Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scream Comics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scream Comics. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 czerwca 2018

Terminator - Arcudi/ Warner/ Robinson/ Wagner

Terminator - kolejna po Predatorze i Obcym komiksowa kontynuacja filmowego hitu. Składają się na nią dwie historie: Nawałnica Johna Arcudiego i Chrisa Warnera oraz Jednym strzałem Jamesa Robinsona i Matta Wagnera. 
Podobnie jak w przypadku Predatora, Terminator: Nawałnica powstał w momencie, kiedy uniwersum Elektronicznego Mordercy ograniczało się do pierwszego filmu Jamesa Camerona z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej. Komiks miał być oficjalną kontynuacją tej produkcji. I trzeba przyznać, że jako taka sprawdza się całkiem nieźle. Choć zamiast obecnego w filmie mrocznego klimatu więcej tu pstrokatych kolorów, a rolę jednego tajemniczego androida zajęła grupa Terminatorów, komiks zdaje się być zbieżny z pomysłami, jakie podjęli twórcy drugiej części filmu. 
Nie bez znaczenia dla poziomu tej produkcji są rysunki. Chris Warner ma solidną kreskę i podobnie jak w Predatorze świetnie odnajduje się w klimacie oryginału. Podczas gdy w pierwszej historii czuć nieco piętno czasu, druga do dziś może robić wrażenie pomysłowością oraz wykonaniem. James Robinson napisał historię osadzoną w czasie, w którym rozgrywa się akcja pierwszej części Terminatora. Wyszedł z założenia, że chwilę przed Terminatorem Schwarzeneggera John Connor wysłał w przeszłość innego Terminatora. I ten android wskutek zrządzenia losu ruszył w pościg za złą Sarą Connor. Nie tą, która miała w przyszłości zostać matką Johna Connora, stojącego na czele ruchu oporu przeciwko maszynom, a jakąś inną. Inną, ale posiadającą swoją własną historię. 
Pięknie namalowane przez Wagnera plansze wyciągają z tematu Terminatora wszystko co najlepsze, a ilość nawiązań do oryginalnego filmu zadowoli najbardziej wybrednych fanów.
Świetnie wydany Terminator to obowiązkowa lektura dla fanów filmu z 1984 roku. Do postawienia na półce obok równie elegancko przygotowanego Predatora
"Terminator: Nawałnica/ Jednym strzałem". Scenariusz: John Arcudi, James Robinson. Rysunek: Matt Wagner, Chris Warner. Kolor: Chris Chalenor, Rachelle Menashe. Tusz: Paul Guinan. Tłumaczenie: Paweł Biskupski. Wydawca: Scream Comics, 2018.

wtorek, 5 czerwca 2018

Predator: Betonowa dżungla i inne historie

Kto pamięta majora Alana Dutcha Schaeferra, postać graną przez Arnolda Schwarzennegera w filmie Johna McTiernana z 1987 roku? Krążące na VHS-ach zmagania Dutcha i jego kompanii z siejącym terror w południowoamerykańskiej dżungli drapieżnikiem obejrzały miliony widzów, a w kategorii kina sensacyjnego film ma status kultowego.

Predator. Znają go wszyscy. Nie wszyscy jednak wiedzą, że zanim wyprodukowano rozgrywający się w miejskiej dżungli sequel z Dannym Gloverem, powstała oficjalna kontynuacja komiksowa. Trzy albumy, składające się na tę kontynuację, zostały właśnie zebrane w jeden tom i ukazały się na rynku polskim. Jako że wskutek ograniczeń producentów filmu twórcy komiksu nie mogli skorzystać z usług Dutcha, postanowili wziąć się za jego brata, którego nazwali – od nazwiska – po prostu Schaef. Przenieśli akcję do betonowej dżungli, na północną Syberię oraz w scenerie znane z filmu ze Schwarzeneggerem.

Motywem napędowym wszystkich części jest obsesyjne poszukiwanie majora Dutcha przez brata. Wszyscy, których przez lata zżerało pytanie co działo się z postacią graną przez Arnolda po ostatniej scenie filmu, dostaną tutaj kilka interesujących koncepcji. Scenarzysta Mark Verheiden wczuł się w klimat i bardzo dobrze wykonał swoją robotę. To komiks żywcem wyciągnięty z kina sensacyjnego lat 80. Są tu twardzi gliniarze rzucający czerstwe, ale zabawne powiedzonka, mistrzowie ciętej riposty, tony akcji i sensacji. Świetnie zaprezentował się także Chris Warner, odpowiedzialny za rysunki w pierwszej historii. To również esencja komiksowych lat 80. Niestety, choć scenariusz cały czas trzyma swój oldschoolowy poziom, w kolejnych częściach rysunki zaczynają się sypać, aż w ostatnim rozdziale stają się karykaturą samych siebie, upstrzoną w dodatku jaskrawymi kolorami.

