy moralne drzewa, stojącego na rozstaju dróg; opowiada historię niemożliwej do spełnienia miłości, ale również i tej możliwej... opowieści, jakie autor zgromadził na tych 68 stronach, mają jeden wspólny mianownik: mówią o szczęściu lub jego braku. I, co równie istotne, kładą nacisk na jednostkę. Tytuł komiksu zestawiony z jego zawartością, daje jasne spostrzeżenie: ten mały świat Golema równie dobrze mógłby być małym światem wampira Fernanda, małym światem Michela Douffona, bądź małym światem każdego z mieszkańców Wilna.

"Kot rabina", wydany w większym formacie i wyposażony w kolor, na pierwszy rzut oka wydaje się być narysowany przez inną osobę, niż "Mały świat Golema", gdzie Sfar przyjął technikę tworzenia w czerni i bieli. Rysunek, z pozoru niechlujny, tak naprawdę zawiera w sobie zawadiacki urok i w połączeniu z niebagatelnymi scenariuszami (bo komiks ten to tak naprawdę zbiór krótkich opowiastek, połączonych tymi samymi bohaterami) stanowi siłę tego albumu. Co ciekawe, Sfar marginesy planszy komiksowej potraktował jako miejsce na notatki - pojawiają się tutaj daty narysowania danej strony, tytuły bieżącej historii bądź też sentencje sprawiające wrażenie tytułów, a tak naprawdę nimi nie będące.

"Mały świat Golema" to komiks magiczny, po lekturze którego wypada tylko stwierdzić, iż każda chwila życia jest szczęściem, a następnie napić się ciepłej herbatki.


"Mały świat Golema". Scenariusz i rysunki: Joann Sfar. Tłumaczenie: Magdalena Kurzyna. Wydawca: Mroja Press 2009.