Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joe Querio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joe Querio. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 stycznia 2016

Wiedźmin: Dzieci lisicy - Tobin/ Querio

Opublikowany nie tak dawno temu przez Egmont „Wiedźmin: Dzieci lisicy” to dziecko wydawnictwa Dark Horse Comics. Komiks ten daleki jest od wizji Andrzeja Sapkowskiego, Bogusława Polcha i Macieja Parowskiego. Jest również zupełnie inny niż ten, którego znamy z wersji Michała Gałka i Arkadiusza Klimka. Autorami tej odsłony/ mutacji przygód wiedźmina Geralta są Paul Tobin i Joe Querio, którzy bardziej niż oryginalnymi powieściami inspirują się święcącą triumfy na całym świecie grą komputerową. Tak też zresztą komiks jest reklamowany – jako „pełny akcji horror fantasy, rozgrywający się w świecie bestsellerowej serii gier video.”

Jest to lektura zaskakująco dobra. W „Dzieciach lisicy” wiedźmin Geralt wraz z kompanem Addario trafiają na statek zwący się Prorok Lebioda, wyruszający w morze w związku z pewną tajemniczą misją i mimowolnie stają się obrońcami załogi, której tropem podąża tytułowa lisica. A podąża, bo ma poważny ku temu powód. Wiedźmin i jego brygada grzęzną w świecie iluzji wywoływanych przez groźną i nieobliczalną antagonistkę. Nic nie jest tym, czym się wydaje, a atmosfera staje się klaustrofobiczna i duszna… Pełno tu stworów określanych osobliwym słowotwórstwem, zwrotów akcji i nastrojowych, mglistych scen.

W tym komiksie klisza goni kliszę, ale czyta się go bardzo sprawnie. Tobin umiejętnie stosuje zawieszenia akcji, a w usta bohaterów wkłada bardzo sprawnie napisane sentencje. Całkiem ciekawie - choć również według pewnego powszechnego szablonu - zarysowane są postaci w tej historii. Wśród drugoplanowych bohaterów są zarówno głupcy, tchórze, jak i ludzie niespodziewanie dzielni, czy niesłusznie oskarżani. Klimat horroru, zapowiadany przez wydawcę, rzeczywiście jest wyczuwalny. Rysunki co prawda szałowe nie są, ale też nie przeszkadzają. Joe Querio narysował cały album konsekwentnie, a brak fajerwerków wynagrodzony jest jednolitością warstwy graficznej.

Zapewne nie wszyscy się ze mną zgodzą, lecz sądzę, że komiksowy wiedźmin z Ameryki jest lepszy od poprzednich prób autorstwa polskich artystów. To solidna rozrywka dla tych, którzy lubią, kiedy po planszach walają się upiory, demolowane przez prawych gości, jak również dla tych, którzy lubią być delikatnie przestraszani i trzymani w napięciu. „Dzieci lisicy” podtrzymują niezły poziom, wyznaczony przez pierwszy tom serii, zatytułowany „Dom ze szkła”.

"Wiedźmin (2): Dzieci lisicy". Scenariusz: Paul Tobin. Rysunki: Joe Querio. Tłumaczenie: Karolina Stachyra, Jacek Drewnowski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl 