Ale to nieważne. Roznoszący się nad albumem klimat i jego powiązania z oryginalnym filmem to absolutne atuty tej publikacji. Przebijają swoim rozmachem i niektórymi koncepcjami wszystkie współczesne oficjalne filmowe kontynuacje. Warto zaznaczyć, że druga część filmowego Predatora została oparta właśnie o Betonową dżunglę, a Mark Verheiden miał w ten film spory wkład.

Dla fanów VHS-ów i Predatora powinny liczyć się tylko: pierwszy film ze Schwarzeneggerem, drugi z Gloverem oraz kontynuacje komiksowe Verheidena. Połączone ze sobą tworzą bardzo spójne uniwersum, które w późniejszych latach zostało rozmienione na drobne.
(Dominik Szcześniak)
"Predator: Betonowa dżungla i inne historie". Scenariusz: Mark Verheiden. Rysunek: Ron Randall, Chris Warner. Kolor: Chris Chalenor. Tusz: Randy Emberlin, Sam de la Rosa. Tłumaczenie: Paweł Biskupski. Wydawca: Scream Comics, 2018.

wtorek, 9 stycznia 2018

Fanfulla - Milani/ Pratt

Fanfulla jest jednym ze starszych i mniej znanych komiksów mistrza Hugona Pratta, znanego przede wszystkim z serii Corto Maltese czy współpracy z Manarą. To komiks historyczno-awanturniczy osadzony w okresie włoskiego renesansu, kiedy to dwa wrogie rody stają w szranki o wpływy we Florencji. 
Tytułowy Fanfulla to mężny kondotier, udzielający się na najważniejszych bitewnych polach XVI wieku we Włoszech. Z czarną opaską na oku i ogromnym mieczem sieje spustoszenie wśród wrogów. Lubi wojnę i nie gardzi butlą z winem. Ale zdarza mu się również paradować w habicie mnicha. 
Fanfullą Pratt chciał w 1967 roku wpuścić trochę świeżości do komiksu jako formy sztuki. I rzeczywiście ją wpuścił. Ale nie dlatego, że stworzył udany mariaż fresku historycznego i opowieści przygodowo-awanturniczej, lecz tym, w jaki sposób podszedł do narysowania tego komiksu. Przestrzenne kadry, znakomita kompozycja plansz, odpowiedni balans czerni i bieli i brak zmarnowanych kresek - oto rysunek mistrza, od którego przez lata uczyło się wielu i który zainspirował pokolenia artystów. 
Fanom kreski Pratta przyjemność powinna sprawić forma wydania Fanfulli, pozwalająca w pełni docenić jakość materiału. Otóż jest to wydanie w tzw. formacie włoskim, w układzie z dwoma rzędami kadrów. Standard, w jakim ukazywały się poprzednie to cztery rzędy. W związku z tym, w obecnym wydaniu plansze po prostu nie są pomniejszone. Nic, tylko siadać, czytać i podziwiać. 
"Fanfulla". Scenariusz: Mino Milani, rysunek: Hugo Pratt, kolor: Patrizia Zanotti. Wydawca: Scream Comics, Łódź 2017

sobota, 30 grudnia 2017

Zapowiedzi 2018: Scream Comics

Jak mijający rok upłynął wydawnictwu Scream Comics? Co planują na rok kolejny? 

2017

Rok był dość trudny - coraz więcej wydawnictw, coraz szersza oferta i coraz więcej tytułów. Jako fani i czytelnicy komiksów sami sobie tego życzyliśmy. Czytelników nowych chyba tak szybko nie przybywa. Naszymi hitami poza tytułami z Jodoversum (Kasta Metabaronów, Technokapłani, Metabaron) były pięknie narysowane opowieści wojenne (Angel Wings i Książę Nocy). Cieszy nas to tym bardziej, że dzięki tym ostatnim po opowieści graficzne sięgają czytelnicy mniej zorientowani na komiks, często powracający do tej muzy po latach, często po prostu poszukujący książek czy albumów związanych z ich zainteresowaniami (lotnictwo, militaria, historia).

