Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żywe trupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żywe trupy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Jaki ojciec, taki syn?

Co synowie dziedziczą po swoich ojcach? Ta kwestia stanowi wspólny mianownik trzech wydanych w ostatnim czasie albumów komiksowych: „Bękartów z południa”, „Coutoo” i „Żywych trupów”. 

W „Bękartach z południa” historia kręci się wokół powrotu syna marnotrawnego do domu, hrabstwa Craw w Alabamie na południu Stanów Zjednoczonych. To miejsce, w którym – jak pisze scenarzysta – króluje żarcie z grilla, wsiochy i futbol. Drużyna Pędzących Rebeliantów to chluba regionu i pięciokrotni mistrzowie stanu w futbolu amerykańskim. Ale nie tylko. To również ekipa, która rządzi hrabstwem i która obok niezliczonej ilości trofeów ma na koncie równie ogromną liczbę ofiar. W te niezbyt gościnne strony powraca Earl Tubb, który bez żalu opuścił je czterdzieści lat temu. I choć planował zabawić tu chwilę, to przeszłość dopada go na dobre. Widząc stan, w jakim znalazły się jego rodzinne strony, postanawia pójść w ślady zmarłego ojca – szeryfa, który swego czasu wyplenił wszystkie chwasty z okolicy. Earl wkracza na drogę walki o porządek. Problem jedynie w tym, że w tej walce jest osamotniony.

„Bękarty z południa” to brutalny, bezkompromisowy komiks z ostatnim sprawiedliwym w roli głównej. To taki Clint Eastwood, wyrównujący rachunki na południu. Charles Bronson w komiksowym „Życzeniu śmierci”. Scenarzysta Jason Aaron pisze bardzo sprawnie, konstruując soczyste dialogi i odpowiednio dawkując napięcie. Wtóruje mu rysownik Jason Latour, którego świetna kreska pięknie ukazuje cienie i blaski amerykańskiego południa. Co prawda nigdy nie miałem okazji odwiedzić ukazanych w komiksie stron, ale autorzy zadbali o to, bym poczuł się jak w domu. Sceneria zarysowana jest przez drugi plan: znaki na drodze informujące o mnogości kościołów w okolicy, jazgoczący pies, brutalna walka na boisku, żeberka w knajpie… Oddając ducha rodzinnych terenów, Aaron i Latour główny wątek fabularny oparli również na motywie wręcz metafizycznym. Pierwszy tom „Bękartów z południa”, zatytułowany „Był to facet, co się zowie” to więcej niż świetne wejście w serię. Brutalna, mocna lektura. Polecam.

W komiksie „Coutoo” relacja rodzinna również polega na kontynuowaniu przez syna zadania rozpoczętego przez ojca. Tym razem jednak zamiast Alabamy mamy Nowy Jork, na którego ulicach grasuje seryjny morderca, zabijający swoje ofiary dwoma ciosami noża. W pościg za nim rusza porucznik Joe Craft. Lata wcześniej to samo śledztwo prowadził jego ojciec. Jako, że autorem komiksu jest Andreas Martens, śledztwo należy do nietuzinkowych, a wątkowi kryminalnemu towarzyszą motywy fantastyczne.

Andreas, zwany architektem onirycznym, prowadzi fabułę na kilku płaszczyznach czasowych, mocno inspirując się wczesnymi filmowymi dokonaniami Davida Lyncha. Niemiecki twórca wchodzi w grę z czytelnikiem, zostawiając mu tropy i kierując w stronę rozwiązania zagadki. Mimo dość dużej komplikacji fabuły, „Coutoo” to jeden z jego łatwiejszych w odbiorze komiksów. Forma, jaką Andreas wybrał do realizacji tego albumu również należy do łatwiejszych. Nie znajdziecie tu Państwo wycyzelowanych grafik przedstawiających idealnie odwzorowane budynki, które od zawsze były znakiem rozpoznawczym Andreasa. Natomiast kompozycyjnie komiks zrealizowany jest wzorcowo. Solidna kryminalno-metafizyczna lektura dla koneserów gatunku.

