Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com

piątek, 7 września 2012

Lincoln 2 - Jouvray/ Jouvray/ Jouvray

Autor: Dominik Szcześniak
W związku z powrotem nieśmiertelnego kowboja wiązałem wielkie nadzieje - pierwsza odsłona jego perypetii, zbierająca dwa oryginalne albumy, swą elokwencją i dowcipem powodowała, że spokojnie można było uczyć się jej na pamięć i sypać cytatami. Z drugą jest inaczej. Polskie wydanie ponownie zawiera dwa albumy, jednak tylko jeden z nich - ostatni - trzyma poziom.
W telegraficznym skrócie: reprezentujący olewawczy stosunek do życia, ateista Lincoln, spotyka na swojej drodze Boga i Szatana. Mimo stereotypowego wyglądu (siwy dziadek z długą brodą i czerwony szpicbródka z różkami) obaj raczej niespecjalnie trafiają w ludzkie wyobrażenie o nich. Są kumplami, prowadzącymi interesy wśród ludzi. Dziadek daje Lincolnowi nieśmiertelność, Diabeł stara się go wykorzystać do szerzenia niecnych postępków. A Lincoln ma wszystko gdzieś i jak tylko może, kiwa jednego i drugiego zwierzchnika.
Akcja wydanego w ubiegłym roku tomu działa się na Dzikim Zachodzie - było wiejsko, afery miały nikły poziom skomplikowania, a motorem napędowym były dialogi i wynurzenia filozoficzne z nich wynikające. Otwierający drugi tom Plac Zabaw to transfer bohaterów na tereny miejskie - do wielkiego Nowego Jorku, miasta ogromnych możliwości jeśli chodzi o matactwa i zarabianie na przestępczości. Właściwie jest tu wszystko, co powinno zapewnić dobrą rozrywkę - napad na bank, starcia z policją, wielka strzelanina z prezydentem USA na głównym planie, nokautujący Lincolna dzieciak - kumpel z celi oraz happy end (?) czyniący z bohatera komiksu wielkomiejskiego stróża prawa - lecz mimo tych wszystkich cech, po lekturze rozdziału odczuwalna jest pustka, a w głowie dudnią pytania "po co?" oraz "dlaczego?". Mieszczuchy zabiły potencjał drzemiący w autorach. Miasto - choć rysowane fantastycznie - spowodowało, że dialogowa elokwencja została zastąpiona przez wszędobylskie "Bam!" i "Bach!". Mimo tego, album i tak jest zdecydowanie ponadprzeciętny - w pierwszym tomie niemal każda scena była warta zapamiętania, tutaj takich scen jest kilka, co i tak w porównaniu z innymi komiksami na rynku daje niezły wynik.
Kara cielesna, czwarty z kolei odcinek przygód rewolwerowca - wieśniaka, to już powrót do formy, a jednocześnie odpowiedź na zadane przeze mnie wcześniej pytania. Lincolna spotykamy jako grubasa, który na urzędniczym stanowisku nachapał się nielegalnej kasy, a z niebiańsko-piekielnymi siłami nie widział się od bardzo dawna. Ciąg wydarzeń wysyła go ponownie na wiochę i do więzienia, jednocześnie przywracając wiarę w pisarstwo Oliviera Jouvraya. Lincoln musi (poprawka: robi to przypadkiem, bo przecież nic nie musi) obalić dyktatora - więziennego ciecia, który dla swoich więźniów jest bezwzględny, a kulki wymierzane w łeb tłumaczy wolą boską. Jest wesoło jak diabli!
Przejście między odcinkami jest jednocześnie zmianą stylu, w jakim Jerome Jouvray rysuje Lincolna - z prostej, grubej krechy przesiadamy się na delikatną, ołówkową - zmiana ta pewnie byłaby drażniąca, na szczęście w sukurs poszła jej dużo lepsza jakość scenariusza.
Plusem Lincolna 2 jest rozgrywanie wielu scen bez użycia słów - w pewnym stopniu ta dialogowa moc, o której wspominałem, została przerzucona na moc obrazu - scena skatowania Lincolna w Placu Zabaw (i jej następstwa) to solidna robota. Świetnie prezentują się również statyczne scenki rozgrywające się w jednym ujęciu - choćby ta w gabinecie dyrektora więzienia, wspomagana kwestiami wygłaszanymi przez bohaterów.
Pierwsza część mnie zawiodła (ale nie zawiedzie tych, którzy lubią popatrzeć sobie na strzelanki w mieście), druga podniosła na duchu, w związku z czym lektura Lincolna 2 przyjemną, owszem, była. I choć przez kilka pierwszych stron ziewałem, końcówka spowodowała, że znowu niecierpliwie czekam na kolejny tom.
Lincoln 2. Scenariusz: Olivier Jouvray. Rysunek: Jerome Jouvray. Kolor: Anne-Claire Jouvray. Tłumaczenie: Katarzyna i Małgorzata Margo Sajdakowskie. Wydawca: Mroja Press 2012

Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl 

czwartek, 6 września 2012

All-Star Superman - Morrison/ Quitely

Autor: Dominik Szcześniak
Wybiec daleko w przyszłość, a jednocześnie czerpać z dorobku przeszłości. Pisać o czymś, co już było i jest znane i spowszedniało, a jednak robić to w sposób świeży i niebanalny. Przewrócić do góry nogami tradycyjne schematy i zachowania, a zarazem podtrzymać ducha oryginału. Przerobić to, co szwankowało, dodając kilka nowych przemyślanych patentów. Te wytyczne zrealizował Grant Morrison. A obiektem, na którym ekscentryczny Szkot sobie poużywał stał się Superman. 
Nieznośny harcerzyk w czerwono-żółto-niebieskim trykocie dostał drugie życie. I to jakie! Trwa 12 odcinków, jest intensywne i napakowane akcją, ale niesie ze sobą również ciekawe spojrzenie na postać Supermana. Bo poza tym, że Człowiek ze Stali wciąż jest dobry i szlachetny, a stosowanie zasad savour-vivre'u może mu zakłócić jedynie czarny kryptonit, jest on również dobrym materiałem na boga.
Nie będę zdradzał istotnych elementów fabuły pisząc, iż Morrison rozpoczyna swój komiks od trzęsienia Ziemi - Superman umiera. Po malwersacjach Lexa Luthora, które ostatecznie doprowadziły do bliskiego spotkania Człowieka ze Stali ze Słońcem, jego śmierć jest bardziej niż pewna. Heros postanawia więc podjąć odpowiednie kroki - spisać swoją ostatnią wolę, zamienić słowo z ludźmi, na których najbardziej mu zależy oraz - co najważniejsze - wykonać 12 prac, które ocalą ludzkość. Brzmi lekko i zgrabnie. Ale nie w ujęciu Morrisona.
Scenarzysta, który ma tylu zwolenników co przeciwników oraz który - jeśli pracuje nad autorskim projektem - częstokroć znajduje się na granicy geniuszu, uwspółcześniając legendę Supermana napompował go (jak również większość działających obok niego postaci) do granic możliwości. Poskutkowało to tym, że Superman jest dobrym, szlachetnym, mądrym naukowcem, zawsze skorym do pomocy, posiadającym w swojej samotni gadżety zdobyte z wieloletnich wypraw do innych światów i tworzącym własne światy w domowym zaciszu. Jest blisko bycia bogiem - o tym jak blisko opowiada rozdział dotyczący Klątwy Nowych Supermenów (pierwszych astronautów z Kryptonu, zaginionych w kosmosie na kilkadziesiąt lat). Clark Kent, fenomenalnie uchwycony przez twórców, jest na kartach All-Star Superman nie tylko Supermanem w okularach, ale gościem o zupełnie innej budowie ciała, zgarbionym, fajtłapowatym do granic możliwości. Lex Luthor to dyktator, Hitler naszych czasów, zaślepiony pragnieniem zniszczenia odwiecznego wroga, ale również obdarzony genialnym umysłem kreator własnej utopii. Jimmy Olsen, kojarzony głównie z bycia rudym piegowatym niewiele znaczącym fotografem (który zamiast pomóc, cykał swojemu najlepszemu kumplowi fotki kiedy ten był maltretowany przez Doomsdaya) w ujęciu Morrisona jest celebrytą, z którym każda kobieta i każdy mężczyzna chcą iść do łóżka i dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.
W równolegle wydawanych za granicą zeszytach All-Star dotyczących Batmana i Robina, Frank Miller zbrutalizował Nietoperza, czyniąc go "cholernym Batmanem". Morrison pojechał po bandzie w drugą stronę - zamiast przysłaniać blask bijący od Człowieka ze Stali, pozwolił mu świecić jeszcze bardziej. Przy okazji sam trzymał się w ryzach i konsekwentnie zrealizował swój scenariusz, unikając błędów, jakie popełnił chociażby w bardzo nierównych Invisibles, gdzie geniusz graniczył z żenadą. All-Star Superman jest komiksem fenomenalnie równym.
Współczesne ujęcie postaci nie mogło obyć się bez najistotniejszych wydarzeń z jego życia. I tu również Morrison wykazał się konsekwencją, nie odpuszczając nawet w trudnych momentach. Istotnymi uczynił: zminiaturyzowane miasto Kandor, gadżety Brainiaca, świat Bizarro, Sun-Eatera, Doomsdaya. zapomniane postaci pokroju Samsona i Atlasa, redakcję Daily Planet i rodzinę ze Smallville. Jednym z ważniejszych tematów uczynił spuściznę Supermana i przyszłe losy nadludzi, w czym pomocne mu były zabiegi związane z podróżą w czasie. Jego wersja jest łatwą do wchłonięcia, a jednocześnie inteligentną rozrywką. Jakościowo podrasowaną znakomitymi ilustracjami Franka Quitely'ego, w którego wykonaniu Lois Lane wygląda tak dobrze, jak jeszcze nigdy.
Morrison i Quitely to para, która zna się jak łyse konie. All-Star Superman to jeden z ich najdojrzalszych projektów. Spójny, konsekwentny, zrealizowany z rozmachem oraz - co najważniejsze dla tych, którym przygody harcerzyka przejadły się dawno temu - świeży i inteligentny. Supermana znowu da się czytać!
All-Star Superman. Scenariusz: Grant Morrison. Rysunki: Frank Quitely. Kolory: Jamie Grant. Tłumaczenie: Michał Zdrojewski. Wydawca: Mucha Comics 2012.
Komiks możesz nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