2018


Co nowego w 2018? Przede wszystkim mały jubileusz! Dzięki Kochanym Czytelnikom udało nam się przeżyć wspaniałe 3 lata! Z tej okazji będą specjalne premiery, które przewidujemy w 3., 6. i 9. miesiącu roku. Pojawi się m.in. długo oczekiwane specjalne limitowane wydanie Incala rozszerzone o Świat Incala oraz kilka klasyków komiksu frankofońskiego w nowych edycjach. Zdradzę tylko dwa - Biały Lama i Świat Edeny. Trzeci to na razie tajemnica. Będzie też niespodzianka dla miłośników komiksu amerykańskiego i franczyz filmowych - Terminator (srebrny) i Predator (czerwony) w analogicznym formacie jak wydany w grudniu Obcy (Alien). Będzie też niespodzianka związana z komiksem amerykańskim, ale to zostawiamy na później.



Oprócz tego z pewnością będziemy kontynuować to, co zaczęliśmy, czyli będzie i Manara i serie frankofońskie, które zaczęliśmy (np. Golden Dogs, Łabędzi Śpiew, Metabaron 3-4, Technokapłani 2), kolejne albumy z ciepło przyjętej i mającej wielu fanów serii Life and Death, czy wreszcie kilku ulubionych autorów jak Nury, Dorison, Jodorowsky... Szczegóły wkrótce.

Dodamy, że edytor, który ma na koncie komiks ze scenariuszem Petera Milligana (wydany w 2017 Aliens: Zbawienie/Ofiarowanie) nie planuje w 2018 żadnych nowych albumów angielskiego scenarzysty.

sobota, 20 maja 2017

Tulipanek - Charyn/ Boucq

„Tulipanek” to mocne uderzenie od wydawnictwa Scream Comics, a pomijając wydawaną przez nich klasykę Jodorowskiego i Moebiusa, być może nawet najmocniejsze uderzenie z dotychczasowych. Album rozciągnięty w czasie pomiędzy wielką wojną ojczyźnianą w Rosji i piekłem gułagu, a współczesnym Nowym Jorkiem jest brutalną opowieścią o - jakkolwiek by to nie brzmiało - trudach ludzkiego życia. Choć takich opowieści w literaturze, komiksie czy filmie jest mnóstwo, tę wyróżnia główny bohater - Pawieł, tytułowy Tulipanek, który od małego w wesołej atmosferze pod okiem ojca szkoli się z rysunku, a już w wieku siedmiu lat jest głównym tatuażystą łagrowej gangsterski.  
W „Tulipanku” tatuaż traktowany jest z gracją i uczuciem. Prawdopodobnie liczne sentencje dotyczące sztuki tatuowania obecne w komiksie sprawią dużo radości ludziom z tej branży lub nawet osobom wytatuowanym. Tatuaż ma tu również znaczenie symboliczne i metaforyczne. Obracając się wokół tatuażu, autorzy skonstruowali zarówno krwistą historię o dorastaniu w łagrze, jak i solidny thriller rozgrywający się na ulicach Wielkiego Jabłka.  
Francouis Boucq znakomicie rysuje ulice Nowego Jorku. Nic dziwnego. Z tym miastem od dekad związany jest scenarzysta albumu Jerome Charyn, w związku z czym dostarczył zapewne rysownikowi tonę niezbędnych materiałów dokumentacyjnych.  
Ten naturalistyczny komiks bezpośrednio ukazuje drastyczne sceny z okresu pobytu głównego bohatera w niewoli. Boucq i Charyn nie robią uników, nie wyprowadzają brutalnej rzeczywistości poza kadr. Dzięki temu, ale również dzięki sprawnemu prowadzeniu akcji i zachowaniem równowagi między dwiema płaszczyznami czasowymi, Tulipanka czyta się świetnie. To mocna rzecz, wyróżniająca się z komiksowego tłumu. Warto mieć.
"Tulipanek". Scenariusz: Jerome Charyn. Rysunki: François Boucq. Tłumaczenie: Wydawca: Scream Comics, Łódź 2017.