Pozostając w relacjach ojcowsko-synowskich wspomnę jeszcze o najnowszym, 23. już tomie serii „Żywe trupy”, zatytułowanym „Z szeptu w krzyk”, w którym to główny bohater – Rick Grimes – przekazuje pałeczkę dowodzenia swojemu synowi – Carlowi, cedując na niego częściową odpowiedzialność za losy grupy, próbującej przetrwać w świecie zdominowanym przez zabójczych zombie i jeszcze bardziej krwiożerczych ludzi. Ten komiks doczekał się adaptacji telewizyjnej – serial, powstały na jego bazie bije rekordy popularności. Co ciekawe, choć główny szkielet opowieści pozostaje ten sam, losy bohaterów w serialu i komiksie prowadzone są zgoła inaczej. Pewne postaci uśmiercone w komiksie żyją i mają się dobrze w serialu, i odwrotnie – ci, których pożarł serial, w komiksie jeszcze oddychają. Robert Kirkman, ojciec jednego i drugiego przedsięwzięcia powinien już odcinać kupony, w komiksie jednak tego nie widać. To wciąż porządna zombie-telenowela. Miała lepsze i gorsze momenty. Z szeptu w krzyk należy do tych pierwszych. 
"Bękarty z południa: Był to facet, co się zowie". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Jason Latour. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl
"Coutoo". Autor: Andreas. Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015. 
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl
"Żywe trupy (23): Z szeptu w krzyk". Scenariusz: Robert Kirkman. Rysunki: Charlie Adlard. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Taurus Media, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

poniedziałek, 20 lutego 2012

Żywe trupy: Odnajdujemy siebie - Kirkman/Adlard

Autor: Dominik Szcześniak
Stonowana, statyczna okładka oraz tytuł, który równie dobrze pasowałby do pełnometrażowego filmu na motywach serialu Moda na sukces, to dla czytelników serii o żywych trupach jasny komunikat, świadczący o tym, że w nieustannej przeplatance albumów przepełnionych akcją z takimi, w których nic się nie dzieje, autorzy tym razem zdecydowanie postawili na tę drugą opcję. I tym samym sprowokowali pytanie: ile razy można smęcić o tym samym? Jak długo ciągnąć temat "wnikania we wnętrza bohaterów" i "udowadniania, że w obliczu armagedonu to ludzie są żywymi trupami"? Innymi słowy: czy starej formule, którą witaliśmy z radością wraz z jej pierwszym pojawieniem się, ale z każdym kolejnym już niekoniecznie, można nadać jakiejkolwiek świeżości?
Okazuje się, że tak.
Przez minionych czternaście tomów Kirkman absolutnie nie sprawiał wrażenia scenarzysty, którego interesuje cokolwiek innego, niż ukazanie drogi do ostatecznego zezwierzęcenia ludzi. Ekipę Ricka Grimesa przetrzebił wielokrotnie, uśmiercał postaci mniej i bardziej istotne, czasem w tonie moralizatorskim, czasem dla efektu dobrej rozpierduchy. Nawet jeśli zaczynało już być dobrze, starał się, by w powietrzu wisiało poczucie nadchodzącego zagrożenia. Wieloma scenami stawał na krawędzi i powodował, że zastanawiałem się jak daleko może jeszcze posunąć się w swojej misji. Tymczasem w tomie Odnajdujemy siebie kompletnie zmienił kierunek i postawił na ponowne uczłowieczenie swoich bohaterów.
Odtworzenie cywilizacji stało się dla Ricka i spółki celem nadrzędnym. Rozmowa zastępuje chęć naciśnięcia za spust. Życie w zwartej wspólnocie zwycięża z opcją dbania o własny interes. Kirkman nadaje serialowi ton melodramatyczny, w związku z czym pełno w nim ckliwych gadek, rozmów na temat emocji, czy też dialogów mających na celu naprawę związków międzyludzkich i zbudowania pewnych uczuć od samych podstaw. Myślę, że bohaterom Kirkmana coś takiego się należało, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby scenarzysta szedł wyznaczoną przez siebie na samym początku ścieżką, to zamiast melodramatu mielibyśmy początek autentycznego horroru. A może to tylko zasłona dymna? Może Kirkman po prostu odracza wyrok?
Osią serii o zombich były zawsze elementy strategiczne. Ten komiks to raj dla wielbicieli planowania. Nie inaczej jest w omawianym tomie: bohaterowie rozmawiają o możliwościach umocnień, o tym, gdzie wykopać dół, a gdzie postawić sznur samochodów. Fakt, że Kirkman wykazuje się wciąż przytomnym umysłem przy tego typu sprawach, jest istotnym atutem Żywych trupów. Nie mówiąc o tym, że fantastycznie buduje przestrzeń w komiksie i pozwala czytelnikowi prowadzić rozważania wraz z bohaterami.
Mimo tego, że jest dość melodramatycznie, to jednak się dzieje. Asekuracyjnie planowałem wspomnieć o tym, że na kartach komiksu pojawiają się gdzieniegdzie żywe trupy i że wielbiciele flaków i rozwalanych głów również znajdą coś dla siebie, ale tak naprawdę ten odcinek takiej rekomendacji nie potrzebuje. Wystarczy, że skupimy się na emocjach i na odzyskaniu utraconego człowieczeństwa. To bardzo duży krok dla bohaterów komiksu, ale i dla całej serii. Takiego ożywienia Żywe trupy potrzebowały.
Żywe trupy. Tom 15. Odnajdujemy siebie. Scenariusz: Robert Kirkman. Rysunek: Charlie Adlard. Współpraca graficzna: Cliff Rathburn. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Taurus Media 2012.
Komiks możesz zakupić tutaj: Sklep Gildia.pl

