Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com

piątek, 6 września 2013

Kibicujemy (331)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
O dwóch pierwszych tomach kolekcji „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” opowie dzisiaj Maciej Jasiński, który ostatnimi czasy przy współpracy życzliwych osób oddawał się żmudnemu przygotowaniu materiałów do druku...

Wielu czytelników komiksowych zna Jerzego Wróblewskiego jako autora zeszytów o kapitanie Żbiku czy komiksów sensacyjnych wydawanych w latach 80. Jednak to tylko ułamek jego twórczości. Tysiące pasków i ilustracji tworzonych dla lokalnych gazet jest dziś dostępnych jedynie w zbiorach nielicznych bibliotek i grupki kolekcjonerów. Stąd też właśnie pomysł, aby stworzyć cykl albumów, które pozwolą na zebranie tych materiałów.
Pracy było strasznie dużo, bo rekonstrukcja pasków na podstawie druku sprzed kilkudziesięciu lat zajmuje naprawdę dużo czasu. Im bardziej szczegółowy obrazek, tym więcej godzin wpatrywania się w monitor, zamazywania białych plam, dorysowywania linii, które częściowo zaginęły na etapie skanowania itp. 
Muszę przyznać, że ogromną motywacją do podjęcia tego wyzwania był fakt, że projekt zyskał aprobatę osób, które przyznają w Bydgoszczy stypendia na działalność artystyczną, a także na upowszechnianie kultury. W ramach tego projektu część nakładu zostanie rozesłana do bibliotek w całym kraju. Do dystrybucji powinno trafić po około 350 egzemplarzy pierwszego  i drugiego tomu. Specjalnie na MFKiG zostanie także wydrukowanych 300 egzemplarzy krótkiego komiksu „Huczące Colty”, który będzie można dostać na stoisku jako bonus do zakupu.
Ogromną pomoc w przygotowaniu komiksów okazał Tomasz Szalla - bydgoski fan twórczości Wróblewskiego i kolekcjoner pasków z „Dziennika Wieczornego”. Ma on w swoich zbiorach po kilka kompletów poszczególnych historii, dzięki czemu można było powybierać te najlepiej wydrukowane paski. 
W każdym tomie znajdą się po dwie historie: w pierwszym „James Hart” i „Nie z tej ziemi”, w drugim „Tom Texas” i „Rycerze prerii”.  Do tego dojdą jeszcze rewelacyjne dodatki: paski komiksowe z serii „Wróbelek” oraz ilustracje które Wróblewski tworzył dla „Dziennika Wieczornego” – wśród nich np. bardzo szczegółowe rysunki konkursowe drukowane w świątecznych numerach bydgoskiej popołudniówki. 
W chwili obecnej dwa komiksy są drukowane, z trzecim będzie jeszcze trochę pracy…
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Krzysztof Małecki

czwartek, 5 września 2013

Kibicujemy (330)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
Emeryci-piraci gotują się do abordażu nadjeżdżającego z naprzeciwka tramwaju
Prace nad "Tramwajami" postępują. Czy Tomasz Grządziela komiksowo-tramwajową bibliografię ma w jednym palcu? Jaki wpływ wywarły na niego "Opowieści tramwajowe" pod redakcją Tomasz Kontnego?
O "Opowieściach tramwajowych" opowiedział mi chyba Kajetan Wykurz (nie jestem pewien, pamięć u mnie nietęga), na którymś z festiwali komiksowych. "Jak to... to jest już komiks o tramwajach? I to antologia?" Mina mi tęgo zrzedła. "I to nie byle kogo, ale śmietanki polskiego komiksu?". Byłem wtedy chyba jakoś tak w 3/4 szkicu całego komiksu. Kajetan zaproponował, że prześle mi PDFa komiksu, ale odmówiłem. Było za późno na zmiany w moim komiksie, a tylko zepsułbym sobie humor, gdybym zaczął szukać analogii w obu dziełach. 
Jak tylko wróciłem z festiwalu, wygooglowałem "Opowieści tramwajowe". "Niech to szlag...
...mają nawet piratów na okładce. Ja też mam piratów w komiksie!" Trochę się podłamałem, ale prac nie przerwałem. Od tamtej pory unikam "Opowieści...". Nawet ich nie czytałem, żeby nie psuć sobie humoru. Koniec końców wątpię, żeby było dużo podobieństw między oboma pozycjami. Nawet moi "piraci" to po prostu emeryci, którzy opanowali tramwaj, bo byli zmęczeni tym, że młodzi ludzie zajmują im miejsca siedzące. I przy okazji ubrali się jak piraci. 
Chętnie jednak przeczytam "Opowieści tramwajowe" po wydaniu "Tramwajów".
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Piotr Nowacki