środa, 5 września 2012

Burrit - Kunicki

Autor: Dominik Szcześniak
Tak marnie i bez pomysłu zaprojektowana okładka nie wróży dobrze zawartości. Opis na jej tyle daje jednak nadzieję na ciekawą lekturę - nawet mimo tego, że jego powaga nie jest zbieżna ze stylem graficznym preferowanym przez debiutanta, Klaudiusza Kunickiego, co rzuca się w oczy zaraz po przekartkowaniu zeszytu. Tym większe zaskoczenie w trakcie lektury - oto bowiem mamy do czynienia z jednym z lepszych polskich albumów ostatnich lat. Debiutów również.
"Pełną rozmachu i złożoną narracyjnie historię", przyłożenie do przestępców występujących w komiksie miary Hannibala Lectera, czy wszystkie poważnie brzmiące problemy, jakie są udziałem głównego bohatera ("pustka po stracie przyjaciela, problem alkoholowy, ból odrzuconej miłości") należy wziąć w odpowiedni nawias, dzięki któremu wprawny Czytelnik (recenzent również) bez problemów wychwyci, iż opis Burrita jest ironiczny, prześmiewczy, przesadzony. Bo to, co znajdziecie na kartach tego komiksu to parodia, strzelająca śmiechem niemal z każdej strony i przywołująca na myśl stare komiksy, takie naprawdę stare, w których czcionka dominowała w kadrze, rysunek był cartoonowy, a każda plansza bądź każdy pasek musiał być zakończony w sposób zabawny.
Rozpoczynając trzeci akapit recenzji warto byłoby zahaczyć cokolwiek o fabule. Muszę stwierdzić, że choć złożona narracyjnie nie jest, to jednak posiada wysoki stopień komplikacji i - rzeczywiście - rozmach. Jest tu pierdołowaty detektyw, pretekstowa sprawa którą prowadzi a która jednocześnie jest wierzchołkiem góry lodowej, gangsterzy, cyrkowcy, słonica afrykańska i wiszący w powietrzu wielki krach systemu ubezpieczeń. Kto z kim co i jak - zapraszam do lektury albumu, tam uzyskacie satysfakcjonujące konkrety. Warto natomiast nadmienić, że Kunicki wprowadza dużo orzeźwienia poprzez bardzo żywy drugi plan i mnóstwo postaci, które aktywne są na kilku jedynie kadrach, a potrafią skraść show Burritowi. Podobnie dobrze radzi sobie z detektywistycznym aspektem historii, elegancko dociągając ją do końca mimo wyjaśnienia kilku (wydawałoby się, że najistotniejszych) wątków już w połowie albumu.
Przyznam, że Burrit sprawia wrażenie reliktu z dawnych lat - jedynym, co tej tezie przeczy, jest młody wiek autora i nawiązanie do w miarę bieżących wydarzeń. Kadrowanie i zawieszenia akcji sugerują, że komiks tworzony był na zasadzie jednoplanszowych odcinków, bądź - jak wspomniałem wcześniej - stripów komiksowych, co przecież od zawsze było chlubną tradycją polskich komiksiarzy. Wielka czcionka to również czytelny trop. Graficznie to taka undergroundowa Szarlota Pawel - jest dobrze, momentami świetnie, ale większości kadrów bardzo pomogłoby wyczyszczenie z kreskowania, jak również śmielsze operowanie czernią.
Co tu dużo pisać (a przecież można - o trafionym nazewnictwie postaci, nietypowym gangu, świetnych obserwacjach autora, braku bluzgów czy zdystansowanej narracji): Burrit to porządna lektura. Klaudiusz Kunicki to perspektywiczny twórca. Będzie z niego dużo pożytku, jeśli nie porzuci rysowania komiksów. 
Burrit. Autor: Klaudiusz Kunicki. Wydawca: Lubelskie Stowarzyszenie Fantastyki Cytadela Suriusza 2012
Komiks można nabyć tutaj: Allegro