piątek, 20 sierpnia 2010

"Żywe trupy 10" - Kirkman, Adlard

Autor: Dominik Szcześniak

Seriale przeż
ywają swój renesans. Po wywindowaniu poziomu przez "Twin Peaks" i "Przystanek Alaska" na początku lat 90-tych, potencjał drzemiący w tej formie nieco przygasł, by eksplodować już w XXI wieku produkcjami pokroju "Prison Break", które gwarantowały widzom konkretne emocje i odpowiednie zawieszenia akcji na koniec odcinka. Serialowe pokolenie "Dextera", "Californication", "Lie to me" czy "True Blood" ogląda hurtowo, często rezygnując ze snu. Kolejne zarywanie nocy zagwarantuje nam ekranizacja "Żywych trupów", zaplanowana na październik.

Komiks Kirkmana od samego początku swego istnienia był idealnym materiałem na tego typu zabieg. Tak, jak zazwyczaj komiksiarze nie są zadowoleni z efektów adaptacji, tak tutaj - przez wzgląd na czysto rozrywkowy charakter komiksu, nie podszyty żadnym artystowskim kultem - nie powinni być zawiedzeni, zwłaszcza, że trailer serialu zapowiada wierność oryginałowi. Frank Darabont zgromadził na planie same znane twarze - jest pani z "Prison Break", pan z "Nauczycieli", gość z "Jericho", jak również etatowy aktor Darabonta, który pojawił się w dwóch jego najsłynniejszych filmach, "Zielonej mili" i "Skazanych na Shawshank". Trailer dobitnie pokazuje, że będzie mnóstwo akcji, dużo zombiaków, fantastyczne zdjęcia i przekonujące scenografie. Czy znajdzie się miejsce na telenowelistyczne akcenty, które w komiksie tak często grały na emocjach czytelnika? Na pewno.

Zanim Rick, Carl i spółka staną się postaciami filmowymi, Taurus Media wypuścił na rynek dziesiąty tom ich komiksowej wersji. "Czym się staliśmy" - jak zresztą sam tytuł wskazuje - dogłębnie sięga w głowy bohaterów, którzy do tej pory głównie patrzyli na to co się dzieje, załamywali ręce, uciekali i szukali bezpiecznego schronienia, a teraz dorzucają do tego psychoanalizę swoich poczynań i oswajają się ze zmianami, jakie w nich zaszły. Bo w ich życiu nie ma już wesoło. I nie ma lekko. Każdy po kolei wyciąga z siebie zwierzaka; każdy dostaje również jedną lub więcej bardzo drastycznych scen, ukazujących postęp tego zezwierzęcenia. Kirkman podąża w stronę dehumanizacji głównych bohaterów opowieści, przy okazji pogrążając większość z nich w szaleństwie. Najciekawsze jest to, że robi to właściwie od samego początku opowieści. Cały czas pisze to samo, a jednak potrafi zaciekawić - głównie dialogami, wątkami pobocznymi, już nieco mniej tym tasiemcowym, emocjonalnym aspektem. "Czym się staliśmy" czyta się dobrze, a po przeczytaniu chce się więcej. O to przecież chodzi.