środa, 4 września 2013

Kibicujemy (329)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
Paweł Płóciennik nie próżnuje i z godną pozazdroszczenia regularnością publikuje nowe komiksy, z których każdy jest inny. Po "Spranych dżinsach i Sztamie", "Mojej terapii" i "Naleśnikach z jagodami" przyszedł czas na coś zupełnie nowego. Posłuchajcie o Pinkim:
Nowela graficzna, nad którą obecnie pracuję będzie biografią Krzysztofa Brandta, zwanego popularnie "Pinkim". Tym samym jest to już trzeci album, który rysuję na kanwie czyichś wspomnień. Z perspektywy czasu jestem bardzo szczęśliwy, że zacząłem od historii mojego taty. To doświadczenie uczuliło mnie na to, by mieć baczenie na niezwykłe historie zwykłych ludzi. Ale trochę o "Pinkim", bo pewnie jesteście ciekawi dlaczego ta postać i skąd pomysł. 
Bohatera mojego komiksu poznałem - jak pewnie większość z was - na imprezie w "Planie Be".  "Pinkiego" kojarzymy z Placem Zbawiciela i okazuje się, że ma to związek z jego miejscem urodzenia i zamieszkania. Wiele razy modlił się za nas, zagadywał na ulicy, słuchał i sam też opowiadał, jednak nigdy do końca nie byliśmy w stanie wejść głębiej w jego własną historię. "Pinki" pojawia się jak spod ziemi, jest tam, gdzie dzieje się coś ważnego na kulturalnej mapie Warszawy. Grywa w teledyskach (wystąpił jako aktor i statysta m.in u Vienia, Grzegorza Turnaua czy Flaming Lips (!)), pracuje jako model na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, chodzi na koncerty (wpadał często też na występy moich grup). Bardzo blisko związany jest z wydziałem rzeźby ASP. Tam krąży jego energia i zawsze powie coś ciepłego o studentach, czy obecnych profesorach. 
Sporo z "Pinkim" rozmawiamy, spotykamy się, nagrywam jego opowieści na dyktafon, robimy zdjęcia miejscom bliskim jego sercu, krążymy po orbicie ulicy Mokotowskiej w poszukiwaniu czegoś, co pomoże tchnąć w nasze dzieło ducha. To jest ta baza, która dla mnie zawsze jest kluczowa przy tworzeniu scenariusza o bohaterze "tu i teraz". Należy wejść w świat bohatera, przeniknąć do jego życia. Przy tym wszystkim polubiliśmy się bardzo i "Pinki" wciąż motywuje mnie do działania. Ten aspekt reporterski będzie tym razem obecny w mojej historii. Wcześniej nie mieszałem tych dwóch płaszczyzn na kartach komiksu. 
Teraz trochę o samej technice. Komiks będzie utrzymany w tonacji różowej. "Pinki" jest wielkim fanem zespołu Pink Floyd. Hipisowskie zespoły lat 70-tych często wykorzystywały purpurę i róż w projektach okładek czy w image. Stąd padło na róż, poza tym każdy mój "pełen metraż" musi nieco się różnic w kresce, inaczej to co rysuje zwyczajnie mnie nudzi. Będzie mniej "dziubania" w porównaniu np. do "Naleśników Z Jagodami" czy "Mojej Terapii". Synteza ale na granicy z "cartoon" - dobrze czuje się w takiej stylistyce, sprawia mi radość rysowanie i odkrywanie jak wszystko prezentować się będzie w tonacji pink (rysuję czarnymi cienkopisami). Jestem prawie na półmetku. Mam skończoną 1/3 komiksu, ale tempo jest dobre. Dlatego mam nadzieję, że na początku przyszłego roku komiks ujrzy światło dzienne a my wszyscy będziemy mogli dowiedzieć się czegoś więcej o "Pinkim". A wierzcie mi, że nasz bohater miał niezwykłe przygody, przy tym zawsze prezentował pozytywne nastawienie do świata i ludzi, którzy go otaczali. 
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec

wtorek, 3 września 2013

Kibicujemy (328)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Superbohaterowie mają obecnie w Polsce dobrą passę. Nie dość, że regularnie ukazują się pozycje amerykańskie, to i Polacy nie próżnują. Do panteonu superherosów już niebawem dołączy zupełnie nowy bohater - Polski Duch. Posłuchajcie, co ma do powiedzenia grupa PD:
Od  czego by tu...a tak. Chcieliśmy was zaprosić do zapoznania się z przygodami nowego polskiego superbohatera. Od dzieciństwa pasjonowali nas goście w trykotach, zawsze marzyliśmy żeby robić z nimi komiksy. Jest nas kilku, ale będzie więcej. Sądzimy, że na polskim niebie znajdzie się jeszcze trochę wolnego miejsca, LOT raczej ostatnio nie zajmuje całej wolnej przestrzeni.  Komiks jest za friko, będzie aktualizowany raz na tydzień - przynajmniej, prawdopodobnie w niedzielę po południu, żebyście w poniedziałek rano mogli zacząć od kolejnej wspaniałej i wciągającej planszy.

Zapraszamy na bloga Polskiego Ducha, gdzie znajdziecie pierwsze plansze plus parę dodatków, oraz oczywiście do wsparcia nas na naszym profilu. Prześlijcie tą nowinę dalej. Dajcie znać jeśli coś zgrzyta. Ruszamy na całego od października. Do tego czasu jeszcze się odezwiemy, jak ogarniemy to co mamy, to wam powiemy, co mamy i czego możecie się spodziewać.

Ze względu na niewybredny momentami język bohaterów komiks raczej dla czytelników powyżej lat 16. Golizny będzie mniej niż w innych rodzimych produkcjach, ta poniżej tylko na zachętę.
PD Grupa.
 
Ciąg dalszy nastąpi
Grafikę tytułową akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" przygotowała PD Grupa.

poniedziałek, 2 września 2013

TRUST w Awangardzie - fotorelacja

W piątek 30 sierpnia o godz. 18.00 we wrocławskiej Galerii Awangarda BWA odbył się wernisaż wystawy "TRUST. Przemysław Truściński". Zapraszamy do zapoznania się z fotorelacją z wydarzenia. Autorkami zdjęć są Monika Tramś i Joanna Sokalska (BWA Awangarda). Kuratorem wystawy jest Piotr Machłajewski.

Kibicujemy (327)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
Powracamy do życzliwie przyjętej przez Czytelników "Gai" Adama Święckiego. Dziś w kilku słowach autor opowiada o stanie prac na albumem, o wejściu w klimat rysowania, muzyce i  kibicowaniu. Poczytajcie: 
Lipiec i sierpień był czasem wyjazdów wakacyjnych i pracy zarobkowej na przemian. Nie miałem kiedy usiąść do komiksu. Nie pozostawiłem go jednak całkowicie samotnym. Pracowałem nad dialogami. Od września planuję kontynuować „Gaię”. W takim stopniu jak to jest możliwe. Wiadomym jest, że (jak większość rysowników) komiks rysuję w czasie wolnym od pracy. W moim wypadku oznacza to, że muszę mieć świadomość następujących wolnych kilku dni. Nie jestem w stanie tworzyć komiksu po kilku godzinach pracy, która też przecież polega na rysowaniu. Potrzebuję czasu by wejść w klimat i by za szybko z niego nie wychodzić. Etapy rysowania to kilkudniowe, lub kilkutygodniowe sesje. W tym czasie jestem w innym świecie, co odbija się drażliwością i pewną nieobecnością w życiu realnym, niechęcią do niezaplanowanych przygód, które mogą mnie od rysowania oderwać. 
Wejściu w klimat świetnie sprzyjają pory roku, w których światła dziennego jest mniej, niż więcej i muzyka, która potrafi wprowadzić w trans. Każdy komiks powstaje u mnie przy innym zestawie płyt i zespołów. "Gaia" głównie przy takich jak Isis, Cult of luna, Pelican, My Brother the Wind, My Sleeping Karma, Monkey3, Callisto, Neurosis. Pracę nad komiksem przerywam, gdy budżet wydaje alarmowe pojękiwania. Wracam, gdy jest możliwość. I tak to wygląda. Jak wspomniałem, do „Gai” wracam we wrześniu. 
Akcja „Kibicujemy komiksiarzom” - to działa! Jest przyjemniej, z presją i większą chęcią. Gdy już rysuję, praca nad komiksem idzie bardzo sprawnie. Świetnie mi się pracuje z tą kreską. Nie miewam trudnych momentów. Kadry i ujęcia wychodzą mi naturalnie z głowy. Prawie nad nimi nie myślę i nie kombinuję. Mogąc rysować co dzień, utrzymałbym bardzo dobre tempo. Tym bardziej, że ja sam chciałbym mieć ukończony ten komiks i móc go czytać. Nie chcę nikogo zawieść, ale chyba najbardziej samego siebie, bo obiecuję sobie fajną przygodę. Wiem już jak ona się skończy. Ale chcę zobaczyć czy narysowana, będzie wyglądać tak jak w mojej głowie. 
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji "Kibicujemy komiksiarzom" jest Rafał Szłapa

niedziela, 1 września 2013

Spirits of Vengeance czyli Moda na zemstę

Seria „Ghost Rider & Blaze: Spirits of Vengeance” zadebiutowała na rynku amerykańskim w sierpniu 1992 roku, a jej pojawienie się spowodowane było ówczesną gigantyczną popularnością regularnej serii „Ghost Rider” oraz pokrewnych jej sag traktujących o tzw. Synach Nocy. 
Pierwszy odcinek serialu został zresztą zaprezentowany również w Polsce, w jednym z numerów „Mega Marvel”, dotyczącym cross-over „Rise of the Midnight Sons” („Świt Synów Nocy”), a kolejne – piąty i szósty – ujrzały światło dzienne przy okazji pięćdziesiątego wydania polskiego „Spidermana”, w historii „Spirits of Venom”.

Tytułowi bohaterowie związani są ze sobą wspólnym pochodzeniem. Zanim bowiem Ghost Rider stał się samoistnym bytem (co miało miejsce przynajmniej przez moment), jego „funkcję” dzięki zawarciu paktu z samym diabłem pełnił właśnie Johnny Blaze. Tak więc koligacja ustalona. Aby soap-operowemu charakterowi opowieści stało się zadość, wypada mi jeszcze wspomnieć o Danie Ketchu, który Ghost Riderem również był. W początkowej fazie „Spirits of Vengeance” jest on jednak uwięziony w czeluściach piekielnych, a Ghost Rider funkcjonuje sam, przez co momentami zachowuje się dość dziwnie, ale (na szczęście?) ze swoich ulubionych powiedzonek nie rezygnuje. Kwestie pokroju „Krew niewinnych została przelana. Dopadnie Was zemsta”, czy też „Jam jest duchem zemsty. Drżyjcie, nim ją poznacie” padają na planszach komiksu co chwila. Natomiast co do Johnny’ego Blaze – tak, jak płonąca czaszka i magiczny motor Ghost Ridera są niezbadaną tajemnicą, tak i broń Johnny’ego, potrafiąca dezintegrować demony, jest równie wielką enigmą. W związku z wyjaśnieniem całej sprawy, jak również wybadaniem, kto za tym stoi, Johnny opuszcza swoją rodzinę (żona, dwójka dzieci) i wyrusza na poszukiwanie odpowiedzi na swoje pytania oraz, oczywiście, zemsty. Podróżuje z Cyrkiem Quentina, którego członków traktuje jak własną rodzinę. Na drodze bohaterom staje m.in. Lilith, gromadząca rozproszone po Stanach swoje złowrogie dzieci, Hag i Troll, czyli prawa i lewa ręka złowrogiego Deathwatcha, oraz sam Mephisto i jego najnowsze stworzenie, będące antytezą Ghost Ridera, a każące się nazywać – uwaga – per Vengeance.