piątek, 17 marca 2017

Kasta Metabaronów - Jodorowsky/ Gimenez

Jeśli ktoś lata temu przegapił wydawaną w pojedynczych albumach „Kastę Metabaronów”, teraz może nadrobić zaległości kupując zbiorcze wydanie tej cudownie pokręconej space-opery Alejandro Jodorowskiego i Juana Gimeneza. W pierwszej odsłonie tej publikacji znalazło się miejsce dla czterech oryginalnych tomów opowieści, o której w skrócie można powiedzieć, że jest upstrzoną futurystycznym słowotwórstwem tragiczną operą mydlaną, w której prym wiedzie honor, brak kompromisów i zaczerpnięte od ludów afrykańskich rytuały inicjacyjne. 
Całość, postacią Metabarona, powiązana jest ściśle z flagowym komiksem Jodorowskiego – Incalem. Każdy album poświęcony jest konkretnej postaci z rodu Kastaków, począwszy od prapradziada Ottona, poprzez praprababkę Honoratę, pradziada Agnara, aż po współczesnego opowiadanej historii i znanego z Incala Metabarona. Ich burzliwe losy przedstawione są za pomocą niesamowicie malarskich obrazów argentyńskiego mistrza komiksu Juana Gimeneza, który w przestworzach kosmosu czuje się jak ryba w wodzie. Nie gorzej wychodzą mu sceny batalistyczne oraz tak niezbędne w przypadku ilustrowania tekstów Jodorowskiego ukazywanie emocji na twarzach bohaterów. 
Trzeba przyznać, że te emocje targają nimi od pierwszej do ostatniej planszy. Losy Kastaków to ciąg szybkich wyborów, gwałtownych miłości, skrajnych zachowań i niespodziewanych zwrotów akcji. Ideą Jodorowskiego było pokazanie gwiezdnych nadludzi, którzy nie bez poświęceń radzą sobie w każdej sytuacji. Ich celem nadrzędnym jest przedłużenie rodu i przestrzeganie niezwykle surowego kodeksu Kastaków. 
To futurystyczna baśń o rycerzach, tragedia antyczna, dramat przerysowany do granic możliwości i kipiący emocjami serial, który pochłania, sprawiając czytelnikowi niekiedy bardzo grzeszną przyjemność. 
Wszechobecny, choć nie pozbawiony dystansu, patos równoważony jest lekkim dowcipem serwowanym przez dwa leciwe roboty, będące z rodem Kastaków od lat. To właśnie z ich perspektywy opowiadane są te wszystkie historie - a właściwie z perspektywy starszego robota, który barwnie opisywanymi wydarzeniami co chwila powoduje u młodszego przepalenie diody i inne mechaniczne urazy. 
Fanom uniwersum Incala nie muszę polecać tego komiksu. Ci, którzy tego świata nie znają, mogą spokojnie zacząć lekturę od Kasty Metabaronów. Znajomość innych dzieł pobocznych, ani nawet głównego, nie jest tu wymagana. Wielbiciele Jodorowskiego będą usatysfakcjonowani, bo to jedno z najlepszych dzieł mistrza. „Kastą Metabaronów” przekonać się do talentu chilijskiego szamana mogą również jego przeciwnicy. Bo jest to komiks zdecydowanie bardziej przystępny niż najbardziej odjechane albumy Szalonego Jodo. 
"Kasta Metabaronów". Scenariusz: Alejandro Jodorowsky. Rysunki: Juan Gimenez. Tłumaczenie: Wydawca: Scream Comics, Łódź 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl 

piątek, 28 października 2016

Przed Incalem - Jodorowsky/ Janjetov

„Przed Incalem” to prequel sztandarowego dzieła chilijskiego scenarzysty Alejandro Jodorowskiego i francuskiego rysownika Jeana Moebiusa Girauda. Jednak w tym dziele, zamiast współautora oryginału odpowiedzialnego za warstwę graficzną, rysunkami zajął się namaszczony przez mistrza serbski artysta Zoran Janjetov. 
Sześcioalbumowa odyseja przez zdegenerowany świat jest znacznie bardziej brutalna i drastyczna od utrzymanego w stylistyce science-fiction "Incala". Jodorowsky kreuje galerię dziwacznych postaci, zapędza się w swoim słowotwórstwie, lecz przede wszystkim ostrzem krytyki traktuje stechnicyzowany, egoistyczny i gnijący świat. W tej wizji właściwie wszyscy zdegenerowani są do granic możliwości. Zapatrzeni w siebie nadludzie – arystoki urządzają sobie brutalne zabawy na ludzkich odpadach z niższych poziomów, przyjaźń to fikcja, obywatelami rządzą ogłupiające media, a nad wszystkim czuwają piewcy chorego kodeksu – robogliny, prez, technopapież i najwyższy rangą, boskoidalny twór. I gdzieś w tym wszystkim rodzi się miłość, która – jak to u Jodorowskiego – jest bezkompromisowa, pełna, wieczna i ponad podziałami klasowymi. 
Jodorowsky tworzył te przyszłościowe wizje w latach 1988-95 i w tym okresie zapewne mógł zostać uznany za radosnego fantastę. A jednak lektura "Przed Incalem" w 2016 roku pozwala stwierdzić, że w wielu fatalistycznych wizjach chilijski twórca był bliski prawdy. Kult jednostki, celebrytyzm, podporządkowanie się sentencji "brawo ja", powszechna głupota... teorie mistrza Jodo sprzed lat powoli zaczynają się sprawdzać.
Zoran Janjetov rysuje z pokorą. W jego kresce widać, że jest uważnym i oddanym uczniem Moebiusa. Z każdą zarysowaną planszą jego warsztat się polepsza – w ostatnim odcinku wchodzącym w skład albumu Janjetov najbardziej odchodzi od klasycznej kreski i puszcza wodze fantazji. W komiksie dużo jest gadania, ale też dużo równoważącej to gadanie drobiazgowości w rysunku. 
Tym albumem w piękny sposób zamyka się trylogia o przygodach Johna Difoola, jego ptaszyska Deepo oraz całej galerii postaci towarzyszących. Warto dodać, że polska edycja albumu posiada oryginalną, odnowioną cyfrowo wersję kolorystyczną. Dla fanów Jodorowskiego - rzecz niezbędna. 
"Przed Incalem". Scenariusz: Alejandro Jodorowsky. Rysunki: Zoran Janjetov. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Scream Comics, 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep Gildia.pl

