Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leo. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 grudnia 2009

"Betelgeza" - Leo

Autor: Dominik Szcześniak

"Aldebaran" nie był jednorazowym wybrykiem Leo w dziedzinie komiksu przygodowo - przyrodniczego; takiego, który w towarzystwie wspaniałej flory i imponująco wymyślonej fauny, dawał Czytelnikowi możliwość obcowania z najprostszą, wbijającą w fotel przygodą. Po narysowaniu ostatniej planszy wspomnianego komiksu, Leo wziął na warsztat jego kontynuację, zatytułowaną "Betelgeza". Planeta, badana przez autora zmieniła się. Natomiast nie zmienili się bohaterowie, nie zmienił się rytm opowieści i nie zmieniła się jej struktura.

Ale też - powie
dzmy sobie szczerze - zmiana i oryginalność nie była ani zamysłem rysownika i scenarzysty, ani też czymś, czego oczekiwałby Czytelnik komiksu. Serial Leo bazuje na tym, co przyciągnęło odbiorcę do "Aldebarana" i - by uwagę czytelnika pozostawić na niezmienionym poziomie - posiłkuje się elementami charakterystycznymi dla soap - opery. Pozwala nam śledzić rozwój emocjonalny oraz fizyczny bohaterów, jak również relacje między nimi. Najprościej rzecz ujmując - ci wszyscy, którym "Aldebaran" przypadł do gustu, nie powinni być zawiedzeni "Betelgezą". Z kolei ci, którzy po "Aldebaranie" mieli wątpliwości, po lekturze "Betelgezy" prawdopodobnie się w nich utwierdzą.

Leo operuje stylem na wskroś klasycznym - zarówno w sensie prowadzenia fabuły, konstruowania dialogów, jak też i w kwestiach związanych stricte z rysunkiem - kompozycją plansz, kadrowaniem, czy kolorystyką. Barwy (tutaj, ze względu na charakter odwiedzanej planety dominuje zieleń, w odróżnieniu od aldebarańskiego błękitu) są znacznie żywsze, lecz nie tyle jest to element doskonalenia warsztatu, co raczej próba przykrycia drewnianych dialogów, jakie autor wkłada w usta bohaterów. Ta tendencja nie może być jednak rozpatrywana jako kategoryczny minus. Jest to raczej ukłon w stronę klasycznych komiksów, z podobnie prowadzoną linią fabularną.

Poza aspektem sentymentalnym, tym, co może przyciągnąć Czytelnika do komiksu jest wyobraźnia Leo. Można by rzec - ponownie. Bo choć można odnieść wrażenie, że po arsenale możliwości, jakie zaprezentował autor w pierwszym tomie cyklu, ciężko mu będzie raz jeszcze kogokolwiek zaskoczyć, to jednak ta sztuka się udała. Leo buduje klimat niedopowiedzeń i tajemnicy w sposób bardzo ciekawy. Oto na Betelgezę przybywa misja rozpoznawcza, mająca na celu ustalenie tego, czy przeprowadzona jakiś czas temu kolonizacja planety się powiodła oraz próbująca dociec, dlaczego kontakt z nią został zerwany. Na miejscu okazuje się, że przybyli na Betelgezę ludzie podzielili się na dwa, zwalczające się obozy, a pieczę nad wszystkim sprawuje znana z "Aldebarana" Mantrissa... dodajmy do tego wątki miłosne (pojawiające się niezwykle często), szczyptę erotyki, s-f, niesamowite stworzenia i czyhające na bohaterów zagrożenia, a otrzymamy solidną dawkę rozrywki na wolne popołudnie.

Historia Leo, ze swoimi minusami i plusami, przede wszystkim wciąga. Nie jest komiksem odkrywczym formalnie, czy poruszającym ważkie tematy w niekonwencjonalny sposób. Jest po prostu świetnym, rozrywkowym, młodzieżowym czytadłem, gwarantującym kilka godzin dobrej zabawy.
"Betelgeza". Autor: Leo. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont 2009. Komiks wydany w ramach kolekcji "Science - fiction"

poniedziałek, 4 maja 2009

"Aldebaran" - Leo

Autor: Dominik Szcześniak

Statystyczny czytelnik komiksu środka w czasach, gdy mainstreamem są pozycje ambitne, poruszające ważkie tematy i częstokroć trudne w odbiorze, nie miał ostatnio za dobrze. Na ratunek przybywa mu Leo wraz ze zbiorczym wydaniem pięciu tomów "Aldebarana" - komiksu, do którego podejście zaliczyło swego czasu wydawnictwo Siedmioróg, kończąc publikację serii na tomie drugim. Już samą decyzją o wydaniu "Aldebarana" Egmont zyskał aplauz wśród sympatyków serii, nie mogących doczekac się jej zakończenia po polsku. Bardzo przychylnie został również przyjęty nowy cykl tematyczny, którego "Aldebaran" został pionierem, a który to za zadanie ma prezentować komiksy "science - fiction". A czy sam komiks wart jest uwagi?