To, że "Żywe trupy" dobrym komiksem są, wielu już wie. Nadchodzący szybkimi krokami serial może tylko grono jego fanów powiększyć. Mam nadzieję, że nowego tomu doczekamy się jeszcze przed premierą filmowej wersji - przecież to najlepsza z możliwych promocji.

"Żywe trupy 10: Czym się staliśmy". Scenariusz: Robert Kirkman. Rysunek: Charlie Adlard. Współpraca graficzna: Cliff Rathburn. Okładka: Charlie Adlard i Cliff Rathburn. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Taurus Media 2010

czwartek, 12 sierpnia 2010

"Żywe trupy 9" - Kirkman, Adlard

Autor: Dominik Szcześniak

Scenarzysta ser
ii w zakończeniu poprzedniego albumu po raz kolejny pokazał, że nie ma zamiaru przygrywać schematom w drodze ku szczęśliwemu zakończeniu historii o grupce rozbitków w postapokaliptycznym świecie. Co więcej, dał do zrozumienia, że takiego zakończenia nie będzie. Tomem, zatytułowanym "Tu pozostaniemy" sygnalizuje, że w kreowaniu swojej wizji świata posunie się bardzo daleko.
Dziewiąta odsłona serii to komiks dla prawdziwych mężczyzn, skupiony w głównej mierze na prezentacji relacji pomiędzy dwoma takimi twardzielami: Rickiem i jego synem, Carlem. Kirkman stery opowieści całkowicie oddał w ręce tej dwójki i stworzył świetny - choć z początku nieco pretensjonalny - kameralny dramat, w którym bohaterowie dostają szansę na długie rozmowy, uniesienia i kłótnie, ale również chwile wyciszenia, w niepretekstowo skonstruowanych monologach. Scenarzysta opisuje proces wychowawczy - ojciec wychowuje syna, syn wychowuje ojca. Przy okazji ramię w ramię rozwalają łby zombiakom. Czytelnicy, którzy śledzą losy bohaterów od samego początku i zaznajomieni są z kontekstem sytuacyjnym, tym wątkiem się nie zawiodą. Jednak nie on jest największą "bombą" omawianego tomu.

Jest nim wejście na arenę wydarzeń nowych postaci, wśród których co najmniej dwie są intrygujące i bardzo ciekawie rokują na przyszłość. Po pierwsze, Kirkman zdecydował się na wprowadzenie do akcji naukowca, który zna przyczynę kataklizmu i wie, jak mu zapobiec. Jest to prawdziwe wejście smoka, ponieważ standardowo postać takiego kalibru - w serialach czy seriach komiksowych - pojawia się znacznie wcześniej. Kirkman zdołał utrzymać świeżość historii przez dziewięć tomów i nie wyprztykał się z pomysłów, a dodatkowo wywoła zaciekawienie wśród tych, którzy serię zaczęli uznawać już za wegetującą.


Tak, jak pierwsza z postaci jest perspektywiczna, tak druga swoim potencjałem bardzo zaraziła opowieść już od pierwszej strony, na której się pojawiła. Sierżant Abraham Ford wyśmienicie wpisał się w koncept "komiksu dla prawdziwych twardzieli". Jest bohaterem z tej samej taśmy produkcyjnej, co Rick, a spięcia między nimi zapowiadają walkę kogutów o przewodnictwo w stadzie. Stadzie - co warto podkreślić - zdziesiątkowanym i zmieniającym się nie do poznania.

Wielokrotnie pisano już, że tytułowe zombie w ujęciu Kirkmana to nie tylko telepiące się bez sensu trupy, a również ludzie, z których na skutek doświadczeń ulatuje życie i którzy pod wpływem nowych warunków zmieniają się nie do poznania. Podczas lektury tomu "Tu pozostaniemy" można odnieść wrażenie, że ta przemiana dokonała się już dawno temu, a to, co teraz czytamy jest już nową wizją świata, w której by przeżyć, należy przejrzeć na oczy i się dostosować. Kirkman nie bawi się w sentymenty. Z ciągłym zaciekawieniem czekam na kolejny tom.