środa, 28 września 2016

Fire and Stone: Prometeusz - Tobin/ Ferreyra

Choć są uznaną marką i wciąż święcą triumfy na dużym i małym ekranie, na polskim rynku komiksowym z najbardziej pozytywnym odzewem czytelników spotkali się w latach 90., kiedy to na łamach publikacji TM-Semic mierzyli się z Predatorami lub występowali w solowych klimatycznych komiksach pokroju "Labiryntu". Późniejszy niedobór publikacji z Aliensami spowodował zapewne gigantyczny głód fanów  opowieści okrytych mgiełką horroru i dziejących się na odległych planetach. Ten głód postanowiło zaspokoić wydawnictwo Scream Comics, wypuszczając na rynek komiks "Fire and Stone: Prometeusz". Nawiązujący do hitowego filmu Ridleya Scotta album został napisany przez Paula Tobina - człowieka, który całkiem nieźle poradził sobie z rewitalizacją Wiedźmina, a narysowany przez debiutującego w Polsce Juana Ferreyrę.
Prosta misja badawcza na jedną z pozornie martwych planet okazuje się być walką o przetrwanie oraz szansą na poznanie prawdy o początkach gatunku ludzkiego. Zanim jednak prawda zostanie poznana, pojawią się problemy. A wśród nich wszystko, co znamy: kłopoty na starcie misji, zgubna ciekawość badaczy, utajony cel i zwisający z sufitu mrocznego pomieszczenia Obcy... Autorzy grają znane melodie, ale robią to w sposób bardzo profesjonalny i całkiem wciągający. 
Więcej radości niesie scenariusz, nieco mniej rysunki. Ferreyra świetnie radzi sobie z plenerami i scenami akcji, nieco gorzej natomiast z anatomią, zwłaszcza na początku albumu. Lepsze wrażenie robi David Palumbo - autor świetnych ilustracji między rozdziałami, ale też kiepskiej okładki. Wśród rysowników pojawia się również Paul Pope. Słynny twórca "Battling Boya" stworzył tu jednak tylko jedną ilustrację, będącą alternatywną wersją okładki jednego z numerów mini-serii. Szkoda, że tak mało, ale dobre i to.
Fani "Prometeusza" powinni być zadowoleni - Paul Tobin bardzo sprawnie wykorzystał tezy wyłuszczone przez Ridleya Scotta i przetransferował je do swojego komiksu. Pierwszy tom "Fire and Stone" to solidna rozrywka dla koneserów gatunku. Z odpowiednią dawką akcji i emocji, ale też poziomem oryginalności zbliżającym się do zera. A może wydawca sięgnąłby po takie numery, jak "Salvation" Mignoli czy "Sacrifice" Milligana? 
"Fire and Stone: Prometeusz". Scenariusz: Paul Tobin. Rysunki: Juan Ferreyra. Kolory: Eduardo Ferreyra. Tłumaczenie: Magdalena Machcińska-Szczepaniak, Paweł Biskupski. Wydawca: Scream Comics, 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl

czwartek, 18 sierpnia 2016

Castaka - Jodorowsky/ Pastoras

Saga o Metabaronach to space-opera, która zdobyła fanów rozmachem, konwencją telenoweli, oryginalnym słowotwórstwem i dużą dawką przemocy. Wydany w ubiegłym roku album zatytułowany "Castaka" to prequel tej serii, opowiadający o pierwszym z kastaków – Dayalu i jego rodzinie – żonie i dwóch córkach. 

Na łamach tego albumu rodzi i kształtuje się specyficzny kodeks, według którego działają członkowie kosmicznego klanu. Kodeks bezkompromisowy, stawiający w centrum honor i bez litości obchodzący się nawet z najbliższymi osobami. Od zawsze w kontekście tej serii oczkiem w głowie Jodorowskiego były różnego rodzaju rytuały inicjacyjne, przejścia, czy też wierność bezwzględnym, okrutnym, lecz przy tym honorowym zasadom, przy których seppuku to pikuś. Nie brak ich w "Castace". I choć ich wymiar i wydźwięk bywa bulwersujący, to jednak zostaje sprytnie przemycony pod płaszczykiem telenoweli. Bo "Castaka" to przede wszystkim początek pewnej sagi – zdecydowanie lepszej i bardziej naładowanej emocjami, niż saga o ludziach lodu, saga rodu Carringtonów, rodziny Forresterów i klanu Lubiczów razem wziętych. 

Jodorowski, jak na mistrza przystało, w imponujący sposób na ponad 100 stronach ukazał wydarzenia okresu sprzed narodzin Dayala, aż po życie dorosłe jego córek i osiedlenie się Kastaków na tajemniczej planecie, bogatej w specyficzny surowiec – epifit. Ten prequel fanom serii wyjaśni kilka wątków, a tym, którzy nie mieli jeszcze przyjemności obcować z Metabaronami, zaserwuje gładkie i wciągające wejście w temat.

Jodorowski nie bierze jeńców – ten komiks momentami powoduje wytrzeszcz oczu i odruch wymiotny, ale też salwy śmiechu. Wywoływane zarówno przez komiczny drugi plan, jak i przez szybkie wprowadzanie w życie brutalnych zasad kodeksu. Mnóstwo tu ryzykownych pomysłów, zrealizowanych w karkołomny sposób. Wyśmienita lektura dla koneserów dzieł mistrza Jodorowskiego.
"Castaka". Scenariusz: Alexandro Jodorowsky. Rysunki: Das Pastoras. Tłumaczenie: Paweł Biskupski. Wydawca: Scream Comics, 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

czwartek, 19 maja 2016

Królewska krew: Świętokradcze zaślubiny - Jodorowsky/ Liu

Mistrz Alejandro znowu to zrobił. Napisał komiks ociekający krwią i seksem, pełen dewiacji i szybkich,  napędzanych instynktem decyzji. Krótko mówiąc: zrobił to, co zwykle. I w ten sam sposób, co zwykle. Fani jego twórczości powinni być wniebowzięci, a przeciwnicy raczej nie dostaną argumentów do jej polubienia.
Znakiem rozpoznawczym chilijskiego scenarzysty i reżysera jest bezkompromisowość zarówno w pisaniu, jak i traktowaniu swoich bohaterów. Jodorowsky nie bierze jeńców i nie rozwleka fabuły. Dialogi są tu krótkie i cięte. Postaci bezbarwnych brak - wszyscy są charakterni i gotowi poświęcić życie w imię swoich ideałów. 
Tym razem Jodo eksploruje środowisko rycerskie. W bitewnym rozgardiaszu ranny zostaje waleczny król Alvar, przez co morale jego armii momentalnie zaczyna równać do zera. By je wzmocnić, Alvar postanawia oddać swoją szlachetną tożsamość wiernemu towarzyszowi broni - kuzynowi Alfredowi, który - traf chciał - jest do niego bliźniaczo podobny. Dość szybko ta decyzja okazuje się tragiczna w skutkach. Prowadzi do zdrady, zezwierzęcenia, kazirodztwa i szeregu brutalnych akcji.
Badania amerykańskich naukowców udowodniły, że wśród emocji dominujących podczas lektury komiksów napisanych przez Jodorowskiego przeważa niedowierzanie, wstyd, zażenowanie, obrzydzenie i śmiech. Nie inaczej jest w przypadku "Świętokradczych zaślubin", gdzie Jodo z upodobaniem te emocje rozsiewa. Nie ma tu na razie Jodo-wizjonera, Jodo-filozofa, Jodo-kontestatora. Jest za to Jodo, który postanowił przenieść Kastę Metabaronów z kosmosu na Ziemię, eliminując kodeks, a skupiając się jedynie na zwierzęcych instynktach. Co z tego wyniknie? Kolejny tom może zafundować czytelnikowi niezłą woltę. Póki co daje nam antypieśń o rycerzu, brutalnie rozprawiającą się z aspektem tytułowej królewskiej krwi.
Alexandro Jodorowsky miał szczęście do naprawdę wyśmienitych rysowników, wśród których warto wspomnieć chociażby o Moebiusie ("Incal", "Oczy kota"), Georgu Bessie ("Juan Solo") czy Juanie Gimenezie ("Kasta Metabaronów"). Dongzi Liu dołącza do tego zacnego grona, pokazując się z jak najlepszej strony. Jego dynamiczne rysunki sprawdzają się w licznych scenach walk.