Scenarzysta, którym jest znany z polskich komiksów TM-Semic Howard Mackie, świadom tytułu nad jakim pracuje, zemście poświęca bardzo dużo miejsca. Moda na zemstę jest wręcz dominującym elementem opowieści w najmniejszym nawet jej aspekcie – w każdym odcinku słowo „vengeance” pada co najmniej kilkunastokrotnie, trzon fabularny epizodów skupia się na zemście dokonywanej przez naszych bohaterów na złych gościach lub też odwrotnie – na próbach zemszczenia się sponiewieranych uprzednio arcyłotrów na Johnnym i paczce. Podobnie z postaciami, głównie tymi którzy zemsty łakną – nie dość, że lubią trąbić o tym na lewo i prawo, to w dodatku z zemstą związane są nawet ich przydomki (np. Steel Vengeance, Vengeance). 
Temat potraktowany jest dość płytko, a jego wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Mackie serwuje czytelnikom stały zestaw chwytów, jakie ma do zaoferowania pulpowe amerykańskie pisarstwo komiksowe: źli goście pojawiają się znienacka, obowiązkowo łakną zemsty oraz streszczają dobrym gościom swoje ostatnie miesiące spędzone na tym świecie. Pozytywni bohaterowie, podczas walki ze złymi, w akcie zemsty rewanżują się im tym samym, wobec czego nawet nie znając poprzednich numerów komiksu, można bez problemów wniknąć w fabułę. Jedyną innowacją, jaką Howard Mackie wprowadził do serii jest ludzkie potraktowanie jej protagonistów oraz wniknięcie w sprawy społeczne. 
Już pierwsze pojawienie się Ghost Ridera i Johnny’ego Blaze na łamach drugiego odcinka serii osadzone jest w kontekście walki z patologią w rodzinie: bohaterowie, w przerwie walki z ciemnymi planami Mephisto i Lilith, rozprawiają się z mężem bijącym swoją żonę, który jednocześnie jest ojcem, lejącym swoje dziecko. Nie jest to oczywiście w żaden sposób oparte na np. standardowych wizytacjach pracowników socjalnych, lecz biorąc poprawkę na charakter serii jest to sygnał wart odnotowania. W późniejszych odcinkach Mackie porusza następujące sprawy: miłość do rodziny, wierność przyjaciołom oraz sens działania i wewnętrzne rozterki bohaterów (głównie Johnny’ego Blaze, który momentami jest bardziej szlachetny od samego Thorgala). Robi to w sposób niezwykle powierzchowny, zazwyczaj prezentując dany problem na zasadzie opozycji zachowań pozytywnych i negatywnych bohaterów, podsumowanych pod koniec każdego odcinka soczystym, rozegranym na kilku kadrach morałem. „Spirits of Vengeance” pod tym względem nie jest więc kamieniem milowym w rozwoju komiksu, jednak traktując go z przymrużeniem oka, można bawić się naprawdę przednio. Zwłaszcza, że w sukurs kiepskiemu scenariuszowi nie idą rysunki.

Na łamach serii skrzyżowały się drogi członków klanu Kubertów: ojca Joe oraz synów Adama i Andy’ego. W Polsce Panowie Ci zasłynęli takimi komiksami, jak: „Batman versus Predator” (Adam i Andy), „The Punisher”, „Josel” (Joe), czy „X-Men” (Andy). Na łamach „Spirits of Vengeance” spotkali się Adam i Joe, natomiast równoległe prace nad serią „Ghost Rider” prowadził Andy Kubert. Widać, że Joe, który swych synów nauczył wszystkiego a następnie wciągnął do swojej szkoły (School of Cartoon and Graphic Art), prowadząc ich za rękę również bawił się dobrze – w kilku odcinkach poinkował prace Adama, a w numerach 7 i 8 sam zrealizował krótką fabułkę zatytułowaną „The Great Hunt”. Ekspresyjne kadrowanie, świetna kreska oraz kolory, tworzone bez użycia komputera, sprawiają, że poszczególne strony przenoszą czytelnika w końcówkę najlepszych czasów amerykańskiego komiksu mainstreamowego, tuz przed pojawieniem się komputerowych kolorów i zeszytów, prezentujących przygody dużych, napompowanych facetów i ich małych, chudych dziewczyn. Tak więc, jeśli jesteście zwolennikami staroci osadzonych w takich właśnie klimatach, „Spirits of Vengeance” jest serią z najwyższej niskiej półki amerykańskiego mainstreamu.
Omówiono zeszyty 1-10 oraz 12 regularnej serii „Spirits of Vengeance” (scen. Howard Mackie, rys. Adam Kubert, Joe Kubert, tusz. Joe Kubert, Bill Reinhold, Klaus Janson, Chris Warner, Art Adams, Tom Mandrake, kolory: Gregory Wright). Cała seria liczyła sobie 23 numery.
Tekst pierwotnie ukazał się na łamach drukowanej edycji magazynu komiksowego "Ziniol" w cyklu "Straszny staroć" pod tytułem "Pracownik socjalny Ghost Rider i jego przyjaciel, John Blaze".