Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże kształcą… komiksowo!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże kształcą… komiksowo!. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 października 2018

Podróże kształcą… komiksowo! (3): Buenos Aires i Paseo de la historieta

Gdziekolwiek nie będzie publikowany ten cykl w pozostałych mi jeszcze latach dziennikarskiej działalności komiksowej, gdzieś się zapoznacie w jego ramach z kolejnym podróżami bliskimi i dalekimi, podczas których napotykamy komiks, ilustrację, czy rysunki satyryczne. Pamiętajcie zawsze, że wszystko zaczęło się na Cyfrowym Ziniolu!

W historycznym San Telmo, dzielnicy Buenos Aires, znajdziecie niezwykły pasaż poświęcony klasycznym postaciom komiksu argentyńskiego. Jest ich piętnaście pod postacią rzeźb (chyba winylowych? Nie wiem, nie znam się, jakiś plastik), ale podziwiać podczas tego spaceru można też murale komiksowe. Jeśli planujecie się zmęczyć, to zaplanujcie przejście tak, żeby na koniec zostawić sobie obowiązkowe zdjęcie na ławeczce z Mafaldą, Susanitą i Manolo. Tam przysiądziecie, odpoczniecie… ale tylko chwilę, bo każdy chce mieć tu fotkę. Obok ławeczki macie sklep, zaopatrzony w absolutnie wszystko z Mafaldą Kiedy piszę „wszystko”, naprawdę mam na myśli „wszystko”. I naprawdę trzeba uważać, żeby nie dać się ponieść z zakupami. Nam się udało, a kubeczki na kawę z Mafaldą dają codzienną porcję porannej radości już od prawie dwóch lat.

Sama dzielnica w zasadzie nie jest zbyt czysta, jak całe Buenos (metropolie południowoamerykańskie, które zobaczyłem, raczej zawodzą i odpychają w krótkim kontakcie, ale zdecydowanie mają charakterek, który można na pewno polubić przy dłuższym pobycie, bo to pozwala „poczuć” dane miejsce), ale tego miejsca przegapić nie można, będąc czytelnikiem komiksów i turystą w Boskim. Potem zakupy w Entelequia, a ja kiedyś Wam napiszę coś o komiksie argentyńskim, bo sobie taką fajną książkę kupiłem… w Rio :)

wtorek, 9 października 2018

Podróże kształcą… komiksowo! (2): El Chaltén

Gdziekolwiek nie będzie publikowany ten cykl w pozostałych mi jeszcze latach dziennikarskiej działalności komiksowej, gdzieś się zapoznacie w jego ramach z kolejnym podróżami bliskimi i dalekimi, podczas których napotykamy komiks, ilustrację, czy rysunki satyryczne. Pamiętajcie zawsze, że wszystko zaczęło się na Cyfrowym Ziniolu!

Wielka wyprawa do Argentyny nie mogła się obyć bez komiksów, ale nie spodziewałem się tego, że w absolutnej dziurze w interiorze Patagonii, w El Chaltén przy granicy z Chile, spotkam… Mafaldę! To, jak bardzo Mafaldę w Argentynie się kocha i zna przerosło moje oczekiwania. Nie dość, że w El Chaltén jest „składzik Manola”, który w paskach Mafaldowych pracuje w sklepie ojca, to jeszcze ten sklepik wypełniono malunkami postaci z komiksu Quino i ich złotymi myślami. Miło było zrobić tam zakupy i zobaczyć uśmiechniętą Mafalditę. Kiedy zobaczymy ją w pięknym, opasłym polskim wydaniu i usłyszymy po polsku? Póki to nie nastąpi, pozostaje czytać fb Mafalda po polsku. Kawał dobrej roboty – myślę, że wraz z ludźmi za ten profil odpowiedzialnymi moglibyśmy spokojnie sobie poradzić z tą trudną, acz wdzięczną materią tłumaczeniową. Kiedyś już w ramach Panelu Tłumaczeniowego na FKW pokazywaliśmy paski i przybliżaliśmy postaci oraz sam komiks. Mafalda po prostu zasługuje na to, żeby spotkać się z polskim czytelnikiem. W lepszym, bardziej reprezentatywnym wydaniu, niż to stare, malutkie, przerobione i wykrzywiające prawdziwy charakter komiksu, który dla mnie bije na głowę genialne Fistaszki.

A wiecie, co na wystawie jedynej „księgarni” (no powiedzmy, że to księgarnia…) w tym miasteczku można było zobaczyć? Hołd Liniersa z Macanudos dla… Mafaldy – patrz: ostatnie zdjęcie („To szczęście, że zaczęło się przygodę z książkami od takiej pozycji…”). 

niedziela, 7 października 2018

Podróże kształcą… komiksowo! (1): Porto

Gdziekolwiek nie będzie publikowany ten cykl w pozostałych mi jeszcze latach dziennikarskiej działalności komiksowej, gdzieś się zapoznacie w jego ramach z kolejnym podróżami bliskimi i dalekimi, podczas których napotykamy komiks, ilustrację, czy rysunki satyryczne. Pamiętajcie zawsze, że wszystko zaczęło się na Cyfrowym Ziniolu!

Na początek Porto Cartoon w holu lotniska im. Francisco Sá Carneiro. Wystawę obejrzałem udając się (a może wracając „z”? Kurczę, już nie pamiętam :)) do cudownej Galicji (celowo nie piszę, że do Hiszpanii :)), w oczekiwaniu na towarzysza podróży (no i w sumie życia też), z którym porannym autobusem z Porto mieliśmy udać się do Vigo (to najbrzydsza część Galicji, jaką zobaczyłem). Wycieczkę tego typu polecam, Porto Cartoon również.

Pierwsza edycja prac z tego festiwalu, którą widziałem, a która była chronologicznie dziewiątą, zobaczyłem w roku 2007. Potem jeszcze jedenastą w 2010 (o obu pisałem na pRzYpAdKiEm) i miałem przerwę do tej jubileuszowej, dwudziestej pt. „Posprzątać planetę”, której część rozstawiono w holu lotniska.

Porto nazywane jest stolicą cartoonu, bo festiwal zadomowił się w tym ślicznym mieście na dobre. Główna wystawa zawsze organizowana jest w Muzeum Prasy (Museu da Imprensa), na którego zwiedzanie akurat nie miałem czasu tym razem, więc dobrze się złożyło, że spotkaliśmy się na lotnisku. Poniżej zdjęcia bez opisów, bo te rysunki mówią same za siebie. A tutaj link do głosowania internetowego – klik w Wirtualne Muzeum Rysunku Satyrycznego - warto zagłosować, bo temat zacny, ważny, a prace porażająco pomysłowe.