Scream Comics mocno zainwestowało w Jodorowskiego - i dobrze! W najbliższym czasie czytelnicy mogą spodziewać się zbiorczych wydań "Technokapłanów" i "Kasty Metabaronów". W oczekiwaniu na te komiksy warto zainteresować się "Królewską krwią".
"Królewska krew (01): Świętokradcze zaślubiny". Scenariusz: Alejandro Jodorowsky. Rysunki i kolory: Dongzi Liu. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Scream Comisc, Łódź 2016.
Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl

środa, 3 lutego 2016

Incal - Jodorowsky/ Moebius

Ten komiks to klasyka europejskiego science-fiction, a jego autorzy to jedni z najwybitniejszych reprezentantów gatunku. „Incal” autorstwa duetu Alejandro Jodorowski/ Moebius jest komiksem legendarnym, znanym, cenionym i inspirującym rzesze komiksowych artystów. Doczekał się kilku kontynuacji i serii skupiających się na pobocznych bohaterach, wśród których należy wymienić wydawane również w Polsce „Kastę Metabaronów”, „Megalex”, „Technokapłanów” czy „Castakę”. 
Osadzony w stechnicyzowanej przyszłości album opowiada o Johnie Difoolu, licencjonowanym detektywie klasy R – raczej nie najbystrzejszym przedstawicielu swojego zawodu, który staje się posiadaczem tajemniczego przedmiotu – Incala. Incal - jak się okazuje - jest poszukiwany przez absolutnie wszystkich – począwszy od kanałowych mutantów, poprzez imperium kosmitów, na jego najwyższej wężowatości prezydencie skończywszy. Wraz z Incalem bardzo gorącym towarem staje się ciamajdowaty detektyw, w ślad za którym rusza słynny zabijaka – Metabaron, a którego jedynym sprzymierzeńcem – przynajmniej na początku – jest gadający ptak Dippo. Poczciwy fajtłapa staje się wybrańcem. Temat znany od lat, ale przefiltrowany przez szaloną wrażliwość Jodorowskiego. Co prawda chilijski scenarzysta i reżyser nie epatuje tu jeszcze okropieństwami, nie wgłębia się przesadnie w drastyczne rytuały, słowotwórcze zapędy trzyma na wodzy, a sam komiks jest raczej archetypowym science-fiction, ale jednak jego dłoń jest wyczuwalna. Komiks posiada mnóstwo szalonych pomysłów, tendencję do telenowelizacji i charakterystyczne dla Jodorowskiego załatwianie skomplikowanych wątków jedną szybką akcją. Dzięki temu „Incal” jest nie tylko bogaty w sensację i przygodę, ale też sprawia słuszne wrażenie albumu przemyślanego i spójnego. 
Aby nie zdradzać zbyt wiele z fabuły, zaznaczę jedynie, że obok głównego wątku, który wrzuca w stan wojny przeróżne wszechświaty i swoim rozmachem jest bardziej epicki od jakiegokolwiek hollywodzkiego blockbustera, w Incalu jest miejsce również na emocje, chwile wyciszenia, szczyptę seksu i przemocy. Jest też mocna krytyka konsumpcjonizmu i społeczeństwa ogłupionego przez telewizję. Ale zasadniczo ponad fabułą – zabawną, straszną, czy emocjonującą – są w „Incalu” rysunki. 
Moebius przepięknie komponuje plansze i rysuje ziemskie i nieziemskie obiekty. To wyczucie kreski, subtelne cieniowanie i piękne kolory krzyczą w stronę czytelnika, że ma do czynienia z mistrzem. A warto wspomnieć, że w kwestii tych kolorów wcale tak kolorowo nie było. Incal w Polsce ukazał się już w 2006 roku w wersji z poprawionymi kolorami - takimi, które przemawiałyby do współczesnego odbiorcy i które oparte zostały o komputerowe zabiegi graficzne. Ręczna robota Moebiusa poszła w odstawkę i szczerze mówiąc o tej komputerowej wersji niewiele dobrego można było powiedzieć. Natomiast wersja, opublikowana pod koniec minionego roku przez wydawnictwo Scream Comics opiera się na oryginalnej pracy Moebiusa, wysmakowanej i eleganckiej. Ta publikacja pokazuje, że tego, co wybitne, poprawić się nie da. 