The Very Best OFF The Ziniols vol 2: Rarities and B-Sides

The Very Best OFF The Ziniols vol 2. Rarities and B-Sides
186 stron, format A5
Autor okładki: Daniel Grzeszkiewicz
Autorzy zamieszczonych prac: Rafał Trejnis, Andrzej Śmieciuszewski, Mateusz Liwiński, Daniel Gizicki, Piotr Machłajewski, Dominik Szcześniak
Data premiery: 5 października 2012

wtorek, 4 września 2012

Kramik z planszetkami

Krótko: wyprzedaję całą kolekcję oryginałów - począwszy od krótkich form publikowanych w przeróżnych zinach, skończywszy na planszach z pełnometrażowych albumów. Plus grafiki i komiksy nigdy nigdzie niepublikowane. Razem ponad 300 kawałków zarysowanego papieru, formatu A3 i A4. Możliwość nabycia całej kolekcji, bądź ilości hurtowych w atrakcyjnej cenie. Zainteresowanych zapraszam do kontaktu: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 3 września 2012

B.P.R.D. Hell on Earth: New World – Mignola, Arcudi, Davis

Autor: Łukasz Kowalczuk
Przygody ekipy Bureau for Paranormal Research and Defense to drugi, po Hellboyu, najważniejszy cykl historii osadzonych w Mignolaverse. New World to numery od 69 do 73. W związku z tym czytelnicy, którzy przygodę z Abem i spółką skończyli na polskich wydaniach, muszą być przygotowani na to, że na łamach serii wydarzyło się bardzo dużo. Poczułem się wrzucony na głęboką wodę, ale doszedłem do wniosku, że warto zaryzykować (a już na pewno należy poświęcić kilka minut na biogramy postaci i wprowadzenie).

Na Ziemi powoli rozpętuje się piekło (całe szczęście, Dark Horse nie częstuje czytelników tekstami pokroju „Nic nie będzie już takie jak wcześniej!”... ja takowych nie odnotowałem). Biuro podlega teraz Organizacji Narodów Zjednoczonych i jest wewnętrznie skłócone. Dodatkowo nie ma najlepszych notowań wśród tzw. zwykłych obywateli. Tymczasem na zachodzie Kanady ludzie znikają bez śladu. Abe Sapien postanawia rozwiązać tę zagadkę i udaje się na poszukiwania do opustoszałej okolicy.
 
Historia mające miejsce w Kolumbii Brytyjskiej została umiejętnie przepleciona z epizodami w centrum dowodzenia. Z jednej strony mamy więc efektowny horror (ponury las, pościg, strzelaninę, duże potwory), z drugiej pracę w centrali – wzajemne oskarżenia członków załogi i próby opanowania chaosu przez dyrektor Kate Corrigan. Wszystko to z apokalipsą za pasem, emitowaną na żywo przez telewizję. Czuję ducha najfajniejszych odcinków Z Archiwum X. Takich gdzie zagadka powodowała, że na ekranie pojawiała się tabliczka „Tylko dla dorosłych” a wątek wielkiej tajemnicy rozwijał się powoli w tle. Trudno mi się z tego Archiwum X wyleczyć, ale nic na to nie poradzę... może moi rówieśnicy będą to w stanie zrozumieć?

Lubię pozornie niedbałą kreskę Guya Davisa. Przede wszystkim facet nie podrabia Mignoli. Choć jego rysunki są zupełnie inne, to udaje mu się oddać klimat świata, który uważam za jeden z najfajniejszych we współczesnym komiksie.
„Ale” jest tylko jedno. Wolę kiedy wszystkimi okładkami zajmuje się MM. Front New World tpb jest jego autorstwa i zdecydowanie wygrywa z tym, co Davis zaprezentował w pięciu zeszytach.

New World to rzecz udana pod każdym względem, ale nie ulega wątpliwości, że stanowi jedynie solidne wprowadzenie do fabuły rozciągającej się na kilkadziesiąt odcinków (póki co, dotarła do 101 odcinka licząc ogólną numerację). Autorzy utrzymują, że można te opowieści traktować osobno. Ja mam pewne wątpliwości. Mimo wszystko, apetyt został pobudzony w takim stopniu, że chętnie zapoznam się z kolejnymi odsłonami Hell on Earth. Szczególnie ciekawie zapowiada się Russia.

Osobom szukającym bardziej zamkniętej całości w paranormalnych klimatach (z obowiązowymi mackami!) polecę coś ciekawego już w przyszłym tygodniu.

KSIONZ - okładka

Premiera albumu podczas MFKiG w Łodzi.