"Żywe trupy 9: Tu pozostaniemy". Scenariusz:
Robert Kirkman. Rysunek: Charlie Adlard. Współpraca graficzna: Cliff Rathburn. Okładka: Charlie Adlard i Cliff Rathburn. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Taurus Media 2010

niedziela, 27 września 2009

"Żywe trupy 7" - Kirkman, Adlard

Autor: Dominik Szcześniak

Świat po kataklizmie, garstka ludzi zabunkrowana w opuszczonym więzieniu oraz hordy żywych trupów grasujących poza tym spokojnym lokum - oto recepta na zombie-operę Roberta Kirkmana, która w polskim wydaniu dobrnęła właśnie do siódmego tomu (natomiast w wersji oryginalnej już w grudniu pojawi się album numer 11).

Tytuł "Cisza przed burzą" idealnie odzwierciedla to, co dzieje się wewnątrz komiksu. Bo przez znaczną większość stron dzieje się niewiele, żeby nie powiedzieć nic, by na sam koniec zaatakować mocnym akcentem, związanym z wcześniejszymi przygodami bohaterów. Znudzeni spokojnym życiem zaczynają rozprawiać na tak poważne tematy, jak "czy smaczniejsze są pomidory same, czy, no wiesz, z czymś", po czym zostają poczęstowani przysłowiowym ciosem młotka w tył głowy. Koniec sielanki, koniec ciszy. Nadchodzi burza. Ale w tym odcinku masz tej burzy, Drogi Czytelniku, niewiele - dreszczyk emocji, jaki jej towarzyszy, musi poczekać do tomu ósmego. Czym więc Robert Kirkman może przyciągnąć do lektury tych ponad stu stron?

Ci, którzy od początku czytają "Żywe trupy" wiedzą już, że tytułowa terminologia nie dotyczy jedynie tępych, ślamazarnie się poruszających konsumentów ludzkiego ciała, lecz również tych z ludzi, którzy ocaleli. Tych, którzy nie dali się ugryźć i, choć żywi, muszą wegetować, ulegając stopniowej dehumanizacji, obserwując cierpienie innych i robiąc rzeczy, o których nigdy by nawet nie pomyśleli wtedy, kiedy było "normalnie". Kirkman na przestrzeni poprzednich sześciu tomów zaprezentował Czytelnikom świat degrengolady moralnej, zbudowany na braku wszelkich praw i kanonów, które przed katastrofą trzymały w ryzach co bardziej zepsute jednostki. W tomie siódmym wciąż słychać tę melodię w tle. Jednak tym, co zachęca do lektury jest zaproszenie wystosowane do Czytelnika przez autorów. Zaproszenie do bliższego poznania grupy postaci, do wniknięcia w relacje między nimi i do przysłuchania się słowom, jakie między sobą wymieniają.

W kilku momentach wieje dramatyzmem, w paru innych autorzy wracają do przeszłości głównych bohaterów opowieści, jednak przez większość czasu skupiają się na niezobowiązujących gadkach. To już jest bardziej dramat społeczny niż apokalipsa zombie. Żywe trupy, jeśli już się pojawiają, to jako obiekt ćwiczeń, obiekt badań naukowych, bądź narzędzie do... dokonania aktu samobójczego. Choć każdy z tych aspektów przedstawiony jest w sposób ciekawy i powodujący żywe dyskusje wśród uczestników zdarzeń, bardziej interesujące wydają się być w tym tomie takie momenty, jak np. ślub dwójki od dawna obecnych na kartach komiksu bohaterów, czy starcze problemy Dale'a, którego partnerką jest znacznie młodsza kobieta, spędzająca w dodatku sporo czasu z młodym i rześkim Tyresee'm. Elektryzująco ukazany jest również moment przyjścia na świat dziecka Ricka i Lori. Opera mydlana w niestandardowych okolicznościach? Owszem.

Akcja przysnęła nieco w tym tomie "Żywych trupów", lecz dzięki temu wyciszeniu wgłębić się można w relacje między bohaterami. Te naturalnie brzmiące rozmowy nie tylko uwiarygodniają psychologicznie Ricka i jego towarzyszy, lecz również uświadamiają prawdopodobieństwo wyjścia na powierzchnię najgorszych ludzkich instynktów w momencie kataklizmu i towarzyszącemu mu zagrożenia. Wielbiciele serii będą zadowoleni. Ci, którzy nie mieli jeszcze z nią styczności muszą zacząć przygodę z zombiakami od pierwszego tomu.
"Żywe trupy, tom 7: Cisza przed burzą". Scenariusz: Robert Kirkman. Rysunek: Charlie Adlard. Współpraca graficzna: Cliff Rathburn. Okładka: Tony Moore. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Taurus Media 2009