Na polskie zbiorcze wydanie składa się sześć oryginalnych albumów serii. Ponadto ukazała się w Polsce kontynuacja przygód Johna Difoola – komiks zatytułowany „Final Incal”, w skład którego wchodzi tytułowa seria, rysowana przez Ladronna oraz „Po Incalu”, w którym warstwą graficzną zajął się Moebius, ale za kolory odpowiadał inny artysta. W zapowiedziach wydawnictwa na najbliższy rok znalazł się ostatni, poza seriami pobocznymi, element incalowej układanki – komiks „Przed Incalem” z rysunkami Zorana Janjetova.
Europejski klasyk został wydany w odpowiednim standardzie – powiększony format, twarda oprawa i ponad 300 stron lektury. Dla fanów komiksu frankofońskiego może to być zakup niezbędny. Podobnie dla wielbicieli czilijskiego scenarzysty. Albo francuskiego rysownika. Bo to komiksowe science-fiction pełną gębą. Dobrze, że moc Incala została przebudzona!
"Incal". Scenariusz: Alexandro Jodorowsky. Rysunki: Moebius. Tłumaczenie: Wydawca: Scream Comics, Kraków 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

piątek, 15 stycznia 2016

Zapowiedzi 2016: Scream Comics

W kolejnej odsłonie cyklu zapowiedzi wydawniczych propozycjami na rok 2016 dzieli się Marcin Kaliński ze Scream Comics. Zanim przejdziemy do konkretów, informacja o najlepiej sprzedającym się komiksie z oferty SC: jest nim "Incal" Jodorowskiego i Moebiusa.
Marcin Kaliński: Nowy rok zaczynamy w lutym kilkoma premierami: przełożonym z 2015 "Malcolmem Maxem" (Tom 1) - kryminałem steampunkowym z czasów wiktoriańskich i wspaniałą scenografią śmierdzącego i zadymionego Londynu. Komiks, który bił rekordy sprzedaży na niemieckim rynku komiksowym trafi wreszcie do Polski. Mamy nadzieję, że uda się zaprosić jego twórców na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier do Łodzi. 
Druga nowość to "Bunkier" (tom pierwszy z pięciu) doskonale przyjętego Ch.Beca. Zachwycająca realistycznymi rysunkami opowieść o szaleństwie wojny w fikcyjnym regionie świata, dziwnie przypominającym Afganistan, Pakistan i kraje arabskie. 
Wreszcie to, na co chyba wszyscy czekają: niedokończona opowieść o królowej Diosamante autorstwa Jodorowskiego oraz drugi double-Scream, zamykający przygody Juana Solo (Tom 3. i 4.) duetu Jodorowsky i Bess. Kończymy też serię "Sanktuarium" trzecim tomem historii Dorisona i Bec'a - będzie więcej stron oraz dodatki. 
W marcu i kwietniu planujemy jeszcze kilka premier m.in zakończenie historii Krucjat  (również double-Scream zawierający 2. i 3. tom wydania oryginalnego), autorstwa Izu (brata Xaviera Dorisona), Nikolavitscha i Zhanga.  Będzie zupełnie nowa sensacja autorstwa Xaviera Dorisona - "Red Skin" tom 1 (rysunki Terry'ego Dodsona - mającego w portfolio m.in Harley Quinn, Trouble, Marvel Knights Spider-Man, Wonder Woman) opowiadająca o bohaterce obcego wywiadu (domyślcie się jakiego) w przeżartym złem kapitalistycznym świecie. Wreszcie komiks historyczny dla miłośników militariów i powietrznych pojedynków - przebój rynku francuskiego i belgijskiego - "Niedźwiedzi ząb" (tom 1 - autorzy Yann i Henriet). Tym komiksem chcemy przybliżyć polskim fanom niezwykle popularny dziś na zachodzie nurt realistycznego komiksu wojennego, którego mistrzem jest właśnie Henriet. Zapierające dech w piersi pojedynki lotnicze są jego znakiem firmowym, a realizm w odzwierciedleniu techniki militarnej, w tym samolotów, godny albumów. Nieco później będzie też erotyczna "Guliveriana" mistrza Milo Manary jak i – w nowych kolorach - ostatni integral z cyklu Incala - "Przed Incalem", autorstwa Jodorowskiego i Janjetowa.  Do tego… kilkanaście niespodzianek, w tym jedna ze stajni Dark Horse, ale o tym powiemy więcej po Angoulême. 
W ofercie edytora znalazło się również miejsce dla kolejnego komiksu ze scenariuszem Alexandro Jodorowskiego. "Sang Royal - Królewska Krew" z rysunkami Dongzi Liu to mroczna historia rozgrywająca się w średniowiecznej krainie. 
Kibicujemy realizacji planów wydawnictwa!