Jako niezobowiązująca rozrywka - jak najbardziej. We wprowadzeniu do albumu nad wirtuozerią Leo zachwyca się sam Moebius. I choć widoczne jest, iż robi to bardziej na zasadzie koleżeńskiej przysługi, nie sposób nie zgodzić się z nim w jednej kwestii: świat wykreowany przez brazylijskiego artystę potrafi wciągnąć na tyle, że jego fanów można określić mianem "sekty Aldebarana" (z przymrużeniem oka). Świat ten wykreowany został wedle przepisów starożytnej receptury i podrasowny szczyptą wizjonerskiej wyobraźni.

Tytułowy Aldebaran to zasiedlona przez ludzi w odległej przyszłości planeta, która w jeszcze bardziej odległej przyszłości traci kontakt ze swą macierzą - Ziemią. Osadników, zatrzymanych na pewnym etapie rozwoju technologicznego, poznajemy w momencie, gdy na planecie zaczynają dziać się dziwne rzeczy, której przyczyną okazuje się być tajemnicze monstrum. Co to za monstrum, jakie są jego cele i skąd pochodzi? - na te pytania zdaje się mieć odpowiedź
enigmatyczna persona, przybywająca do pewnej wioski. Wioski, w której cała historia się zaczyna, w której poznajemy głównych bohaterów opowieści i która już w pierwszym albumie serii ulega całkowitemu zniszczeniu. Pozostawieni sobie bohaterowie - 17-letni Marc Sorensen i 13-letnia Kim Keller - miotani rozterkami sercowymi ruszają w głąb wyspy, a ich celem staje się dotarcie do wymarzonego miasta - Anatolii.

Fikcja naukowa w "Aldebaranie" to przede wszystkim sugestywnie przedstawione życie morskie w ujęciu grupy oceanografów i biologów, badających nieznane organizmy. Flora i fauna planety, jaka powstała w wyobraźni Leo, schodzi jednak na drugi plan, na pierwszy wysuwają się zaś motywy, dzięki którym komiks można określić jako przygodowy. Perypetie Marca i Kim oraz kolorowej galerii bohaterów drugoplanowych, choć tworzone na starych kliszach, potrafią trzymać w napięciu, a wątek romantyczny, jaki rozwija się stopniowo między parą głównych bohaterów dodaje opowieści dodatkowego smaku.

Leo - scenarzysta podporządkował swój album omówionej wyżej tematyce w stopniu oszałamiająco precyzyjnym. Pięcioksiąg zdaje się być przemyślany od początku do końca, choć pierwsze fragmenty opowieści pozwalają czytelnikowi zastanawiać się jak (oraz w ogóle czy?) autorowi uda się rozwiązać pewne wątki. Płynność narracji zawdzięczamy powierzeniu roli narratora jednemu z bohaterów - Marcowi. Pewne zgrzyty odczuwane są jedynie w kilku scenach, dziejących się poza tym, co Marc mógł widzieć/doświadczyć. Leo - rysownik z kolei posługuje się dość klasycznym rysunkiem, o którym Moebius napisał: "Styl jest dziwny: nie widać go!". I rzeczywiście, kreska pozbawiona jest jakichkolwiek fajerwerków, a jaskrawe, żywe kolory pozwalają wczuć się w atmosferę panującą na obcej planecie.

"Aldebaran" jest typowym komiksem środka. Lekturą, o której można rzec, że była miła, sympatyczna i wybitnie rozrywkowa. Świetna sprawa dla fanów komiksu przygodowego, ze szczyptą science-fiction i wątkiem romantycznym. Nowa seria Egmontu zalicza świetny poc
zątek. Teraz trzeba mieć nadzieję, iż jej kontynuacja będzie choć w takim samym stopniu przyzwoita, co "Aldebaran".
"Aldebaran". Scenariusz i rysunki: Leo. Tłumaczenie: Maja Kostecka. Wydawnictwo: Egmont Polska 2009. Komiks został wydany w cyklu "Science Fiction".