sobota, 8 listopada 2014

Wiedźmin: Dom ze szkła - Tobin/ Querio

Debiutujący na polskim rynku kilka dni temu "Dom ze szkła", pierwszy tom wydawanego przez Dark Horse "Wiedźmina", z prozy Andrzeja Sapkowskiego zapożycza konieczne minimum, a z komiksową adaptacją książek autorstwa Macieja Parowskiego i Bogusława Polcha nie ma nic wspólnego. Czym zatem jest ten "Witcher vol.1" stworzony przez Paula Tobina i Joe Querio? Otóż jest serią amerykańskich zeszytówek, bazujących na słynnych na całym świecie grach studia CD Projekt Red.
Zostawiając w tyle kanoniczne dla Wiedźmina utwory, "Dom ze szkła" nie wystartował jednak z czystą kartą, bowiem edytorzy z Dark Horse postanowili oprzeć strategię powstawania komiksu o znane z własnego podwórka patenty i w dość łopatologiczny sposób odwołali się do swojej najpopularniejszej serii. Tą łopatą jest oczywiście narysowany przez Mike'a Mignolę Hellboy, przebrany na okładce albumu za Geralta. Okładce, która - co warto podkreślić - nie odbiega kompozycyjnie od standardów Mignoli od lat uprawianych na okładkach kolejnych albumów "Hellboya".
Można powiedzieć, że trop z okładki jak najbardziej rzutuje na zawartość albumu. Oto bowiem mamy las, mrok, samotnego jeźdźca, napotkanego towarzysza podróży, utopce, zjawy i duchy maści wszelakiej. Natrętne wypominanie "Wiedźminowi" "hellboyowości" byłoby jednak nietaktem, bo choć podobieństw jest mnóstwo, to Paul Tobin stworzył kameralną, nastrojową, czytającą się lekko i przyjemnie opowieść grozy z elementami miłosnymi. Nie ustrzegł się popadania w schematy i powtarzania tego, co po wielokroć sprzedawane było w książkach, komiksach i na ekranie, lecz przyrządził te składniki tak, że ziewnięć nie ma.
Sedno fabuły tkwi w rozwiązaniu zagadki i poznaniu losów zamieszkującej w tytułowym domu ze szkła Marty, żony rybaka, która ponoć przekształcona została w wampira. Upstrzone mnóstwem witraży domostwo straszy na każdym kroku, a okalający je leśny labirynt, strzeżony przez cmentarną babę i leszych nie zachęca do wyjścia. Siedzą zatem ci bohaterowie w domu, rozmawiają, czasem pomachają mieczem lub powodzą się na pokuszenie.
Tobin pisze tak, że przy czytaniu zęby nie szczękają, ale Joe Querio momentami ten szczęk jednak wywołuje. Częste przebitki na mroczny las, bądź wyglądającą zza drzewa cmentarną babę lub otwierające się powoli drzwi prowadzące w nieznane mogą wywołać strach, ale z drugiej strony mogą zostać uznane za ograne chwyty. Są w "Domu ze szkła" kadry, na których widać talent rysownika, są też takie, które wykazują inspiracje późniejszym okresem twórczości Teda McKeevera ("Enginehead"), całość ma w sobie również ducha... "Hellboya", choćby przez wzgląd na to, że Querio nabierał doświadczenia w mignolowym uniwersum, rysując historyjkę z "Lobster Johnsona".
Dodatki do "Domu ze szkła", choć ubogie, to jednak dają dużo radości: znalazło się w nich miejsce zarówno dla galerii, w której swoje prace pokazali: Stan Sakai, Simon Bisley oraz znany z... "Hellboya" Duncan Fegredo, jak i szkicownika, w którym pokazano warianty niektórych plansz oraz etapy powstawania pin-upów. Zacna jest również oprawa albumu - efektowna twarda okładka ma wszelkie zadatki ku temu, by stać się katalizatorem zamieszek wywołanych przez polskich fanów... "Hellboya", który dotychczas doczekał się jedynie wersji miękkookładkowej.
Po nowym "Wiedźminie" nie pozostaje niesmak. Scenariusz nie jest odkrywczy, ale wciągający. W kwestii rysunków - jest lepiej, niż u Polcha, znacznie lepiej, niż u twórców z KKK i Mirosława Sadowskiego z KGB, ale już gorzej, niż u Arkadiusza Klimka, który zrealizował wydaną w 2011 roku "Rację stanu". Co prawda kolejna mini-seria ze świata Witchera, zatytułowana "Fox Children" wystartuje w kwietniu 2015 roku, a zrealizuje ją ten sam team, lecz jeśli będą miały nadejść kolejne, to hej, Dark Horse, hej, redaktorze Danielu Chabonie, w rodzinnym kraju Wiedźmina żyje sobie Arkadiusz Klimek, który ma niezłą parę w łapie. Zadzwońcie do niego.
"Wiedźmin: Dom ze szkła". Scenariusz: Paul Tobin. Rysunki: Joe Querio. Kolory: Carlos Badilla. Tekst polski: Karolina Stachyra, Karolina Niewęgłowska. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy